Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

„Miasto przyjemne i nowoczesne”. Poznań w dwudziestoleciu międzywojennym

Urzekło mnie życie i ruch w mieście, wystawy, tramwaje, wystrojeni przechodnie, którzy według mojego pojęcia nigdzie nie pracowali, a jedynie chodzili chodnikami tam i z powrotem.

fot.NAC/domena publiczna Urzekło mnie życie i ruch w mieście, wystawy, tramwaje, wystrojeni przechodnie, którzy według mojego pojęcia nigdzie nie pracowali, a jedynie chodzili chodnikami tam i z powrotem.

Elektryczność i łazienka w mieszkaniu w dwudziestoleciu międzywojennym dla wielu Polaków były synonimem luksusu. Ale nie wszędzie tak było. Szczególnie jedno polskie miasto wyróżniało się pod względem nowoczesności. Przyjazd tu miał dla niektórych „posmak wyjazdu za granicę” – na Zachód.

W ogóle – by przywołać znów opinię Jerzego Waldorffa – „Poznań mógł zachwycić przybyszów, zwłaszcza z innych okolic kraju”. Z tą opinią ziemiańskiego syna współbrzmi wspomnienie pewnego młodego robotnika rolnego spod Konina, który po latach pisał, ewokując obraz iście beniaminowskiego flâneura:

Urzekło mnie życie i ruch w mieście, wystawy, tramwaje, wystrojeni przechodnie, którzy według mojego pojęcia nigdzie nie pracowali, a jedynie chodzili chodnikami tam i z powrotem.

Do złudzenia podobny do… Berlina

Oczywiście zawsze znaleźć można było malkontentów, w 1928 r. mieszkający tu wówczas krakowski artysta Ludwik Puget pisał:

jadąc (…) przez ulice Berlina, uczułem się nagle – o ironio, o zgrozo! – jak w domu. (…) te domy, sklepy, szyldy… Po prostu miałem wrażenie, że jestem w Poznaniu! Zdawało mi się, że lada chwila wysunie się zza węgła tramwaj z napisem «Śródka» lub «Jeżyce» (…). Hm…! Nie ma się co łudzić. Oczywiście to nie Berlin jest tak podobny do Poznania, ale Poznań do Berlina. O zgrozo! Ten skandal musi ustać.

Poznań w dwudziestoleciu międzywojennym

fot.NAC/domena publiczna Poznań w dwudziestoleciu międzywojennym

By to osiągnąć, Puget, zwany skądinąd Pięknym Lulu, z właściwą więc sobie dezynwolturą nawoływał, by zwieńczyć wieże cesarskiego zamku… barokowymi hełmami „o polskim charakterze”.

Czytaj też: Poznańskie srebrne lata. Życie codzienne w XVII wieku

Zieleń i mieszkania z łazienką

A jednak wypełnienie pruskiej formy przeważającą polską treścią dodawało Poznaniowi szczególnego charakteru, nawet krytykowany nie tylko przez Pugeta przyciężki kształt pruskich budowli nie mógł przesłonić zdecydowanych zalet miasta.

Wielkim atutem była jego cywilizacyjna klasa, efekt intensywnych pruskich inwestycji w przedwojennym ćwierćwieczu, doskonała infrastruktura miejska, gaz, prąd, dobre bruki, tramwaje, budynki publiczne dzielnicy zamkowej, doskonale rozplanowane nowoczesne dzielnice. Możliwość otrzymania mieszkania z łazienką była istotnym względem przyciągającym do miasta kadry inteligenckie z innych dzielnic kraju.

Tekst stanowi fragment czterotomowej publikacji Przemysława Matusika „Historia Poznańa”, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Miejskiego Posnania.

Tekst stanowi fragment czterotomowej publikacji Przemysława Matusika „Historia Poznania”, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Miejskiego Posnania.

Jesienią 1924 r. trafił tu abiturient z Łodzi, w przyszłości wybitny aktor Władysław Hańcza (wówczas jeszcze Tosik), któremu ktoś zwrócił uwagę na Poznań – „młody uniwersytet, miasto przyjemne”. Przyjazd tu miał nawet dla niego „posmak jakiegoś wyjazdu za granicę”. Jak pisał:

Pamiętam, przyjechałem do Poznania wieczorem, gdzieś około godziny osiemnastej. (…) Pomimo wieczoru i nienadzwyczajnego oświetlenia miasto z miejsca zaczęło mi się podobać. Mało podobać, zacząłem wciągać się, ulegać jakiemuś nastrojowi, którego nie można by określić inaczej jak „świąteczny”, czysty, spokojny, ładny.

Po obrzydliwej w swoim brudzie i niezagospodarowaniu ówczesnej Łodzi, po jej nerwowym nastroju, po zgiełkliwej, hałaśliwej Warszawie – Poznań robił na przybyszu wrażenie swoją czystością, zielenią, spokojem, jakimś zrównoważeniem i pogodą.

Czytaj też: Morderstwa, bezdomność, deprawacja. Jak żyły dzieci w przedwojennej Warszawie?

„Warszawa nie była Zachodem, ale Poznań już był”

Warto przytoczyć też zdanie wilnianina Czesława Miłosza, który po latach stwierdzał: „Pierwszy raz właściwie poczułem Zachód, kiedy byłem w Poznaniu na wystawie ogólnokrajowej, jeszcze będąc w szkole. Warszawa nie była Zachodem, ale Poznań już był”.

Nie dziwi to stwierdzenie, gdy się zważy, że tu już w roku 1921 aż 96,1% domów było murowanych, podczas gdy w Wilnie jeszcze dziesięć lat później tylko 27%, w Warszawie 69,1%, w Krakowie – 85,5%. Poza tym w tymże 1921 r. 2/3 mieszkań miało tu trzy lub więcej izb, mieszkań jednoizbowych było zaś 10,9%, podczas gdy w całej Polsce w miastach powyżej 100 tysięcy mieszkańców odsetek ten wynosił aż 40,2%.

Poznań robił na przybyszu wrażenie swoją czystością, zielenią, spokojem, jakimś zrównoważeniem i pogodą.

fot.NAC/domena publiczna Poznań robił na przybyszu wrażenie swoją czystością, zielenią, spokojem, jakimś zrównoważeniem i pogodą.

Dotyczyło to także standardu mieszkań, co do którego z większych miast wyprzedzały Poznań jedynie Katowice. W 1931 r. tylko 13,9% poznańskich budynków nie posiadało żadnej instalacji komunalnej, w Katowicach – 3,6%, natomiast w Warszawie 24,6%, Krakowie – 28,8%, Łodzi – 31,3%, Lwowie – 45,5% i Wilnie – 59,3%.

W tymże roku w Poznaniu 78% budynków wyposażonych było w wodociąg, 68,2% w kanalizację, 63,5% w elektryczność i 56,3% w gaz; Warszawa górowała nad stolicą Wielkopolski jedynie w stopniu elektryfikacji, który wynosił tam 67,8%, natomiast we wszystkich innych obszarach wypadała gorzej, tylko 46,1% stołecznych mieszkań miało kanalizację, a 62% – wodociąg.

Czytaj też: „Kobiety nie są przyjaciółkami wody”. Jak wyglądała łazienka twojej prababki?

Palma pierwszeństwa

Ów obraz miasta – zachodnioeuropejskiego w swym zakroju i nowoczesnego – potwierdzały i inne fakty. Od zajęcia lotniska na Ławicy Poznań stał się w ciągu kilku miesięcy ośrodkiem najlepiej zorganizowanego lotnictwa w Polsce, samo zaś lotnisko zatrudniało ok. tysiąca osób.

Od 1 września 1919 r. wychodziło w Poznaniu pierwsze polskie czasopismo lotnicze „Polska Flota Napowietrzna”, 30 października 1919 r. zaś z inicjatywy jego redakcji powstała – na zebraniu w siedzibie PTPN – pierwsza polska organizacja lotnictwa sportowego, Aeroklub Polski, na której czele stanął prezydent miasta Jarogniew Drwęski. W 1921 r. uruchomiono pierwsze krajowe prze- wozy lotnicze, łączące Poznań z Warszawą i Gdańskiem.

Plac Wolności w Poznaniu

fot.NAC/domena publiczna Plac Wolności w Poznaniu

Także w innych dziedzinach poznaniacy nie pozostawali w tyle, 24 kwietnia 1927 r. o godz. 17.00, niemal dokładnie rok po uruchomieniu regularnej rozgłośni w Warszawie, rozpoczęła nadawanie poznańska rozgłośnia radiowa, czemu z entuzjazmem przysłuchiwały się wielotysięczne tłumy zgromadzone na placu Wolności. Było to możliwe dzięki sprawnemu zdobyciu miejscowych funduszy, za które zbudowano stację nadawczą i studio mieszczące się właśnie przy placu Wolności 11, w budynku Esplanady (dziś Arkadia).

To w Poznaniu po raz pierwszy w Polsce nadano transmisję meczu piłkarskiego oraz mszę, specjalnością tutejszej rozgłośni stały się jednak – jak na Poznań przystało – audycje muzyczne. Podobnych przykładów można by mnożyć, lata 20. to choćby bujny rozwój poznańskiego przemysłu filmowego (…).

Przedwojenny multipleks

W mieście działało kilkanaście kin, jedną z największych jego atrakcji stał się otwarty 20 grudnia 1927 r. przy placu Wolności 6 największy w Polsce Kinoteatr Słońce, własność kupca Stefana Kałamajskiego, dysponujący 1600 miejscami, wyposażony w najnowocześniejsze wówczas aparaty projekcyjne, klimatyzację, własną elektrownię i oświetlenie na 3600 żarówek, a do czasu pojawienia się filmu dźwiękowego dysponujący też własną, 17-osobową orkiestrą.

Dwa miesiące wcześniej, nieopodal, tam gdzie dawniej była sala i ogród Lamberta, Jan Łuczak (przy udziale funduszy Józefa Czepczyńskiego) otworzył prawdziwy kompleks rozrywkowy, prototyp dzisiejszych multipleksów, w skład którego wchodziły dwa kina: monumentalne Metropolis na 1000 miejsc i niewiele mniejsze, działające tu już wcześniej Apollo. Jak głosiła legenda, by dopiec swemu konkurentowi i szwagrowi Kałamajskiemu, kazał Łuczak przy wejściu do kina zawiesić tablicę z napisem: „Dałeś mi Boże w swej szczodrobliwości, dajże i temu, który mi zazdrości”.

Poznańska nowoczesność wyrażała się także w inny sposób. Jak pisał autor wydanej w roku Powszechnej Wystawy Krajowej broszurki:

3 razy mniejszy od Łodzi pod względem ludności Poznań posiada 10 razy od niej więcej dorożek samochodowych, daleko pod tym względem pozostawiając inne miasta tej samej wielkości. Wystarczy przejrzeć codzienną gazetę, by z rubryk wypadków samochodowych przekonać się, że nasi szoferzy wcale się nie różnią od swych kolegów, np. nowojorskich, najeżdżających na Bogu ducha winnych przechodniów.

Źródło:

Tekst stanowi fragment czterotomowej publikacji Przemysława Matusika „Historia Poznania”, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Miejskiego Posnania.

 

Czy wiesz, że ...

...w 1919 roku urzędujący prezydent USA Woodrow Wilson miał wylew, który uniemożliwił mu normalne funkcjonowanie na kilka miesięcy? Opinia publiczna nie dowiedziała się o tym, bo stan zdrowia głowy państwa ukrywała Pierwsza Dama, Edith Wilson, z pomocą prywatnego sekretarza prezydenta, Josepha Tumulty'ego.

...szpiegowskie gadżety mogły przybierać najbardziej niezwykłe formy? Posługujący się kodem Morse’a radionadajnik, który  informował żołnierzy U.S. Army o ruchach Wietkongu, miał kształt... psiej kupy!

Komentarze (2)

  1. Marta Odpowiedz

    Może i na warunki ówczesnej bardzo zacofanej i biednej II RP Poznań był rozwinięty, ale gdy go porównać do okolicznych dużych miast Niemiec, obecnie leżących w Polsce, to dane są nieubłagane. Większe od Poznania- Wrocław i Szczecin biły go na głowę we wszelkich danych statystycznych, dotyczących wyposażenia mieszkań w kanalizację i łazienkę, czy dostęp do wodociągu. Sama elektryczność w Szczecinie zawitała już w 1886 roku, wraz z pierwszą na obecnych ziemiach polskich elektrownią. Poznań ujrzał rozpalone żarówki dopiero w 1904 roku. Podobnie znacznie później niż we Wrocławiu czy Szczecinie pojawiły się w Poznaniu elektryczne tramwaje czy telefony. Nie mówiąc już o tym, że pierwsza kolej, została poprowadzona do Poznania ze Szczecina kilkanaście lat po tym jak dla wrocławian czy szczecinian kolej nie była już nowością. Liczba samochodów i telefonów wyrażona w sztukach w 1939 roku w Szczecinie była wyższa niż w 3 razy wówczas większej Warszawie, nie mówiąc już o nikłej ich liczbie w Poznaniu. Do tego można dołożyć liczbę latarń ulicznych elektrycznych – 8 razy wyższą we Wrocławiu niż w Poznaniu w 1939 roku, czy połączenia lotnicze z ówczesnego szczecińskiego lotniska Dąbie do 34 miast europejskich, co oczywiście nie było do osiągnięcia przez stołeczne Okęcie, a co dopiero przez prowincjonalną Ławicę. To wszystko pokazuje jaka przepaść cywilizacyjna dzieliła nasze niby rozwinięte miasto II RP od rzeczywiście dużych i znacznie silniej rozwiniętych miast, które w 1945 roku stały się miastami polskimi. Na koniec można sięgnąć do listu Eugeniusza Bodo, który pisząc go podczas angażu w poznańskim teatrze pisał: „miasto nieduże, ale schludne, teatr prowincjonalny”.

    • Ada Odpowiedz

      Breslau i Stettin przestały istnieć w 1945 roku, to co Polaczki ze wschodu wzięły w swoje łapy zostało zniszczone, zatem oba miasta nie stanowią żadnej kontynuacji poprzedników, w przeciwieństwie do Poznania gdzie jest ciągłość pokoleniowa i historia Posen to jak najbardziej historia Poznania.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.