Ciekawostki Historyczne

W chwili zniesienia pańszczyzny w 1861 roku 23 miliony Rosjan było prywatną własnością ziemiaństwa. Chłopów sprzedawano jako żywy towar, przegrywano w karty... 

W tyle za wszystkimi, w ostatnich i najodleglejszych szeregach rosyjskiej szlachty znajdowała się jej najliczniejsza część – drobna szlachta. Panujące w społeczeństwie zasady sprawiały, że usiłowała dotrzymać kroku zamożniejszym współbraciom.

Dlatego właściciele nawet nie setek, ale najwyżej kilkudziesięciu „dusz” obnosili się ze swoim wysokim urodzeniem i dostatkiem: sprawiali sobie powozy, najlepsze konie, drogie i wyszukane stroje, utrzymywali wprawdzie niedużą służbę: stangreta, lokajów. Wszystkie te zachcianki były okupione krwawym potem chłopów. Michaił Sałtykow Szczedrin pisał:

Pojawiły się zupełna swoboda, gościnność, wesołość. Dlatego też, dla zadośćuczynienia potrzebom hucznego życia, bez przerwy wyciskano z chłopów ostatnie poty, a chłopi, ma się rozumieć, nie siedzieli z założonymi rękami, ale uwijali się jak mrówki na okolicznych polach. […]

Chłop drobnego właściciela ziemskiego był tak wyczerpany pańszczyzną ponad siły, że można go było łatwo rozpoznać w tłumie innych chłopów. Był bardziej przelękniony, wątlejszy, słabszy i mniej rosły. Jednym słowem, w ogólnej masie wycieńczonych był wycieńczony najbardziej.

W wielu fol warkach szlacheckich pracował na siebie tylko w święta, a w dni powszednie – nocą. Tak więc letni okres zbiorów najzwyczajniej w świecie stawał się dla tych ludzi istną katorgą.

Czytaj też:„Szela cholerny!”. Pogarda dla chłopa w II RP

Jeden chłop, kilku panów

Jednakże drobna szlachta również nie stanowiła jednolitego środowiska. Duży dystans społeczny dzielił skromnego, ale wiążącego koniec z końcem w swoim gospodarstwie właściciela pięćdziesięciu czy stu „dusz” i żałosnego posiadacza zaledwie paru chłopów pańszczyźnianych.

Tymczasem takich szlachciców, „szaraków”, jak pogardliwie nazywali ich współbracia klasowi, było w Imperium Rosyjskim co niemiara. W niektórych guberniach liczba właścicieli ziemskich, którzy mieli najwyżej dwudziestu chłopów, stanowiła trzy czwarte ogólnej liczby właścicieli „dusz”.

Coraz powszechniejsze ubożenie szlachty następowało w wyniku podziału majątku pomiędzy spadkobierców. Od początku XIX wieku, po tym jak za panowania Aleksandra I szlachta przestała otrzymywać chłopów państwowych na własność, rozdrabnianie majątków stało się szczególnie widoczne.

Niektórzy posiadacze ziemscy byli właścicielami sporej liczby „dusz”, ale porozrzucanych po różnych wsiach.fot.Arturo Michelena /domena publiczna

Niektórzy posiadacze ziemscy byli właścicielami sporej liczby „dusz”, ale porozrzucanych po różnych wsiach.

Początkowo prowadziło ono do charakterystycznej szachownicy, kiedy to w tej samej wsi albo w tym samym siole parę chłopskich zagród należało do jednego właściciela, a sąsiednie do drugiego.

Niektórzy posiadacze ziemscy byli właścicielami sporej liczby „dusz”, ale porozrzucanych po różnych wsiach. Uniemożliwiało to stworzenie dochodowego gospodarstwa, a nowe podziały jeszcze bardziej komplikowały sytuację, co w efekcie prowadziło niekiedy do paradoksu polegającego na tym, że jeden chłop miał obowiązek utrzymywać dwóch lub więcej panów, prawie jak w znanej bajce.

Czytaj też: Czy średniowieczny chłop pańszczyźniany był wolnym człowiekiem?

Zobacz również:

„Dusze” na sprzedaż

Z czasem rozdrobnienie stawało się tak duże, że dom ziemianina nie różnił się od chłopskiego, a sam ziemianin od swojego chłopa. Ponadto na początku XIX wieku pojawiła się znaczna liczba szlachty zarówno bez majątku, jak i bez „dusz”. Z uwagi na brak chłopów i służby szlachta sama uprawiała swoje grunty. Najwięcej drobnych właścicieli było w guberni riazańskiej. Nazywano ich tam prześmiewczo „szlachetkami”.

Owi szlachetkowie zajmowali niekiedy całe wsie, ich domy stały pomiędzy chłopskimi chałupami, a wielkość należących do nich gruntów była tak nikła, że nie mogli utrzymać nawet swojej „nobliwej” rodziny, nierzadko bardzo licznej. W tej sytuacji żaden z nich nie myślał już o gościnności ani o składaniu wizyt sąsiadom.

Ostatnim chłopom, jeżeli takich jeszcze mieli, „golili łby”, to znaczy oddawali w rekruty, albo sprzedawali ziemianom z sąsiedztwa, żeby zdobyć chociaż trochę pieniędzy, sami zaś ruszali na pola, orali i siali, zbierali plony.

Tekst stanowi fragment książki Borysa Kierżencewa „Zniewolona Rosja. Historia poddaństwa”, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.

Tekst stanowi fragment książki Borysa Kierżencewa „Zniewolona Rosja. Historia poddaństwa”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.

Inni wyjeżdżali na zarobek do miasta. W Petersburgu i Moskwie można było spotkać zubożałego szlachcica w kapeluszu i w kubraku dorożkarza, sprzedającego gorące paszteciki, pracującego fizycznie czy awanturującego się w karczmie.

Aleksander Koszelow pisał o takich szlachcicach, że wielu z nich ma w domu jedną parę butów, które służą na przemian panu i chłopu, zależnie od potrzeb wkłada je ten, który gdzieś jedzie, idzie do lasu itd. „Znaczna część drobnej szlachty sama powozi, orze razem ze swoimi chłopami, nosi te same kaftany, półkożuszki i baranice”.

Czytaj też: Czy nasi pradziadkowie byli niewolnikami? Jak naprawdę wyglądało życie pańszczyźnianych chłopów?

Dom chłopa

Typowy dwór drobnej szlachty, mały i rozpadający się, składał się z dwóch pokojów rozdzielonych sienią, z dobudowaną kuchnią. Były w nim jednak dwie części: na prawo od wejścia „pańska”, na lewo chłopska, dzięki czemu i tutaj, wśród nędzy i ubóstwa, utrzymywał się podział klasowy na panów i niewolników.

Każdą z tych części dzieliły z kolei przepierzenia. W chłopskiej wzdłuż ścian stały prycze do spania, krosna, ręczne żarna. Spośród mebli grubo ciosany stół, ławy albo parę krzeseł, kufry, szkopki i to, co potrzebne w gospodarstwie.

W chłopskiej wzdłuż ścian stały prycze do spania, krosna, ręczne żarna. Spośród mebli grubo ciosany stół, ławy albo parę krzeseł, kufry, szkopki i to, co potrzebne w gospodarstwie.fot.Karl Kollmann/domena publiczna

W chłopskiej wzdłuż ścian stały prycze do spania, krosna, ręczne żarna. Spośród mebli grubo ciosany stół, ławy albo parę krzeseł, kufry, szkopki i to, co potrzebne w gospodarstwie.

Pod ławami przechowywano zazwyczaj kosze z jajami, a po izbie spacerowały albo biegały, zależnie od swego temperamentu psy, drób, cielęta, koty oraz inne zwierzęta, których przynależności gatunkowej nie potrafili czasem określić sami świadkowie (…).

Pańska połowa była czystsza i schludniejsza. Meble, mimo że stare i mocno sfatygowane, pamiętały lepsze czasy. Pod innymi względami pańska komnata niewiele różniła się od izby czeladnej.

Kłótnie i spory

Jedną z typowych cech życia drobnej szlachty, właściwą również zamożniejszym szlachcicom, było mrowie wszelkiego rodzaju rezydentów i lokatorów, którzy cisnęli się z gospodarzami w ich nad wyraz skromnym domostwie. W warunkach prawdziwej nędzy, w malutkich pomieszczeniach i często nie dojadając, mieszkali krewni, którzy tylko w tym biednym „gnieździe rodowym” mogli szukać kawałka chleba i przytułku.

Tutaj można było spotkać „niezamężne kuzynki, leciwą siostrę gospodarza albo gospodyni, albo wujaszka emerytowanego kawalerzystę, który przehulał swój majątek”.

W ciasnym i nędznym domostwie dochodziło do kłótni i nieustannych pretensji. Gospodarze naskakiwali na lokatorów, ci zaś, nie pozostając im dłużni, powoływali się na dawne dobrodziejstwa, które obecni żywiciele zaznali od ich rodziców. Wymyślali sobie ordynarnie, w karczemny sposób, godzili się, po czym znowu kłócili, a godziny rozejmu urozmaicali plotkami albo grą w karty.

W ciasnym i nędznym domostwie dochodziło do kłótni i nieustannych pretensji.fot.Aleksander Gierymski/domena publiczna

W ciasnym i nędznym domostwie dochodziło do kłótni i nieustannych pretensji.

Im biedniejszy był właściciel ziemski, im bardziej wyczuwał rozdźwięk pomiędzy swoim formalnym „szlachectwem” a poniżającymi warunkami egzystencji, tym uporczywiej nalegał, by uznać jego wyższość klasową, i przy każdej okazji przypominał o swoim urodzeniu. Dumę drobnej szlachty najbardziej ranili bogatsi i bardziej wpływowi sąsiedzi. Jedyne zadanie, które raz na zawsze przydzielili „szaraczkom” w swoich dworach, polegało na odgrywaniu roli błazna.

Okrutne kary cielesne

Drwiono z ubóstwa „szlachetków” i wiążącego się z nim braku wykształcenia, manier oraz umiejętności zachowywania się w „nobliwym” towarzystwie. Naśmiewano się z prostackich strojów, stanowiących dziwaczne połączenie szat, które w lepszych czasach nosili ich ojcowie i dziadowie.

Niektórzy drobni ziemianie chętnie przyjmowali rolę błazna i świetnie sobie z nią radzili, zabawiając gości swojego protektora. Ci zaś, którzy uważali to zajęcie za poniżające, woleli nie pokazywać się w bogatych dworach (…).

Jednakże poniżająca sytuacja drobnej szlachty wcale nie czyniła jej wspaniałomyślniejszą wobec poddanych, a przymusowe życie w ciasnocie razem z chłopami jeszcze bardziej wbijało ją w pychę klasową. Taki szlachcic, po powrocie do domu z wizyty u sąsiadów, gdzie bawił towarzystwo, wystawiając na pokaz swoje ubóstwo, odgrywał się na bezbronnej służbie (…).

Na przykład szlachcianka z guberni smoleńskiej, Łosiewska, własnoręcznie karała swoją służącą za to, że ta z powodu choroby nie mogła wykonywać przydzielonych jej obowiązków. Łosiewska zamknęła dziewczynę w zimnej piwnicy i trzymała ją tam o głodzie, wskutek czego poddana umarła.

Inna właścicielka ziemska odwrotnie postanowiła „podgrzać” swoją niewolnicę: sztabskapitanowa Baranowa, podejrzewając „dziewkę” pańszczyźnianą o kradzież i usiłując nakłonić ją do przyznania się, kazała usiąść biedaczce na rozżarzonej płycie kuchennej (…).

Czytaj też: Chłop żywemu nie odpuści, czyli awantura w średniowiecznej wsi

Wiejskie pole bitwy

Oficer żandarmerii z niezadowoleniem i niepokojem informował przełożonych o swoich obserwacjach zwyczajów panujących w środowisku posiadaczy ziemskich:

Niestety, większość naszej szlachty, zwłaszcza drobnej, na skutek braku wykształcenia i niewyszukanego trybu życia, prowadzonego na wsiach, dotąd nie zrozumiała, że łagodną perswazją można osiągnąć więcej aniżeli nieustanną surowością, i nie potrafi inaczej wymierzać sprawiedliwości, jak tylko za pomocą kar cielesnych.

Szlachcic, po powrocie do domu z wizyty u sąsiadów, gdzie bawił towarzystwo, wystawiając na pokaz swoje ubóstwo, odgrywał się na bezbronnej służbiefot.Jules Breton /domena publiczna

Szlachcic, po powrocie do domu z wizyty u sąsiadów, gdzie bawił towarzystwo, wystawiając na pokaz swoje ubóstwo, odgrywał się na bezbronnej służbie

W środowisku drobnej szlachty często dochodziło do konfliktów pomiędzy sąsiadami, a zbyt bliskie sąsiedztwo, gdy „dwory” znajdowały się jeden obok drugiego na tej samej ulicy we wsi, często sprawiało, że przypadkowe kłótnie zamieniały się w bójki z udziałem wszystkich mieszkańców.

Wystarczyło, by jedna szlachcianka zauważyła, że do jej ogrodu wtargnęła krowa sąsiadki, a natychmiast wzywano pomocników, krewnych żeby przepędzić albo okaleczyć nieproszonego czteronożnego gościa. (…) w słownych utarczkach wyrzucano sobie wszystkie krzywdy i urazy z ostatnich stu lat i w końcu ktoś nie wytrzymał i pociągnął drugiego za włosy. Zdarzało się, że oblewano wrzątkiem znienawidzonych sąsiadów.

Krzyki i przekleństwa za każdym razem przyciągały gapiów i psy z całej okolicy; w jednej chwili pojawiali się też chłopi pańszczyźniani rywali, ich krewni i rezydenci, uzbrojeni we wszystko, co im wpadło w ręce.

W efekcie polanka, gdzie spokojnie pasła się krowa, która naruszyła „urzędową” granicę sąsiedniego ogrodu majątku, zamieniała się rychło w pole bitwy, na którym rozlegały się szczekanie psów, karczemne przekleństwa, jęki rannych i okaleczonych.

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Borysa Kierżencewa „Zniewolona Rosja. Historia poddaństwa”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.

KOMENTARZE (12)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Różowy jednorożec.

Polecam na YouTube film „żyła sobie baba”. Mnie wzięło pół godziny żeby się zorientować że film jest usytuowany w okresie drugiej wojny światowej. Myślałem że oglądam Rosję sprzed 300 lat dosłownie. Bieda, agresja. Chłopy bez prawa ale kobiety wśród tych chłopów to już wogóle jak szmaty były traktowane nawet przez tych chłopów.
Fakt jest taki że Rosja oprucz kilku lat swobody w latach 90tych to nigdy nie mieli nawet cienia wolności, dlatego też nie można ich uznawać za Europejczyków bo w Europie to właśnie wolność , egalitaryzm i indywidualizm są wartościami. Rosja to taki kołchoz.

    prostojakdopisdy

    Różowy jednorożec OPRUCZ… i wszystko jasne. Uwielbiam kiedy przedstawiciel prymitywnego proletariatu, zbyt głupi by opanować program podstawówki i nauczyć się mówić i pisać po polsku opluwa innych, lepszych od siebie aby wmówić SOBIE, bo innym się nie da, że nie jest prymitywnym postpańszczyźnianym chamem z chamów.

      Podpis

      W paru miejscach jaśnie oświecony pan raczył ni postawić przecinków…

        Lizander

        Jakie to ma znaczenie…

do chamów z chamów

to jest coś o czym spora część społeczeństwa chętnie i ochoczo „zapomina”, a której skutki widzimy na każdym kroku . Zwłaszcza jeśli chodzi o rządzące od dwóch kadencji „elity” i ich elektorat. Otóż kilkadziesiąt procent Polaków to nadal bezmózgie, ciemne, zabobonne, złodziejskie, leniwe, głupie, służalcze i sprzedajne produkty pańszczyźnianego roboczego bydła. Pomioty NIEWOLNIKÓW, którzy, co gorsza, uwierzyli w głup[i żart, że są ludźmi, znowu „zapominając”, że MY w nazwie gatunku mamy słowo ROZUMNY co eliminuje na starcie całą tą chamską hołotę.

    Incognitus

    Szanowny Panie. Zdania zaczynamy dużą/wielką literą. Nie piszemy coś o czym tylko coś o czymś. I nie TĄ chamską tylko TĘ chamską.

      Connor

      Przeczytaj instrukcję obsługi słownika ortograficznego Panie yntelygent

    R

    Od razu poznać prawdziwego deMOkratę, yntelygenta.

Anonim

Zabawne gość odniósł się do treści filmu który obejrzał na You Tubę i został zaatakowany przez osobników, którzy sami siebie uważają za „inteligencję” ewentualnie za coś lepszego od innych. Jak prostak niema nic do powiedzenia to wynajduje jakiś błąd ortograficzny żeby pognębić kogoś kto napisał swoją refleksję. I co ułożyło ci chamie którego dziadkowie byli jeszcze chłopami, a dopiero rodzice przenieśli się do miast .Wszyscy dookoła są głupi, tylko my „elyta” mamy monopol na mądrość. Jednak stare powiedzenie mówi prawdę – od zwykłego prostaka jest gorszy prostak uczony.

    Anonim

    Zgadzam się. Nieraz widziałem tu komentarze na temat ortografii co odciągało dyskusje od meritum. Naprawdę istotne jest czy ktoś zaczyna zdania z dużych liter, użył ą zamiast ę i zamiast ó użył u (w wymowie brak różnicy)? Według mnie, nie.

      RARZONCE

      Jest to doprawdy rażące.

Barbara

Chłopi w dawnych wiekach żyli w innej rzeczywistości niż my dziś.
Domy były drewniane, bo drewno było powszechnym budulcem w kraju. Zresztą lasy i tak trzeba było wycinać pod uprawę roli. Wypalanie było zakazane bo to niebezpieczne ze względów pożarowych i płoszenia zwierzyny, więc pozwalano chłopom na wywózkę drewna z lasu. Zwykle na budowę i opał. Inaczej przecież zamarzliby podczas zimy.
Dachy kryto strzechą bo miała wiele zalet między innymi: dobra wentylacja, schnięcie, brak grzyba .Przecież mogli kryć dach gontem drewnianym ,ale nie robili tego, bo dobrze położona, gruba strzecha zapewniała więcej ciepła.
To całkiem zmyślny pomysł by okna robić z rybich pęcherzy albo błon zwierząt, przynajmniej się nie zbije raniąc kogoś i można łatwo i tanio taką elastyczną szybę naprawić samemu.
Drzwi były niskie z wysokim progiem dla zachowania ciepła w pomieszczeniu. Dlaczego zaś były tylko trzy izby z kilku powodów:
1. Chłopi rzadko spędzali czas w domu, tylko w pracy u pana, w polu,w obrządku, w ogródku, sadzie a wolny czas w kościele, na spacerach po lesie lub w gospodzie, bo rozrywką były kontakty społeczne ,a nie jak dziś elektronika. Inna sprawa, że tego wolnego czasu mieli raczej niewiele. Zwłaszcza kobiety , którym dochodziło jeszcze gotowanie, sprzątanie i opieka nad małymi dziećmi itd…
Zarzut, że było mało pomieszczeń jest śmieszny, bo o salonach nie śniło im się. Oni nie mieli czasu lenić się na kanapie jak my dziś. Po ciężkiej pracy czy zabawie w gospodzie od razu zasypiali jak kamień
Gabinet im niepotrzebny, gdyż nie umieli czytać i pisać, a łazienka i kibel to bzdura, bez kanalizacji i bieżącej wody nie ma ona racji bytu. Zostaje tylko kuchnia i sypialnia, ale za to bardzo duże domy chłopskie dochodziły do 80 m2 powierzani, a nie były zagracone sprzętami i meblami, także ich mieszkańcy mogli mieć więcej miejsca niż wiele rodzin dzisiaj w bloku.
2. Dlatego, że kobiety nie miały czasu na sprzątanie całego mnustwa domowych sprzętów i mebli, było ich mało i zachowywano minimalizm, bo inaczej nie miały by one czasu nawet na spanie.
3. Pańszczyzna jest formą podatku w naturze. Powstała jako opłata dla wojowników i ich wodza za to że walczył z częstymi najazdami obcych przybyszów do grodu, tak by chłop mógł spokojnie wyżywić rodzinę i uprawiać ziemie, a nie walczyć. WStedy nie było armii poborowej, bo wszyscy umarli by z głodu. Wódz to później był monarchą a jego drużyna rycerstwem. Tych którzy najbardziej zasłużyli się w boju lub podlizali władcy król nagradzał ziemią, uprawianą w ramach podatku pańszczyźnianego przez chłopów. W czasie wojem n podatki rosły a Polska miała tych wojem dużo przez położenie geograficzne i liczne sąsiedztwo. To może być jak wszystko zarówno błogosławieństwem jak przekleństwem.
4. Co prawda mieli oni dużo dzieci, ale one rzadko przeżywały do 5 urodzin przez choroby i śmierć przy porodzie. Z tego też powodu dzieci szybko zakładały własne rodziny już w wieku co najwyżej 15 – 16 lat, ponieważ musieli jeszcze zdążyć wychować potomstwo a średnia długość życia była wtedy niska. Lekarz to mógłby wtedy człowieka prędzej dobić niż choroba przez chore wymysły takie jak przypalanie gorącym żelazem czy puszczanie krwi. Dobrze że ludzie na wsiach mieli jeszcze zioła i znachorki. One wiele dolegliwości na poziomie objawów potrafiły wyleczyć zaskakująco dobrze.Kto kiedykolwiek był u dobrej zielarki ten wie, ale to nie znaczy że wszystkie. Dowód na to jest taki że ludzie wtedy wcale nie umierali przez lekkie skaleczenie jak wielu współczesnych myśli. Alkohol do dezynfekcji przecież znano od wieków.
5. Powodem nędzy i wyprzedaży sprzętów był często jak i dziś alkoholizm. Alkohol był niezbędny bo zanieczyszczona woda w rzece nie nadawała się do picia, choć często i chętnie kąpano się w niej. Była to nawet ulubiona forma rozrywki młodych ludzi jak i dziś nawet w tamtych czasach. Ludzie nie przestrzegali aż tak gorliwie pruderyjnych nakazów kościelnych zwłaszcza na wioska. Normą było że męża do ołtaża przywodziła ciąża a nie własna chęć. Ale ani to jakoś nikogo nie gorszyło ani nie dziwiło. Ludzie rozumieli że aby społeczeństwo mogło się rozwijać musiały powstawać wciąż nowe rodziny.
6. Chłopi w czasach I RP dostawali dużo ziemi uprawnej.Ludzi było niewiele może 2 miliony, a ziemi dużo. Problem polegał na jej stopniowym wyjałowiały się i nawożeniu naturalnym w ograniczonych ilościach ( kompost i obornik). Bez nawożenia nic ci prawie nie urośnie.Dlatego chłopi tak często uciekali na Ukrainę, gdzie były bardzo żyzne ziemie, prawie nie wymagające nawożenia. Wyjałowienie gruntów rolnych po wielu latach było znacznie większym problemem niż pańszczyzna, a płodozmian wcale tego problemu tak do końca nie rozwiązał, bo został wprowadzony trochę za późno.
7. Spano w zimie ze zwierzętami, bo powszechne były kradzieże, zaś od żywego inwentarza zależał byt rodziny, dlatego go chroniono. Krowa dawała mleko i jego przetwory, kury jajka, świnie mięso + obornik do nawożenie pół.
8. Chłopi nie chodzi tylko i płóciennej, lnianej koszuli, bo by zamarzli w zimne dni a przecież pracowali na dworze hipotermia i odmrożenia stóp. murowana. Ludzie myślcie trochę. Kożuchy, futra, pelty i swetry z wełny były absolutną koniecznością. Lekko ubierano się tylko latem w czasie żniw w polu, a że te wydarzenia z życia chłopów były najczęściej portretowane przez malarzy.
9. Zarzut, że jedzono z jedne rondla czy kociołka.Ludzie wracali głodni po harówce na wsi, w polu, wiec kobieta musi coś szybko ugotować by wszystkich nakarmić bo też była w polu czy obrządku u zwierząt. Wrzucała ona w gar gorącej wody lub mleka kaszę, bo nie trzeba jej obierać i jakieś warzywa nawet w całości lub na pół w zależności co tam miała. Zabełtała to dała strawę rodzinie.Kto tam miał czas na gotowanie jak miał tyle roboty. To nie tak jak teraz mili Państwo.
w Ukrainie do dziś tak gotują, bo szybciej.Tak samo podpłomyk czy ziemniaczane talarki są łatwe szybkie nawet małe dziecko by sobie je zrobiło samo jak matka nie miała czasu.
10.Nie było takiego dzieciocentryzmu jak teraz, gdyż kobiety nie miały czasu na rozpływanie się nad dziećmi, bo musiały iść w pole pracować. Brały dziecko ze sobą w becie lub wiązały dryndę, czyli prowizoryczny hamak.I albo dziecko przeżyło albo zmarło, bo matka musiała pracować by wykarmić resztę potomstwa.Chłopki zawsze pracowały u nas i większość mężczyzn szanowała żony, bo bez ich pracy w domu i polu chłop, by zginął. Dopiero później społeczny status kobiety zaczął się obciżać, kiedy zostały one w miastach gospodyniami domowymi na utrzymaniu mężów, którzy po pracy nie mając innych zajęć i rozrywek pili i bili. Stąd epidemia przemocy domowej podczas masowych przeprowadzek do miast za pracą w PRL.Dlatego w Polsce feminizm nie ma zbyt wielu zwolenniczek.
11. Ten argument o okopconych ścianach jest idiotyczny zaczadzili by się dwutlenkiem węgla w ciągu godziny a dzieci jeszcze szybcie i nic by nie widzieli, kurne chaty właśnie z tego powodu były raczej rzadkością niż częstym widokiem.
12. Opisy Polski zrujnowanej po potopie szwedzkim są tak statystycznie miarodajne jak opisy standardu życia w Polsce biorąc pod uwagę tylko obraz tego kraju tuż po drugiej wojnie światowej. Palono wsie a ludzie stracili dach nad głową to mieszkali w lepiankach, szałasach , ziemiankach. W tych ostatnich pewnie tak jak jak my w schronach i piwnicach kiedy jest wojna.
Sienniki grube są bardzo wygodne wiem bo nie raz na nich spałam w szopie po weselu, więc dlaczego mieliby na nich nie spać.
13. Podłogi były z klepiska glinianego, bo drewniane podłogi źle znosiły wodę, rozlaną gdzieś przypadkiem niż glina , a my dziś też wolimy mieć w kuchni na podłodze płytki na a nie panele. No i to tyle.

Słowianie:
Gród był jak wieś dziś. Zamieszkiwał go klan, czyli grupa spokrewnionych ze sobą rodów. Małe (10 m3) domki, ustawione jedne przy drugich, to były sypialnie, wyposarzone paleniskiem do ogrzewania i gotowania, miejscem do jedzenia i spania.
Dalej w ustronnym miejscu były ustępy, czyli wychodki toaletowe. Kąpano się w rzece, stawie, jeziorze lub łaźni termicznej, jeśli taką mieli w pobliżu. Jedzono we spólnej sali wiesiadnej za ogromnym stołem, gdzie zbierał się cały klan na posiłek lub naradę męszczyzn. Każdy tam znosił jedzenie i picie przygotowane u siebie w domku sypialniowym. Dzieci bawiły się razem na podwórku, gdzie mogły się wybiegać.
Kobiety oprócz wspólnej pracy w polu, ogrodzie, zagrodzie i sadzie uwielbiały haftować, tkać tkaniny, szyć ubrania, wyplatać koszę czy ręcznie wyrabiać gliniane naczynia czy też mielić ziano na kamieniu. Czynności te były nie tylko wytwarzaniem dóbr użytkowych, ale także rozrywką, dziełem sztuki czy okazją do spotkań towarzyskich. Męszczyźni wspólnie polowali, uprawiali rolę, rąbali drewno na opał, oparwiali zwierzynę łowną. Dzieci bawiły się wyrzeźbionymi w drewnie zabawkami o pięknym kunsztownym wykonaniu czy też biegając po podwórku i lesie.Starannie wykonywano także narzędzia metalowe , broń, ozdoby czy nawet instrumenty muzyczne.
Do sprzątania używano ryżowych zmiotek podobnych do dzisiejszych, używano łupianu do prania ręcznego, a ziół do mycia głowy i całego ciała. Jedzono dużo miodu, mleka, owoców i zboża, dziczyzny oraz ptactwa, pili zaś wino, piwo i zródlaną wodę. Ludzi było niewiele, zaś zasobów dużo, sądząc po stanie odkopanych szkieletów. Ludzie byli wysocy oraz mieli silne kości, ale starte przez piach zęby. Kultywowano wierzenia politeistyczne z dużą ilością demonologii i święta pogańskie. Wznoszono posągi bóstw, pokazujące przywiązanie do matki natury. Żyli oni jak jedna wielka rodzina, którą przecież byli (klan). Raczej nie wpuszczano do grodu obcych z uwagi na częste najazdy i grabieże, ale zawierano sojusze militarne i gospodarcze, poprzez małżeństwa, tak klan się rozrastał.Poruszano się siecią rzek, po których pływały drewniane łodzie. Potrafili oni liczyć, natomiast nie czytać i pisać (znaki na drzewach).Powszechne były tańce, śpiewy i opowieści o przodkach przy ognisku.

Zobacz również

Nowożytność

„Compendium Ferculorum albo zebranie potraw” – pierwsza zachowana polska książka kucharska

Ślady najstarszej polskiej książki kucharskiej możemy znaleźć w „Panu Tadeuszu”, Adam Mickiewicz wykorzystał ją przy opisie uczt.

8 sierpnia 2022 | Autorzy: Michał Procner

Nowożytność

„Polak, Żyd i pies to jedna wiara” – to hasło przyświecało hajdamakom, kiedy mordowali wszystkich na swojej drodze

Powstanie przeciw opresyjnym panom, obrona wyznania czy zręczny ruch rosyjskiej propagandy? Dlaczego na Ukrainie w XVIII wieku doszło do rzezi Polaków i Żydów?

8 stycznia 2022 | Autorzy: Michał Procner

XIX wiek

„Sprzedam niepotrzebną służbę dworską” – handel ludźmi w carskiej Rosji

W carskiej Rosji chłopi stanowili własność panów, którzy mogli rozporządzać ich życiem według własnego uznania. Wszak chłop był „tylko towarem”.

18 października 2021 | Autorzy: Violetta Wiernicka

Nowożytność

Walka z kołtunem. Medyczna wojna Ludwika Perzyny

W XVIII wieku, wśród ludności wiejskiej, nad medycyną królował zabobon. Na szczęście znalazł się lekarz, który postanowił poprawić poziom wiedzy "pospólstwa".

8 października 2021 | Autorzy: Michał Procner

Średniowiecze

Wieki mroczne i... głodne. Średniowieczni ludzie umierali w mękach i zjadali się nawzajem z głodu

Dieta średniowiecznych ludzi nie była szczególnie urozmaicona. Dominowała w niej zbożowa breja, urozmaicona niekiedy odrobiną mięsa lub warzyw, i chleb tak twardy, że dosłownie dało...

1 września 2021 | Autorzy: Tillmann Bendikowski

Dwudziestolecie międzywojenne

Wbijanie drzazg pod paznokcie, rwanie włosów, katowanie. W II RP bezkarnie torturowano chłopów – za przyzwoleniem władz

Lekceważenie ze strony urzędników, przemoc na komisariatach – to chłopska codzienność międzywojennej Polski.

18 czerwca 2021 | Autorzy: Andrzej Brzeziecki

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Najciekawsze historie wprost na Twoim mailu!

Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.