Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Czy historia Pięknej i Bestii wydarzyła się naprawdę?

I żyli długo i (nie tak) szczęśliwie. Czy historia Pięknej i Bestii wydarzyła się naprawdę?

fot.Walter Crane/domena publiczna I żyli długo i (nie tak) szczęśliwie. Czy historia Pięknej i Bestii wydarzyła się naprawdę?

Za pierwszą literacką wersję tej baśni uważa się historię spisaną przez Francuzkę, Gabrielle-Suzanne Barbot de Villeneuve. Jej dzieło znacznie różni się od obecnie najpopularniejszej bajki Disneya. Co więcej, mogło zostać zainspirowane… przez prawdziwe wydarzenia, które rozegrały się ponad wiek przed narodzinami autorki Pięknej i Bestii

Petrus Gonsalvus przyszedł na świat w 1537 roku na Teneryfie. Nie był jednak zwyczajnym chłopcem, gdyż od maleńkości cierpiał na chorobę znaną dzisiaj jako hipertrichoza, czyli nadmierne owłosienie. Schorzenie to prawdopodobnie przyczyniło się do społecznego wykluczenia dziecka w bardzo wczesnym wieku, jednak jego izolacja nie trwała długo. W wieku niespełna 10 lat został schwytany i przewieziony na francuski dwór, jako prezent dla świeżo koronowanego króla Henryka II.

Podarunek zaintrygował nowego władcę. Choć Petrus wyglądał niczym dziki stwór i prawie nie potrafił mówić, to jednak jego zachowanie świadczyło o ludzkim pochodzeniu. Hipertrichoza była wówczas chorobą nieznaną, a Gonsalvus był prawdopodobnie pierwszym znanym jej przypadkiem w Europie. Nic więc dziwnego, że podchodzono do niego z dystansem oraz ostrożnością. Czymś jednak kupił Henryka, gdyż ten nakazał chłopca dobrze ubrać, traktować z szacunkiem, wykształcić i pozostawić na francuskim dworze.

Następne 12 lat swojego życia Petrus spędził jako ciekawostka żyjąca pod kuratelą króla. Nie był on wolnym człowiekiem, gdyż stanowił własność władcy, jednak nie działa mu się też żadna krzywda. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że porwanie i sprowadzenie, go do Francji zapewniło mu spokojniejsze życie.

Piękna poślubia Bestię

W 1559 roku zmarł Henryk II, a kuratelę nad Gonsalvusem przejęła wdowa pod królu, Katarzyna Medycejska. Nowa opiekunka Petrusa zaczęła zastanawiać się „co by było gdyby…” i stwierdziła, że jej podopiecznemu przydałaby się żona.

Oczywiście nie miała na myśli żadnej szlachcianki. Nie, w eksperymencie miała wziąć udział córka jednego ze służących, Katarzyna Raffelin.

Nie wiadomo, na ile dziewczyna dobrowolnie wstąpiła w związek małżeński z Gonsalvusem, a na ile została do niego zmuszona. Niemniej wielu badaczy stawia hipotezę, iż tworzyli całkiem zgraną parę, o czym mają świadczyć czułe gesty uwiecznione na portretach małżeństwa. Czy jednak tak było naprawdę? Tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy.

Katharina Raffelin ze swoim mężem Petrusem Gonsalvusem.

fot.Joris Hoefnagel/domena publiczna Katharina Raffelin ze swoim mężem Petrusem Gonsalvusem.

Pewne natomiast jest, iż Katarzyna i Petrus doczekali się siedmiorga dzieci – czterech synów i trzech córek. Z nich czworo zostało dotkniętych hipertrichozą, a pozostała trójka urodziła się zdrowa.

Wieści o tej osobliwej rodzinie krążyły po europejskich dworach. Wielu władców oraz szlachciców chciało posiadać w swoich gabinetach osobliwości chociażby portret bestii z Francji. Dlatego też wizerunki zarówno Petrusa z Katarzyną, jak i ich dzieci były uwieczniane przez malarzy. Ubrani w strojne kreacje członkowie familii Gonsalvus prezentowali byli nierzadko w jaskiniach, by podkreślić ich dziki wygląd. Wiele z tych obrazów można dziś obejrzeć w Innsbrucku na Zamku Ambras.

Czytaj też: Smoki, ludzkie zwłoki i perpetuum mobile – jak wyglądały renesansowe gabinety osobliwości?

I żyli długo i (nie tak) szczęśliwie

Życie na francuskim dworze dobiegło dla Petrusa i jego bliskich końca wraz ze śmiercią Katarzyny Medycejskiej. Po utracie jej patronatu Gonsalvusowie zostali zaproszeni do Włoch, a dokładniej na dwór Oktawiusza Farnese oraz Małgorzaty Parmeńskiej, władających księstwem Parmy. Tu również byli traktowani jako kuriozum, intrygujący dworzanie, jakimi nie mógł się pochwalić nikt inny.

Wielu władców oraz szlachciców chciało posiadać w swoich gabinetach osobliwości chociażby portret bestii z Francji. Dlatego też wizerunki zarówno Petrusa z Katarzyną, jak i ich dzieci były uwieczniane przez malarzy.

fot.Joris Hoefnagel/domena publiczna Wielu władców oraz szlachciców chciało posiadać w swoich gabinetach osobliwości chociażby portret bestii z Francji. Dlatego też wizerunki zarówno Petrusa z Katarzyną, jak i ich dzieci były uwieczniane przez malarzy.

We Włoszech jednak nie byli wyłącznie „ciekawostkami” zabawiającymi swoją obecnością bywalców salonów oraz „eksponatami” pozującymi do portretów dla prywatnych kolekcjonerów. Zwrócili na siebie uwagę Ulissesa Aldrovandi, przyrodnika i lekarza, który szeroko opisał ich przypadek w pracy „Monstrorum historia”.

Petrus i Katarzyna we Włoszech dożyli sędziwych lat, jednak tak naprawdę nigdy nie zaznali normalności. Rodzina była często rozdzielana. Dzieci Gonsalvusów rozsyłano po różnych dworach i prezentowano niczym egzotyczne zwierzęta. Ich podobizny trafiły nawet do atlasu zoologicznego „Animalia Rationalia et Insekta” Jorisa Hoefnagela, w którym prezentowano również niebezpieczne owady czy egzotyczne motyle.

Czytaj też: Ludzkie zoo, czyli podglądanie „dzikiego”

Smutna baśń o ludziach-małpach

„Ludzie-małpy” – taka łatka podążała za Gonsalvusami, ale nie tylko za nimi. Hipertrichoza należy do niezwykle rzadkich schorzeń, a osoby nią dotknięte zawsze budziły ogromne zainteresowanie, czego świetnym przykładem jest również historia Julii Pastrany, żyjącej w XIX wieku Meksykanki.

Porzucona jako niemowlę, była wychowanką sierocińca, z którego następnie trafiła na scenę amerykańskiego cyrku. W trakcie swoich występów zwróciła uwagę Theodora Lenta. Ten dostrzegł potencjał w dziewczynie i wykupił ją, by stać się jej menadżerem, a następnie mężem, i prezentować Julię na europejskich estradach (w tym również w Warszawie).

Hipertrichoza należy do niezwykle rzadkich schorzeń, a osoby nią dotknięte zawsze budziły ogromne zainteresowanie, czego świetnym przykładem jest również historia Julii Pastrany

fot.George Wick/Wellcome Images/CC BY 4.0 Hipertrichoza należy do niezwykle rzadkich schorzeń, a osoby nią dotknięte zawsze budziły ogromne zainteresowanie, czego świetnym przykładem jest również historia Julii Pastrany

Niestety finał ten historii jest jeszcze smutniejszy. Kobieta podczas podróży po Starym Kontynencie zaszła w ciążę i wydała na świat syna, także naznaczonego chorobą. Dziecko zmarło po narodzinach, a matka podążyła za nim kilka dni później w wyniku powikłań poporodowych.

Nie było im jednak dane zaznać spokoju po śmierci. Theodor postanowił dalej zbijać pieniądze na swojej „żonie-małpie” i jej dziecku. Nakazał wypchać ich ciała i prezentować w gablotach jako eksponaty, które po jego śmierci przechodziły z rąk do rąk. I tak przez następne 152 lata.

Dopiero w 2012 roku, po szeroko zakrojonej międzynarodowej akcji, ciała matki i dziecka spoczęły na cmentarzu w Meksyku.

Bibliografia

  1. Laoutaris, Shakespearean maternities: crises on conception in early modern England, Edinburgh University Press, 2008.
  2. Gylseth, Toverud, Julia Pastrana: The Tragic Story of the Victorian Ape Woman, Sutton, 2003.
  3. Rosemarie Garland-Thomson, Julia Pastrana, the “extraordinary lady”, Alter, Volume 11, Issue 1, January–March 2017, Pages 35-49.
  4. https://efekty-uboczne.pl/basniologia/piekna-i-bestia/ / dostęp: 20.07.2021.
  5. https://www.youtube.com/watch?v=Sug2P-d_XhE / dostęp: 20.07.2021.

Czy wiesz, że ...

...Zofia Jagiellonka została upokorzona jak żadna inna królewna w polskich dziejach? Wydano ją za sześćdziesięcioletniego starca, którego stała metresa urodziła aż dziesięcioro dzieci!

...do dzisiaj nie wiadomo, co stało się z mieszkańcami Zaginionej Kolonii na wyspie Roanoke? Gdy w 1590 roku dotarła tam kolejna ekspedycja, zastała osadę całkowicie opuszczoną. Mieszkańcy zniknęli. Nie było zwłok ani śladów walki. Jedyną wskazówkę dla poszukiwaczy stanowiło wyryte na palisadzie słowo „Croatoan”. 

...XIX-wieczni poszukiwacze złota musieli bardzo uważać, żeby nie przepłacać? Ceny podstawowych produktów „w terenie” były trzy–cztery razy wyższe. Dotyczyło to nie tylko jedzenia: za miskę do płukania złota, która w mieście kosztowała 3-4 dolary, na terenie kopalni żądano dwa razy więcej.

...pierwsi świadkowie śmierci pod gilotyną w latach dziewięćdziesiątych XVIII wieku czuli się rozczarowani? Byli przyzwyczajeni do większego dramatyzmu. Maszyna działała zbyt szybko, nie było na co patrzeć.

Komentarze (1)

  1. Marta Michno Odpowiedz

    Jak tak popatrzeć na mumię tej Julii to ona wcale tak źle nie wyglądała, usta tylko miała ponadwymiarowe, a tak to zgolić zarost, wyregulować brwi i wcale nie wygląda jak małpa

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.