Ciekawostki Historyczne

W XVIII wieku, wśród ludności wiejskiej, nad medycyną królował zabobon. Na szczęście znalazł się lekarz, który postanowił poprawić poziom wiedzy "pospólstwa".

Czy Ludwik Perzyna posiadał formalne wykształcenie medyczne – nie wiadomo, choć biorąc pod uwagę działalność i promowane przez niego poglądy można śmiało przypuszczać, że tak. Urodził się w Krakowie w 1742 roku, a już jako lekarz praktykował na Podolu, Pokuciu, Wołoszczyźnie i Spiszu. Później przeniósł się do Warszawy, gdzie wstąpił do Zakonu Braci Miłosierdzia

fot.domena publiczna

Walka z kołtunem poprawiła higienę w nowożytnej Polsce

Pisał zdecydowanie więcej na temat medycyny, niż religii. Jako źródło służyła mu z jednej strony długa praktyka lekarska, a z drugiej – czytane i tłumaczone dzieła innych medyków: Austriaka Störcka oraz Szwajcara Tissota. To właśnie drugi z autorów zainspirował Perzynę do skierowania wysiłków w szerzeniu wiedzy wśród niskich warstw społeczeństwa.

Czytaj też: Higiena średniowiecznych królowych. Czy nasze władczynie śmierdziały?

Dla włościan

Dzieło ninieysze dla Włościan Narodu naszego, na wzór już dawniey, Rady dla Pospołstwa Szwaycarskiego, przez P. Tyssota wydaney, teraz przezemnie napisane, nikomu właściwiey ofiarowane być nie sądzę, jak TOBIE JAŚNIE WIELMOŻNY PANIE, który stałeś się wsparciem Włościan i ratunkiem Rolników, tey to Klasy pracowników, w całym ludzkim narodzie naypotrzebnieyszey.

– zwracał się Perzyna do kanonika metropolitalnego Jana Szeynerta na wstępnie najważniejszego ze swoich dzieł: „Lekarz dla włościan, czyli rada dla pospólstwa”. Książka ta, dedykowana najmniej wyedukowanej warstwie społecznej, miała na celu poprawę ogólnego stanu zdrowia i walkę ze złymi praktykami medycznymi stosowanymi na wsiach. Co można było znaleźć na stronach dzieła?

Wskazówki Perzyny mogą wydawać się dziś dość oczywiste. Lekarz zwracał uwagę na potrzebę zachowania umiaru w jedzeniu i piciu, promował zdrowy ruch i higienę. Trzeba jednak pamiętać, że wówczas nie były to jeszcze poglądy powszechne: w szkołach uczono na przykład, że częste mycie jest… szkodliwe dla zdrowia!

Zauważywszy, wzorem swoich autorytetów, że choroby przenoszą się między ludźmi na rozmaite sposoby, proponował też ograniczenie możliwości ich przekazywania. Zdaniem Perzyny, żołnierzy wracających z frontu powinien kontrolować lekarz, nim zostaną wypuszczeni między ludzi – chodziło tu głównie o choroby weneryczne, które wojacy zwykli ochoczo przekazywać dalej. Dlatego chorzy powinni być zatrzymani w lazarecie tak długo, aż objawy nie miną.

fot.domena publiczna

Spis treści „Lekarza dla włościan”

Duży nacisk Perzyna kładł na zaprzestanie paramedycznych praktyk stosowanych powszechnie wśród chłopów, twierdząc, że zawód lekarza czy aptekarza powinni mieć prawo wykonywać jedynie ludzie stosownie wykształceni.

[…] zadawnione zaufanie w żydach, a niezawodność leczenia w babach, chłopach, i w oleykarzach, przekazić, maiąc to z doświadczenia, że jak między wami, tak też i w wyższey Klasie ludzi, lubo to z wielkiey także ich niewiadomości, i z uprzedzenia pochodzi, zaledwie się wielu przekonać zechce, iż Lekarz, czyli Doktor uczony, musi być nieporównanie w swoiey sztuce bieglejszy, nad pomienione bałamuty […]

– pisał pod adresem wszelkiej maści szarlatanów i znachorów. Promował też sposób myślenia „bez wyobrażeń”, czyli opartego na faktach i badaniach, zamiast wierzeniach i przekazach ludowych. W razie braku lekarza w okolicy, Perzyna proponował zakupienie jego dzieła przez lokalną parafię, gdzie potrafiący czytać ksiądz mógł przekazać potrzebującym wiernym zawartą w niej wiedzę. Nie była to jednak, zdaniem Perzyny, jedyna rola duchownych w utrzymaniu dobrego zdrowia w społeczeństwie. Jednym z najważniejszych zadań, jakie wyznaczył sobie zakonnik, była…

Walka z kołtunem

Cały pierwszy rozdział „Lekarza dla włościan…” poświęcony jest zwalczaniu kołtuna. Jego zdaniem, księża czy lekarze pracujący przy poborach do wojska powinni być obarczani odpowiedzialnością za likwidowanie kołtunów, a dbałość o higienę jest kluczowa w walce z chorobą. Perzyna zalecał, co było w jego czasach zupełnym novum, kąpiele nawet raz w tygodniu!

Kołtun istotnie występował w XVIII wieku dość powszechnie, choć sam w sobie chorobą nie jest – sklejone, przypominające nieco dredy pęki włosów pojawiały się na ludzkich głowach nie tylko z powodu zaniedbań higienicznych, ale również przez sklejenie rozmaitymi wydzielinami (pojawiającymi się na przykład przy wszawicy), czy przez ciągłe noszenie czapki (co było wśród chłopów popularnym nawykiem). Niezależnie od przyczyn powstawania kołtuna, zalecenia Perzyny są równie słuszne, co… zabawne.

fot.domena publiczna

Rysunek przedstawiający kobietę z kołtunem, XVIII w.

Podzielił kołtuny na dwa rodzaje, zmieniając dotychczasową klasyfikację zaczerpniętą od innych lekarzy. Wyróżnił kołtuny prawdziwe i nieprawdziwe – te pierwsze zawiązują się same, nawet rozczesane, w ciągu jednej nocy. Jeśli tak się nie stało, był to kołtun nieprawdziwy i można go było śmiało odciąć. Z prawdziwym nie należało tak postępować: trzeba było poczekać, aż włosy same wyrosną, a sklejona część oddzieli się od skóry i odpadnie. Przyczyną takiej klasyfikacji okazał się fakt, że w ramach leczenia kołtunów, zgodnie z wiedzą ludową polecano alkohol, więc wielu „chorych” oszukiwało, celowo plącząc sobie włosy przy pomocy wosku i dziegciu, a potem wędrując od drzwi do drzwi z prośbą o „lekarstwo”.

Występowanie jednego prawdziwego rodzaju kołtuna w Polsce Perzyna przypisywał klimatowi. W odległych regionach świata, jak sądził uczony, kołtuny występowały w innych odmianach i mogły być powodowane przez inne czynniki, jak odmienne rodzaje powietrza czy pokarmu. Jego zdaniem przyczyną mogło być też rozpowszechnienie soli z Wieliczki i Bochni, ponieważ minerał zawiera wiele „ostrości szkodliwej”. Dlatego też, podczas gdy zagraniczni lekarze proponowali w ramach leczenia picie barszczu, chłodnika czy jedzenie ćwikły i boćwiny, Perzyna zalecał dodatkowo częstsze kąpiele i czesanie włosów. Zalecenia te oparł na obserwacji: wśród bogatszych Moskali i Żydów, którzy kąpali się co piątek, kołtuny występowały najrzadziej. Tymczasem, w biednych rejonach „roponośnych” jak Galicja, pęki splątanych włosów były widokiem powszechnym. Mimo, że Perzyna nie znał prawdziwych przyczyn powstawania kołtuna, jego porady były bardzo słuszne!

Czytaj też: Czysta grzesznica i brudna święta. Jak często kąpały się kobiety w średniowieczu?

W służbie zdrowia

Ludwik Perzyna zapamiętał się w walce z kołtunem tak bardzo, że postulował zwalczanie go przez organizacje państwowe – policja miała się jego zdaniem zajmować obcinaniem „nieprawdziwych” kołtunów, a księża mieli pilnować, czy wierni nie usiłują przemycić pod czapkami pęczków splecionych włosów.

fot.Wikipedia / CC BY-SA 3.0

Najdłuższy zachowany kołtun, znajduje się w Muzeum Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, pochodzi z XIX w. i mierzy po rozwinięciu 1,5 m długości. 

Mimo, że wszystko to wydaje się z perspektywy czasu zabawne, nauki Perzyny mogły przyczynić się do znacznej poprawy opieki medycznej w Polsce. Duchowny promował między innymi również humanitarne, zgodne z etyką chrześcijańską, leczenie chorych psychicznie (stworzył nawet odrębną klasyfikację tych chorób, w których znajdziemy na przykład „smutnodur” jako określenie melancholii), a także edukację wszystkich warstw społecznych.

Niestety, jego nauki zostały na długi czas zapomniane ze względu na toczące się wojny oraz zabory. Walka z kołtunami – ostatecznie zwycięska – została później podjęta przez Aleksandra Antoniego Le Bruna, doktora specjalizującego się właśnie w tej dziedzinie, który od 1862 roku nakazał obligatoryjne ścinanie pęków włosów przed przyjęciem do szpitala.

Czytaj też: Czy nasze prababki używały podpasek? Higiena w przedwojennej Polsce

Bibliografia:

  1. Perzyna, L., Lekarz dla włościan, czyli rada dla pospólstwa w chorobach i dolegliwościach naszemu kraiowi albo właściwych, albo po większey części przyswoionych, każdemu naszego kraiu mieszkańcowi do wiadomości potrzebna. Kalisz, 1793.
  2. Matusiewicz, H., Brat Ludwik Perzyna (1742-1800) lekarz i pisarz w bonifraterskim habicie: w 2010. rocznicę śmierci brata Ludwika Perzyny i w roku obchodów jubileuszu 400-lecia obecności Zakonu Bonifratrów w Polsce. Warszawa, Prowincja Polska Zakonu Szpitalnego św. Jana Bożego, 2010.

KOMENTARZE (1)

Dodaj komentarz

Kołtun polski był też efektem zabobonu- w rozczesanych włosach diabeł mógł się wygodnie umościć i szeptać do ucha, kołtun miał to uniemożliwić.
Czemu w artykule o walce z kołtunem polskim zabrakło nazwiska Józefa Dietla :) ?

Zobacz również

XIX wiek

Czy chłopi pańszczyźniani byli niewolnikami?

W chwili zniesienia pańszczyzny w 1861 roku 23 miliony Rosjan było prywatną własnością ziemiaństwa. Chłopów sprzedawano jako żywy towar, przegrywano w karty... 

9 października 2021 | Autorzy: Borys Kierżencew

Nowożytność

Nie wszystko Słońce, co się świeci....

Przeżył 77 lat (bez czterech dni), panował przez 72 lata, trzy miesiące i 18 dni. Rządził najdłużej spośród europejskich władców, a na kartach historii zapisał...

8 grudnia 2020 | Autorzy: Maria Procner

Starożytność

Zębowe robaki, nadmiar współżycia i czarny...

Zęby bolą ludzi od zawsze i od zawsze ludzie starają się ten ból zwalczać. Pytanie tylko, czy stosowana metoda zadziała, czy jedynie zwiększy cierpienie, a...

4 listopada 2020 | Autorzy: Michał Procner

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.



Najciekawsze historie wprost na Twoim mailu!

Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.