Ciekawostki Historyczne
Średniowiecze

Skąd naprawdę przybyli Piastowie? Prof. Urbańczyk stawia odważną hipotezę

Legenda o Piaście Kołodzieju od wieków stanowi fundament opowieści o początkach polskiej państwowości. Czy jednak za narodzinami dynastii kryje się zupełnie inna historia? Poznaj argumenty przemawiające za wielkomorawskim pochodzeniem twórców pierwszego państwa Piastów.

Tekst stanowi fragment książki Korzenie Polski. Tom 1, prof. Przemysława Urbańczyka, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2026,

Pytanie „Kto nam zbudował państwo?” dotyka sfery nie tylko naukowej, ale też narodowo-emocjonalnej, bo dotyczy fundamentów naszej zbiorowej identyfikacji.

Do początku X wieku Wielkopolska nie wyróżniała się szczególnym zagęszczeniem osadnictwa, liczbą grodów czy bogactwem cmentarzysk. Nie przyciągała też srebra arabskiego, którego znaleziska koncentrują się na wschód od ujścia Wisły i po obu stronach dolnej Odry. Zmiana nastąpiła w drugiej ćwierci X wieku, kiedy na północy była już tylko koncentracja znalezisk srebra na Pomorzu Zachodnim, ale pojawiła się nowa – w centralnej Polsce. Orientalne srebro, docierające tam najpierw ze wschodu, a potem z północy wskazuje na nawiązanie intensywniejszych kontaktów ze światem zewnętrznym.

Ten wzrost znaczenia Wielkopolski wspierają znaleziska mieczy, które są wskaźnikiem obecności zmilitaryzowanych elit (ryc. 13). Te pochodzące sprzed X wieku rozkładają się dość równomiernie od Pomorza Zachodniego do północnej Małopolski. Natomiast w X wieku widać już wyraźne zagęszczenie takich odkryć w centralnej Polsce, co świadczy o koncentracji tam siły militarnej.

Jeszcze wyraźniejszy obraz daje mapa znalezisk wag i odważników, skupiających się nad środkową Wartą. W X wieku widać tam również wyraźne zagęszczenie osadnictwa, co można wytłumaczyć przymusowym przesiedleniem ludzi z innych terenów. Była to standardowa strategia władców wczesnośredniowiecznych, poświadczona przez kroniki Galla, Kosmasa i Nestora nawet dla czasów znacznie późniejszych.

Przeczytaj także: Skąd się wzięli Słowianie?

Dlaczego właśnie w Wielkopolsce podjęto i zrealizowano projekt stworzenia regionalnego ośrodka władzy, który stał się zaczynem stabilnej organizacji terytorialnej? Można się domyślać, że poprzednikom Mieszka I chodziło o oddalenie od zewnętrznych zagrożeń militarnych. Od bezpośrednich interwencji cesarstwa zasłaniały ich ziemie połabskie, od ekspansji czeskiej – Śląsk, od węgierskiej i ruskiej – Małopolska, od penetracji Skandynawów – Pomorze, a od wojowniczych Prusów – Mazowsze. To czyniło Wielkopolskę bezpiecznym rejonem dla uruchomienia ambitnego projektu politycznego.

Naszych pierwszych historycznych władców zaliczamy do dynastii piastowskiej, która rządziła Polską aż do śmierci króla Kazimierza Wielkiego w 1370 roku. Jest to nazwa urobiona od imienia legendarnego protoplasty rodu monarszego, czyli gnieźnieńskiego kmiecia Piasta, którego praprawnuk (wedle genealogii zapisanej na początku XII wieku przez Anonima Galla) Mieszko I stał się ważnym graczem na środkowoeuropejskiej scenie politycznej.

fot.Poznaniak, Popik – własna praca na podstawie: „Ilustrowany Atlas Historii Polski” i publikacji o badaniach na Ostrowie Tumskim w Poznaniu. / CC BY-SA 3.0

Przypuszczalny zasięg państwa Mieszka I – Civitas Schinesghe i ziemie przyłączone przez tego władcę.

Z pewnością ani Mieszko I, ani Bolesław Chrobry, ani ich następcy nie mieli pojęcia, że byli „Piastami”. Taka identyfikacja nie była im zresztą potrzebna. Tak samo było ze szwedzkimi Ynglingami, ruskimi Rurykowiczami, niemieckimi Ludolfingami, czeskimi Przemyślidami, węgierskimi Arpadami i pozostałymi rodami monarszymi Europy z przełomu I i II tysiąclecia, którym dopiero porządkujący przeszłość nowożytni historycy nadali nazwy dynastyczne. We wczesnym średniowieczu nie operowano identyfikacjami dynastycznymi. O wiele ważniejsze było wykazanie wielopokoleniowych korzeni aktualnego władcy, wywodzonych od starożytnych herosów lub nawet od pogańskich bogów. Monarchowie konstruowali więc sobie genealogie długie i wspaniałe, nie przejmując się ich wiarygodnością. My poznajemy te wykładnie w wersjach zapisanych przez kronikarzy.

W Polsce zrobił to zatrudniony na początku XII wieku na dworze Bolesława III Krzywoustego cudzoziemiec, którego nazywamy tradycyjnie Anonimem Gallem (ryc. 14). To jemu zawdzięczamy pierwszą informację o pięciu przodkach Mieszka I, tj. Chościsku, Piaście, Siemowicie, Lestku i Siemomyśle. Niestety, nie wspomina ich żadne inne źródło, co sprawia, że tych początków Piastów nie da się potwierdzić.

Wobec braku wiarygodnych źródeł pochodzenie Mieszka I może być tylko przedmiotem uczonych domysłów. Świadectwa archeologiczne wskazują, że jego poprzednicy zbudowali nad środkową Wartą niewielką organizację terytorialną (por. rozdz. 8), którą on konsekwentnie poszerzał. Nie wiemy, kim byli, ale trudno uwierzyć, że w środku puszcz wielkopolskich nie wiadomo skąd pojawiła się nagle elita dysponująca praktyczną wiedzą o tworzeniu organizacji terytorialnej.

Przeczytaj także: Polanie i inne „plemiona prapolskie”

Mit początku zanotowany w XII wieku przez Galla w legendzie dynastycznej informuje o odebraniu władzy w Gnieźnie jakiemuś księciu Popielowi. Miało się to zdarzyć cztery generacje przed Mieszkiem I, a więc około osiemdziesięciu–stu lat wcześniej, tj. w ostatniej ćwierci IX wieku. Tymczasem archeologia wskazuje, że przed trzecią dekadą X wieku nie ma w środkowej Wielkopolsce żadnych śladów jakiejś organizacji terytorialnej, a gród gnieźnieński na pewno jeszcze wtedy nie istniał. Można więc podejrzewać, że przekazana przez Galla genealogia była „propagandowym” produktem dworu piastowskiego, który wzorem innych dynastii europejskich promował odpowiednio zmitologizowane i postarzone dzieje rodu monarszego. Podkreślanie chłopskiego statusu protoplasty dynastii miało rozwiać jakiekolwiek wątpliwości odnośnie jej swojskości, a mit o odebraniu władzy złemu księciu dostarczał rządom Piastów dobrej legitymacji.

Datowanie początków głównych grodów wielkopolskich i imponująca skuteczność zorganizowania „z niczego” w drugiej ćwierci X wieku nad środkową Wartą silnej infrastruktury niewielkiego państewka uzasadnia podejrzenia, że niezbędna wiedza logistyczna została przez twórców tego planu zapożyczona z terenów, gdzie takie organizacje terytorialne już wówczas funkcjonowały. Pytanie brzmi: skąd?

Największą popularnością cieszyła się tzw. „normańska” koncepcja początków naszej państwowości opublikowana w 1858 roku przez historyka amatora Karola Szajnochę. Zakładając, że „pozostawała Słowiańszczyzna na stopniu niemowlęctwa historycznego” (s. 316), uznał, iż państwo piastowskie (Lechia) było dziełem skandynawskiego plemienia Lechitów. Analogie w postaci państwowotwórczej roli Skandynawów na Wyspach Brytyjskich, we Francuskiej Normandii i na Rusi sprawiły, że ta wizja pochodzenia Piastów do dzisiaj ma zagorzałych zwolenników (np. Skrok 2013). Żaden z ich argumentów na rzecz państwowotwórczej inicjatywy skandynawskiej nie wytrzymał jednak krytyki naukowej. Wczesnej obecności Skandynawów w głębi ziem polskich zaprzecza bowiem zarówno brak stosownych źródeł historycznych, jak też znalezisk ich bardzo charakterystycznej kultury materialnej.

Szukano więc alternatywnych kierunków ewentualnej inwazji obcych przybyszów – na przykład z Połabia, z Rusi Kijowskiej lub z Mazowsza (Moździoch 2011). Z oczywistych powodów nie brano pod uwagę ewentualnych inspiracji z zachodu, bo oznaczałoby to uznanie decydującego wpływu „niemieckiego”. Nie szukano też rozwiązania zagadki pochodzenia przodków Mieszka na południu. Tymczasem spojrzenie na sytuację z początków X wieku każe jednak zwrócić uwagę właśnie tam, za czym przemawiają argumenty chronologiczne, gospodarcze i onomastyczne (nazewnicze).

Od trzeciej dekady IX wieku funkcjonowało przecież za Karpatami państwo wielkomorawskie, któremu świetność zapewniła dynastia Mojmirowiców. Największy z tamtejszych władców – Świętopełk I (871–894), nazywany był w niektórych źródłach nawet „królem”. Niestety, skłóceni po jego śmierci synowie nie zdołali stawić czoła ekspansywnej potędze Madziarów i po wielkiej bitwie w 905 roku nastąpił szybki rozpad tego pierwszego państwa Słowian zachodnich.

Około dwudziestu lat później ktoś nagle zainicjował w środku puszcz wielkopolskich dobrze przemyślany plan budowy władztwa małego, lecz silnie umocnionego grodami. Wzniesione tam w ciągu kilkunastu lat potężne wały Poznania, Ostrowa Lednickiego, Giecza, Grzybowa i Lądu, a wkrótce potem Gniezna, Moraczewa i Bnina, zbudowano w przejętej z grodów Tornow-Klenica technice „hakowej”, która pozwalała spiętrzać ogromne ilości drewna, ziemi i kamieni (por. rozdz. 4). Ludzie, którzy zadziwiająco skutecznie zrealizowali te inwestycje, musieli dysponować odpowiednim autorytetem oraz kompleksową wiedzą organizacyjną i techniczną.

Brak archeologicznych śladów najazdu i obcego nazewnictwa lokalnego uzasadnia podejrzenie, że pochodzili z pokrewnego kulturowo i bliskiego językowo środowiska Słowian, którzy już wcześniej weszli na etap „państwowy”, co pasuje właśnie do Morawian. Wskazanie wielkomorawskich początków państwa wczesnopiastowskiego pozwala logicznie wytłumaczyć źródło doświadczenia organizacyjno-politycznego jego twórców. Ten domysł można wzmocnić szeregiem argumentów historycznych, archeologicznych i lingwistycznych, które uprawdopodobniają tę pozornie ryzykowną hipotezę.

fot.Martin Hlauka (Pescan) / domena publiczna

Ruiny wielkomorawskiego grodu Kostolec w Ducové

Piastowski sukces umożliwiła nie tylko determinacja polityczna i wiedza organizacyjna, musiały też stać za nim odpowiednie zasoby gospodarcze, które pozwoliły sfinansować ten projekt i pozyskać przychylność miejscowej ludności, którą przecież nie tylko siłą skłaniano do współpracy. Zagadkę finansowych podstaw wczesnych rządów Mieszka I i jego poprzedników próbuje się wyjaśnić, przypominając, że we wczesnośredniowiecznej Europie ważną gałęzią gospodarki był handel ludźmi (por. tom II, rozdz. 7). Dla terenów bez rozwiniętej produkcji rzemieślniczej i pozbawionych cennych zasobów naturalnych źródłem największych zysków mógł być właśnie „eksport” niewolników na chłonne rynki muzułmańskie: bliskowschodnie, północnoafrykańskie i iberyjskie. Napływ tam słowiańskich niewolników wspomina wiele źródeł arabskich.(Urbańczyk 2012b), a akumulację zysków z ich sprzedaży potwierdzają liczne znaleziska arabskiego srebra.

fot.NordNordWest, Lizenz: Creative Commons by-sa-3.0 de

Terytorium Wielkiej Morawy w czasach Mojmira I

Można w tym upatrywać wykorzystania w Wielkopolsce wielkomorawskiego doświadczenia w czerpaniu dochodów z lukratywnej sprzedaży ludzi. Wiadomo przecież, że w IX wieku ważnym rynkiem tego handlu była Bratysława, skąd regularne konwoje odprowadzały słowiańskich niewolników do portów adriatyckich – głównie Wenecji (McCormick 2001, s. 369–383 i mapa 12.6). Ten system uległ zachwianiu wskutek inwazji Madziarów i ostatecznie załamał się wraz z upadkiem Wielkiej Morawy w 906 roku. Utrzymujący się popyt sprawił, że wkrótce uruchomiono o wiele dłuższy, lecz bezpieczniejszy szlak równoleżnikowy, który wiódł z muzułmańskiej Hiszpanii przez Francję, Bawarię, Czechy i Ruś nad Morze Czarne i obszar nadkaspijski.

Kluczowym rynkiem stała się wówczas Praga. Małe państwo czeskich Przemyślidów nie miało jednak własnych zasobów ludzkich, nie mogło też liczyć na eksploatację sąsiednich terenów na zachodzie, południu i wschodzie, bo strzegły ich znacznie silniejsze państwa – Rzesza Niemiecka i Madziarowie/Węgrzy. Jedynym (?) kierunkiem stosownych dostaw były tereny położone na północ od Sudetów. Śląsk leżał w bezpośrednim zasięgu „łowczych” ekspedycji czeskich (podobnie jak wcześniej wielkomorawskich), ale jego mały obszar też nie pozwoliłby zaspokoić popytu chłonnych rynków arabskich.

Tę sytuację mogli sprawnie wykorzystać budowniczowie państwa wczesnopiastowskiego, którzy mogli eksploatować ogromny obszar położony między Bałtykiem a Karpatami i Sudetami, dostarczając „żywy towar” zarówno do Czech, jak i do portów bałtyckich, skąd wywozili go kupcy skandynawscy.

Na rzecz wielkomorawskich korzeni budowniczych państwa wczesnopiastowskiego przemawiają nie tylko argumenty chronologiczne (zaledwie 20 lat dzielących upadek Wielkiej Morawy od zbudowania państewka nad środkową Wartą) i gospodarcze (podejrzewane przejęcie wielkomorawskiego know-how lukratywnego handlu ludźmi), ale też inne fakty. Przyjrzyjmy się im zatem.

W czasach swojej świetności Morawianie eksploatowali tereny położone za Karpatami i Sudetami, o czym świadczą archeologiczne ślady ich wpływów na Śląsku i w Małopolsce (Poleski 2017; Buko 2021). Najwygodniejszy dostęp do tych ziem zapewniała szeroka Brama Morawska, u której południowego wylotu leżał ważny gród Ołomuniec (Olomouc). Był to jedyny z większych ośrodków wielkomorawskich, który na pewno przetrwał katastrofę 906 roku.

fot.Konrad Wiadomości Wąż /CC BY-SA 4.0

Wielkie Morawy w szczytowym zasięgu terytorialnym za czasów Świętopełka I, ciemno-zielony to terytoria potwierdzone, a jasno-zielone to terytoria hipotetyczne.

Brak wiadomości o losach ostatnich władców Wielkiej Morawy – Mojmira II i Świętopełka II – pozwala podejrzewać, że po klęsce militarnej w starciu z Madziarami jeden lub obaj mogli znaleźć tymczasowo bezpieczne schronienie właśnie w Ołomuńcu. Wobec zagrożenia madziarskiego i wrogości Czechów najprawdopodobniej przeszli z najbliższymi ludźmi za góry, gdzie już wcześniej sięgały wpływy wielkomorawskie. Stamtąd udali się do Wielkopolski (ryc. 15), gdzie wkrótce zaczęli tworzyć organizację polityczną finansowaną przez dobrze im znany handel ludźmi, których chwytali na Niżu Polskim i wysyłali na rynek czeski i nad Bałtyk.

Wielkomorawskie korzenie Piastów zdaje się też potwierdzać charakterystyczne imię Świętopełk, które Mieszko I nadał swojemu drugiemu synowi urodzonemu przez jego saską żonę Odę. Jako że ważne dla dynastii imiona „rezerwowano” wówczas tylko dla członków rodów monarszych, to można podejrzewać, że takie imię chłopca sygnalizowało nawiązanie do tradycji dynastycznej morawskich Mojmirowiców, wśród których było dwóch Świętopełków. Można więc suponować, że Mieszko I nazwał tak swojego syna po swoim dziadzie (lub ojcu) Świętopełku II, który po 906 roku tajemniczo zniknął ze źródeł historycznych.

Kolejnych argumentów na rzecz hipotezy wielkomorawskiej dostarczają niektóre polskie nazwy miejscowe. Historycy już dawno bowiem zwrócili uwagę na dość oczywiste afiliacje Poznania i Sandomierza z morawskimi imionami Poznan i Sudomir. Może to wskazywać, że ludzie o takich właśnie imionach byli założycielami tych ważnych grodów wczesnopiastowskich.

Można też podejrzewać, że Mieszko I, szukając w latach 991–992 wsparcia w Rzymie, kierował się przykładem podobnej decyzji Świętopełka I z 888 roku. Obaj próbowali nawiązać szczególne stosunki z papiestwem, aby jakoś zrównoważyć dominację państwa wschodniofrankijskiego i jego kontynuacji w postaci cesarstwa niemiecko-italskiego. Podobnie jak władca wielkomorawski powierzył swoje państwo papieżowi Janowi VIII, również książę piastowski „darował” państwo kolejnemu papieżowi – Janowi XIII, o czym wiemy ze słynnego tekstu Dagome iudex (por. rozdz. 14). Ta analogia pozwala podejrzewać trwałość rodzinnej pamięci politycznej sięgającej kilku pokoleń wstecz.

Powyższe skojarzenie informacji historycznych, archeologicznych i onomastycznych dobrze uzasadnia logiczne podejrzenie wielkomorawskich korzeni naszego pierwszego rodu panującego. Taka mojmirowsko-piastowska ciągłość dynastyczna zgrabnie zakorzenia Piastów w chlubnej historii pierwszego słowiańskiego państwa w Europie Środkowej, co nadaje naszej dynastii poloru kontynuatorów tamtych sukcesów politycznych. Na razie nie widać lepszego wyjaśnienia zaskakującego sukcesu Mieszka I, bo innym stawianym hipotezom brakuje równie przekonującego wsparcia. Nie wystarczy samo przekonanie, że nasz pierwszy historyczny władca po prostu musiał być „Polakiem”.

Pozostaje jeszcze jedno ważne pytanie: dlaczego wielkomorawskich przodków zapomniano czy też raczej świadomie wymazano z piastowskiej pamięci dynastycznej? Zapewne kryła się za tym propagandowa chęć ukrycia obcości dynastii. Sympatyczna, choć mało wiarygodna legenda o biednym, lecz uczciwym kmieciu Piaście, którego syna wyniósł na tron książęcy sam „lud”, pozwoliła Piastom deklarować, że są prawdziwie „przyrodzonymi panami” (domini naturales – Anonim Gall I, 19) Polaków.

Szansę na weryfikację tej hipotezy oferują potencjalnie badania archeogenetyczne. Niestety w przypadku Piastów aż do XII wieku nie mamy kości, które można by wiarygodnie przypisać któremuś z Piastów.

Tekst stanowi fragment książki Korzenie Polski. Tom 1, prof. Przemysława Urbańczyka, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2026,

 Z kodem CIEKAWOSTKI – 25% rabatu od cen katalogowych na wszystkie książki PWN dostępne na ksiegarnia.pwn.pl. Oferta obowiązuje do końca sierpnia. Kod należy wpisać w ostatnim kroku składania zamówienia.

Zobacz również

Średniowiecze

Skąd się wzięli Słowianie?

Pochodzenie Słowian to w Polsce temat drażliwy, bo przecież nasi słowiańscy protoplaści nie mogli być byle kim. Nauka nie ustaliła jednak początków tej najliczniejszej dziś...

18 lipca 2026 | Autorzy: Przemysław Urbańczyk

Średniowiecze

Korzenie Polski. Tom 1

Profesor Przemysław Urbańczyk, wybitny badacz wczesnego średniowiecza, w pierwszym tomie Korzeni Polski próbuje odpowiedzieć na te i wiele innych frapujących pytań.

10 lipca 2026 | Autorzy: Redakcja

Starożytność

Czy wiesz, że nazwy wielu polskich rzek są starsze niż Słowianie?

Choć dziś wydają się oczywistą częścią polskiego krajobrazu i języka, wiele nazw rzek na ziemiach polskich jest starszych niż sami Słowianie. Zwraca na to uwagę...

6 stycznia 2026 | Autorzy: Redakcja

Starożytność

Skąd wzięły się polskie nazwy miesięcy?

Polskie nazwy miesięcy kryją w sobie ślady dawnych Słowian, ich zwyczajów i obserwacji natury. Opisują kwitnienie lip, żniwa czy mrozy.

20 listopada 2025 | Autorzy: Redakcja

Średniowiecze

Jak głód to…do lasu? Zielarska tradycja Polski

W lasach można czasem znaleźć prawdziwe zielarskie skarby — jeśli tylko wie się, gdzie i czego szukać. A Polacy wiedzieli to doskonale. Dziko rosnące rośliny...

19 października 2025 | Autorzy: Gabriela Bortacka

Historia najnowsza

Tajemnicza i droga – produkcja o Słowianach już w drodze!

Najprawdopodobniej będzie to najdroższa polska produkcja w historii. Jeśli tak, będzie musiała kosztować więcej niż 76 mln złotych! Kiedy możemy spodziewać się nowego filmu Smarzowskiego...

10 maja 2025 | Autorzy: Herbert Gnaś

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Przeglądaj książki historyczne w najlepszych cenach

Odkryj najciekawsze książki historyczne w atrakcyjnych cenach. Sekcja powstała we współpracy z Lubimyczytac.pl, największą społecznością miłośników literatury w Polsce – dzięki temu możesz wybierać spośród tytułów najwyżej ocenianych przez czytelników.