Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Lek na łupież, prezerwatywy i 8066 kg cytryn. Co można znaleźć w ogłoszeniach z międzywojennej prasy?

fot.Biblioteka Narodowa Ogłoszenie prasowe

Dziś, jeśli chcesz wynająć pokój w dogodnej lokalizacji, pozbyć się łupieżu albo znaleźć adres dyskretnego lekarza – szukasz tego w internecie. W dwudziestoleciu międzywojennym internetu nie było, za to popularnością cieszyły się prasowe ogłoszenia.

Podczas gdy pierwsze strony gazet donosiły o sytuacji w Niemczech, polskich sukcesach gospodarczych czy o sprawie Rity Gorgonowej, ostatnie przypominały pełną ogłoszeń tablicę na OLX. Ktoś coś zgubił, ktoś kogoś szukał, ktoś miał płaszcz do oddania albo chciał kupić kanarka? Z pomocą przychodziły wówczas ostatnie strony dzienników.

25 w dzień powszedni, 32 w niedzielę i święta

Każdy tytuł prasowy miał swój cennik ogłoszeń, a sama cena była uzależniona od kilku czynników. Największą popularnością cieszyły się „ogłoszenie drobne”, które drukowane było na ostatnich stronach — to właśnie tam kucharka mogła zadeklarować, że szuka pracy albo pani — że szuka służącej. W 1930 roku w Ilustrowanym Kuryerze Codziennym ceny takich ogłoszeń liczone były od sumy wyrazów. Za jedno słowo w dzień powszedni opłata wynosiła 25 groszy, a w niedzielę i święta — 32 grosze. Dla poszukujących pracy stawki były niższe — odpowiednio 10 i 12 groszy. Z wyższymi cenami musieli się liczyć ci, którzy na łamach prasy szukali drugiej połówki: za słowo w ogłoszeniach matrymonialnych należało zapłacić 30 groszy w dzień powszedni, natomiast 40 groszy w niedzielę i święta. Dodatkowe opłaty obejmowały m.in. wskazanie miejsca, w którym ogłoszenie miało się ukazać, układ tabelaryczny czy czerwony druk. Niektóre z gazet pobierały także opłaty za nagłówek napisany tłustym drukiem albo za ramkę ozdabiającą (i wyróżniającą) ogłoszenie.
Czy to było drogo? Mały rocznik statyczny z tego okresu podaje, że za litr mleka w Warszawie zapłacić trzeba było 45 groszy, za kilogram mąki (pszennej) – 86 groszy, a za jedno jajko – 18 groszy. Tak więc ogłoszenie matrymonialne o treści: INTELIGENTNA lat 30 z dobrej rodziny na stałem stanowisku niebiedna szatynka wyjdzie za mąż za pana w wieku 30-45 lat kulturalnego na stanowisku. Zgłoszenia pisemnie do Adm. Kurjera pod „Prawe Serce” kosztowało tyle, co 20 litrów mleka.

Poszukiwany: niekrępujący pokój

Standardowymi ogłoszeniami były te dotyczące nieruchomości. Jeśli myślałeś o kupnie kamienicy lub wynajęciu pokoju bez problemu w każdym dzienniku znalazłeś ogłoszenia, w których mogłeś przebierać. Znaleźć można było zarówno „pokój elegancki, dwuosobowy, niekrępujący” jak i „pokoje kawalerskie” czy „pomieszczenie dla panienki pracującej poza domem”. Zaraz obok informacji o pokojach do wynajęcia znajdowały się notki od osób, które szukały miejsca do zamieszkania. Przy tego typu anonsach często podawano swój zawód. „Lekarka” lub „Urzędnik” czy też „wypłacalny student medycyny” – brzmiało wiarygodnie i miało być gwarancją uczciwego użytkowania lokalu.
Na porządku dziennym były także ogłoszenia dotyczące służby „Potrzebna służąca do wszystkiego z gotowaniem” – pobrzmiewało w gazetach dwudziestolecia niczym refren. Czasami wymagania były jasno określane: „Potrzebna od 1 kwietnia do dworu gospodyni-kuchmistrzyni, znająca wykwintną kuchnię, hodowlę drobiu oraz prasowanie” – szukano w „Kurierze Poznańskim” z marca 1928 roku. Warto jednak zaznaczyć, że oferty pracy nie były kierowane wyłącznie do służby domowej – w prasie szukano także m.in. osób znających się na buchalterii, akwizytorów, krawcowych czy ekspedientek.

Ogłoszenie

A jeśli nie miałeś żadnego fachu w ręku i chciałeś się czegoś nauczyć? Ogłoszenia z prasy dwudziestolecia chętnie donosiły także o kursach i różnego rodzaju szkoleniach. „Już czas decydować o wyborze zawodu!” grzmiał anons w „Kurierze Poznańskim” z maja 1939 roku, informując jednocześnie o pierwszych w Polsce „kursach przyrodoleczniczych”. Popularne były szkolenia z zakresu stenografii, księgowości, czy wykrojów i szycia. Swoje usługi starano się zaprezentować jak najbardziej profesjonalnie – i tak na przykład dr med. J. Świtalska ogłosiła czteromiesięczne kursy „kursy racjonalnej kosmetyki i masażu leczniczego” podkreślając, że są zatwierdzone są przez wydział zdrowia.
Standardowymi ogłoszeniami były te informujące o zgubach. Tak samo jak obecnie, gubiono dokumenty, biżuterię, torebki czy zwierzęta. W „ Kurjerze Warszawskim” z 25 sierpnia 1934 roku Karol Borowski prosił o odprowadzenie psa wilka, który wabił się Fool „za nagrodą”. W tym samym numerze zamieszczono również ogłoszenie dotyczące zgubienia walizki z dokumentami w pociągu na trasie Żyrardów-Warszawa w dniu 16 sierpnia 1934 roku.

Sprzedam: luksusowy kajak

Oczywiście, ogłoszenia to także oferty sprzedaży i kupna. Czegoż nie dało się wówczas kupić! W jednym z numerów Kuriera Poznańskiego z 1936 roku pośród różnego rodzaju ofert znaleźć można na sprzedaż: pianino („Ecke, czarne, krzyżowe (…) okazyjnie sprzedam”), modne wiosenno-letnie materiały męskie („niegniecące nieświecące się, w najlepszych jakościach”), wózek dziecięcy („biały amerykański w dobrym stanie”) czy… kajak („dwuosobowy luksusowy”). Kolumna z ogłoszeniami sprzedaży zawierała często także ogłoszenia o sprzedaży leków na wszelkie schorzenia – łupież, plamy wątrobowe, nerwicę, piegi, hemoroidy, sklerozę… Wprawdzie brakowało informacji, aby „przed użyciem skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą”, ale tę rolę mogły pełnić ogłoszenia o praktykach lekarskich. Sporą grupę stanowiły informacje o gabinetach, które z zachowaniem dyskrecji miały leczyć choroby weneryczne. Osoby, które musiały skorzystać z tych ostatnich ogłoszeń, być może przegapiły ogłoszenie: „Nie! Kupujcie prezerwatyw ani żadnych innych artykułów ochronnych nim nie otrzymacie najnowszego cennika z 5 różnemi wzorami za zł 2.50 znacz p. Niebywałe nowości w tej dziedzinie wysyłka pocztą zupełnie dyskretnie (…)”. Popularnością cieszyły się także inne rzeczy, które można było zamówić drogą wysyłkową – na przykład poradniki. Książeczkę „Jak zachować się w towarzystwie?”, którą za jedyne 1,50 zł. w znaczkach pocztowych wysyłała Księgarnia M. Wahla z Przemyśla. Sporo ofert dotyczyło także pomocy na „męską niemoc”:„Panowie! Poradnik „Osłabienie męża”, najnowsze sposoby leczenia. Wysyła każdemu dr med. Parczewski (…)”.

Oprócz ofert dotyczących pracy, sprzedaży czy kupna szczególne miejsce zajmowały ogłoszenia, które wywoływały pewien dreszcz emocji. Kto chciał poznać przyszłość, ten dzięki anonsom mógł dotrzeć do „Adarelli znanej wróżbiarki” czy „Słynnego jasnowidza Gordoni”, którzy podawali w „Kurierze Poznańskim” swoje adresy. „Słynny Jasnowidz Gordoni wysyła każdemu horoskop do trzydziestego dziewiątego roku — szczegółowo opracowany tylko 5 zł bez żadnych dopłat. Warszawa, Szczygla 11-21”. Niższą stawkę miała „wróżka-chiromantka” Eugenia Palej. Pobierała „TYLKO 1 ZŁ!” (jak głosił nagłówek ogłoszenia), a za tę kwotę „zdumiewająco określa przeszłość przyszłość”. Oczywiście, reklamowano także bardziej przyziemne usługi – na przykład wiele ogłoszeń zamieszczały akuszerki.

 

Matrymonialne: Pan pozna panią…

Osobną grupę stanowiły oferty matrymonialne — zamieszczenie ogłoszenia w codziennej prasie mogło być szansą na znalezienie miłości. Umieszczano w nim nie tylko własną charakterystykę („niebiedna”, „pracowita”, „przystojny” „kawaler z dobrej rodziny na poważnym stanowisku”) ale także konkretne wymagania względem potencjalnej żony czy potencjalnego męża.

„(…) pragnie poznać starszego kawalera lub wdowca na niższym stanowisku państwowym”

„(…) szuka towarzyszki życia, finansowo i materialnie niezależnej od lat 27 do lat 45, może być nieładna lub separowana (…)”

„poślubię sympatyczną panią, która mi materialnie dopomoże w studiach zawodowych, przystojny lat 28 (…)”.

Ogłoszenia matrymonialne wyglądały więc jak katalog życzeń. A jeśli było się zbyt nieśmiałym, by zamieścić anons samemu, można było zrobić to z koleżanką:
„2 koleżanki brunetka 25 blondynka 23 lata posiadające mieszkanie i umeblowanie poszukują panów w celu matrymonialnym. Zgłoszenia możliwie z fotografią (…)

Gdy zamieszone ogłoszenie okazało się sukcesem i para zeszła się, to planując ślub, również mogła skorzystać z ostatnich stron gazet. Tam mogli dowiedzieć się, gdzie uszyć frak, suknię i zamówić ślubne zaproszenia (i tak na przykład w Poznaniu — „Ślubne zaproszenia najtaniej Ekspres Druk, Grudnia 5”)

Warto pamiętać, że nie tylko osoby prywatne korzystały z gazetowych ogłoszeń – znaleźć w nich można także informacje od przedsiębiorstw czy instytucji państwowych. I tak na przykład w Ilustrowanym Kuryerze Codziennym znaleźć można „Ogłoszenie licytacyjne” zamieszczone przez… Urząd Celny, który informował, że 18 marca 1930 roku o godzinie 11 w Poznaniu sprzeda „w drodze licytacji” 202 skrzyń cytryn wagi 8066 kg brutto i 198 skrzyń pomarańcz o wadze 7657 kilogramów.
Dział ogłoszeń wykorzystywano także do sprostowań. Przykładowo — osoba podpisana jako Domańska-Nowiska unieważniała ogłoszenie w jednym z numerów Ilustrowanego Kuryera Codziennego z 1930 roku, pisząc: „żadnej posady nie poszukuję i nikomu nie dawałam do upoważnienia do szukania mi posady”. Widocznie ktoś nadgorliwy postanowił wysłać ją do pracy…

Poszukiwany, poszukiwana…

Kres działalności popularnych tytułów dwudziestolecia położył wybuch wojny. Jeszcze we wrześniu 1939 roku wydawnictwa starały się pracować na dawnym poziomie – niemal do ostatnich dni września pracowały m.in. „Kurier poranny” czy „Kurjer Warszawski”. W ostatnich numerach dzienników z tego okresu daje się też zauważyć zmianę w charakterze ogłoszeń. W prasie poszukiwano zaginionych i proszono o jakiekolwiek informacje na temat członków rodziny i przyjaciół.

KAZIMIERZ Dudek – wracaj do domu lub staraj się dać wiadomość przez powracających. Ktokolwiek by wiedział coś o nim, proszony jest o doniesienie rodzinie, Kraków-Podgórze, ul. Parkowa 1 m. 11

Czasy okupacji stworzyły jednak zupełnie inną kulturę prasową…

Bibliografia:

  1. Łojek Jerzy, Myśliński Jerzy, Wladyka Wiesław, Dzieje prasy polskiej, wyd. Interpress, Warszawa 1988
  2. Paczkowski Andrzej, Prasa Polska w latach 1918-1939, wyd. PWN, Warszawa 1980,

Źródła:
„Ilustrowany Express Wieczorny” R. 2, nr 297 (23 kwietnia 1931)
„Ilustrowany Kuryer Codzienny”, R. 21, nr 55 (1 marca 1930)
„Ilustrowany Kuryer Codzienny” R. 21, nr 72 (18 marca 1930)
„Ilustrowany Kuryer Codzienny” R.21, nr 177 (5 lipca 1930)
„Ilustrowany Kuryer Codzienny” R. 30, nr 243 (3 września 1939)
„Ilustrowany Kuryer Codzienny” R. 30, nr 250 (19 września 1939)
„Kurier Poznański”, R. 23, nr 26 (17 stycznia 1928)
„Kurier Poznański”, R. 23, nr 124 (15 marca 1928)
„Kurier Poznański” R. 31 nr 175 (15 kwietnia 1936)
„Kurjer Warszawski: wydanie wieczorne” R.112, nr 310 (9 listopada 1932)
„Kurjer Warszawski: wydanie wieczorne”, R. 114 nr 233 (25 sierpnia 1934)
„Kurjer Warszawski: wydanie wieczorne”. R. 115, nr 347 (18 grudnia 1935)
„Kurjer Warszawski : wydanie wieczorne. R. 116, nr 58 (28 lutego 1936)
„Kurjer Warszawski: wydanie wieczorne”, R.117, nr 143 (27 maja 1937)
„Kurjer Warszawski: wydanie poranne” R. 119, nr 260 (20 września 1939)
„Tygodnik Przemyski: czasopismo poświęcone dobru miasta i powiatu” R. 4, nr 24 (14 czerwca 1930)

Czy wiesz, że ...

...szpiegowskie gadżety mogły przybierać najbardziej niezwykłe formy? Posługujący się kodem Morse’a radionadajnik, który  informował żołnierzy U.S. Army o ruchach Wietkongu, miał kształt... psiej kupy!

...największy zjazd monarchów przed I wojną światową odbył się z okazji pogrzebu króla Wielkiej Brytanii Edwarda VII? Zgromadzeni władcy dalecy byli jednak od żałobnego nastroju.

...nie dla wszystkich moment zakończenia II wojny światowej okazał się radosny? 9 maja 1945 roku ruszył kolejny transport na wschód, wiozący na Kołymę grupę polskich jeńców.

...Niemcy już wiosną 1919 roku planowali inwazję na Polskę? Operacja nosiła nazwę „Wiosenne słońce” i przewidywała „uderzenie, wyprowadzone z Pomorza Zachodniego, Śląska i Prus Wschodnich, koncentrycznie skierowane w stronę Warszawy”.

Komentarze (4)

  1. Prawda historyczna Odpowiedz

    „Polskich sukcesach gospodarczych” buhahahaha padłem że śmiechu, sukcesy gospodarcze w II RP? dawno nie słyszałem tak zabawnego dowcipu buhahaha

    • autorka Odpowiedz

      To, co pisano w prasie, to często zupełnie inna bajka niż to, jak wyglądała rzeczywistość. Zresztą – zachęcam do przejrzenia prasy z dwudziestolecia, można znaleźć tam informacje o sukcesach Polski nie tylko na polu gospodarczym :)

  2. Chrystian Odpowiedz

    Wszystkie ceny i pobory w II RP należy mnożyć Razy dziesięć by odnosiło się na dzisiejsze ceny,tak więc to nie było wcale mało.

Odpowiedz na „autorkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.