Czy Brygada Świętokrzyska NSZ była bohaterską formacją walczącą o niepodległość Polski, czy organizacją uwikłaną we współpracę z III Rzeszą? Arkadiusz Karbowiak przekonuje, że jej historia wymyka się prostym ocenom. W rozmowie z Piotrem Zychowiczem opowiada o antykomunistycznej strategii NSZ, marszu brygady na Zachód u boku Niemców, kontrowersjach związanych z kolaboracją oraz ciemnych kartach działalności jej żołnierzy.
Piotr Zychowicz: Dlaczego Narodowe Siły Zbrojne nie podporządkowały się AK?
Arkadiusz Karbowiak: Bo miały inną wizję geopolityczną i chciały po wojnie przejąć władzę. Inaczej identyfikowały interesy i rację stanu Polski. Inaczej postrzegały jej wrogów.
Chodziło o Sowietów?
Tak. W 1941 roku, gdy został podpisany pakt polsko-sowiecki, Polskie Państwo Podziemne uznało Związek Sowiecki za sojusznika. W 1943 roku, na skutek wyjścia na jaw zbrodni katyńskiej, Stalin zerwał stosunki dyplomatyczne z rządem polskim. Wówczas AK uznała Sowietów za „sojusznika naszych sojuszników”.
A jakie było stanowisko NSZ?
Konsekwentne. Formacja ta od samego początku uważała Związek Sowiecki za wroga. W pierwszej fazie wojny podziemie narodowe traktowało obu nieprzyjaciół, Niemców i Związek Sowiecki, równorzędnie. Pod koniec wojny na głównego wroga wyrósł jednak Związek Sowiecki, gdyż stało się jasne, że to on będzie okupował Polskę. Niemcy przegrywały wojnę i oczywiste było, że Polskę opuszczą. Stawały się więc wrogiem mniej niebezpiecznym.
Daleko mi do endecji i ONR, ale trudno nie przyznać racji takiemu rozumowaniu. AK bujała w obłokach – co przyniosło opłakane skutki w czasie akcji „Burza” – a NSZ w tej sprawie twardo stąpał po ziemi.
AK i rząd Mikołajczyka zaklinali rzeczywistość. NSZ nie miał wątpliwości, że Związek Sowiecki uniemożliwi Polsce odzyskanie niepodległości, a Brytyjczycy i Amerykanie nie będą mogli pomóc. Ta różnica w podejściu do Sowietów skutkowała także innym podejściem do polskich komunistów. Oddziały NSZ na Lubelszczyźnie i na Kielecczyźnie ścierały się z sowieckimi grupami dywersyjnymi i oddziałami Gwardii, a potem Armii Ludowej.
Formacje te NSZ traktował jako bolszewickie jaczejki, których zadaniem było przygotowanie gruntu pod sowietyzację Polski. Komuniści rozpracowywali podziemie, aby w momencie wkroczenia Armii Czerwonej i NKWD przekazać bolszewikom stosowne informacje. Tak aby czerwone „organy bezpieczeństwa” mogły szybko dokonać likwidacji obozu niepodległościowego.
Te przewidywania okazały się słuszne.
Trudno z tym polemizować.
No dobrze, bierzmy byka za rogi. Wszyscy spierają się o Brygadę Świętokrzyską NSZ. Ale skąd ona się właściwie wzięła?
To był dość złożony proces. W sierpniu 1942 roku Narodowa Organizacja Wojskowa podporządkowała się AK. Ale nie cała. Część działaczy i żołnierzy podziemia narodowego nie uznała tej decyzji. Ludzie ci połączyli się z inną formacją, Związkiem Jaszczurczym, który z kolei założyli działacze przedwojennego Obozu Narodowo-Radykalnego ABC. Efektem tego mariażu były Narodowe Siły Zbrojne, które powstały 20 września 1942 roku.
Co dalej?
Narodowe Siły Zbrojne przetrwały do kwietnia 1944 roku i wtedy nastąpił kolejny rozłam. Ta część organizacji, która wywodziła się z NOW i podlegała wpływom Stronnictwa Narodowego, scaliła się z Armią Krajową. A ta, która podlegała wpływom ONR-u – czyli znacząca mniejszość – ponownie odmówiła scalenia ze strukturami Polskiego Państwa Podziemnego. I tak oto dotarliśmy do odpowiedzi na pańskie pytanie. 11 sierpnia 1944 do życia powołana została Brygada Świętokrzyska.
Można się w tym pogubić.
Rzeczywiście to było dość skomplikowane [śmiech], ale starałem się to wytłumaczyć jak najprościej.
Brygada Świętokrzyska powstała w lasach Kielecczyzny. Po co stworzono tę jednostkę?
To była realizacja koncepcji dowództwa NSZ, która była kształtowana w roku 1943. Planowano wówczas utworzyć trzy duże partyzanckie grupy operacyjne, które miały się przemieszczać na zachód w ślad za wycofującymi się Niemcami. Ich zadaniem było zajęcie obszarów, co do których środowiska narodowe wysuwały roszczenia. Mowa o terenach, które przed rokiem 1939 należały do Niemiec: o Pomorzu Zachodnim, Śląsku Opolskim… Takie było teoretyczne założenie.
Jaki był stan osobowy Brygady Świętokrzyskiej?
W styczniu 1945 roku, gdy wychodziła z Polski, liczyła 822 ludzi. W jej skład wchodziły dwa pułki – 204. i 202.
Jak na jednostkę partyzancką – która powinna być mała i zwinna – sporo.
Brygada składała się z szeregu oddziałów partyzanckich, które zlały się w jedną całość. Głównie z Kielecczyzny i Lubelszczyzny. Ich dowódcami byli między innymi podpułkownik Leonard Zub-Zdanowicz i kapitan Henryk Figuro-Podhorski „Step”. A komendę nad całością objął pułkownik Antoni Szacki „Bohun”.
Czy brygada w drugiej połowie roku 1944 walczyła z Niemcami?
Rzadko. Na ogół były to przypadkowe starcia z niemieckimi siłami wojskowo-policyjnymi lub wschodnimi oddziałami kolaboracyjnymi. Brygada skupiała się na oczyszczaniu terenu z sowieckich i komunistycznych struktur konspiracyjnych.
To wtedy zaczęły się pierwsze kontakty z Niemcami?
Tak, brygada miała struktury kontrwywiadowcze. Ich oficerowie od 1943 roku utrzymywali bardzo dobre stosunki z Niemcami. Chodzi o kontakty z radomskim i warszawskim Gestapo. Szef Centralnej Służby Wywiadu NSZ major Wiktor Gostomski „Nałęcz” miał także związki z Abwehrą. Eneszetowcy nawiązali je na płaszczyźnie antykomunistycznej. Gestapo i NSZ wymieniały się informacjami na temat Sowietów oraz ich agentury. Najczęściej wspomina się w tym kontekście kapitana Huberta Jurę „Toma”.
fot. Sjam2004 – Praca własna / CC0 Orzełek wojskowy wz. 19 używany przez partyzantów NSZ (na zdjęciu orzełek z 204 Pułku Piechoty Brygadzie Świętokrzyskiej NSZ z wizerunkiem Matki Boskiej)
Łącznika między dowództwem Brygady Świętokrzyskiej a Gestapo w Radomiu.
Był on współpracownikiem Gestapo występującym pod pseudonimem „Georg”. Jako dowódca oddziału „Sosna” w 1943 roku nawiązał kontakt z SS-Hauptsturmführerem Paulem Fuchsem, szefem referatów IV- -A i IV-N, zajmujących się zwalczaniem ruchu oporu i prowadzeniem agentury. Fuchs był funkcjonariuszem radomskiego KdS-u.
Co to za skrót?
Kommandantur der SiPo und SD. To była struktura policji i służby bezpieczeństwa w Radomiu. Fuchs nawiązał kontakt z „Tomem” i Otmarem Wawrzkowiczem „Olesiem” oraz innymi osobistościami z kręgów Polskiego Państwa Podziemnego.
Otmar Wawrzkowicz był zamieszany w zabójstwo pułkownika Stanisława Nakoniecznikoffa?
Tak. Nakoniecznikoff był komendantem głównym tej części NSZ, która nie chciała się zjednoczyć z AK. Został skazany na śmierć przez wewnętrzny sąd kapturowy i zastrzelony w Częstochowie 18 października 1944 roku. Według jednej wersji wyeliminowano go dlatego, że chciał się podporządkować Armii Krajowej. Według drugiej, moim zdaniem bardziej prawdopodobnej, miała to być kara za kontakty pułkownika z lewicową, prosowiecką Polską Armią Ludową (PAL).
Wróćmy do Brygady Świętokrzyskiej. W styczniu 1945 roku ruszyła wielka ofensywa Armii Czerwonej. Bolszewicy przekroczyli Wisłę. W jakiej sytuacji znalazła się ta formacja?
Jej oficerowie i żołnierze znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Gdyby dostali się w ręce Sowietów, ich los byłby przypieczętowany. Właśnie wtedy przydały się wcześniejsze kontakty z Niemcami. Brygada Świętokrzyska w porozumieniu z władzami niemieckimi rozpoczęła marsz na Zachód.
Na jakim szczeblu Niemcy zaakceptowali ten układ?
Brygada była dużym związkiem taktycznym, liczyła prawie 1000 żołnierzy. Nie ma mowy, żeby mogła swobodnie przekroczyć linię frontu i przemieszczać się na niemieckich tyłach bez zgody wysoko postawionych czynników politycznych III Rzeszy. Nie ma co do tego wątpliwości. Tym bardziej że jednym z oficerów współpracujących z dowództwem brygady był SS-Obersturmbannführer Ludwig Wolff , funkcjonariusz SS-Hauptamtu, Głównego Urzędu SS. Instytucja ta zajmowała się między innymi naborem cudzoziemskich ochotników do Waffen-SS. Brygada współpracowała też z Głównym Urzędem Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA), konkretnie Amtem VI, czyli wywiadem zagranicznym, który wchłonął Abwehrę. A także z Wehrmachtem. Brygada maszerowała przez Polskę, Niemcy, a potem przez Protektorat Czech i Moraw.
Himmler, który zawsze twierdził, że Słowian należy trzymać pod butem, gdy w oczy zajrzało mu widmo klęski, zaczął desperacko szukać wśród Słowian sojuszników do walki z bolszewikami. Czy Niemcy myśleli o tym, żeby na bazie Brygady Świętokrzyskiej stworzyć jakieś polskie legiony?
Bez wątpienia chcieli ją przekształcić w jednostkę wojskową z prawdziwego zdarzenia, która mogłaby podjąć walkę na froncie wschodnim. Co ciekawe, jedna z kompanii brygady omal nie stanęła do walki z oddziałami Armii Czerwonej u boku Wehrmachtu. Ale to była epizodyczna sytuacja.
Rozumiem, że nawiązuje pan do relacji Stefana Władyki „Lecha”. Opisuje on, jak patrol, którym dowodził, zajął pozycję przed frontem nacierających Sowietów. Jedna obsada polskiego karabinu maszynowego została przydzielona do pododdziału Wehrmachtu, który miał zbyt małą siłę ognia. Jest jeszcze informacja, że dwie kompanie brygady pilnowały jakiegoś mostu na Odrze wraz z jedną kompanią Wehrmachtu. To jednak rzeczywiście epizody. Dla oficerów brygady priorytetem nie była już wówczas walka z Sowietami, lecz ratowanie ludzi…
I dotarcie do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Warto tu wspomnieć o zarzutach wysuwanych wobec brygady. Często mówi się, że podjęła ona współpracę z Niemcami ze względu na ideową bliskość między środowiskami oenerowskimi a narodowymi socjalistami. Na potwierdzenie tezy o „ideowej kolaboracji” nie ma żadnych dowodów. Pomijam już to, że między ONR-em a NSDAP istniały zasadnicze ideowe różnice. Poza tym stronę niemiecką w czasie współpracy z Brygadą
Świętokrzyską nie zawsze reprezentowali członkowie partii. Często byli to zawodowi oficerowie Wehrmachtu. Tak czy inaczej, głównym celem marszu brygady na Zachód w 1945 roku było uratowanie żołnierzy i dotarcie do polskich oddziałów walczących na Zachodzie, a nie jakaś „ideowa współpraca”.

Publikowany tekst jest fragmentem książki Piotra Zychowicza „Polacy. Opowieści niepoprawne politycznie. Część VII” (Dom Wydawniczy Rebis, 2026).
Niektóre oddziały AK też współpracowały z Niemcami, a podobnych oskarżeń wobec nich się nie wysuwa.
Na Nowogródczyźnie taką współpracę podjął na przykład kapitan Józef Świda „Lech”. Oficer ten zawarł pakt z miejscowymi funkcjonariuszami SiPo-SD, Wehrmachtu i OrPo, Policji Porządkowej. Nie był to objaw żadnej bliskości ideologicznej z narodowym socjalizmem, tylko konieczność. Chodziło oczywiście o walkę z niezwykle groźną i agresywną partyzantką sowiecką. To samo zrobił Adolf Pilch „Góra”, „Dolina” i inni dowódcy na ziemiach północno-wschodnich. Brali oni broń od Niemców i strzelali z niej do Sowietów. Również kontrwywiad Armii Krajowej w Wilnie współpracował z Abwehrą. A incydentalnie współpracę nawiązano w Inspektoracie AK Miechów.
Jak wyglądał marsz brygady na Zachód?
Brygada przez Opolszczyznę i Śląsk dotarła do Kraju Sudetów. Stamtąd została przez Niemców przetransportowana koleją do Protektoratu Czech i Moraw. Z polską jednostką cały czas przemieszczała się grupa Niemców. Kilkunastu oficerów i żołnierzy, którzy po drodze załatwiali dla brygady sprawunki. Organizowali żywność, noclegi, ekwipunek, furaż. Załatwiali miejsca w lazaretach dla chorych, zapewniali możliwość swobodnego przemieszczania się. Polacy potrzebowali przewodników, którzy mogli kolejnym niemieckim strukturom administracyjnym – policji i wojsku – wyjaśnić, kim oni są.
fot.Lonio17 – Praca własna / CC BY-SA 4.0Struktury terenowe NSZ (przed rozłamem)
Żołnierze NSZ byli w polskich mundurach. Mieli rogatywki z orzełkami i maszerowali z bronią. Jak wynika z relacji, napotkani Niemcy często byli zdumieni takim widokiem.
I trudno im się dziwić. Oficerowie łącznikowi mieli zapewnić, że po drodze nie dojdzie do żadnego starcia ani strzelaniny. W połowie marca brygada została przemieszczona na poligon w Rozstani. Tam rozpoczął się proces intensywnych ćwiczeń. To dowód na to, że odmowa wzięcia udziału w walce po stronie Niemców przez oficerów brygady nie była wcale sformułowana tak zdecydowanie, jak to się teraz opowiada w krążących o niej legendach. Niemcy ćwiczyli brygadę na swoim poligonie, mając nadzieję, że trafi na front.
Dotykamy tu kwestii legend związanych z tym przemarszem. Żołnierze brygady po wojnie mocno koloryzowali tę historię. Jeden z oficerów miał powiedzieć Niemcom: „Nie myślcie, panowie, że będziemy Józefem Poniatowskim III Rzeszy. Nie będziemy walczyć za waszą sprawę”. Ale przecież gdyby Niemcy usłyszeli coś takiego, to nie zadawaliby sobie trudu, żeby szkolić brygadę, lecz by ją internowali. To samo dotyczy kowbojskich opowieści, jak to brygada sprytnie przemykała między pozycjami Niemców, wykorzystując ich głupotę i naiwność. W efekcie szła na Zachód nie „z Niemcami”, ale „obok Niemców”. To wszystko bajki mające wpisać się w obowiązującą polską narrację o II wojnie światowej.
Tak, historia Brygady Świętokrzyskiej nie pasuje do tych schematów. Do niezłomnej, bezkompromisowej walki całego narodu polskiego z Niemcami. Dlatego próbowano ją do nich nagiąć. Tymczasem podczas szkolenia w Protektoracie Czech i Moraw jej żołnierze otrzymywali normalny żołd, mogli chodzić do kin, teatrów, na niedzielne msze. Do tego należy dodać skoczków spadochronowych z brygady, których Niemcy przerzucili do okupowanej przez bolszewików Polski.
Po co?
Jako dywersantów. Operację tę nadzorowały dwie struktury: wspomniany Amt VI Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, który oprócz Polaków za sowieckie linie zrzucał także Ukraińców, Litwinów, Łotyszy i Estończyków, oraz Frontaufklärungskommando 202 kapitana Dietricha Witzla, czyli 202. Oddział Rozpoznania Frontowego. On z kolei odpowiadał za szkolenie.
Polscy skoczkowie mieli radiostacje, żeby się kontaktować z Niemcami?
Tak. Zrzucone zostały cztery grupy, w sumie dwadzieścia dziewięć osób. Skakali od połowy lutego aż do połowy 1945 roku.
Dodatkowo czterdziestu pięciu poszło na piechotę, większość się przebiła.
Kapitan Tadeusz Żółkiewski „Most” zabrał część żołnierzy i się wycofał. Ostatecznie dwie grupy – poruczników „Wareckiego” i „Zawiszy” – w liczbie kilkudziesięciu partyzantów dotarły na piechotę do Polski. Oczywiście liczba żołnierzy brygady szkolących się i przechodzących rozmaitego rodzaju kursy – między innymi pod Dreznem – była znacznie większa. Było jeszcze około sześćdziesięciu innych polskich podoficerów, oficerów i żołnierzy, którzy przeszli takie szkolenia dywersyjno–wywiadowcze w III Rzeszy.
Czym Niemcy transportowali do Polski tych skoczków?
Samolotem Heinkel 111.
Podobno gdy wchodzili na pokład, oficer brygady wziął na bok jednego z żołnierzy i powiedział, żeby po wylądowaniu nie nawiązywali kontaktu z niemiecką agenturą. Zdradził mu, że cała ta akcja to lipa. Niemcy oczekiwali wysłania skoczków w zamian za szkolenie, więc brygada nie miała wyjścia i musiała ich wysłać. Ale nie zamierzała wykonywać niemieckich zadań. To prawda czy mit?
Przed odlotem z tymi żołnierzami rozmawiał podpułkownik Władysław Marcinkowski „Jaxa”, zastępca dowódcy brygady. Co im mówił, nie wiadomo. Ale rzeczywiście grupy po wylądowaniu prawdopodobnie nie podjęły współpracy z pozostawionymi przez Niemców uśpionymi siatkami. Najprawdopodobniej skontaktowały się przez radiostację z dowództwem brygady. A także nawiązały łączność z konspiracyjnym dowództwem NSZ. Ostatecznie większość skoczków została wyłapana przez UB i otrzymała potem różnego rodzaju kary pozbawienia wolności, a czterech stracono. Zygmunt Rafalski „Sulimczyk”, dowódca jednej z grup, został skazany na karę śmierci. Rozbicie przez Antoniego Hedę „Szarego” więzienia w Kielcach uratowało mu życie. Został uwolniony i mimo późniejszego kolejnego aresztowania przeżył.
W kwietniu 1945 roku, gdy stało się jasne, że III Rzesza zaraz się zawali, dowództwo brygady znowu poderwało ją do marszu. Tym razem w stronę nadchodzących wojsk Pattona. 5 maja Polacy wyzwolili niemiecki obóz koncentracyjny dla kobiet w Holiszowie. Wokół tej akcji narosło wiele mitów. Jak było naprawdę?
Wbrew późniejszym opowieściom jakiejś wielkiej walki z Niemcami tam nie było. Bo esesmanów w tym obozie zostało niewielu. Był komendant, który poprosił więźniarki, aby złożyły oświadczenie na piśmie, że dobrze je traktował. Do tego kobiece strażniczki i członkowie Werkschutzu, z których jeden został przez Polaków rozstrzelany za zabójstwo włoskich jeńców.
W heroicznej opowieści o wyzwoleniu obozu głównym wątkiem jest ocalenie Żydówek. Baraki, w których przetrzymywano te kobiety, były podobno otoczone drutem kolczastym i przygotowane do spalenia.
To zostało trochę podkoloryzowane, choć oczywiście nie można na sto procent wykluczyć wydania takiego rozkazu. Ale wydaje się, na co wskazuje zachowanie komendanta, że albo tego rozkazu nie było, albo nie miał on zamiaru go wykonać. Moim zdaniem jakieś poważne niebezpieczeństwo tym kobietom raczej nie groziło. Co nie zmienia tego, że wyzwolenie obozu przez Brygadę Świętokrzyską jest faktem.
Część badaczy uważa, że formacja ta potrzebowała alibi. Musiała wykonać jakiś gest, żeby wkupić się w łaski Amerykanów i zatrzeć fakt współpracy z Niemcami. Ten obóz spadł jej z nieba.
Nie można mieć do niej o to pretensji. Właśnie tak to należało zrobić. Trudno sobie wyobrazić, żeby oficerowie brygady tłumaczyli Amerykanom wszystkie zawiłości i meandry skomplikowanej sytuacji politycznej w Polsce, opowiadali im o walkach z sowieckimi skoczkami i komunistami. Przecież Sowieci byli wówczas sojusznikami Stanów Zjednoczonych. Jak więc wytłumaczyć Amerykanom ten wspólny odwrót z Wehrmachtem? Najlepiej było przeprowadzić jakąś spektakularną akcję, która mogłaby stanowić podstawę do tego, żeby uznać brygadę za jednostkę sojuszniczą.
fot.Anna Gałuszka – Kronika Polski nr 35 /CC BY-SA 4.0 Sztandar Związku Żołnierzy NSZ
Obóz w Holiszowie był biletem na tamtą stronę.
Otóż to. Zrobili to, i bardzo dobrze. Dzięki temu udało się uratować żołnierzy.
Brygadę wziął pod swoje skrzydła generał Patton. Stworzono z niej oddziały wartownicze, które przy boku armii amerykańskiej brały udział w okupacji Niemiec. Dziś często można przeczytać opinie, że brygada „zhańbiła się” kolaboracją z Niemcami. Ale przecież ta kolaboracja zakończyła się sukcesem. Prawie 1000 Polaków udało się ewakuować na Zachód i uratować przed kazamatami UB i NKWD. To chyba najważniejsze.
Zarzuty wysuwane wobec brygady są nietrafione. A co najważniejsze – zakłamane. Możemy usłyszeć, że brygada źle zrobiła, bo współpracowała z Niemcami, mordercami polskiego narodu. A gdzie głosy potępienia wobec rządu na emigracji i Armii Krajowej, które współpracowały z bolszewikami? Oni nie byli mordercami polskiego narodu? Co z paktem Sikorski–Majski? Co z akcją „Burza”? No i tu pojawia się…
fot.Eurspar – Praca własna / CC0Spotkanie oficerów 3 Armii z oficerami Brygady Świętokrzyskiej, Czechy 1945 r.
…tysiąc tłumaczeń.
Właśnie. Na przykład, że Niemcy wymordowali więcej, a bolszewicy mniej Polaków. A od jakiej to liczby wymordowanych Polaków można dać naszym wrogom rozgrzeszenie? Mamy zapomnieć o Katyniu? To są absurdalne opinie. Podczas II wojny światowej z państwami totalitarnymi współpracowali wszyscy. Jedni z III Rzeszą, a drudzy ze Związkiem Sowieckim. Dlatego nikt teraz nie może stać na pozycji wyższości moralnej wobec drugiego.
Oczywiście. Brytyjczycy stawiają pomniki Churchillowi i nikt nie przejmuje się tym, że współpracował z ludobójczym Związkiem Sowieckim. Dlaczego? Bo ta współpraca przyniosła korzyści Wielkiej Brytanii. To samo dotyczy współpracy podjętej z Niemcami przez Brygadę Świętokrzyską. Decyzje ocenia się po ich efektach.
Dodajmy do tego, że eneszetowcy nigdy nie splamili się podejmowaniem działań na rzecz Niemców, które mogłyby pomóc III Rzeszy w okupacji Polski. Nie można tego niestety powiedzieć o Armii Krajowej, która w 1944 roku w czasie akcji „Burza” podjęła współpracę z wkraczającymi Sowietami. I pomagała im zdobywać Wołyń, Wilno, Lwów, a później Lubelszczyznę.
A czy Brygada Świętokrzyska ma na rękach krew Żydów?
Znam dwa takie przypadki. W dokumentach możemy znaleźć między innymi informację, że żołnierze brygady, natknąwszy się na trzy osoby pochodzenia żydowskiego, najprawdopodobniej je zlikwidowali.
Za co? Kim byli ci ludzie?
Zapewne uciekinierami z jakiegoś obozu, którzy próbowali dostać się do oddziałów komunistycznych. Poinformowali o tym żołnierzy brygady, tym samym podpisując na siebie wyrok śmierci. Drugi przypadek był podobny, dotyczył żydowskiej rodziny.
A czy oddziały, które wcześniej weszły w skład Brygady Świętokrzyskiej, miały na koncie jakieś zbrodnie na Żydach?
Tak. Akcje takie przeprowadził „Tom”, o którym już rozmawialiśmy. A także oddział Władysława Kołacińskiego „Żbika”. Między innymi w maju 1944 roku w Giebułtowie, gdzie partyzanci zastrzelili kilkunastu Żydów znalezionych w obejściu tamtejszego rolnika. Wśród zamordowanych były kobiety i dzieci. Z kolei na Lubelszczyźnie oddziały Akcji Specjalnej NSZ zabijały pojedynczych Żydów. W niektórych wypadkach formułowano oskarżenia, że byli to agenci Gestapo wypuszczeni celowo przez Niemców, by rozpracowywać polskie podziemie.
To jednak bardzo szokujące rzeczy.
Zgoda, ale wbrew temu, co się opowiada, zabójstwa Żydów dokonywane przez partyzantów NSZ nie miały wiele wspólnego z kwestią ideologii narodowej. Wiemy bowiem, że szereg oddziałów Armii Krajowej, które nie wyznawały ideologii narodowo-radykalnej ani endeckiej, miało na koncie sporą liczbę „likwidacji” osób pochodzenia żydowskiego. Choćby słynny oddział „Barwy Białe”, który zmasakrował grupę kilkudziesięciu Żydów pod Suchedniowem. Albo oddział Bolesława Kurpiewskiego „Orlika”, który zabił kilkunastu Żydów ukrywających się na bagnach w pobliżu miejscowości Podosie.
Gdy już jesteśmy przy kontrowersjach związanych z działalnością Brygady Świętokrzyskiej NSZ, co się wydarzyło pod Rząbcem 8 września 1944 roku?
Doszło do potyczki z oddziałami AL i bolszewickimi partyzantami. Sześćdziesięciu siedmiu Sowietów zostało wziętych do niewoli. Eneszetowcy otrzymali rozkaz, żeby ich rozstrzelać. Doszło do buntu jeńców, Sowieci próbowali uciec. Polacy otworzyli ogień i ich zabili. Część na miejscu, część w czasie pościgu. Zostało również rozstrzelanych kilku aelowców, a według części źródeł kilku wydano niemieckim służbom bezpieczeństwa. Resztę zwolniono lub wcielono do brygady.
fot.nieznany/unknown – 'Męczeństwo, walka, zagłada Żydów w Polsce 1939–1945, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1960, photo no 265 / domena publicznaŻołnierze Brygady Świętokrzyskiej
No tak, to też było dalekie od rycerskiego prowadzenia wojny.
Formacje partyzanckie z reguły nie biorą jeńców. A już szczególnie gdy walczą między sobą. To samo było na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie, gdzie ścierały się ze sobą polskie i sowieckie oddziały leśne. Nikt tam nikomu pardonu nie dawał. Egzekucje były na porządku dziennym.
Czy uważa pan, że żołnierze Brygady Świętokrzyskiej NSZ powinni zająć miejsce w panteonie bohaterów narodowych obok żołnierzy AK? Czy premier i prezydent Rzeczypospolitej Polskiej powinni składać kwiaty na ich mogiłach?
To byli bohaterowie. W czasach komuny stawiano ich pod pręgierzem, nazywano faszystami i zdrajcami. Potem o nich zapomniano. Dobrze, że teraz przywraca się im pamięć. Oczywiście nie oznacza to, że należy upiększać dzieje brygady, przemilczać mniej chwalebne epizody. Nie możemy czarnej legendy zastępować propagandową bajką. O NSZ – tak jak o całej historii – należy pisać i mówić prawdę. Bez wątpienia jej żołnierze byli jednak ludźmi, którzy walczyli o niepodległą Polskę, i należy im się godne upamiętnienie, jak wszystkim walczącym o Rzeczpospolitą.
W szeregach brygady byli ludzie, którzy dopuścili się złych czynów, ale to nie oznacza, że mamy potępiać w czambuł całą tę formację…
W każdej organizacji podziemnej czy w regularnej armii służyli ludzie odpowiedzialni za jakieś zbrodnie. Weźmy choćby AK, której oddziały 10 marca 1944 roku spacyfikowały ukraińską wieś Sahryń, zabijając kilkuset cywilów, w tym kobiety i dzieci. Gdybyśmy wobec Armii Krajowej chcieli zastosować takie same wyśrubowane kryteria moralności, jakie niektórzy stosują wobec Brygady Świętokrzyskiej NSZ, nie moglibyśmy również stawiać pomników i upamiętniać AK.
Arkadiusz Karbowiak jest niezależnym badaczem dziejów podziemia niepodległościowego. Autor książki Bohaterowie czy zbrodniarze? Rozmowy o polskim podziemiu (współautor Michał Karbowiak). Prowadzi na YouTubie podcast historyczny Historia Pod Prąd. Jest także publicystą magazynu Historia Do Rzeczy oraz współpomysłodawcą Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
Źródło: Historia Realna, 27 listopada 2020
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.