Po agresji ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 roku tysiące polskich oficerów trafiły do sowieckich obozów jenieckich. Panowały tam dramatyczne warunki, a raporty NKWD ujawniały skalę zaniedbań, głodu i cierpienia więźniów. Kreml doskonale wiedział, co dzieje się za drutami kolczastymi. Wkrótce jednak Stalin i jego współpracownicy postanowili rozwiązać problem polskich jeńców w zupełnie inny sposób.
W obozie w Kozielsku jeńcy wojenni po obejrzeniu z wielkim zainteresowaniem i uwagą filmów Lenin w październiku i Wielka łuna oświadczyli: „Po raz pierwszy zobaczyliśmy i usłyszeliśmy filmy dźwiękowe. To możliwe tylko w Rosji radzieckiej. Teraz będziemy mieli o czym opowiadać w domu*.
SZEF UPWI NKWD ZSRR MAJOR SOPRUNIENKO,KOMISARZ UPWI NKWD ZSRR, KOMISARZ PUŁKOWY NIECHOROSZYCH,RAPORT O STANIE OBOZÓW JENIECKICH,PAŹDZIERNIK 1939 ROKU
14 października 1939 roku starszy major Boczkow, szef Wydziału Specjalnego GUGB NKWD ZSRR, przesłał szefowi NKWD towarzyszowi Berii, komisarzowi bezpieczeństwa państwowego I rangi, raport dotyczący jego wizyty w dwóch obozach UPWI.
Dokument został oznaczony klauzulą „ściśle tajne”.
Dokument został odtajniony po upadku Związku Radzieckiego i opublikowany w 1999 roku w zbiorze Katyn’. Plenniki nieobjawlennoj wojny.
Oto fragmenty.
Obóz w Ostaszkowie:
Od 28 września do 1 października obóz przyjął 9193 jeńców.
Posiłki są wydawane w jednym pomieszczeniu na 300 osób. Tysiące ludzi ustawiają się w kolejce po żywność, wydawka działa w sposób niezorganizowany i jest pozbawiona kontroli, a więźniowie nie otrzymują pełnych racji żywnościowych: zamiast 800 gramów chleba wydaje się im 400 gramów, a czasem nawet mniej, a cukru nie wydaje się w ogóle. Nie została zapewniona woda pitna.
W panującym w obozie tłoku podłogi nie tylko się nie myje, ale nawet nie zamiata. Do 1 października przez łaźnię przeszło jedynie 1000 osób.
Odzież jeńców nie jest dezynfekowana, a golenie i strzyżenie nie zostało zapewnione.
Taki stan rzeczy w kwestii zakwaterowania, wyżywienia i zaopatrzenia w wodę wywołał powszechne niezadowolenie i oburzenie wśród osadzonych.
fot.Nieznany korespondent wojenny TASS - kronika radziecka wrzesień 1939 / domena publicznaPolscy jeńcy wojenni schwytani przez Armię Czerwoną podczas sowieckiej inwazji na Polskę
Obóz we wsi Oranki, obwód gorkijski:
W obozie przebywa 5313 jeńców. Śpią na podłodze i dwu- lub trzypiętrowych pryczach. Pościeli brak, więc śpią na gołych deskach.
Szczególnie problematyczne jest zaopatrzenie w wodę, która jest dowożona do obozu z odległości 3 km. Transport wody nie został zorganizowany. Woda jest przywożona w 3–5 beczkach, co zdecydowanie nie wystarcza na potrzeby obozu. Taki stan zaopatrzenia w wodę powoduje duże kolejki.
Moce przerobowe kuchni są małe. Dlatego obiad ciągnie się 8–10 godzin. Zamiast przepisowych 800 g chleba jeńcom wydaje się co najwyżej 400 g.
W obozie nie ma łaźni. Po przybyciu jeńcy nie zostali poddani dekontaminacji. Mnożą się wszy. Pomieszczenia i dziedziniec są brudne. Brakuje toalet
Zamknijmy oczy i spróbujmy wyobrazić sobie tę scenę: 5 tysięcy ludzi uwięzionych w ciasnej przestrzeni.
Bez toalet.
Jeśli trudno sobie wyobrazić coś takiego albo w ogóle się nie chce tego robić, to zwróćmy uwagę na coś miłego, dobrego i radosnego.
Otwórzmy encyklopedię wojskową, przeczytajmy prawdę o obozach jenieckich i ukoimy nasze dusze, serca i sumienia: „ZSRR ściśle przestrzegał zasad przetrzymywania jeńców wojennych, ustanowionych przez konwencje międzynarodowe, i nie tolerował żadnych odstępstw w tym zakresie”*.
Podpisali się pod tym: członek Biura Politycznego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, marszałek Związku Radzieckiego Andriej Antonowicz Grieczko, generał armii i przyszły marszałek Związku Radzieckiego Nikołaj Wasiljewicz Ogarkow oraz liczne grono bardzo, bardzo wysokich urzędników.
Oni z pewnością by nie kłamali.
Wróćmy do października 1939 roku i do instytucji znanej jako UPWI NKWD ZSRR.
Oto stan na 29 października 1939 roku w obozie w Kozielsku, tym samym, którego więźniowie rzekomo opowiadali, że po raz pierwszy zobaczyli film dźwiękowy, a takie filmy są tylko w Rosji radzieckiej.
Brakuje miejsc do spania, osadzeni śpią na zmiany. W obozie nie ma nadzoru sanitarnego. Możliwości komór dezynfekcyjnych i łaźni są niewystarczające; większość więźniów ma wszy.
Baraki są wilgotne i brudne, do tego brakuje zimnej wody, a tym bardziej przegotowanej, ponieważ żeby ją dostać, trzeba wyjść poza teren ogrodzony drutem kolczastym.
Posiłki są wydawane o różnych porach. Na przykład jednego dnia śniadanie jest wydawane o szóstej rano, a obiad i kolacja razem o jedenastej wieczorem; albo śniadanie o jedenastej rano, a obiad i kolacja razem o piątej po południu.
W budynku nr 15 z powodu braku naczyń kasza i zupa podawane są w tej samej misce. 15 października osadzonym z budynku nr 15 zapomniano wydać posiłki.
Brak nadzoru nad przygotowywaniem i wydawaniem posiłków. Pracujący w kuchni i piekarni (jeńcy) nie mają odzieży ochronnej; pracują we własnych brudnych ubraniach, w których śpią na podłodze. Pracownicy kuchni i piekarni nie mieli badań lekarskich.
Wśród jeńców wojennych krąży list do towarzysza Stalina, w którym skarżą się na nieznośne warunki bytowe.
Ten dokument, podobnie jak dwa wcześniejsze, starszy oficer bezpieczeństwa państwowego major Boczkow wysłał do szefa NKWD, komisarza bezpieczeństwa państwowego I rangi, towarzysza Berii.
A oto urywki z raportu szefa UPWI majora Soprunienki, zamieszczonego w tym samym zbiorze dokumentów.
W obozie w Putywlu na powierzchni 20 metrów kwadratowych umieszczono 40 osób.
Wyobraźmy sobie: brudny, wilgotny, zimny magazyn. Czterdziestu nieumytych, nieogolonych, wychudzonych i głodnych ludzi, którym brakowało nawet wody pitnej, stłoczono na powierzchni cztery na pięć metrów. Dwie osoby na metr kwadratowy.
W obozie w Ostaszkowie dla 728 osób zupełnie zabrakło miejsca.
To znaczy, że nie mieli dachu nad głową.
W obozach juchnowskim, kozielszczańskim i orańskim część jeńców została ulokowana w budynkach niemieszkalnych: stajniach, oborach i stodołach. Nadejście chłodów drastycznie pogorszyło warunki; budynki były zimne, a pieców brak.
We wszystkich obozach brakuje wody.
Brak wody szczególnie dotkliwy był w obozie orańskim, gdzie jeńcy używali śniegu, żeby ugasić pragnienie.
W obozie w Ostaszkowie wypieka się dwie tony chleba dziennie, a potrzebne jest 7,5 tony.
Wyobraźmy sobie. Dzienne zapotrzebowanie obozu to 7500 kilogramów chleba, ale wypieka się tylko jedną czwartą.
Więźniowi przysługuje 800 gramów chleba dziennie. Policzmy, ile dostaje, pamiętając, że produkuje się nieco ponad jedną czwartą tego, co mu się należy.
A chleb pieką brudni głodni więźniowie, którzy śpią na podłodze kuchni czy piekarni, nie myją rąk ani ciała, bo wody nie starcza nawet na to, żeby ugasić pragnienie.
W obozie w Kozielsku wypiekano 2,5 tony chleba przy zapotrzebowaniu 7 ton. Do 15 października w obozie w Putywlu nie było w ogóle warzyw, przez co jeńcy zaczęli chorować na szkorbut*.
Ktoś mógłby powiedzieć: widzicie, starszy major bezpieczeństwa państwowego Wiktor Michajłowicz Boczkow pisał raporty do wszechwładnego szefa NKWD, komisarza bezpieczeństwa państwowego I rangi, towarzysza Ławrientija Pawłowicza Berii.
W raportach tych wskazywał zaniedbania, które, gdyby potraktować je poważnie, uznano by za rażące naruszenie prawa międzynarodowego i zbrodnię przeciwko ludzkości, nieulegającą przedawnieniu.
Beria po otrzymaniu takich raportów zażądał przywrócenia porządku.
Weźmiemy to pod uwagę i będziemy się cieszyć.
Towarzysz Beria zastanawiał się jednak, co robić dalej. Wziętych do niewoli oficerów Wojska Polskiego należało gdzieś ulokować, zapewnić im utrzymanie, wyżywienie i ochronę. Problemy te łatwo było rozwiązać w trakcie wojny. Ale wojna musiała się kiedyś skończyć. Co zrobić z jeńcami po wojnie?
Uwolnić?
Gdzie pójdą? Przecież Polski już nie ma. A przywódcy Związku Radzieckiego nie planowali jej odbudowy.
Dać wziętym do niewoli oficerom czerwone radzieckie paszporty z sierpem i młotem i wypuścić ich na terenie Związku Radzieckiego?
Czy staną się wtedy wzorowymi obywatelami Związku Radzieckiego?
Co robić?
Wszystkie problemy z utrzymaniem i zakwaterowaniem polskich jeńców zostały ostatecznie rozwiązane wiosną 1940 roku.
Od tego momentu polscy oficerowie nie potrzebowali już jedzenia, nie trzeba było dowozić im wody w zbutwiałych beczkach ani poprawiać komfortu egzystencji w stajniach i chlewach.
Nie było nawet potrzeby pokazywać im filmów dźwiękowych o szczęśliwym życiu narodów Związku Radzieckiego i dobrych uczynkach pokojowo nastawionego i mądrego towarzysza Stalina.
Rozwiązanie kardynalne
3 marca 1940 roku ludowy komisarz spraw wewnętrznych ZSRR Ławrientij Pawłowicz Beria przedstawił towarzyszowi Stalinowi dokument z propozycją, aby sprawy przetrzymywanych w niewoli polskich oficerów, funkcjonariuszy policji, żandarmerii i strażników więziennych „rozpatrzyć w trybie specjalnym, stosując wobec nich najwyższy wymiar kary – rozstrzelanie”.
Tekst jest niezwykle dziwny nawet z czysto formalnego punktu widzenia. Stosujemy najwyższy wymiar kary wobec wielu tysięcy ludzi, których nie ma za co karać.
Wina więźniów nie została wskazana, ale towarzysz Stalin nie zwracał uwagi na takie drobiazgi. 5 marca 1940 roku nabazgrał niebieskim ołówkiem krótką rezolucję „za”. To znaczy: popieram tę propozycję. I podpisał.
Towarzysze Woroszyłow, Mołotow i Mikojan też się podpisali.
Tuż poniżej adiutant Stalina dopisał: „Kalinin – za, Kaganowicz – za”.
Innymi słowy, tych dwóch towarzyszy nie było na miejscu. Adiutant Stalina zadzwonił do nich, krótko wyjaśnił sprawę, a oni wyrazili całkowitą zgodę.
fot.Лаврентий Павлович Берия - РГАСПИ Ф. 17 op. 166 дело 621 lista 132. Подлинник. Notatka Berii do Stalina , w której proponowano egzekucję polskich oficerów, policjantów itp.
Zwróćmy uwagę na datę: 5 marca 1940 roku.
Dokładnie trzynaście lat później, co do dnia, towarzysz Stalin, potwornie cierpiąc, udał się do piekła.
Ten zbieg okoliczności utwierdza mnie w przekonaniu o istnieniu wyższej sprawiedliwości i jakiejś magii liczb.
Operacja nosiła niepozorną nazwę – „odciążenie obozów UPWI”.
Do przeprowadzenia operacji wyznaczono komisarza bezpieczeństwa państwowego III rangi Wsiewołoda Nikołajewicza Mierkułowa, pierwszego zastępcę szefa NKWD; komisarza bezpieczeństwa państwowego III rangi Bogdana Zacharowicza Kobułowa, szefa Głównego Zarządu Ekonomicznego NKWD; majora bezpieczeństwa państwowego Leonida Fokijewicza Basztakowa, szefa I Wydziału Specjalnego NKWD.
Nieoficjalna nazwa struktury kierowanej przez Basztakowa to Wydział Ciemnych Spraw.
Towarzysze Mierkułow, Kobułow i Basztakow musieli przejrzeć ponad 20 tysięcy akt osobowych wziętych do niewoli oficerów i innych obywateli polskich, którzy budzili niechęć u przywódców Kremla, i zdecydować, kto zasługuje na śmierć, a kogo można oszczędzić.
Nie zapadł żaden wyrok. Była zwykła decyzja: zabić tych, tych, tych i tych: w Starobielsku – 3820, w Ostaszkowie – 6311, w Lesie Katyńskim – 4421, w innych lokalizacjach – 7305.
Żadnemu z rozstrzelanych nie postawiono zarzutów. Ani jednemu nie powiedziano, dlaczego uznano go za winnego.
Łączna liczba obywateli polskich rozstrzelanych przez katów NKWD wiosną 1940 roku wyniosła 21857.
Nasi rodzimi bojownicy o świetlaną przyszłość dla całej postępowej ludzkości z sukcesem wykonali swoją misję.
26 kwietnia 1940 roku opublikowano dekret o przyznaniu nagród szczególnie zasłużonym uczestnikom masowych egzekucji polskich oficerów.
fot.Dennis G. Jarvis – Russia_3848 - The Colour of Blood / CC BY-SA 2.0Pomnik i ołtarz w Katyniu
W dekrecie napisano: „Za wykonanie specjalnych zadań rządowych”. Czyli wyróżnili się i zasłużyli.
Odznaczono tych, którzy rozstrzeliwali, oraz tych, którzy cały proces nadzorowali. Byli to między innymi: komisarz bezpieczeństwa państwowego III rangi Wsiewołod Mierkułow, komisarz bezpieczeństwa państwowego III rangi Bogdan Kobułow, komisarz bezpieczeństwa państwowego III rangi Iwan Sierow, major bezpieczeństwa państwowego Leonid Basztakow, major bezpieczeństwa państwowego Wasilij Błochin, kapitan bezpieczeństwa państwowego Piotr Soprunienko.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.