Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Gniezno? Kraków? Warszawa? Herr Polak, za daleko!

Dwóch pierwszych niemieckich przywódców, którzy złożyli oficjalne wizyty w Polsce (podobizna Ottona III pochodzi z domeny publicznej, zdjęcie Richarda von Weizsäckera z Bundesarchiv, Bild 146-1991-039-11 / CC-BY-SA 3.0 de).

Dwóch pierwszych niemieckich przywódców, którzy złożyli oficjalne wizyty w Polsce (podobizna Ottona III pochodzi z domeny publicznej, zdjęcie Richarda von Weizsäckera z Bundesarchiv, Bild 146-1991-039-11 / CC-BY-SA 3.0 de).

W biografii średniowiecznego cesarza Ottona III Jerzy Strzelczyk mimochodem zwrócił uwagę na ciekawy aspekt wizyty niemieckiego władcy w Gnieźnie – być może nawet ważniejszy od nałożenia Bolesławowi Chrobremu na głowę diademu i obiecania królewskiej korony.

W żadnym razie nie zamierzam kwestionować symbolicznego i praktycznego znaczenia tak zwanego „Zjazdu gnieźnieńskiego”. Jednak przybycie Ottona do Polski było warte odnotowania nawet nie dlatego, że coś dało Polsce (arcybiskupstwo, prestiż i jakieś iluzoryczne obietnice), ale już tylko z racji, że… w ogóle do niego doszło.

Jerzy Strzelczyk zanotował: [była to] o ile wiemy jedyna wizyta głowy państwa niemieckiego w Polsce aż do naszych dosłownie czasów. I rzeczywiście: z Niemcami biliśmy się przez wieki, przez wieki robiliśmy z nimi interesy, a koniec końców między innymi przez nich Rzeczpospolita została rozebrana na kawałki, ale niemieckim władcom nigdy nie było śpieszno do złożenia wizyty w Gnieźnie, Krakowie czy Warszawie.

Tym razem to nie narody przyszły do cesarza... tylko cesarz do Gniezna (źródło: domena publiczna).

Tym razem to nie narody przyszły do cesarza… tylko cesarz do Gniezna (źródło: domena publiczna).

Zdaniem Strzelczyka z pierwszą po Ottonie III „wizytą państwową” przybył nad Wisłę dopiero prezydent RFN Richard von Weizsäcker w 1990 roku. Z poznańskim profesorem trudno się nie zgodzić.

Jeśli o jakimkolwiek wyjątku może być mowa, to chyba tylko o przybyciu Karola IV na zjazd królów organizowany w Krakowie w 1364 roku przez Kazimierza Wielkiego. Strzelczyk enigmatycznie zbywa ten przykład, mówiąc że wizyta miała inny charakter.

Pewnie chodzi o to, że Karol IV przyjechał nie tyle z „wizytą państwową”, co na – używając innego terminu z dzisiejszej polityki – „konferencję międzynarodową”. Zresztą, nawet jeśli wpiszemy ten wyjątek na listę, to wciąż na 1000 lat wspólnej historii przypadną tylko dwa królewskie spotkania na polskiej ziemi.

Abramowicz_Uczta_u_Wierzynka_1876

Konferencja międzynarodowa jak się patrzy (obraz „Uczta u Wierzynka” pędzla Bronisława Abramowicza).

Także wrogich wizyt, w asyście wojska prowadzonego osobiście przez władców, było zaskakująco mało. W 1157 roku bawił na ziemiach polskich cesarz Fryderyk I Barbarossa. W 1382 roku dość przypadkowo na ziemiach polskich znalazł się świeżo upieczony władca Brandenburgii, Zygmunt Luksemburski. Tyle tylko, że w Polsce nie był z wizytą, ale jako wysłannik właśnie zmarłego króla Ludwika Węgierskiego. Po jego śmierci usiłował bezskutecznie przejąć tron, ale zatrzaśnięto przed nim bramy Krakowa.

I to by było bodaj na tyle. Potem na nasze ziemie trafiali dopiero władcy XIX-wiecznych Prus i Führer III Rzeszy Adolf Hitler. Trudno jednak mówić o wizytach państwowych, szczególnie że ci panowie dbali, aby żadnego państwa polskiego nie było…

Źródło: Jerzy Strzelczyk, Otton III, Ossolineum, Wrocław 2000, s. 114, 243-244.

Kup książkę autora artykułu (dużo taniej niż inni):

Artykuł porusza następujące tematy:

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Czy wiesz, że ...

...króla Polski Władysława Warneńczyka swatano z kobietami z trzech pokoleń jednej rodziny? Najpierw polski dwór starał się o rękę dwuletniej Anny Habsburżanki, potem Władysławowi zaproponowała małżeństwo jej babcia, czterdziestoparoletnia Barbara Cylejska. Wreszcie polskiemu władcy rajono trzydziestoletnią Elżbietę Luksemburską, matkę Anny i córkę Barbary.

...sułtan Mehmed II Zdobywca wał się do ataku na Konstantynopol już w wieku 14 lat? Na przeszkodzie tym planom stanął bardziej powściągliwy ojciec. Dopiero po jego śmierci mógł spełnić swoje marzenia o podbojach.

...by dostać się do zakonu joannitów, trzeba było udowodnić wielowiekową przynależność do stanu szlacheckiego? Od francuskich rycerzy wymagano 8-pokoleniowego rodowodu, a od niemiecki - nawet 16-pokoleniowego! A to wszystko trzeba było udowodnić podczas procesu.

...królowa Jadwiga Andegawenka zazwyczaj wypijała dwa, dwa i pół litra piwa dziennie? Mimo takich ilości spożywanego trunku mieściła się w obowiązującej wówczas polskiej średniej statystycznej.

Komentarze (17)

  1. R.S. Odpowiedz

    Tylko że tak w średniowieczu, jak i nowożytności, władcy europejscy generalnie rzecz biorąc bardzo rzadko składali „wizyty państwowe” i nie tylko niemieccy nas nie odwiedzali. Podobnie zresztą nasi królowie, jeśli już przekraczali granice, to najczęściej z mieczem w ręku.

  2. Kamil Janicki Odpowiedz

    Zastanawiałem się, czy wyjść z takiej perspektywy. Bądź co bądź taki wniosek nasuwa się sam – wizyta Ottona była wyjątkowa, ponieważ w tamtej epoce takich wizyt się niemal nie organizowało. Tyle tylko, że zastanawia skala zjawiska: w zasadzie całkowity brak wyjątków na przestrzeni tysiąca lat.

    Piszesz, że: „Podobnie zresztą nasi królowie, jeśli już przekraczali granice, to najczęściej z mieczem w ręku.”

    Nie do końca – to na pewno poniekąd wina słabszej pozycji politycznej polskich władców (to do silniejszego władcy się jedzie, nie na odwrót), ale jednak wizyt naszych głów państwa w Niemczech kilka było. Rzadko miały charakter oficjalny, ale bądź co bądź: doszło do nich. Chociażby zawsze w przypadku obalenia jakiegoś księcia (w interesującej nas epoce), ten zaraz wędrował do Niemiec. Wspomnijmy Mieszka II czy Władysława Wygnańca.

    Również do innych sąsiadów nasi władcy się niekiedy wybierali – np. Bolesław Śmiały z pielgrzymką na Węgry (czemu musiała towarzyszyć „wizyta państwowa”). Do tego dochodziły różne zjazdy i spotkania władców, których jednak w Polsce poza przypadkiem z 1364 roku raczej nie organizowano. Ale już za granicę polskim królom zdarzało się w takich celach wyruszać – choćby do Lewoczy na „zjazd rodzinny”. Poza tym do Niemiec i gdzie indziej, już w czasach nowożytnych książęta wyruszali w młodości w „edukacyjne” podróże, co poniekąd przybierało charakter wizyt państwowych.

    Oczywiście Twój ogólny wniosek jest moim zdaniem słuszny. Ale jednak trzymałbym się pierwotnego założenia, że przypadek niemiecko-polski był dość wyjątkowy.

  3. Barnim Odpowiedz

    taa, tyle że wizyty głów państwa miały miejsce dopiero od XIX wieku, więc tu Strzelczyk strzelił kulą w płot

  4. Anonim Odpowiedz

    Kamil Janicki: „Nie do końca – to na pewno poniekąd wina słabszej pozycji politycznej polskich władców (to do silniejszego władcy się jedzie, nie na odwrót), ale jednak wizyt naszych głów państwa w Niemczech kilka było.”

    Tylko czego mieli by władcy niemieccy szukać na wschodzie (poza Lebensraum)? Nie koniecznie (nie tylko) pozycja polityczna Polski miała na to wpływ, ale też położenie Korony/Rzeczypospolitej, czyli na wschodzie, a kierunek ten nie był przez długi czas ani politycznie, ani kulturalnie, gospodarczo też nie (bogate Niderlandy czy północne Włochy), tak interesujący ja Zachód. Do końca średniowiecza (w nowożytności jeszcze wojny włoskie) to Italia (papież -> cesarz, Lombardia) stanowiła w ówczesnej świadomości klucz do dominacji.

  5. gość Odpowiedz

    Anonimie – to chyba tym bardziej dowodzi, że w wizycie Ottona wyjątkowy był sam fakt jej zorganizowania w takiej właśnie formie, a nie towarzyszące temu akty polityczne i religijne.

    Nota bene, do końca bym się nie zgodził, że wizyty państwowe (w nieścisłym znaczeniu) powstały dopiero w XIX wieku. Zdarzały się wcześniej, choć zwykle ich nadrzędna lub oficjalna przyczyna była inna. Mogła nią być pielgrzymka (jak w przypadku Bolesława Śmiałego), udział w zjeździe władców, wspólny udział w wojnie, poszukiwanie protekcji itd.

    Wątpię zresztą, żeby także Strzelczykowi chodziło o wizytę państwową według definicji dzisiejszej lub XIX-wiecznej.

  6. maciej Odpowiedz

    mowa o częstotliwości wizyt państwowych – to dobry argument. Ciekawie wyglądałaby analiza kontaktów władców Francji, Holandii, Niemiec itp – nie sądzę by do siebie jeździli.
    boskiego pomazańca w kibitce ..?

    ale można zajrzeć i do innych państw – zgoła innych. Wenecji np – republika – handlowa. czy tu królewski majestat także był tak „ospały”?

  7. maciur Odpowiedz

    Można jeszcze wspomnieć o spotkaniu kajzera Wilhelma II i cara Mikołaja II w Świnoujściu. Było to co prawda u progu XX wieku i Polski jako takiej nie było, ale zawsze to wizyta koronowanych głów:P Także w okresie napoleońskim cesarz austriacki Franciszek wraz z dworem przebywał parę dni w Cieszynie. W tymże Cieszynie bawił również Najjaśniejszy Pan Franz Jozef. Ale to tylko takie ciekawostki:P

  8. Członek redakcji | Autor publikacji | Kamil Janicki Odpowiedz

    Tylko, że Świnoujście to tak niezbyt Polska ;-) A przynajmniej do końca II wojny światowej nikt się nie spodziewał, że tam kiedykolwiek będzie Polska…

  9. 100peteriusz Odpowiedz

    Zapomniane zostały jeszcze dwie wojenne wizyty na tereny państwa polskiego . W czasie wojny Henryka II z Bolesławem Chrobrym w latach 1002-1118 (obrona Krosna Odrzańskiego, odwrót Henryka przez kraj Dziadoszan, dojście Niemców pod Poznań). Z późniejszych czasów natomiast wojna z 1105r. Henryka V z Bolesławem Krzywoustym – bitwa na Psim Polu, obrona Głogowa). Niezapominajmy, że nasza granica zachodnia od czasów Jagiełły, aż do XVIIIw. była najbezpieczniejszą granicą.

  10. Znafca Odpowiedz

    Należy pamiętać że w dawnych czasach wycieczka 500 km była sporym problemem i wielkim sukcesem było przebycie tego odcinka przez 4 doby.Aktualnie 4 wytrenowanych riksiarzy mogłoby na stosownej rikszy dowieźć króla przez dobę na taka odległość.Oczywiście teraz są inne drogi i pojazdy.

  11. Anonim Odpowiedz

    Dziwne, że nikt nie wspomniał o wydarzeniach z Krakowa w 1525 r. Albrecht Hohenzollern, co prawda był przywódcą jednego z państw Rzeszy, ale już w tym czasie de facto one same były niezależne, a ostatnie chwile tego państwa wskazują na zainteresowanie lub siłę Cesarza w tym zakresie.

  12. WW Odpowiedz

    Radzę zwrócić uwagę na zjazd gnieźnieński w kontekście (nie wiedzieć czemu pomijanej) bizantyjskiej etykiety dworskiej, na której dwór Ottonów się wzorował. I z przyjacielskiego gestu nagle zrobi się nam namaszczenie następcy, teoria tym realniejsze, że ów następca przeca po kądzieli z domem cesarskim spokrewniony.

  13. Dominik Odpowiedz

    Dwa spotkania u nas na 1000 lat to brzmi jakbyśmy byli oddzieleni kilkoma innymi krajami, a nie byli sąsiadami. Może nie mieli tu żadnych interesów przez tysiąc lat… ;)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.