Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Dobry porucznik. Oficer Wehrmachtu Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata

fot.domena publiczna Albert Battel

Jak pozostać przyzwoitym, gdy wszędzie dookoła rozszalała się napędzana ślepą nienawiścią przemoc? W godzinie próby dokonał tego Albert Battel, porucznik Wehrmachtu. By uratować Żydów stłoczonych w przemyskim getcie nie bał się przeciwstawić SS, przez co zwrócił na siebie uwagę samego Heinricha Himmlera.

Poranek 26 lipca 1942 roku w Przemyślu był dziwny. Od trzech tygodni w prawobrzeżnej części miasta działała dzielnica żydowska, w której Niemcy zgromadzili ok. 22 tysiące Żydów z całego powiatu. W tym czasie zdążył ugruntować się pewien rytm życia. Każdego dnia przybywały koleją transporty sanitarne, przywożące z frontu wschodniego rannych żołnierzy. Spośród wszystkich więźniów Wehrmacht wyselekcjonował na swoje potrzeby mężczyzn w wieku 16-35 lat. Określano ich mianem żydowskich sił pomocniczych, Betrifft Judeneinsatz. Początkowo było ich kilkuset, lecz tę grupę szybko rozszerzono do czterech tysięcy ludzi. Ich zadaniem było ulżenie niemieckiej machinie wojennej poprzez pracę w warsztatach krawieckich, blacharskich, szewskich etc. Pracując pod auspicjami armii czuli się wybrani. Wojsko zapewniało im ochronę. Komendantem miasta z ramienia armii Rzeszy był mjr Max Liedtke. Jego adiutantem został por. dr Albert Battel.

Getto w Przemyślu

Przyzwoity porucznik

Albert Battel przyszedł na świat 21 stycznia 1891 roku we wsi Klein-Pramsen (dziś jest to polska miejscowość Prężynka, położona niecałe dziesięć kilometrów od Prudnika). Był żołnierzem armii pruskiej podczas I wojny światowej. Gdy zamienił mundur na ubranie cywilne, podjął studia ekonomiczne na uniwersytecie w Monachium, a następnie prawnicze we Wrocławiu. W 1933 roku został członkiem NSDAP.

Godzina piata rano. Brygadier żydowskiej kolumny robotniczej, Samuel Igiel, spieszy się na Conrad von Hotzendorfstrasse (obecnie to ul. Wybrzeże Marszałka Józefa Piłsudskiego) do Ortskommandantury nr 573 Wermachtu. Poprzedniego wieczora getto zostało oddzielone od reszty miasta kordonami Sipo i Polnische Polizei im Generalgouvernement. Wśród Żydów zaczęła krążyć pogłoska o przesiedleniu. Wyłączeni z niej mieli być jedynie więźniowie, mogący wylegitymować się specjalną pieczątką Gestapo.

Po wojnie Igiel zeznawał przed Wojskową Żydowską Komisją Historyczną:

[…] z grupy naszej liczącej 4500 pracowników pieczątki może otrzymać jedynie 150 osób. Oznaczało to, że przygniatająca większość, bo 4350 osób, skazana została na wysiedlenie. Nie było chwili do stracenia.

Rozumiał, że przesiedlenie oznacza w istocie śmierć. Żeby się tego domyślić, nie potrzebował wiedzy o szczegółach przyjazdu do Przemyśla SS-Hauptsturmführera Martina Fellenza, człowieka, który przywiózł z sobą instrukcje przeprowadzenia eksterminacji Żydów z Generalnego Gubernatorstwa i okręgu Białostockiego. Akcji uzgodnionej pół roku wcześniej, podczas konferencji zorganizowanej przez SS-Obergruppenführera Heydricha, w willi nad jeziorem Wannsee, a która na jego cześć została nazwana Einsatz Reinhardt. Do wiedzy tej nie zostali też dopuszczeni Liedtke i Battel.

fot. Yad Vashem Przemyśl – płonąca synagoga

Ten ostatni zdążył już wcześniej zwrócić na siebie uwagę SS. Pomimo przynależności do partii nazistowskiej, jego stosunek do Żydów był w oczach partyjnych kolegów naganny. Jeszcze zanim rozpętało się piekło drugiej wojny światowej, przyszło mu stanąć przed trybunałem partyjnym za udzielenie pożyczki znajomemu Żydowi. Później, już w Przemyślu, udzielono mu reprymendy za uściśnięcie ręki przewodniczącemu miejscowego Judenratu, dr Ignacemu Duldigowi. Gdy w ów lipcowy poranek Samuel Igiel zdołał przekazać mu informację o osaczeniu getta, ten natychmiast skontaktował się z majorem Liedtke. Obydwaj próbowali interweniować u szefa Sipo i SD na Przemyśl, SS-Untersturmführera Benthina. Argumentowali, że pozbawianie Wehrmachtu siły roboczej jest niedopuszczalne. Nic nie wskórali. Wysiedlenia zlecono „specjalnym tajnym rozkazem”. Po naradzie z innymi oficerami Ortskommandantury, Battel podjął zuchwałą decyzję o blokadzie mostu na Sanie, jedynej drodze do getta. Jego przełożony pomysł zaakceptował:

Panowie, ja wiem, że ryzyko jest duże, gdyż ten plan wykracza przeciw wyraźnemu rozkazowi Himmlera, ale dla nas ważniejsze jest zapewnienie siły roboczej dla potrzeb Wehrmachtu.

Niesubordynacja

Ten widok postronne osoby musiał wprawiać w osłupienie i powodować niemałą konsternację. Po jednej stronie mostu odziały Waffen-SS, po drugiej wycelowany w nich erkaem. Stanisław Dąbrowa-Kostka, żołnierz AK, widział tę sytuację z bliska:

Obsługa kaemu – celowniczy i amunicyjny – leżała w pozycji bojowej. Od strony ulicy Krasińskiego nadjechał terenowy samochód policyjny. Oficer zatrzymał pojazd ruchem ręki i okrzykiem: Halt! Umundurowani Sipowcy wysiedli i usiłowali podejść, lecz on nie pozwolił, a ci przy kaemie groźnie trzaskali zamkiem. Wywiązała się głośna pyskówka. Starcie trwało co najmniej kilkanaście minut. W końcu rozwścieczeni Sipowcy odjechali na ul. Krasińskiego (…). Dosyć szybko uzyskaliśmy informację, że stronom konfliktu poszło o Żydów.

Za kulisami blokady mostu trwały gorączkowe rozmowy. Obydwie strony próbowały wymusić zmianę postawy adwersarzy z przeciwległego brzegu rzeki. Z raportów Sipo wynika, że: „inspiratorem i duszą całego zamieszania jest […] porucznik Albert Battel, […] nieprzejednany i wręcz wrogo usposobiony do policji”.

Zniszczony most na Sanie

Kompromis został niebawem osiągnięty na wyższym szczeblu. W zamian za odstąpienie od blokady, z wysiedlenia wyłączono Żydów młodszych niż 35 lat, którzy pracują dla Wehrmachtu oraz starszych, mogących wylegitymować się pieczątką Gestapo.

SS rzecz jasna nie miało zamiaru respektować tych porozumień. Po zwolnieniu blokady uzbrojone oddziały policji otoczyły dzielnicę żydowską. Zaalarmowany tym Liedtke rozkazał Battelowi sprowadzenie do kwatery Wehrmachtu przynajmniej części podległych mu żydowskich pracowników. Ten, grożąc użyciem broni pięciokrotnie wdarł się na teren getta z ciężarówkami. Każdy transport przywoził nową grupę ludzi, która była lokowana w piwnicach komendantury. Dzięki relacji Samuel Igiela wiemy, że:

Na rozkaz por. Battela Żydzi zostali zaprowiantowani w pełne worki sucharów, mięsa, a nawet mleko dostarczono dla dzieci. Na jego zarządzenie dostawaliśmy z kuchni Ortskommandantury obiady.

Heroiczny bunt Battela nie miał szans powodzenia. Już następnego dnia pierwsze transporty więźniów ruszyły w stronę obozu zagłady w Bełżcu. Kilkaset ofiar zostało rozstrzelanych w lasach w pobliskich Grochowcach. Następnie getto zostało podzielone na strefę dla pracujących i niepracujących. Większość z tej drugiej grupy wysłano do Auschwitz we wrześniu 1943 roku. Ostatni więźniowie z grupy „pracującej” zostali zamordowani w lutych 1944 roku w obozach w Szebniach, Stalowej Woli i Płaszowie.

Niesubordynacja oficera Wehrmachtu nie została niezauważona w Berlinie. Ze względu jednak na angażowanie wszystkich sił w działania wojenne i realizowanie „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”, wszelkie konsekwencje odłożono na koniec wojny. W notce do Martina Bromanna, szefa kancelarii NSDAP, Heinrich Himmler osobiście się do tego zobowiązywał.

Zniszczone budynki nad Sanem

Sam Battel nie zdawał sobie sprawy z poświęconej mu uwagi. Ze względu na zły stan zdrowia został zwolniony ze służby w 1944 roku i wrócił do Wrocławia. Koniec wojny zastał go w niewoli radzieckiej jako członka Volkssturmu. Następnie zamieszkał Niemczech Zachodnich. Ustawa denazyfikacyjna pozbawiła go prawa do wykonywania zawodu prawnika. Zmarł w 1952 roku. Pamięć o jego wyczynie przetrwała dzięki wysiłkom izraelskiego prawnika, Zeev Goshena. Za jego sprawą instytut Jad Waszem 22 stycznia 1981 roku pośmiertnie nadał Battelowi tytuł Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. 24 czerwca 1993, trzydzieści osiem lat po śmierci, ten sam honor spotkał również Maxa Liedtke.

Źródła:

  1. Wirtualny Sztetl. Getto w Przemyślu
  2. Deathcamps.com: Przemyśl
  3. Konflikty.pl: Nieznani sprawiedliwi: Pułkownik Battel i major Liedtke
  4. Righteous.yadvashem.org: Liedtje Max 
  5. Polityka.pl: Rozkaz: Zamknąć most 
  6. Auschwitz. Naziści i „ostateczne rozwiązanie” (Auschwitz: The Nazis and the ‚Final Solution’), reż. Laurence Rees, Dominic Sutherland, Martina Balażova, Detlef Siebert, Wielka Brytania, 2005

Czy wiesz, że ...

...Alfred Rosenberg, jeden z twórców zbrodniczej ideologii III Rzeszy, twierdził, że nie miał pojęcia o tym, co działo się w obozach koncentracyjnych. Gdy miał okazję odwiedzić Dachau, zrezygnował "ze względów estetycznych".

...przedstawicieli Czerwonego Krzyża zaproszono do obozu koncentracyjnego w Theresienstadt? Po odpowiednim „przygotowaniu” scenerii gościom, którzy pojawili się w czerwcu 1944 roku, pokazano sielankową miejscowość. Mogli przejść się uroczymi uliczkami, wśród kwiatów i świeżo odmalowanych frontów budynków.

...według źródeł sowieckich na dzisiejszym obszarze Polski „wyzwoliciele” zdemontowali i wywieźli 1119 przedsiębiorstw? Ich łupem padły także tysiące kilometrów linii kolejowych, elektrycznych, telefonicznych, niezliczone ilości surowców, środków transportu, płodów rolnych, bydła, trzody chlewnej…

... zdarzało się, że ciała Polaków pomordowanych na Wołyniu grzebali później ci sami ludzie, którzy ich zabili? Po wrzuceniu ciał do mogił, ubijali łopatami ziemię i odchodzili jak gdyby nigdy nic.

Komentarze (11)

  1. Leszek Odpowiedz

    Wydaje mi się, że ów oficer protestował nie dlatego że chciał chronić LUDZI,ale dlatego,że mu podbierano darmową siłę roboczą.

    • Zeed Odpowiedz

      No to teraz czas nakręcić kolejny film wysławiający bohaterstwo Niemców. Tacy z nich sprawiedliwi jak Schindler, z potrzeby

    • Andrzej z Katowic Odpowiedz

      Granatowa lub polska , kolaboranci,, i dekownicy taka była ta policja, a Niemieccy oficerowie mogli zarobić w najlepszym razie wschodni front

  2. stop klamstwom Odpowiedz

    Dobry Niemiec, który ratował Żydów i zła polska policja.

    Przelew w euro z niemieckiego banku wpadł, panie „redaktorze”?

    Policja ta z nazwy faktycznie była polska (Polnische Polizei im Generalgouvernement) ale pan autor dziwnym trafem i zupełnym przypadkiem zapomniał wspomnieć, że była podporządkowana niemieckiej policji porządkowej Ordnungspolizei. Nie istniało wtedy takie państwo jak Polska, więc nie mogło być polskiej policji.

    Przekłamywanie historii, oczyszczanie Niemiec z odpowiedzialności i zrzucanie jej na Polskę na tej stronie przybiera wręcz monstrualne rozmiary. Powinniście zmienić domenę z ciekawostkihistoryczne.pl na antypolskieklamstwa.de

    • Członek redakcji |administrator administrator Odpowiedz

      Oczywiście, zastosowaliśmy niefortunny skrót myślowy. Sprostowanie w tekście. Dziękujemy za czujność i pozdrawiamy!

  3. Lech Miłaczewski Odpowiedz

    Policja granatowa w GG składała się częściowo z policjantów polskich, którzy musieli wrócić do służby pod groźbą obozu.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.