Wiosną 1940 roku o losach północnej Europy decydowały odwaga, szybkość i zaskoczenie. Niemiecka inwazja na Norwegię, przeprowadzona z rozmachem niespotykanym dotąd w wojnie, doprowadziła do jednej z najbardziej dramatycznych kampanii pierwszego roku konfliktu – walk o Narwik.
„Celem operacji w Narwiku jest opanowanie miasta
i kolei aż do granicy szwedzkiej. Wówczas będziemy
mogli, jeśli to będzie konieczne, opanować siłą kopalnie
rudy w Gälliware, których posiadanie jest celem
głównym wszelkich operacji w Skandynawii”.
Wypowiedź generała Hastingsa Lionela Ismaya, cytat za Olgierdem Terleckim
Znaczenie Skandynawii
Szef wojennego sztabu Churchilla i późniejszy pierwszy sekretarz generalny ONZ w latach 1952–1957 wiedział, co mówi. Neutralne Norwegia i Szwecja miały walory, na które pożądliwie spoglądały wojujące ze sobą państwa. Pierwszym było strategiczne położenie, drugim, nie mniej ważnym, posiadane surowce. Bez szwedzkiej rudy żelaza niemiecki przemysł zbrojeniowy nie miałby szans nadążyć za rosnącymi potrzebami. Jej dostawy, szczególnie zimą, musiały natomiast przejść przez port w Narwiku, połączony z Gällivare linią kolejową, a stamtąd podążyć transportem morskim przez wody terytorialne Norwegii. Dodatkowo ojczyzna wikingów dawała możliwość wykorzystania wielu baz morskich i lotniczych — poza Narwikiem chociażby w Bergen, Stavanger, Trondheim — dzięki czemu mogła posłużyć Hitlerowi jako podstawa uderzeń zarówno przeciwko Wielkiej Brytanii, jak i w przyszłości przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Nic zatem dziwnego, że i Niemcy, i alianci zachodni postanowili poddać swojej kontroli w niezbędnym zakresie oba skandynawskie kraje.
Ani Trzecia Rzesza, ani Wielka Brytania i Francja nie okazały się dość energiczne i sprytne, aby zdecydowanie wyprzedzić przeciwnika w tym wojennym wyścigu i nie dać mu szans na skuteczne kontruderzenie. Anglicy poniekąd odsłonili swoje intencje, kiedy w lutym 1940 roku wpłynęli na wody terytorialne Norwegii i zajęli niemiecki okręt zaopatrzeniowy „Altmark”, po czym uwolnili przewożonych na nim jeńców. Potem jednak zamiast iść za ciosem, ociągali się ze stanowczym działaniem i po zawarciu pokoju pomiędzy Finlandią i Związkiem Radzieckim nazbyt długo szukali dla niego odpowiedniego pretekstu.
fot.The History Department of the United States Military Academy / domena publicznaKierunki wojsk w czasie kampanii norweskiej
Chamberlain odrzucił sugestię szefa Sztabu Imperialnego generała Edmunda Ironside’a zalecającego natychmiastowy atak, a także pomysł Churchilla, aby flota zaminowała podejścia do norweskich portów, szczególnie Narwiku, co uniemożliwiłoby wrogowi transport skandynawskich surowców strategicznych. Ciągle prowadził politykę zachowawczą i bał się nazbyt radykalnych posunięć. Z tego powodu odrzucił również pomysł premiera Francji Daladiera, aby zająć okręg górniczy w Petsamo w Finlandii w pobliżu Murmańska. Chamberlain nie bez racji podejrzewał go o chęć rozpętania w Skandynawii działań wojennych na możliwie dużą skalę, aby odsunąć niebezpieczeństwo od Francji.
Niemiecki atak
Niemcy nie dbali o pozory. 1 marca Hitler wydał rozkaz do zaatakowania Norwegii i Danii, co zresztą wywołało niezadowolenie dowódców wojsk lądowych i powietrznych, szykujących się do uderzenia na Francję. Potrzebowali wszystkich dostępnych sił, a ich rozpraszanie mogło przynieść opłakany skutek. Z Danią rozprawa była łatwa. Desant wysadzony w Kopenhadze był tak zaskakujący, że Duńczycy, stawiając jedynie symboliczny opór na Jutlandii, szybko skapitulowali. W wypadku Norwegii nie obyło się bez walki. Na Dalekiej Północy Niemcy posłużyli się podstępem. Wysłali do Norwegii statek „Rio de Janeiro” wypełniony żołnierzami i sprzętem, płynący bez bandery. Jego pasażerowie mieli pecha, gdyż 8 kwietnia podejrzana jednostka została wytropiona przez słynny polski okręt podwodny „Orzeł”, a potem posłana przez niego na dno.
Uratowani rozbitkowie wskazali cel podróży. Było nim Bergen. Norwegowie ogłosili mobilizację, ale w kierunku ich wybrzeży płynęła już niemiecka flota inwazyjna i zaledwie nazajutrz zaroiły się one od nieprzyjacielskich żołnierzy. Okręty wojenne i statki desantowe płynęły w mniejszych grupkach lub czasem nawet pojedynczo i osiągnęły wyznaczone precyzyjnie cele niemal w tym samym momencie. Dokonały nie lada sztuki, tym większej, że udało im się również uniknąć spotkania z okrętami Royal Navy i osiągnąć pełne zaskoczenie.
fot.Bundesarchiv, Bild 183-L03744 / CC-BY-SA 3.0 /CC BY-SA 3.0 de Niemieckie czołgi Neubaufahrzeug w Oslo
Rozpoczęła się operacja pod kryptonimem „Ćwiczenia na Wezerze”, w której obok floty i przewiezionych przez nią oddziałów wzięły udział lotnictwo i oddziały spadochroniarzy. Król Haakon VII wraz z rodziną, rządem i nielicznymi jednostkami wojska już pierwszego dnia ewakuował się z Oslo zagrożonego przez wroga. 7 czerwca dotarł do Wielkiej Brytanii i stamtąd miał rządzić i dowodzić walką z Niemcami. Niewielka armia norweska nie miała szans na skuteczną obronę, ale zdołała zadać najeźdźcom bolesny cios, zatopiwszy ciężki krążownik „Blücher”.
Kontrofensywa aliantów
Alianci ruszyli z przeciwakcją 10 kwietnia, przy czym użyli stanowczo zbyt małych sił, do tego byli niemal zupełnie pozbawieni osłony lotniczej, co stanowiło kardynalne zaniedbanie ze strony dowództwa. Mimo wszystko początek operacji był obiecujący. Brytyjskie okręty zaatakowały niemiecką flotę w Narwiku, lecz przy obopólnych niewielkich stratach zostały odparte. 13 kwietnia niszczyciele Royal Navy powtórzyły uderzenie i tym razem okazało się ono dla wroga niszczące. Na dno poszły wszystkie okręty Kriegsmarine — 8 niszczycieli, łódź podwodna i statki transportowe. Marynarze z zatopionych jednostek w większości się uratowali i wspomogli przebywającą na lądzie piechotę. Ciekawostkę stanowi fakt, że ubrano ich w zdobyczne mundury i wyposażono w broń pochodzącą z opanowanego ośrodka mobilizacyjnego jednej z norweskich dywizji. Nazajutrz w okolicy Narwiku oraz Trondheim i w kilku innych miejscach wylądowały oddziały alianckie.
fot. Bundesarchiv, Bild 183-2005-1202-500 / CC-BY-SA 3.0Niemieckie Gebirgsjägers w górach w Narwiku.
Próba zdobycia Trondheim zakończyła się zupełną klapą i po dwóch tygodniach zdziesiątkowane jednostki, podczas walk wystawione na ataki z powietrza i mierzące się ze zdecydowaną przewagą wroga, zostały ewakuowane z tego rejonu. Inaczej wyglądały walki pod Narwikiem, w których uczestniczyły doborowe oddziały aliantów. Obok trzech batalionów brytyjskiej gwardii królewskiej i dwóch Legii Cudzoziemskiej bili się tam francuscy strzelcy alpejscy oraz polska Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich. Nie byli to jedyni Polacy uczestniczący w operacji.
W transporcie żołnierzy zostały użyte trzy statki pasażerskie — „Sobieski”, „Batory” i „Chrobry”, który został zatopiony — a także niszczyciele „Burza”, „Błyskawica” i „Grom”; ten ostatni również poszedł na dno. W połowie maja sprzymierzeni dysponowali pod Narwikiem 25 tysiącami żołnierzy. Miasto i port wpadły w ich ręce w końcu miesiąca. Sytuacja zaczęła się jednak pogarszać wobec faktu, że rozpoczęta 10 maja kampania przeciwko Francji bardzo szybko przybrała niekorzystny dla niej bieg. O jakichkolwiek posiłkach nie było mowy. Ostatecznie, wobec zwiększającego się naporu ze strony wroga, podjęto decyzję o porzuceniu Narwiku i wycofaniu się z Norwegii. 8 czerwca opuściły ją ostatnie oddziały.
fot.Nieznany – Published in: Kazimierz Koszyca: Tulaczy slad, Nowy Trag 2001 / domena publicznaŻołnierze polscy w bitwie o Narwik
Tego samego dnia Norwegowie zaprzestali regularnej walki. Tragicznym podsumowaniem przegranej kampanii stało się zatopienie przez niemieckie pancerniki angielskiego lotniskowca „Glorious” i dwóch niszczycieli oraz śmierć ponad 1500 marynarzy. Była to wyjątkowo duża strata, zważywszy na to, że podczas walk na lądzie alianci stracili 2400 żołnierzy. Straty Norwegów wyniosły 1335 ludzi, Niemców zaś — 5635 osób. Porównanie tych liczb, wypadające z korzyścią dla sprzymierzonych, pokazuje, że w wypadku lepszego planowania i zapewnienia odpowiedniego wsparcia istniała szansa, aby wynik walk o norweskie porty był inny.
Kampania norweska przyniosła aliantom katastrofę, ale i Niemcy — zdaniem Beevora — wynieśli z niej „tyleż korzyści, ile problemów”. Te pierwsze były aż nadto oczywiste — doskonałe bazy i niezakłócone dostawy rudy żelaza. Cena jednak za nie rosła z każdym rokiem i wyrażała się kolejnymi stacjonującymi w Norwegii dywizjami, których nieobecność na głównym teatrze wojny osłabiała militarny potencjał Niemiec. Nieskoordynowane, źle prowadzone działania aliantów w Norwegii paradoksalnie przyniosły trudną do przecenienia korzyść. Winston Churchill, który w stopniu zapewne większym niż Chamberlain przyczynił się do niepowodzenia, zastąpił go na urzędzie premiera.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.