Kaliningrad to jedno z nielicznych miejsc w Europie, gdzie historia nieustannie ściera się z polityką. Dawny niemiecki Królewiec, po wojnie wcielony do Związku Radzieckiego, dziś pozostaje strategiczną rosyjską enklawą pośród państw Unii Europejskiej i NATO.
Latem 2022 roku jedno z najmniejszych państw Europy wprowadziło sankcje, które szczerze rozwścieczyły państwo największe. W czerwcu tego roku Litwa, kraj liczący 3 miliony mieszkańców, zajmujący obszar niewiele większy od Wirginii Zachodniej, ogłosiła, że nie będzie już pozwalać Rosji na przewóz metali przez swoje terytorium. W kolejnym miesiącu środki te, będące częścią programu sankcji Unii Europejskiej w proteście przeciwko wojnie w Ukrainie, rozszerzono na beton, drewno, chemikalia i alkohol.
Choć sankcje nie dotyczyły wszystkich towarów, ani – co istotne – rzeczywistych osób, Moskwa była wściekła. W jednym z oświadczeń ostrzeżono przed „surowymi środkami”, jeśli zakaz nie zostanie zniesiony. Tymczasem Nikołaj Patruszew, szef Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, zagroził „poważnymi negatywnymi skutkami dla ludności Litwy”.
Powód, dla którego taka płotka jak Litwa mogła tak rozdrażnić rosyjskiego niedźwiedzia – jeśli na chwilę wyobrazimy sobie sytuację, w której płotki i niedźwiedzie rzeczywiście wchodzą ze sobą w interakcje – tkwi w tym, że Litwa nie jest po prostu dowolnym skrawkiem ziemi tylko trochę większym od Wirginii Zachodniej. To stosunkowo niewielki skrawek ziemi, który leży pomiędzy ogromnym, eurazjatyckim masywem Rosji a jej kluczową bałtycką eksklawą – obwodem kaliningradzkim: suwerennym terytorium rosyjskim otoczonym przez państwa Unii Europejskiej, którego mieszkańcy, w normalnych okolicznościach, mogliby tam spędzać wakacje lub robić zakupy. Kiedy Moskwa stwierdziła, że sankcje są w istocie blokadą suwerennego terytorium rosyjskiego, nie była całkiem w błędzie.
fot. Archiwum Główne Akt Dawnych / domena publicznaAkt oddania się stanów pruskich królowi Polski Kazimierzowi IV Jagiellończykowi i Koronie Królestwa Polskiego, 15 kwietnia 1454, Archiwum Główne Akt Dawnych
Obwód kaliningradzki, nazwany od miasta, w którym mieszka mniej więcej połowa jego ludności, to obszar, który – trzymając się naszej konwencji porównań – nie jest dużo większy od stanu Connecticut. Leży w południowo-wschodnim kącie Bałtyku, granicząc od południa z Polską, a od północy i wschodu z Litwą. Jego zachodnie krańce sąsiadują przez morze także z Polską oraz, 300 km dalej, ze Szwecją. Kluczowe jest jednak to, że jest to eksklawa Rosji, obszar całkowicie oddzielony od państwa macierzystego, który w najbliższym punkcie znajduje się wciąż ponad 350 km od niego. Nie cała ziemia pomiędzy jest wroga rosyjskim interesom – duża jej część należy do ostatniego europejskiego sojusznika Rosji, Białorusi – ale nie ma możliwości dotarcia tam lądem bez przejazdu przez Polskę, Litwę lub oba te kraje.
Aby wyjaśnić, w jaki sposób Rosja znalazła się w posiadaniu fragmentu bałtyckiego wybrzeża, który, w przeciwieństwie do pewnych innych terytoriów, jakie kontroluje, nie budzi poważnych sporów co do jego przynależności, musimy zacząć, co może zaskoczyć, od Niemców. Do czasów średniowiecza obszar ten był zamieszkany przez lud znany jako Prusowie – niechrześcijańskie plemię, które miało niewiele wspólnego ze znacznie bardziej znanymi Prusakami, odgrywającymi później główne role w rozmaitych wojnach.
Przeczytaj także: Czy pogańscy Prusowie naprawdę byli barbarzyńcami i prymitywami?
W pewnym momencie XIII wieku pojawiła się tam jednak grupa niemieckojęzycznych rycerzy, świeżo po wyprawach krzyżowych, szukających nowego sposobu, by w imieniu Kościoła wykazać się wyjątkową brutalnością. W 1226 roku pewien polski książę podsunął im pomocną myśl, że podbój pogańskich ziem nad Bałtykiem mógłby być dobrym zajęciem dla tak zacnej kompanii. Tak oto zakon krzyżacki rozpoczął trwającą dziesięciolecia krucjatę północną, w której wymordowano Prusów i podbito ich ziemie. Po drodze zrównał z ziemią ich dotychczasowe miasto i w jego miejscu zbudował nowe, bardziej niemieckie. Nazwano je Königsberg, czyli „królewska góra”. A na dodatek, by dopełnić zniewagi, przejęto także nazwę „Prusowie”.
fot.Popik – Praca własna / CC BY-SA 4.0Fragment polskiej mapy Prus Wschodnich sprzed 1939 roku z nazwą Królewiec.
Ziemie te przechodziły później różne przemiany. Zaczynały jako „Deutschordensstaat” – dosłownie państwo zakonu krzyżackiego. Następnie, gdy trzydziesty siódmy wielki mistrz, Albrecht, nabrał ochoty, by porzucić życie wojownika-mnicha na rzecz odrobiny luteranizmu, przekształciły się w zdecydowanie świeckie Prusy Książęce. Jeszcze później stały się Królestwem Prus i połączyły się z sąsiednim Elektoratem Brandenburgii. Bywały okresy, kiedy te terytoria były bliskimi sojusznikami Polski; bywały i takie, gdy były jej zaprzysięgłymi wrogami. Jednak mimo że leżały setki kilometrów na wschód od obszaru zajmowanego dziś przez Niemcy, dawne ziemie Prusów były absolutnie, bez wątpienia niemieckie.
Nie była to też jakaś prowincjonalna dziura. Za rządów Otto von Bismarcka (zob. s. 122) Prusy stały się kluczową siłą napędową zjednoczenia nowego Cesarstwa Niemieckiego. Sam Königsberg był członkiem Hanzy, związku miast handlowych, i rozwinął się w ważny port bałtycki. Dzięki uniwersytetowi, który luterański Albrecht założył w 1544 roku, miasto było też znaczącym ośrodkiem intelektualnym, którego najsłynniejszym absolwentem był filozof Immanuel Kant. Nawet siedem mostów miasta zasłynęło jako inspiracja dla światowej sławy zagadki matematycznej. Königsberg mógł leżeć 500 km na północny wschód od Berlina i niemal 1000 km od Renu, ale był ważny, był intelektualny i był niemiecki.
Przeczytaj także: Jak powstała II Rzesza?
A potem nastało XX stulecie.
Pierwsza poważna zmiana terytorialna nastąpiła po pierwszej wojnie światowej. Jednym z warunków pokoju narzuconych przez państwa ententy było to, że Polacy powinni znów mieć własne państwo – po raz pierwszy od czasu, gdy zostało rozdzielone między Prusaków, Rosjan i Austriaków jakieś półtora wieku wcześniej. Co więcej, państwo to powinno mieć zapewniony dostęp do morza, co oznaczało utworzenie tzw. korytarza polskiego przez ziemie, które wcześniej wchodziły w skład Prus Zachodnich. Nie był to jakiś szalony pomysł – obszar ten historycznie należał do Polski, a wielu jego mieszkańców nadal było Polakami – ale sposób, w jaki zamieniło to Prusy Wschodnie w eksklawę, wyspę niemieckiego terytorium odciętą od reszty kraju, stał się istotnym źródłem resentymentu, który naziści wykorzystali jako potencjalną siłę napędową swojego poparcia.
Z kodem LUBIMYPWN, 25% rabatu od cen katalogowych na wszystkie książki PWN dostępne na ksiegarnia.pwn.pl ważny do końca czerwca. Kod należy wpisać w ostatnim kroku zakupowym
Wszystko to przyczyniło się (upraszczam tu nieco) do wybuchu drugiej wojny światowej, którą w 1945 roku Niemcy wyraźnie już przegrywały. W obliczu zbliżającej się Armii Czerwonej, poprzedzanej pogłoskami o antyniemieckich okrucieństwach będących odwetem za te, które wyrządzili sami naziści – państwo niemieckie rozpoczęło ewakuację Prus Wschodnich. Po siedmiu stuleciach Königsberg przestał być niemiecki.
fot.Photo by Samsonov (The day of death is impossible to determine. Therefore p.m.a. is not known.) and Vassily Ivanovich Saveliev (1888—1943) – Projector (Spotlight) issue 9 (79) dated May 15 1926 / domena publicznaMichaił Kalinin (po prawej), obok Stalina, 1 maja 1926
Na letniej konferencji pokojowej w Poczdamie potwierdzono kontrolę ZSRR nad Prusami Wschodnimi. Nie był to jedyny fragment Europy Wschodniej włączony siłą do tego imperium w czasie wojny – wchłonięto również państwa bałtyckie i część Polski – lecz tym, co wyróżniało ziemie wokół Königsbergu, był fakt, że ich dotychczasowa ludność już opuściła te tereny. (Nielicznych, którzy pozostali, można było po prostu wyrzucić). Oznaczało to, że obszar ten można było zasiedlić obywatelami radzieckimi. W 1946 roku ZSRR nadał nowe nazwy zarówno miastu, jak i regionowi – teraz obwodowi – na cześć niedawno zmarłego przewodniczącego prezydium Rady Najwyższej. Nazywał się Michaił Kalinin.
Przeczytaj także: Konflikt o korytarz polski
Innymi słowy, po raz drugi w swojej historii miasto zostało zrównane z ziemią przez zewnętrzne siły, które przystąpiły do zastępowania dotychczasowej ludności nową. Königsberg był niegdyś najbardziej wysuniętym na wschód przyczółkiem Niemiec; teraz Kaliningrad stał się najbardziej wysuniętym na zachód krańcem Rosji. Ze względów bezpieczeństwa miasto, w którym stacjonowała Flota Bałtycka, pozostawało zamknięte dla odwiedzających. Jednak zarówno jego położenie, jak i fakt, że znaczną część mieszkańców stanowili marynarze, sprawiały, że było ono bardziej otwarte na zewnętrzne wpływy kulturowe – zachodnią muzykę i zachodnie mody – niż reszta kraju. Jego mieszkańcy, jak powiedział w 2018 roku dziennikarz Oleg Kaszin, urodzony w Kaliningradzie, w rozmowie z „Guardianem”, „zawsze porównywali się do Amerykanów – nasze rodziny przyjechały tu z różnych miejsc Związku Radzieckiego i stworzyły tygiel o niemal nowym etosie”.
Gdy w 1991 roku ZSRR zaczął się rozpadać, Kaliningrad stał się problemem. Radzieckie republiki na wschód od niego mogły stać się niepodległe – czy to jako odrodzone państwa, jak Łotwa lub Litwa, czy jako zupełnie nowe, jak Białoruś. Kaliningrad jednak nie był republiką samą w sobie i nie miał własnej ludności. Co więcej, jako jedyny rosyjski port na Bałtyku, który nie zamarzał zimą, był kluczową bazą wojskową. Dlatego pozostał częścią nowej Federacji Rosyjskiej – oddzieloną od macierzy kilkuset kilometrami cudzej ziemi.
To sprawiło, że przesmyk suwalski, rzadko zaludniony obszar po polskiej stronie granicy z Litwą, stał się zaskakująco ważnym skrawkiem terytorium. Gdyby Rosja go zajęła, przerwałaby lądowe połączenie państw bałtyckich z ich sojusznikami. Z drugiej strony, zablokowanie tranzytu przez Polskę między eksklawą a ziemiami rosyjsko-białoruskimi narobiłoby Rosji sporo kłopotów. Aby zapobiec temu drugiemu, w stosunkowo spokojnych latach 90. rząd rosyjski postulował ustanowienie eksterytorialnego połączenia – drogi lub linii kolejowej przez terytorium Polski, ale pod oddzielnym zarządem. Polacy, przypomniawszy sobie, że naziści prosili o coś bardzo podobnego w sprawie korytarza polskiego niemal bezpośrednio przed inwazją, nie byli tym zachwyceni. Od tamtej pory Polska i państwa bałtyckie wstąpiły zarówno do Unii Europejskiej, jak i do NATO, co daje im dodatkowe zabezpieczenie przed rosyjską agresją, ale jednocześnie czyni Kaliningrad bardziej odizolowanym niż kiedykolwiek wcześniej.
fot.A.Savin – Praca własna / FALPanorama centrum miasta z Katedrą Matki Bożej i św. Wojciecha
Tak więc Rosja została z eksklawą na dalekim zachodzie, która pozostaje kluczowa dla jej bezpieczeństwa narodowego, ale jest całkowicie otoczona przez państwa NATO. Stosunkowo łatwa możliwość przekraczania granicy z Polską lub Litwą sprawiła ponadto, że mieszkańcy stali się bardziej sceptyczni wobec antyzachodniej propagandy Kremla. Pojawiają się nawet głosy o „germanizacji”: przywracaniu pruskich nazw ulic czy odbudowie zamku w Królewcu (z którego po wojnie niewiele zostało, a resztki zniszczono w 1968 roku na rozkaz Leonida Breżniewa). W dzisiejszym Kaliningradzie niewiele jest śladów dawnej dumnej niemieckiej historii miasta, poza sporadycznym włazem kanalizacyjnym z napisem „Königsberg”. A jednak stragany z pamiątkami sprzedają magnesy na lodówkę z hasłami „Kant touch it” i „Yes, I Kant”
Co Rosja może z tym wszystkim zrobić, pozostaje niejasne. Od czasu do czasu groziła rozmieszczeniem w Kaliningradzie pocisków nuklearnych, co w praktyce oznaczałoby umieszczenie broni o ogromnej sile rażenia za liniami wroga – ale skoro zachodnie służby specjalne od dawna zakładają, że już tam są, wydaje się to groźbą bez pokrycia.
Istnieje jeszcze jedna możliwość. Od 2003 roku Litwa pozwalała ludziom i towarom podróżować przez swoje terytorium między dwiema częściami Rosji; zagrożeniem dla tego stanu rzeczy nie była zmiana litewskiej polityki, lecz wojna w Ukrainie i późniejsze sankcje. A zatem, jeśli Rosji naprawdę zależy na utrzymaniu połączeń między Kaliningradem a macierzą, najlepsze, co mogłaby zrobić, byłoby zakończenie wrogich działań wobec swojego wschodnioeuropejskiego sąsiada. Z pewnością warto spróbować.

Z kodem LUBIMYPWN, 25% rabatu od cen katalogowych na wszystkie książki PWN dostępne na ksiegarnia.pwn.pl ważny do końca czerwca. Kod należy wpisać w ostatnim kroku zakupowym
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.