Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Ilirowie w Urstätt, czyli Biskupin według hitlerowskiej propagandy

tanowisko archeologiczne w Biskupinie

fot.Jarosław Bryła/CC BY-SA 3.0 Stanowisko archeologiczne w Biskupinie

Na ślad jednej z największych i najważniejszych pradziejowych osad na ziemiach polskich jako pierwsze natrafiły dzieci. To one, gdy poziom wody w miejscowym jeziorze opadł, zaczęły przynosić do domów pozostałości glinianych naczyń. Pochwaliły się odkryciami miejscowemu nauczycielowi – Walentemu Szwajcerowi. Ten, wiedziony ciekawością, zapragnął zobaczyć „grodzisko”, o którym mówili uczniowie. Gdy ujrzał rząd pali wystających z jeziora, wiedział, że ma przed sobą coś o niezwykłej naukowej wadze…

Niedługo później, w 1934 roku rozpoczęły się wykopaliska, które ujawniły w tym miejscu gród sprzed 2800 lat, założony na podmokłej, owalnej wyspie na jeziorze Biskupińskim (obecnie półwysep) o powierzchni mniej więcej 2 hektarów. Wyspa wznosiła się 0,8–1,2 metrów ponad wody jeziora. Jak wykazały późniejsze badania – połowę użytych do budowy dębów ścięto w 748 roku p.n.e. 

Do czasów obecnych naukowcom udało się ustalić, że osada była zasiedlona przez 150 lat. Na jej terenie znajdowało się ok. 106 domostw o wymiarach przeciętnie 8 × 10 metrów, usytuowanych rzędami wzdłuż 11 ulic, o szerokości ok. 2,5 metra każda. Gród mógł być zamieszkany przez 800–1000 osób. Otaczał go skrzynkowy wałem drewniano-ziemny o długości 640 metrów, szerokości 3 metrów i wysokości nawet 6 metrów, w którym znajdowała się brama wjazdowa. Ponadto wokół ustawiono z ukośnie wbitych pali falochron o szerokości 2–9 metrów.

Arja, czyli szlachetny

Skala i ranga odkrycia już w okresie międzywojennym sprawiły, że o Biskupinie zrobiło się głośno. Na tyle, że osadą zainteresowali się badacze z III Rzeszy. Wkrótce Biskupin stał jednym z celów nazistowskiej „nauki”. Miał być kolejnym dowodem na to, że ziemie nad Wisłą i Odrą „od zawsze” należały do Germanów, dlatego prawo do nich mają hitlerowskie Niemcy.

Odkrycie Biskupina zbiegło się w czasie z pęcznieniem w III Rzeszy rasistowskiej teorii o pochodzeniu Niemców od starożytnego rodu Ariów, który miał dotrzeć ze swą wysoką kulturą do ludów azjatyckich, m.in. Iranu i Indii. W sanskrycie słowo arja znaczy szlachetny. Nazistowscy naukowcy utożsamiali ich jako idealnie czystych rasowo, białych przodków Niemców. Na tej podstawie ukuta została ideologia rasy panów, głosząca wyższość genetyczną Niemców i konieczność podporządkowania im się pozostałych narodów, zwłaszcza podludzi: Żydów, Romów, a także Słowian.

Uczestnicy ekspedycji Ahnenerbe do Tybetu.

fot. Bundesarchiv, Bild 135-KA-01-039 / CC-BY-SA 3.0 Uczestnicy ekspedycji Ahnenerbe do Tybetu.

W celu dostarczenia dowodów szlachetnego pochodzenia rasy panów z inicjatywy Heinricha Himmlera powołano nawet nazistowską instytucję badawczą Ahnenerbe, której zadaniem było wyszukiwanie w pozostałościach starożytnych kultur z całego świata śladów „pragermańskich” i „aryjskich”, które stanowiłyby podporę dla tez o supremacji rasowej Niemców.

Ahnenerbe w początkowym okresie prowadziła badania antropologiczne, językoznawcze i archeologiczne m.in. w Tybecie i Boliwii. W czasie wojny zakres jej działalności znacznie się rozszerzył. Członkowie włączonego do SS Ahnenerbe wspierali eksperymenty medyczne w obozach koncentracyjnych. Komórka zajmowała się też planową grabieżą dzieł sztuki z podbitych krajów, w tym z Polski. Oficjalną, ideologiczną interpretacją tamtych działań było „zabezpieczanie” cennych dóbr kultury, które zdaniem nazistów po prostu się im należały, bowiem dziedzictwo kulturowe na ziemiach polskich było dziedzictwem germańskim, a nie słowiańskim.

Czytaj też: Mroczna magia nazistowskich Niemców – historia Towarzystwa Thule

Nasz ci on…

Badań grodu w Biskupinie podjął się w 1934 roku wybitny archeolog Józef Kostrzewski. Drugim „mózgiem” wykopalisk był jego uczeń – Zdzisław Rajewski. Badania wykonywano przy użyciu najnowocześniejszych dostępnych wówczas metod (m.in. fotografii lotniczej, badań głębin jeziora z wykorzystaniem nurków, ekspertyz z zakresu dendrologii, paleozoologii, architektury, antropologii, etnografii). Budziły wielkie emocje w opinii publicznej, choć sam Kostrzewski przyznawał po latach, że w początkowym okresie naukowcy mierzyli się nie tylko z ograniczeniami narzędzi, ale i mizernym budżetem oraz spartańskimi warunkami. Wspominał:

Warunki bytowania ekspedycji badającej Biskupin były w pierwszym roku dość prymitywne. Mieszkaliśmy w trzech namiotach wypożyczonych nam przez firmę spedycyjną C. Hartwig w Poznaniu, posiłki gotował nam na otwartym ognisku kamiennym laborant muzealny Władysław Maciejewski.

Z powodu braków sprzętowych wodę z wykopu usuwano ręczną pompą. Na początku naukowcy pracowali za darmo. Budżet pierwszych wykopalisk wynosił 140 zł (w przeliczeniu współcześnie to niewiele ponad 1000 zł).

Widok od wschodu na wykopaliska w Biskupinie w latach 30.

fot.domena publiczna Widok od wschodu na wykopaliska w Biskupinie w latach 30.

Mimo to skala odkrycia i umiejętny „marketing” prowadzony przez badaczy sprawiły, że wkrótce warunki bytowe i finansowe ekipy znacznie się poprawiły. Już w 1935 roku na badania grodu przeznaczono potężne środki z kasy państwa. Z kolei parowa pompa o wydajności 1200 litrów na minutę – dostarczona przez Zarząd Drogowy w Bydgoszczy – znacznie przyspieszyła osuszanie terenu. Kostrzewski wspominał:

Praca na wykopaliskach stała się tak popularna, że Rajewski musiał odsyłać z kwitkiem wielu chętnych […]. Chciał też wykorzystać sytuację i zaoszczędzić na robociźnie. […] Obniżył dniówkę z 2,5 złotego na 2 złote. […] Zawiązał się komitet strajkowy i w pewien słoneczny dzień ogłoszono strajk okupacyjny. Wyglądało to tak, że cała ekspedycja, łącznie z laborantami, kopała, a 100 robotników leżało na trawie i wygrzewało się na słońcu. Po południu Rajewski spuścił z tonu i po krótkich negocjacjach z komitetem strajkowym wszystko wróciło do normy.

Do 1939 roku znaczna cześć osady została zrekonstruowana. Zorganizowano też pierwszą wystawę archeologiczną. Dla zwiedzających postawiono dwa pomosty widokowe. A turystów przybywało. W pierwszym okresie istnienia ekspozycji odwiedziło ją 400 tysięcy osób.

Nic dziwnego, że II RP sypnęła groszem na badania i rekonstrukcję. Biskupin zaspokajał niezwykle istotną potrzebę w narodowej pamięci i polityce historycznej państwa, które zaledwie kilkanaście lat wcześniej odzyskało niepodległość. Gród nazwano „Polskimi Pompejami” i okrzyknięto osadą prasłowiańską. Za taką uważał ją sam profesor Kostrzewski, będący twórcą autochtonicznej teorii pochodzenia Słowian. Uważał, że Prasłowianie mieszkali na terenach dzisiejszej Polski już w epoce brązu, a wspólnota, z której dopiero wykształciły się poszczególne odłamy językowe i kulturowe trwała 2000 lat.

W społecznej świadomości Biskupin urósł do rangi symbolu i dowodu na obecność na tych ziemiach „od zawsze” przodków Polaków. Tym samym odpierano zideologizowane poglądy naukowców niemieckich głoszących odwieczną „germańskość” ziem między Odrą a Wisłą. Służyły one uzasadnieniu niemieckich roszczeń wobec Polski, dotyczących zachodnich ziem II RP.

Przejrzyście zaplanowany gród na wyspie, otoczony drewniano-ziemnym wałem, z wieżyczką strażniczą oraz „ulicami” o tej samej szerokości wytyczonymi między rzędami domostw zadawał kłam oszczerczej hitlerowskiej propagandzie, głoszącej, że Słowianie są niezdolni do pozostawienia po sobie niczego wartościowego. Prof. Anna Wolf-Powęska, historyk idei z Uniwersytetu Poznańskiego, pisała:

Antyslawizm nazistowskich Niemiec opierał się na ugruntowanych głównie przez podręczniki szkolne wyobrażeniach Polski jako kraju „zamieszkanego przez pół-Azjatów, którym za pożywienie służy niechlujna strawa, a za mieszkanie nory”. Małowartościowe ludy nie zasługiwały na uwagę. Toteż wiedza o Polsce była znikoma.

Czytaj też: Dzięki archeologii ocalił siebie i wielu współwięźniów przed zakatowaniem na śmierć

Naukowcy z SS

Profesor Kostrzewski jeszcze przed wojną mocno polemizował z badaczami niemieckimi. Gdy tylko nadszedł wrzesień 1939 roku, poglądy, które głosił, okazały się dla niego śmiertelnie niebezpieczne.

Już 4 września 1939 roku Ahnenerbe zwróciła się do Himmlera o zgodę na zabezpieczenie dzieł sztuki i innych artefaktów – także archeologicznych – zrabowanych w Polsce. Stworzona została lista zabytków do przejęcia. Na czele specjalnej komórki SS stanął profesor prehistorii Uniwersytetu Berlińskiego Peter Paulsen.

Profesor Kostrzewski jeszcze przed wojną mocno polemizował z badaczami niemieckimi.

fot.domena publiczna Profesor Kostrzewski jeszcze przed wojną mocno polemizował z badaczami niemieckimi.

Kostrzewski zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Odkrywca Biskupina od pierwszych dni wojny był poszukiwany przez Gestapo. Legitymując się sfałszowanym dowodem osobistym, uciekł z Poznania do Generalnej Guberni. Udało mu się przetrwać wojnę w Burzynie pod Tuchowem w powiecie tarnowskim. W swoim majątku ukrył go prawnik Stanisław Jerzy Hofmokl.

Czytaj też: Ile prawdy jest w legendzie o Popielu, którego zjadły myszy?

Ilirowie w Urstätt

W 1940 roku własne badania w Biskupinie zaczęli Niemcy. W tym celu powołano nawet specjalną jednostkę SS –Ausgrabung Urstätt (Urstätt, czyli Pramiasto). Wykopaliska pod kierownictwem Sturmbannführera SS Hansa Schleifa miały dać dowód na to, że zgrabnie zaplanowana osada nie została zbudowana słowiańskimi, ale germańskimi (aryjskimi) rękami, jednak po trzech latach prace przerwano. Do dziś nie jest jasne, dlaczego. Przyjęło się uważać, że okupant po prostu nie znalazł tego, czego szukał. Niemcy zasypali wykopaliska, co paradoksalnie pomogło im przetrwać wojenną zawieruchę.

Nazistowscy naukowcy – mimo że nie zdołali znaleźć dowodów na teutońskie pochodzenie Urstätt – i tak dostosowali wyniki swoich badań do propagandowej wykładni. Nie mogli stwierdzić, że Biskupin był germański, ale nie wolno im też było pod żadnym pozorem zasugerować, iż mógł być słowiański. Powinni wszak podkreślać odwieczną pragermańską potęgę.

Kobiecy grób szkieletowy z Biskupina

fot.domena publiczna Kobiecy grób szkieletowy z Biskupina

Z tej łamigłówki wyrosła narracja, zgodnie z którą Biskupin został wzniesiony przez przybyłą z południa starożytną społeczność Ilirów, jednak około 500 roku p.n.e. napierający z zachodu Germanie wzięli szturmem mocno ufortyfikowany gród, tym samym kończąc panowanie Ilirów na tych ziemiach.

Słowian z historii „wygumkowano”. Urocze, prawda? Cóż z tego, że nonsensowne. Plemiona germańskie – Goci i Wandalowie – owszem, zamieszkiwały przez kilka stuleci między Wisłą i Odrą, jednak najwcześniej od początku naszej ery, setki lat po tym, jak osada w Biskupinie przestała istnieć.

Nasi tu (jednak) byli?

Józef Kostrzewski po wojnie wrócił na uczelnię. W 1952 roku został członkiem Polskiej Akademii Nauk. Do śmierci upierał się przy poglądzie, że osadę biskupińską zbudowali Prasłowianie. I w czasach PRL długo utrzymywany był ten pogląd.

Pytanie o to, czy Biskupin zbudowali przodkowie Słowian, wpisuje się w nierozstrzygnięty do dziś, fundamentalny spor o to, skąd właściwie wzięli się nasi przodkowie. Czy byli nad Wisłą „od zawsze” (jak chcą autochtoniści), czy też przybyli tu dopiero w V–VI wieku z rejonu dzisiejszej Białorusi oraz Ukrainy i zajęli wyludnione ziemie po opuszczeniu tych terenów przez Germanów (jak uważają zwolennicy teorii allochtonicznej)?

Przez ostatnie dziesięciolecia dominowała właśnie ona. Według allochtonistów o wymianie ludności na ziemiach polskich ma świadczyć m.in. fakt istnienia tzw. pustki osadniczej, a więc wyludnienia ziem nad Wisłą i Odrą po opuszczeniu ich przez Germanów i ponownego zaludnienia przez ludność reprezentującą inną – uboższą – kulturę materialną.

Spór pozostaje nierozstrzygnięty, jednak ostatnie lata przesuwają nieco ciężar dowodów na stronę autochtonistów. Nie brak głosów naukowych identyfikujących z Wandalami lub Słowianami zachodnimi wspominany przez kronikarzy antycznych lud Wenedów, który zamieszkiwał nad Wisłą w okresie wpływów rzymskich. Nazwa Wenedowie była powszechnie używana na określenie Słowian także przez ludność germańską.

Etnografowie w Biskupinie

fot.Józef Burszta/CC BY-SA 3.0 pl Etnografowie w Biskupinie

Ważny argument dały także badania kopalnego DNA i haplogrup (pozwalających na śledzenie migracji populacji), a także wyniki analiz prowadzonych przez prof. Janusza Piontka, antropologa z Uniwersytetu Poznańskiego, który badał cechy morfologiczne czaszek i zębów ludzi żyjących nad Wisłą od pradziejów do średniowiecza.

Żadne z badań tego naukowca nie potwierdziło, by w dorzeczu Wisły i Odry nastąpiła wymiana ludności. Co więcej, z prac tych wynika, że grupy ludności, które żyły tu w czasach tak zwanych wpływów rzymskich (a także wcześniej – w ramach kultury łużyckiej, której tworem ma być Biskupin), były pod względem cech biologicznych najbardziej podobne do mieszkańców piastowskiej Polski. Profesor stwierdził, że:

Populacje te nie różnią się od średniowiecznych populacji Słowian zachodnich, natomiast porównywane cechy budowy czaszki i zębów odróżniają je od średniowiecznych grup germańskich. Podobieństwo biologiczne populacji ludzkich, zamieszkujących dorzecze Odry i Wisły, od epoki brązu do średniowiecza, jest bardzo wysokie.

W opracowaniu „Ludność kultury łużyckiej i kultury pomorskiej a problem pochodzenia Słowian” autorstwa Janusza Piontka i Beaty Iwanek stwierdzono: „Wyniki tych badań, w tym i nasze, nie potwierdzają tezy o dyskontynuacji zasiedlenia obszarów w dorzeczu Odry i Wisły między starożytnością a wczesnym średniowieczem. Badania te wykazują natomiast wysokie podobieństwo biologiczne pomiędzy ludnością zamieszkującą te ziemie od czasów starożytnych”.

Jak to się wszystko ma do grodu w Biskupinie? Czy rzeczywiście – jak chciał tego Kostrzewski – zbudowali go Prasłowianie? Na takie pytanie nie sposób udzielić odpowiedzi z prostego względu: to nie geny ani cechy fizyczne czy biologiczne mówią o przynależności kulturowej, a Słowiańszczyzna to domena nie szczególnych cech rasowych, a wspólnej kultury i języka. Nie zachowały się żadne zapisy kronikarskie wspominające o tej osadzie ani żadne napisy pozostawione przez jej mieszkańców. Dziś naukowcy uznają po prostu, że był to gród tzw. kultury łużyckiej, jednej z kultur archeologicznych środkowej i młodszej epoki brązu oraz wczesnej epoki żelaza na ziemiach polskich.

Przykład tej pradziejowej osady udowadnia za to bez wątpliwości, że koncepcje i pojęcia polityczne oraz ideologiczne ukute w czasach nowożytnych mają się nijak do niejednoznacznej przeszłości – i nie powinny pod żadnym pozorem być do niej przykładane, jeśli nauka ma pozostać nauką, a nie stać się ideologią.

Bibliografia:

  1. Dariusz Kaliński, Bilans krzywd. Jak naprawdę wyglądała niemiecka okupacja Polski?, Kraków: Znak, 2018.
  2. Józef Kostrzewski, Z mojego życia. Pamiętnik, 1970.
  3. Lech Leciejewicz: Słowianie zachodni. Z dziejów tworzenia się średniowiecznej Europy. Wrocław-Warszawa: Ossolineum, 1989.
  4. Dorota Ławecka, Wstęp do archeologii, Warszawa: PWN, 2009.
  5. Janusz Piontek, Beata Iwanek; Ludność kultury łużyckiej i kultury pomorskiej a problem pochodzenia Słowian”, Muzeum Archeologiczne w Gdańsku 2009.
  6. Anna Wolff-Powęska, Niemiecki kłopot z niepamięcią, „Gazeta Wyborcza” 2009.
  7. Jerzy Strzelczyk, Od Prasłowian do Polaków, seria: Dzieje narodu i państwa polskiego, Kraków 1987.
  8. Benedykt Zientara, Świt narodów europejskich. Powstawanie świadomości narodowej na obszarze Europy pokarolińskiej, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1985.

Czy wiesz, że ...

...jedyna polska cichociemna generał Elżbieta Zawacka będąc dzieckiem nie umiała powiedzieć ani słowa po polsku? Było to bezpośrednim tego, że mieszkała na ziemiach zaboru pruskiego, gdzie jej rodzinę poddawano germanizacji.

...Alfred Rosenberg, jeden z twórców zbrodniczej ideologii III Rzeszy, twierdził, że nie miał pojęcia o tym, co działo się w obozach koncentracyjnych. Gdy miał okazję odwiedzić Dachau, zrezygnował "ze względów estetycznych".

...według źródeł sowieckich na dzisiejszym obszarze Polski „wyzwoliciele” zdemontowali i wywieźli 1119 przedsiębiorstw? Ich łupem padły także tysiące kilometrów linii kolejowych, elektrycznych, telefonicznych, niezliczone ilości surowców, środków transportu, płodów rolnych, bydła, trzody chlewnej…

...Adolf Eichmann w ciągu zaledwie roku, między 1942 a 1943, zawłaszczył żydowski dobytek o wartości ok. 200 mln marek? To właśnie z jego rozkazu zamordowanym Żydom odbierano cenne przedmioty i wyrywano złote zęby.

Komentarze (11)

  1. atylla Odpowiedz

    „a także Słowian.” – czas wojny pokazał, że teorie rasowe były tylko mrzonką, która nigdy nie wyszła poza bajania w gmachach NSDAP. Węgrzy, Bułgarzy, Ukraińcy, Słowacy, Chorwaci, a nawet ludy turkmeńskie z których Niemcy formowali już w 41′ oddziały szturmowe – oni wszyscy walczyli dla chwały Trzeciej Rzeszy. Zapraszam na lurker.land

  2. niepoprawny politycznie Odpowiedz

    Zanim głos zabiorą turbolechici i turbosłowianie…

    Prof. Aleksander Bursche, członek naukowej Rady Muzeum Archeologicznego w Biskupinie, ale i członek Korespondent Niemieckiego Instytutu Archeologicznego (Deutsches Archäologisches Institut), ma podobne jak uczeni niemieccy międzywojnia zdanie: „Dziś, dzięki ustaleniom takich badaczy jak profesorowie Kazimierz Godłowski, Jerzy Kolendo czy Michał Parczewski, wiemy już, że prasłowiański Biskupin to naukowa legenda oraz, że w pierwszej połowie I tysiąclecia po Chr. obszary między Odrą a Wisłą zamieszkiwały społeczności germańskie, a Słowianie pojawili się tam wraz z początkami wczesnego średniowiecza.” (…)
    Czyli zatem znowu wpuściliśmy przysłowiowego lisa do kurnika…?

    Po pierwsze jednak Germanie z pkt. widzenia nauki de facto po prostu nie istnieją…
    Germanie to bowiem pojęcie bardziej kulturowo-etniczne niż np. genetyczne. Znacznie, znacznie mniej są oni bowiem jednorodni tutaj (nawet kulturowo i językowo!, nie tylko genetycznie!), niż jakiekolwiek inne nacje np. słowiańskie czy celtyckie grupy ludności. Obecni Germanie znacznie różnią się zresztą genetycznie od tych dawnych, np. genów teutońskich mają tyle co „kot napłakał”. Jak, po zapoznaniu się z wynikami prac naukowych, określił to jeden z niemieckich publicystów: „Germanie to straszliwi mieszańce” – w sensie oczywiście nie pejoratywnym, a w znaczeniu „skrajnie” zróżnicowani genetycznie.

    Po drugie mamy ogromny problem z demografią – a raczej allochtoniści, konkretnie z ww. pustką. Do jej wypełnienia potrzebne byłyby ogromne masy Słowian, a tych nawet w 30%-tach, przy bardzo optymistycznym spojrzeniu, nie dałby tereny wskazane przez prof. Godłowskiego (nawet po ich rozszerzeniu przez epigonów jego teorii) za praojczyznę Słowian. Ponadto wiek VI to wiek klęski demograficznej Europy – spadek liczby ludności o co najmniej 1/3…

    Prof. Bursche próbuje sobie z tym radzić opisując, powołując się na: „…całkowite novum. W dużych centrach osadniczych na Kujawach czy nad środkową Prosną zlokalizowano pierwsze materiały wskazujące na kontynuację osadnictwa germańskiego jeszcze w VI, a nawet początkach VII w.” „Innymi słowy udało się stwierdzić, iż schyłek starożytności i początki wczesnego średniowiecza na niektórych osadach o charakterze centralnym nakładały się na siebie.” A więc pustka nie była taka znowu pusta. A osadnictwo Słowian należy rozciągnąć na co najmniej półtorej wieku twierdzi profesor: „Dziś oczywistością jest, że na terenie dzisiejszej Polski w czasie Wędrówki Ludów nie było Słowian. Ci przybyli na nasze tereny dopiero w wyniku wędrówek ludów, jako efekt tego trwającego półtora wieku procesu.”
    Tylko, że klęska demograficzna „wieków ciemnych” średniowiecza trwała co najmniej do połowy VIII wieku. Świadczą o tym liczne pochówki dzieci z prążkowanymi zębami – a to jest objawem skrajnego głodu – śmierci głodowej – efekt chłodnego klimatu. Współczynniki rozrodu były więc wówczas ciągle bliskie zeru…

    „Biskupin jest datowany na VII w. przed Chrystusem. To jest okres, w którym jeszcze nie było wykształconych języków słowiańskich, tak samo nie wykształciły się języki germańskie.” – konstatuje nasz najwybitniejszy obecnie epigon allochtonizmu, „Nie umiemy powiedzieć nawet jaka ludność zamieszkiwała Biskupin, najprawdopodobniej jakaś indoeuropejska. Nic więcej.”

    Jest więc pewien postęp ale… Wiele wskazuje na to, że o ile Biskupina nie zbudowali Prasłowianie to proto-Bałto-Słowianie wg większości nie tylko naszej ale i światowej nauki. Owszem nauka to nie demokracja, ale mają oni silne argumenty: ekspansję kultury jastorfskiej dość jednoznacznie identyfikowanej z pra-germańską za Odrę datujemy najwcześniej na po 750 r. p.n.e. Dlaczego tak późno – Odra i tereny doliny Odry były dawniej bardzo trudne do przebycia – kompleksem bagienno-jeziorowym. Wieki ciemne z kolei starożytne – tamtejsze ochłodzenie, właśnie się wówczas kończyło. Jeziora i bagna zaczęły się zatem kurczyć, umożliwiając bardziej skuteczną penetrację ludziom i najazd „Jastorfian” na ziemie proto-Bałto-Słowian-Germanów po części – w jedną stronę, i czynnika tego „po części” „germano-twórczego” tychże proto-B.-S.-G*. w drugą stronę.
    Jest to oczywiście jedna z teorii, która ciągle wymaga udowodnienia. Następnie tzw. „Germanie” w części wyparli (z czasem aż na prypeckie bagna), a w części zdominowali tą ludność co w sporej liczbie została i im się podporządkowała. Ludność chyba jednak możemy powiedzieć głównie prasłowiańską. W VI wieku wracaliśmy więc „na swoje”, gdzie zostali nie rzekomi „Germanie”, a głównie zdominowani wcześniej przez Germanów „pra” Słowianie. To stąd zapewne taka zgodność przez wieki danych genetycznych u profesora Piontka.
    A iliryjscy Wenetowie?
    Wenetowie to, w ogromnym skrócie, obecnie wg większości, lud(y) staro-europejski(ie), które pierwsze opanowały całą Europę ale nie posiadając zdolności trawienia laktozy i glutenu, zatem uległy, zostały zdominowane przez płodniejszych Indoeropejczyków, tworząc jednak ich istotną blondwłosą i niebieskooką część na północy, a początkowo ciemnoskórą na południu.

    Reasumując najprawdopodobniej Biskupin zbudowali ludzie mający znacznie więcej wspólnego z nami niż z Niemcami, a…
    A ludzie którzy znali profesora Kostrzewskiego wiedzieli, że polityka nie miała żadnego wpływu na jego wnioski naukowe.

    • Kikk Odpowiedz

      Aleś wklejkę zrobił turboniemcu. Najlepsze, że nie było języka słowiańskiego, a te wszystkie odmiany i złożoność językowa wymyśliły szympansy, które akurat zamieszkiwały te ziemie. Każdy odrobinę rozgarnięty językoznawca wie, że sformułowanie się takiego języka jaki obecnie używamy, o tak wysokim skomplikowaniu trochę zajmuje. I żadne niemieckie czary mary, ani hokus pokus tego nie zmieni.
      A te teorie Niemców o Germanach to sami sobie napisali. Jakie to mają źródła o tych Germanach, którymi niby byli. Ano jedna książka, Germania niby którą napisał Tacyt, niby cudownie odnaleziona w niemieckim mieście. .I na tym jednym sfałszowanym przez Niemców dziele, stworzyli sobie cała historię i kulturę. Sam Tacyt nigdy w żadnej Germanii nie był i nic nie widział. Oczywiście jak poprosisz o tą cudownie odnalezioną książkę, to ni ma Panie. maja tylko jakieś kopie które nie maja wiecej niz kilkaset lat.
      Ale to że Niemcy kradną nazwy i historie nie jest dziwne, przecież sami nazwali się Prusami, mimo że z nimi nie mieli nic wspólnego.
      A tutaj krytyka autentyczności Germani
      W. Capelle w „Das alte Germanien” zauważa ”rząd zaskakujących podobieństw między informacjami Tacyta, a źrodłami niektórych greckich autorów z V p.n.e. opisujących całkiem inne ludy”.
      E. Norden w ”Die germanische Urgeschichte in Tacitus’ Germania”
      tłumaczy, że ”cała zawartość czwartego rozdziału Tacyta łącznie z licznym słownictwem wywodzi się ze świata myśli Posejdoniusza, dokładnie mówiąc odpowiada ona jego opisowi północnych ludów – Scytów i Celtów, który Tacyt przenosi na opis Germanów.”
      Teuffel natomiast w „Teuffels Geschichte der römischen Literatur in 3 Bänden” zarzuca autorowi „Germanii”, że „Nic nie wskazuje na wiedzę wynikajacą z własnych obserwacji”. Tacyt miał przecież możliwość zasięgnięcia informacji od Germanów, którzy licznie, jako niewolnicy, przebywali w Rzymie. Tego jednak nie zrobił, a używane w tekście pojęcia prawne, potwierdzają, że jego wiedza pochodziła z książek, a nie z opowieści ludów, które opisuje. Teuffel krytykuje też autora „Germanii” pisząc, że „Przedstawia fakty w świetle odpowiadającym jego intencjom”, co dzisiaj nazwano by „falszowaniem historii”. Wymienia np. boga Merkurego mimo, że Germanie takiego boga nie mieli.
      K. Brand w „Tacitus Historien und Annalen Band 2” twierdzi, że „Tacyt podaje … nazwy rzymskich bogów …. ponieważ nie zna germańskich.”

      • niepoprawny politycznie Odpowiedz

        Witam serdecznie! Tego się spodziewałem i doczekałem!

        Ale jedna skromna uwaga, jeśli pozwolisz (a jak nie pozwolisz to mało mnie to interesuje): czytać ze zrozumieniem drogi „turbo” wielkiej Lechii wyznawco!

        Fakt to wam – tj. ze zrozumieniem, zawsze za bardzo nie wychodzi, sam nie wiem czy już w ogóle nie czytanie nawet, przecież napisałem już na początku, że Germanie to pojęcie bardzo mało, wręcz nie naukowe!

        Typowe dla nas Polaków, nawet jak mamy de facto te same poglądy, to i tak kłótnia między nami murowana :)
        A zapomniałem, zapomniałbym, wg was większość starożytnych plemion germańskich to tak naprawdę słowiańskie – sorry… Na tym poziomie dyskusja nie ma sensu.
        Was ponadto nie obchodzi za bardzo co kto napisał – tutaj zgoda, wiecie przecież lepiej, tym bardziej więc spór naukowy jest między nami bezprzedmiotowy.

      • niepoprawny politycznie Odpowiedz

        Istnienie języka nawet prasłowiańskiego w czasach kultury łużyckiej neguje prof. Bursche – nie ja!
        Do poglądów tegoż ja jestem przecież nastawiony bardzo krytycznie!
        Tak więc to nie ja neguję istnienie pradawnego języka słowiańskiego!
        Język zwłaszcza polski ale i inne języki słowiańskie, mają wiele cech i słów, zwrotów archaicznych, zbliżających go – je, najbardziej z europejskich, do zrekonstruowanego, hipotetycznego PIE (praindoeuropejskiego). Wniosek, języki słowiańskie są starsze (muszą być?), niż do tej pory uważano.
        Jeśli więc nie pra-, to proto(bałto?)słowiański język mógł, wręcz musiał istnieć, być może nawet jeszcze przed okresem kultury łużyckiej.
        I taka jest prawda o moich poglądach tutaj, a nie poglądach profesora, które to tylko ja cytuję!, ale nie zgadzam się z nimi!

        Jeśli ktoś kogoś cytuje, to nie znaczy że to są jego poglądy!, drogi „turbo…” I tutaj mi się słowo nie od „l” czy „s” się zaczynające, pycha namolnie, tylko takie na „o”… ;(

        • taki jeden

          Cała ta dyskusja jest trochę żenująca. To chyba prof. Parczewski sobie wymyślił, że języka prasłowiańskiego nie było, że to coś nowszego, żeby mu to pasowało do datowania kultury kijowskiej na 4-5 wiek (czy trochę wcześniej). Jeżeli prof. Bursche serio się na to powołuje, to jest to kompromitacja dla całego środowiska archeologicznego w Polsce. W kołach zw. ze slawistyką ukuło się już nawet określenie na coś takiego: to odmowa wiedzy. Archeologowie i niektórzy historycy odmawiają wiedzy ze strony językoznawców, nie zapytają ich o zdanie, tylko wykuwają nowe teorie sami, bez konsultacji. I powstają takie potworki, że do 5 w. Prasłowian nie było, tylko jacyś ProtoBałtoSłowianie. To woda dla młyn dla tych świrów – mam tu na myśli turboleszków jawnych i tych zakonspirowanych

        • Kikk

          Nie spodziewałem się niczego po turboniemcu, niż twierdzenie, że żadnych Słowian nie było, języka też nie było, tylko spadli z Księżyca.
          Tez mam tylko taka uwagę. Turcy po rozbiorach przez 150 lat czekali na posła z LECHISTANU. Tego niemiaszki jeszcze nie potrafiliście zafałszować, bo to muzułmanie i nie mieliście tam władzy.

  3. neo Odpowiedz

    dla mnie nie ulega wąptliwości, że jedyny konkret w tych badaniach to nauki ścisłe – genetyka i antropologia. prof. Piontek po prostu zdekonstruował opowieść o rzekomym przybyciu tabunów Słowian z bagien Prypeci zaledwie 400 lat przed chrztem Polski. Jednocześnie ci cali Słowianie mieli w tej kolebce chyba się gnieździć, skoro w tak krótkim czasie zajęli gigantyczne połacie kontynentu. Rzecz się kupy nie trzyma i nie ma to nic wspólnego z megalomanią narodową. Teoria allochtonistyczna to wydumana, mało wiarygodna koncepcja. Teraz pytanie czy humaniści pochylą się nad konkretem nauk ścisłych, bo jest też jasne – wbrew poprawnej politcyznie puencie – że ci sami genetycznie ludzie na tym samym obszarze równa się ta sama kultura, a przynajmniej jest to bardzo prawdopodobe

  4. BM Odpowiedz

    Niemcom do teraz została tendencja do przywłaszczania sobie dorobku kulturowego innych narodów i przekłamywanie historii na swoją korzyść. Na przykład w niemieckich podręcznikach szkolnych można przeczytać, że Mikołaj Kopernik był Niemcem.

  5. Anonim Odpowiedz

    Autor tekstu wprawdzie napisał ze profesor Kostrzewski od 1939 do 1945 musiał się ukrywać. Ale to nie miało nic wspólnego z polemika z Niemcami tylko z tym że profesor Kostrzewski publicznie twierdził że zarówno Hitler jak i Goebbels są….Żydami.

    • niepoprawny politycznie Odpowiedz

      Prawda jest nieco inna. O pochodzeniu semickim Hitlera, Gebelsa ale także Himlera, spekulowały przed wojną głównie media zachodnie, a obecne badania genetyczne nie wykluczają też kategorycznie takiej możliwości; ale nie naukowcy tym bardziej prof. Kostrzewski.

      Hitlera zaś do wściekłości doprowadziła wizyta zespołu Kostrzewskiego na Pomorzu w 1935r. (m. in. Szczecin, Wolin, Piła), a raczej to co napisano wówczas w Polsce po tej wizycie, a najbardziej to że przez kilka lat musiał robić „dobrą minę do złej gry” po podpisaniu polsko-niemieckiej deklaracji o niestosowaniu przemocy, i powstrzymywać członka swej partii skądinąd świetnego archeologa Bolka von Richthofena, który chciał zablokować wizyty polskich archeologów na terenach niemieckich.
      Wręcz wówczas władze hitlerowskie i niemieckie środowiska naukowe, robiły wszystko by ułatwić naszym badaczom korzystanie ze stanowisk archeologicznych na ziemiach niemieckich!
      Nawet uniemożliwiono działalność tutaj kilku agresywnym przedwojennym „ziomkowstwom” (by „nie drażnić” Polski zlikwidowano w III rzeszy po 1934. znaczną ilość tych z reguły skrajnie polonofobicznych, organizacji ziomkowskich!).
      Jak pisze jedno z naszych opracowań: „Klimat wizyty [zespołu Kostrzewskiego] z 1935 r. ukazuje, jak w nowych warunkach politycznych bardzo [dodajmy na plus – niby współpracujemy, i in minus – ale swoje wiemy] zmieniło się nastawienie niemieckich środowisk historycznych do polskich.”
      Pewną odwagę wykazywali też wówczas i naukowcy niemieccy, i później zresztą zwracający uwagę na słowiańską przeszłość ziem pomorskich, np. Karl Wilde, Otto Kunkel, którzy przyznawali, że zawartość większości pomorskich wykopalisk jest słowiańska, co i zauważa, tą ich postawę, w swych notatkach prof. Kostrzewski, że ona wg nich: „…jest pochodzenia słowiańskiego, co już nawet zaczynają przyznawać uczeni niemieccy (Dr. Kunkel), zastrzegając się, że ostateczne wnioski będzie można wyciągnąć dopiero po dłuższym okresie czasu.”
      Kostrzewski zauważa jednak istniejące i intensyfikujące się negatywne zjawisko w niemieckiej nauce, które nazywa „polityzowaniem”. Zwłaszcza widać to było, wg niego, w muzeach. Po wizycie w pilskim pisze np. tak: „…bardzo ciekawe i oczywiście tak samo przystosowane do celów politycznych jak muzeum szczecińskie.”
      Tą tendencję uważa za obecną i po wojnie w Niemczech: „Ciekaw jestem kiedy zacznie się drukować moja książka „O kulturze łużyckiej na Pomorzu” na której rychłym ukazaniu się bardzo mi zależy, chociażby dla tego (sic!), żeby trochę krwi napsuć sąsiadom zachodnim z nad Renu.”

      A obecnie dominują tutaj – tj. odnośnie przynależności etnicznej mieszkańców Biskupina, ludności kultury łużyckiej, poglądy maksymalnie ambiwalentne, tj. takie ażeby nikogo specjalnie „nie drażnić”, sformułowane blisko już dwa wieki temu, jeszcze przez R. Virchowa, który pierwszy wymyślił termin kultura łużycka i zidentyfikował artefakty ceramiczne jako wyraźnie „przedgermańskie”, „…ale odmówił spekulacji na temat tożsamości etnicznej ich twórców”.

      Lecz co ciekawe, na pewno jedno z plemion późnej kultury łużyckiej przesuwającej się z czasem daleko na wschód, przybyłe nad Dniepr i Prypeć (…!), Neurowie, zasięgiem swego osadnictwa nieomal pokrywało się z terenem identyfikowanym jako prasłowiański, oczywiście wg większości naszych badaczy o poglądach wyłącznie mniej lub bardziej allochtonicznych (inni z nich wskazują na jeszcze różne inne tereny, „kolebki słowiańskości”, np. na naddunajskich Prasłowian).
      Czy byli oni – Neurowie, tylko niewielkim składnikiem „postłużyckim” słowiańskiego etnosu jak chcą allochtoniści, czy jednak jego bazą?
      A to kolejne pytanie na które brak dobrej odpowiedzi…

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.