Ciekawostki Historyczne

Rzeczpospolita nie tylko utraciła rangę mocarstwa, ale nawet samodzielnego kraju. Haniebny traktat zmuszał polskiego króla do stałego opłacania się tureckiemu sułtanowi. I pewnie tak by zostało, gdyby nie świetne zwycięstwo hetmana Sobieskiego. Człowieka, który już wkrótce sam miał przywdziać koronę.

W październiku 1672 roku do Buczacza na rozmowy zjechali dumni i pewni swej silnej pozycji czauszowie tureccy oraz przygnębieni długą drogą posłowie króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Ci drudzy od wielu dni obserwowali kraj wyludniony i zniszczony najazdami tatarskich czambułów.

Warunki wynegocjowanego układu okazały się bardzo surowe. Rzeczpospolita traciła Podole i Ukrainę oraz zobowiązywała się płacić coroczny haracz (w dokumentach napisano: upominek dla sułtana) w wysokości 22 tysięcy talarów. Ten haracz vel prezent sprowadzał państwo właściwie do roli wasala Porty.

Sejm Rzeczpospolitej nie pogodził się z tym dyktatem. Traktat pokojowy nie został ratyfikowany. Nie łudzono się też, że Turcy będą skłonni utrzymać pokój. Przeciwnie, nad krajem wisiała groźba agresji imperium sułtana. Wojna wydawała się pewna, a sukces w niej mógł zapewnić jeden człowiek – hetman Sobieski.

Fragment obrazu autorstwa Adama Setkowicza „Bitwa pod Chocimiem”

Talenty tego dowódcy, który łączył zamiłowanie do antyku i wiedzę o dokonaniach wodzów starożytnych z doświadczeniem, zdobytym podczas długiego epizodu służby pod okiem króla Karola Gustawa, wydawały się potrzebniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Wojnę wznowiono, a hetman wyruszył na czele przeszło pięćdziesięciotysięcznej armii, by zaatakować Turków obsadzających groźną, do niedawna polską twierdzę w Chocimiu nad Dniestrem.

Czytaj także: Husaria – obalamy mity!

Cały dzień strawiono na harcach

Nieopodal Chocimia, na olbrzymich błoniach po mołdawskiej stronie rzeki „na strzał armatni od obozu tureckiego” ustawiły się w szyku bojowym chorągwie jazdy Rzeczypospolitej. Słońce kryło się za horyzontem, a że dzień 9 listopada 1673 roku był pochmurny, szara opona mgły i dżdżu ograniczała widoczność. Niemniej za sprawą pochodni i maźnic ze smołą towarzysze spod husarskich i pancernych znaków mogli dojrzeć zarys wysokiego wału, który ciągnął się od dniestrowego brzegu łamaną linią bastionów i zamazywał gdzieś pod ciemną plamą lasu.

Nadzwyczajny ruch wywabił żołnierzy imperium osmańskiego na szańce, toteż często praktykowanym zwyczajem posypały się wyzwiska to z polskiej, to z tureckiej strony. Zaraz za wyzwiskami poleciały w stronę tureckiego okopu wezwania do walki. Zaalarmowany tumultem wyszedł ze swojego pysznego namiotu turecki wódz: Husejn pasza, beglerbej (a więc namiestnik) sylistryjski. Podano mu konia i razem z orszakiem doradców ruszył na wały, by osobiście ocenić sytuację. Kiedy tylko przekonał się, że giaurzy – jak określano innowierców – istotnie stoją blisko, nakazał bić do nich z armat.

Polacy tymczasem, ignorując kule tureckie, nadal oczekiwali czy to całej potęgi tureckiej – dzisiaj szacowanej na przeszło trzydzieści tysięcy żołnierzy – czy tylko harcowników. Ci ostatni istotnie ruszyli do pozorowanej walki. Kilku, może kilkunastu jeźdźców wyjechało poza linię umocnień, a z polskich szeregów zaraz pomknęła ku nim grupka wprawnych szermierzy, głównie spod lekkich chorągwi. „Cały dzień strawiono na harcach – pisał kronikarz – w których tylko dwóch Polaków i czterech Turków ubito”, po czym, gdy mrok już zapadł zupełny, obie strony wróciły na swe pozycje.

W czasie gdy jazda rozpoczęła werbalną utarczkę z Turkiem, pod Chocim dotarły regimenty piechoty i artyleria. Osłaniane chorągwiami jazdy zwróciły się kolumnami za stary wał pamiętający czasy sułtana Osmana II, który bez powodzenia dobywał polskiego szańca przed półwieczem we wrześniu 1621 roku.

XVII-wieczny drzeworyt przedstawiający bitwę pod Chocimiem.

Regimenty rozstawiono według utartego zwyczaju. Za wałami od strony nieprzyjaciela stanęły piechota i artyleria. Po bokach dragonii jazda lekka, po niej pancerna, wreszcie husaria. Namiot hetmana wielkiego koronnego Jana Sobieskiego ustawiono „w tylnej linii, pomiędzy [h]usarzami”. Wokół wytyczono plac, a od placu odprowadzono aleje tak szerokie, że mogli się na nich minąć czterej konni. Wszystko po to, by w razie nagłej potrzeby szybko zebrać chorągwie i wyprowadzić je do kontrataku.

Harcownicy i chorągwie zjechali za wały. Na rozpościerającym się pomiędzy obozami polu zaległa cisza. Tylko raz po raz słychać było nawoływania straży pieszych i konnych. Obóz czuwał. W rozłożonych wzdłuż alei namiotach pokładło się towarzystwo, gotowe w każdej chwili zerwać się na rozkaz hetmana.

A hetman tymczasem witał w swoim namiocie gości. Zbierali się tu na naradę wszyscy senatorowie i magnaci. Nie zabrakło hetmanów polnego koronnego Dymitra Wiśniowieckiego i polnego litewskiego Michała Radziwiłła, szwagra Sobieskiego. Nie zabrakło życzliwych Sobieskiemu generała artylerii Marcina Kątskiego i strażnika koronnego Stanisława Jabłonowskiego; lecz nie zabrakło i nieżyczliwych. Hetman wielki litewski Michał Pac krzywo patrzył na wzbijającą się ponad innych senatorów gwiazdę Sobieskiego. Nie było dla wojska ani nikogo w Rzeczpospolitej tajemnicą, że obaj hetmani nie darzą się sympatią.

Po naradzie Sobieski wyszedł przed namiot. W oddali, widoczna w blasku palących się pochodni i maźnic, mokła w zimnym deszczu ogromna bryła zamku chocimskiego, niemego świadka chwały oręża Rzeczpospolitej. Chwały, wydawało się, dawno minionej.

Czytaj także: Połonka 1660. Zapomniany triumf

Dzień 10 listopada wstał tak zimny, jak poprzednie. Padał deszcz ze śniegiem. Od świtu towarzystwo zbierało się w chorągwiach i wyjeżdżało przed obóz, zajmując miejsce wyznaczone chorągwią podczas nocnej narady. W pierwszej linii regimenty piechoty i artyleria generała Kątskiego. W drugiej jazda. Na prawym, południowym skrzydle koronna, zatem Bidziński, Jabłonowski, Sobieski, Wiśniowiecki i Potocki. Na lewym zachodnim Litwa. Najpierw hetman Pac, nieco na północ hetman Radziwiłł. Przywilej zagrania uwertury przypadł Marcinowi Kątskiemu. Na całej linii odezwały się armaty.

Husejn pasza nie zamierzał wypuszczać swoich spachisów ani na harce, ani pod ciosy nieobliczalnej jazdy polskiej. Uważał, że jest w lepszej sytuacji niż Sobieski. Jego trzydziestotysięczna armia zajmowała dobrze ufortyfikowaną pozycję. Osiem tysięcy janczarów – elitarnej piechoty – powinno zatrzymać szturmy regimentów piechoty cudzoziemskiego i węgierskiego autoramentu. A przy tym dysponował jeszcze artylerią, która właśnie rozpoczęła kanonadę.

Huk armat niósł się echem nad polami i nie milkł, a tymczasem w obozie polskim pokazali się wysłannicy wołoscy. Dziwne to było poselstwo. Wołosi i Mołdawianie prosili o zaatakowanie ich szańca, który znajdował się po południowej stronie tureckiego obozu, niemal przy samym Dniestrze. Tłumacząc się, powiedzieli, że chcą ataku polskiego użyć jako pretekstu do przejścia na stronę Rzeczpospolitej. Prośba została spełniona około godziny 10. Szturm się powiódł. Piechota oraz artyleria koronna i litewska razem zajęły okop multański, zyskując znakomity punkt do ostrzału wątłych od tej strony szańców tureckich. Chorągwie wołoskie i mołdawskie Sobieski pozostawił w odwodzie za prawym skrzydłem.

Zdrada Wołochów przechyliła stosunek sił zdecydowanie na polską korzyść. Nie przydała jednak armii Sobieskiego jakości. Chorągwie mołdawskie i wołoskie słynęły z częstej zmiany frontów, nikt nie traktował ich jako poważnego sojusznika. Tymczasem do szturmu ruszyła piechota. Wzdłuż Dniestru, przechodząc przez stary obóz wołoski, zaatakowała „hałastra obozowa” dowodzona przez pułkowników Jana Dennemarka i Jana Motowidłę, człowieka „gry wojennej bardzo świadomego, który niedawno z niewoli tureckiej wydobywszy się, teraz niby mszcząc się [za lata] ciężkiego więzienia, srogo na naród bisurmański następował”.

Janczarzy stanowili elitę tureckiej armii.

Motowidło pośpieszył się zbytnio i ruszył do szturmu, zanim jeszcze umówiony sygnał, czyli strzał armatni, pozwolił go rozpocząć. Dopadli wałów. Poleciały granaty, ciężkie kule z tlącą się żarem papierową tuleją. Zanim wybuchły, padła salwa muszkietów i lud obozowy rzucił się na szańce z szablami, rapierami i berdyszami. „Na południe walka się równoważyła; oba wojska rozdzielał jeden wał niby zastawa wstrzymująca zapęd drugiej strony” – pisał Kochowski. Szturm przyniósł znaczne straty armii polsko-litewskiej, ale nie złamał jej ducha. Zginęło 17 oficerów, padli również pułkownicy Motowidło i Dennemark. „Nie wiem, czy należy ten wypadek nazwać nieudaną próbą” – pisał historyk Tadeusz Korzon o niepowodzeniu szturmu Motowidły. – „Może potrzebował jej Sobieski dla należytego ustosunkowania ciosu do siły oporu”.

Na strzał z pistoletu

Po południu 10 listopada zaczęły się dla hetmana wielkiego koronnego nerwowe godziny. Od podjazdów przyszły wieści, że wróg przeprawia tabory przez prowadzący z obozu tureckiego most. Zrazu myślano, że Turczyn się wycofuje, jednak po dokładnym rozpoznaniu okazało się, że Husejn pasza postanowił wyprawić do Chocimia wozy, a zdecydował się na to dlatego, by zrobić na majdanie obozu więcej miejsca dla wojska. To uspokoiło hetmana. Wiedział już, że wróg nie wymyka się z zastawianych sideł.

Cały wieczór i noc wojsko koronne oraz litewskie nie schodziło z linii. „Po przepaścistych parowach i lepkim błocie” piechota i artyleria przenosiły działa na nowe miejsce. Sypano szańce „już w odległości muszkietowego strzału pod wałami nieprzyjaciela”. Nad pracami inżynieryjnymi, żeby użyć eleganckiego określenia na kopanie w ziemi i błocie, czuwały wszystkie chorągwie jazdy. Czuwał też wódz. Hetman Sobieski nie poddał się pokusie snu. W mroźną, wietrzną, chłostaną deszczem i śniegiem noc kręcił się wśród wojska i podnosił morale. Rozmawiał, doradzał, to znów strudzony przysiadł.

Bitwa pod Chocimiem na obrazie obraz Franciszka Smuglewicza.

Czekano na rozkaz do szturmu, lecz wódz zwlekał. Powoli mijały godziny, a chorągwie jazdy nadal stały w nienagannym szyku. Tylko artyleria grzmiała, zasypując obóz turecki żelazem granatów. Turcy odgryzali się Polakom i Litwinom tym samym, toteż huk armat unosił się nad chocimskim polem boju. Niedługo Husejn pasza cieszył się z odparcia szturmu. Aktywność przeciwnika nie pozwoliła mu na swobodne roszady wśród zmęczonych walką żołnierzy. Kiedy jednak doniesiono o rozstawiających się chorągwiach Rzeczpospolitej, postanowił czuwać. Piechota janczarów i jazda spahisów stanęły na pozycjach, czekając, aż ruszy ku nim lawina koni i ludzi. Czekali, a mróz tężał, aż wreszcie zabrał pierwszą ofiarę. Wkrótce przyszedł czas na drugą i kolejne… Szeregi Husejna paszy topniały. Jak pisał Kochowski:

Zaledwo świtało, zagrzmiały działa nasze, wojackie pozdrowienie zasyłając w obóz turecki. A potem ruszyły równym krokiem roty piechoty za nimi dragonia, a wreszcie czeladź i cała hałastra wojskowa, która dla łupu ochoczo życie nadstawia.

W pierwszej linii szedł hetman, wysoki, dobrze zbudowany, świadomy trudów żołnierskich. Ale też świadomy obaw i dlatego, przekrzykując zgiełk bitewny, wołający, by „w Bogu mając nadzieję, odważnie następowali!”. Hetman podprowadził piechotę pod wał „na strzał z pistoletu” i tu, uległszy prośbie oficerów, odstąpił. Wsiadł na konia i odjechał dopilnować dalszego przebiegu bitwy.

Atak piechoty nastąpił tam, gdzie poprzedniego dnia atakowali Dennemark i Motowidło. Tym razem impet piechoty był na tyle mocny, że janczarzy wytrzymali zaledwie kwadrans. Na wałach załopotały koronne chorągwie. Nie tracąc czasu, rozpoczęto rozkopywanie wałów. Zagrały szpadle, łopaty i siekiery. Grudy ziemi, kamienie i belki palisady zwalano do fosy, przygotowując jako taki przejazd dla kawalerii. Tymczasem Husejn pasza, dowiedziawszy się o przełamaniu, posłał na odsiecz janczarom spahisów, ciężką jazdę. Kontratak był na tyle poważny, że dzielna dotąd piechota zaczęła się łamać. Mijały kwadranse, a oni bronili się nadal, walcząc o czas potrzebny dla zasypania fosy. Wytrzymali!

Walka o turecki sztandar na obrazie Józefa Brandta.

Zza wału wdarły się chorągwie pancerne, a za nimi wpadł Stanisław Jabłonowski z husarią. Z przeciwnej strony tureckiego okopu hetmani Pac i Radziwiłł poprowadzili „młódź litewską”. Zrozumiał Husejn pasza, że oto nadchodzi kres chwały i rzucił się do ucieczki na ów most przerzucony nad Dniestrem, po którym poprzedniego dnia przeprawił tabory. Za wodzem ruszyli dygnitarze tureccy, wreszcie wojsko. Turcy „tłumem rzucili się na most, ale go wnet tak obciążyli, że się rozerwał pod natłokiem uchodzących, a ci, co na nim byli, wpadłszy w wodę, na[s]tępującym przecięli ucieczkę”. Kiedy minęło południe, bitwa przemieniła się w grabież. Tym razem główną rolę grała czeladź.

Czytaj także: Upadek husarii. Co sprawiło, że najlepsza jazda Europy stała się bezużyteczna?

Husejn pasza na czele czterech tysięcy ludzi pędził do Kamieńca Podolskiego. Zginęli dygnitarze Rumelii i Bośni, zginął dowódca janczarów i spahisów. Na osiem tysięcy szacowano liczbę zabitych janczarów i do tejże liczby doszła liczba zabitych spahisów. Jeńców pojmano około trzy tysiące. W ręce polskie dostały się sztandary i armaty. Gdy Husejn pasza wjeżdżał w bramę twierdzy kamienieckiej, pod Chocimiem śpiewano Te Deum laudamus

„Zwycięstwo tak wielkie i tak zupełne” było zasługą Sobieskiego i jego upartych żołnierzy. Armia Husejna paszy przestała istnieć i Sobieski mógł iść w głąb Mołdawii, gdzie stał nowy „korpus” turecki. Hetman zamierzał go pobić i w rezultacie obsadzić zamki Mołdawii i Wołoszczyzny własnym wojskiem. Był to stary plan, pamiętający jeszcze Jana Zamoyskiego. Lecz z planu nic nie wyszło. Hetman wielki litewski Pac wymówił się trudami i w dalszej części kampanii nie uczestniczył. Przy Sobieskim pozostał Radziwiłł. Odeszła też część nieopłacanego wojska koronnego i odeszli dygnitarze.

10 listopada 1673 roku zmarł król Michał. Tron pozostał pusty, spieszono się na elekcję. Do Mołdawii wkroczył tylko niewielki korpus chorążego koronnego Mikołaja Sieniawskiego. Był jednak zbyt słaby, aby osiągnąć trwałe rezultaty. Osaczony i pokonany przez tatarów, musiał się Sieniawski wycofać. Był styczeń 1674 roku. Tymczasem w Chocimiu i Suczawie nadal stacjonowały koronne prezydia. Pod Kamieńcem stanęły artyleria oraz piechota i rozpoczęła się blokada twierdzy. W ten sposób hetman Sobieski przygotował grunt pod kampanię, którą miał nadzieję rozpocząć w następnym roku.

Wojna toczyła się ze zmiennym szczęściem jeszcze przez 20 miesięcy. Po oblężeniu Żurawna w październiku 1676 roku zawarto rozejm. Rzeczpospolita odzyskiwała Białą Cerkiew i Pawołocz, lecz gros Podola i Ukrainy nadal dzierżył sułtan. Skończył się natomiast zwyczaj płacenia haraczu. Formalnie Rzeczpospolita znów była państwem niezależnym.

Tekst został pierwotnie opublikowany w książce „Polskie triumfy. 50 chwalebnych bitew z naszej historii”. Dzięki tej bogato ilustrowanej publikacji poznasz starcia, które zmieniły bieg dziejów. Od zwycięskich bojów w czasach Bolesława Chrobrego, po zacięte walki drugiej wojny światowej.

Zobacz również:

Dowiedz się więcej:

  1. Derdej P., Kamieniec Podolski 1672, Bellona, Warszawa 2009.
  2. Górski K., Historya jazdy polskiej, Księgarnia Spółki Wydawniczej Polskiej, Kraków 1894.
  3. Kochowski W., Roczników Polski Klimakter IV obejmujący dzieje Polski pod panowaniem Króla Michała, z łac. tłum. polskie wyd. J. Bobrowicz, Lipsk 1853.
  4. Korzon, T., Dzieje wojen i wojskowości w Polsce, Ossolineum, Lwów 1923.
  5. Orłowski D., Chocim 1673, Bellona, Warszawa 2007.
  6. Pamiętniki do czasów króla Jana III, wyd. WŁ Markowski, Kraków 1883.
  7. Podhorodecki L., Dzieje Lwowa, Volumen, Warszawa 1993.
  8. Wójcik Z., Jan Sobieski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1994.

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Raf

Macie tam jakiegoś korektora?

Anonim

Bitwa pod Chocimiem 1673, miała dwie dobre strony. Z jednej zlikwidowała daninę płaconą Sultanowi, a z drugiej wracało do Korony -0 Podole, co prawda bez Kamieńca Podolskiego. Natomiast mówienie o jakiejś kampanii wojskowej Sobieckiego, na terenach Mołdawii i Wołszczyzny to kompletna bzdura. Bo niby kto miał tam walczyć – nieopłacane jak zwykle wojsko ? W 1672, na mocy traktatu w Buczaczu utraciła Korona – województwo Bracławskie, południową część województwa Kijowskiego, oraz Podole. Bo Ukraina Lewobrzezna odpadła od Korony już w 1648 roku – powstanie Chmienickiego, który w 1654 roku w pejereslawiu oddał opanowaną przez siebie część Ukrainy pod władze cara Moskiewskiego. To dlatego dzisiaj Putin twierdzi że na lewym brzegu Dniestru niema żadnej Ukrainy i Ukraińców, tylko jest Rosja i Malorosjanie, a wszystko to dzięki bohaterowi narodowemu Ukrainy – Chmielnickiemu i jego ugodzie z 1654 roku. Wróciło do Korony Podole w 1673 roku, to trzeba było dać sobie spokój z tą Ukrainą Prawobrzezną i zająć się likwidacja Prus. A Moskale niech się biorą za łby z Turkami. Po co było pchać się pod Wiedeń w 1683, niech się Turcy biorą za łeb z Austriakami, trzeba było wtedy odzyskać Śląsk. Ale nie, Sobieski zamiast dbać o bezpieczeństwo swojego kraju, dbał o bezpieczeństwo Austrii – odsiecz Wiedeńska 1683, oraz bezpieczeństwo Moskali – wojny z Turcją i traktat karlowicki z 1699, po którym należąca od 1672 roku do Turcji część Ukrainy Prawobrzeznej wróciła do Korony. Cała ta Ukraina – czyli województwa Bracławskie i Kijowskie które wcisnąć Koronie w 1569, WKL – Zygmunt August, były nam potrzebne jak piąte koło u wozu. Do 1569 roku Moskwa nie jest wrogiem Korony, bo niemamy wspólnej granicy, jest za to wrogiem Litwy, ale po unii lubelskiej to się zmienia. A sama Ukraina ? Już w 1654 roku jej część lewobrzezna staje się częścią Moskwy, czyli należała do Korony raptem 85 lat, natomiast część prawobrzezną tracimy definitywnie w 1793 roku, więc z przerwą w latach 1672-1699 należała do Korony lat 197 lat. To dzięki unii lubelskiej z 1569 roku upadła Korona, która zamiast odzyskiwać ziemię na północy i zachodzie co robiła w latach 1454-1466, oraz od 1457-1494 do 1564 roku. Chociaż ostatnie ziemie na zachodzie przyłączono dopiero po pierwszym rozbiorze w 1790 roku. Co Koronie dała Ukraina po 1569 roku – jedynie wojny z Moskwą, Turcja, Tatarami, oraz wojnę domową – powstanie kozackie. Kto odniósł korzyści z Ukrainy, jedynie kilku magnatów i to nawet nie Polskich tylko Ruskich, którzy się spolonizowali. Wyszła więc Korona na tej Ukrainie jak przysłowiowy Zabłocki na mydle. Próbowano ratować sytuację tworząc RTN z trzecim Księstwem Ruskim w 1658 roku – umowa hadziacka, niestety prawie 90 lat za późno, bo gdyby zamiast RON, utworzył Zygmunt August w 1569, RTN, to historia Europy potoczyły by się zupełnie inaczej. Zawsze jest problem kiedy mamy jakieś wspólne państwo, tak było w latach 1370-1382, oraz 1440-1444 z Węgrami, czy 1569-1793 z Litwą.

    Ra

    Świetny komentarz. Gdzieś coś publikujesz? Czy wiesz dlaczego Sobieski tak zdecydował?

Zobacz również

Historia najnowsza

Uroczyste obchody 102. rocznicy bitwy pod Komarowem

27-28 sierpnia 2022 r. w Wolicy Śniatyckiej trwały obchody 102. rocznicy bitwy pod Komarowem, jednego z najsławniejszych starć polskiej kawalerii. W trakcie uroczystości odsłonięty został...

1 września 2022 | Autorzy: Redakcja

Nowożytność

Polskie Termopile. Ile prawdy, a ile mitu w „słynnym zwycięstwie husarii”?

Bitwę pod Hodowem z 1694 roku nazywa się czasem „polskimi Termopilami”. Ale – w odróżnieniu od Spartan – Polacy wyszli z nierównej walki obronną ręką.

21 sierpnia 2022 | Autorzy: Marcin Moneta

Nowożytność

Szarża po wiedeńsku. Dlaczego Kara Mustafa przegrał pod Wiedniem?

Kara Mustafa pod Wiedniem popełnił tragiczny błąd. Zlekceważył przestrogi szpiegów donoszących o odsieczy Sobieskiego. Polski triumf przesądził o losach Europy.

2 kwietnia 2022 | Autorzy: Piotr Dróżdż

Silne kobiety w Familii, czyli kto rządził krajem w czasach saskich?

Świat popkultury pełen jest dziś silnych kobiet. Czy to fantastyka, kryminał czy obyczaj albo powieść historyczna, wypełniają role zarezerwowane wcześniej dla mężczyzn, a od czasu...

13 sierpnia 2021 | Autorzy: Paweł Majka

Nowożytność

Niewydolność nerek, otrucie, błąd lekarski czy kiła? Co zabiło Jana III Sobieskiego?

W ostatnich latach życia Jan III Sobieski coraz bardziej zapadał na zdrowiu. Nadworni lekarze bezradnie rozkładali ręce, przyglądając się powolnej agonii monarchy. Nawet kiedy zmarł,...

26 sierpnia 2020 | Autorzy: Maria Procner

Średniowiecze

Ostatni bastion Zachodu. Czy Polska rzeczywiście była przedmurzem cywilizacji?

Mordujący kalekie dzieci pruscy barbarzyńcy, Turcy i Tatarzy niosący islamską nawałnicę, brutalni poganie z Litwy – to przed nimi Polska broniła Europy, stając się przedmurzem...

16 października 2019 | Autorzy: Maria Procner

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Najciekawsze historie wprost na Twoim mailu!

Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.