Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

„Most”. Największa operacja służb specjalnych w historii świata

Główna część operacji odbywała się na warszawskim Okęciu. Na zdjęciu Boeingi 474 linii El Al - dokładnie takie brały udział w operacji "Most".

fot.Foma/CC BY-SA 4.0 Główna część akcji odbywała się na warszawskim Okęciu. Na zdjęciu Boeingi 747 linii El Al – dokładnie takie brały udział w operacji „Most”.

Przez dwa lata polskie służby specjalne prowadziły tajną operację, której skala, zasięg i stopień niebezpieczeństwa nie miały precedensu. Mimo tych trudności akcja zakończyła się pełnym sukcesem. Czego dotyczyła i jak doszło do tego, że to właśnie nam ją powierzono?

W lecie 1988 roku na biurko ówczesnego premiera Izraela Icchaka Szamira trafił nowy raport wywiadu. Zwracano w nim uwagę na niebezpieczeństwa, jakie mogą zagrozić mieszkającym w Związku Radzieckim Żydom w momencie rozpadu sowieckiego państwa. Pod koniec lat 80. XX wieku ZSRR pogrążony był bowiem w poważnym kryzysie ekonomicznym, a gorbaczowowska pieriestrojka dodatkowo osłabiła go wewnętrznie i zewnętrznie.

Analitycy izraelskiego wywiadu przewidywali, że ewentualna dezintegracja radzieckiego państwa może poskutkować zaburzeniami politycznymi i społecznymi, a nawet krwawymi walkami etnicznymi. Poszkodowanymi w nich mogli ich zdaniem zostać Żydzi, których w ZSRR mieszkało wtedy bez mała 2 miliony.

Premier Szamir rozpoczął więc za pośrednictwem Amerykanów rozmowy dyplomatyczne z Moskwą. Ich celem było uzyskanie zgody na emigrację radzieckich Żydów. W zamian Tel Awiw i Waszyngton obiecywały złagodzenie sankcji gospodarczych ciążących na ZSRR od czasu inwazji na Afganistan oraz udzielenie kredytów. Zgodnie ze swoją polityką liberalizacji, ale też skuszony korzyściami ekonomicznymi, Michaił Gorbaczow wyraził zgodę, pod warunkiem jednak, że emigranci zrzekną się pozostawianych w ZSRR majątków.

Polska się nie uchyli…

Dla zachowania pozorów wyjazdy miały się odbywać za pośrednictwem państwa trzeciego, przez który odbywałby się tranzyt. Moskwa nie chciała narażać swoich dobrych stosunków z państwami arabskimi, które krzywo patrzyły na jakiekolwiek kontakty z Izraelem. Początkowo wyjazdy realizowano przez Wiedeń, ale tamtejsze lotnisko było zbyt ruchliwe, by utrzymać operację w tajemnicy Zwrócono się wobec tego do Rumunii i Węgier. Bukareszt nie wyraził jednak zgody, a Węgrzy wycofali się, gdy doszło do zamachu bombowego, wymierzonego w jedną z grup emigrantów, w wyniku którego zginął policjant.

Na udział Polski w operacji zgodził się rząd Tadeusza Mazowieckiego.

fot.Artur Klose/CC BY-SA 2.0 Na udział Polski w operacji zgodził się rząd Tadeusza Mazowieckiego.

Trzecim krajem, do którego zwrócił się Izrael, była Polska. Od września 1989 roku działał tam nowy rząd z Tadeuszem Mazowieckim na czele. W lutym 1990 roku skłócone dotąd państwa wznowiły przerwane w 1967 roku stosunki dyplomatyczne. Nowa ekipa całkowicie zmieniła dotychczasową, niechętną partnerowi z Bliskiego Wschodu linię polityki.

W takiej sytuacji 8 marca 1990 roku ambasada Izraela wystąpiła z oficjalną prośbą do władz RP o pomoc w przeprowadzeniu emigracji. Rozpoczęły się resortowe narady i analizy dotyczące korzyści i zagrożeń z tym związanych, a także kwestii technicznych. W rozmowach pojawiały się rozmaite szacunki dotyczące liczby przyszłych imigrantów: od 250 do nawet 850 tysięcy ludzi.

26 marca 1990 roku przebywający z wizytą w USA premier Mazowiecki został w Nowym Jorku przyjęty przez Amerykański Kongres Żydów. Premier przeprosił za nagonkę antysyjonistyczną z 1968 roku i zadeklarował pomoc w sprawie emigracji. „Polska nie uchyli się od humanitarnej pomocy emigrantom ze Związku Radzieckiego” – powiedział.

Terroryści grożą Polsce

Deklarując udział w akcji, władze naszego kraju podejmowały spore ryzyko. PRL przez długie lata utrzymywała polityczne, gospodarcze i wywiadowcze kontakty z państwami arabskimi. Wspierała też – podobne jak inne kraje socjalistyczne – terrorystyczne organizacje walczące z Izraelem.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Jerzego Dziewulskiego "O kulisach III RP" (Prószyński i S-ka 2019).

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Jerzego Dziewulskiego „O kulisach III RP” (Prószyński i S-ka 2019).

Członkowie tych ugrupowań (w tym także ci prominentni) przyjeżdżali do Polski na leczenie, odpoczynek i szkolenia. Niektórzy z nich mieszkali tu, prowadzili interesy, kształcili się. Istniało więc poważne niebezpieczeństwo, że korzystając z posiadanych kontaktów dowiedzą się o akcji i podejmą próbę przeciwdziałania. O tym, że zagrożenie było realne, świadczy zdarzenie, do jakiego doszło cztery dni po nowojorskiej deklaracji Mazowieckiego. 30 marca samochód, do którego wraz z żoną wsiadał attaché handlowy polskiej ambasady w Libanie, Bogdan Serkis, ostrzelano z broni maszynowej. Pasażerowie zostali poważnie ranni. Do zamachu przyznała się Organizacja Akcji Rewolucyjnej.

Z kolei dwa dni później Islamski Front Militarny oświadczył, że przeprowadzi ataki na polskich dyplomatów oraz placówki zagraniczne i biura LOT-u, jeżeli Polska nie wycofa się z pomocy Izraelowi. Natomiast w Warszawie ambasador Egiptu w imieniu państw arabskich oficjalnie wyraził zaniepokojenie pogłoskami o współpracy emigracyjnej Polski z Izraelem.

Polskie władze miały świadomość ogromnego ryzyka, na jakie się narażają. Dlatego służby specjalne bardzo poważnie podeszły do kwestii przygotowania operacji, której nadano nazwę „Most”. 29 marca na naradzie spotkali się przedstawiciele MSZ, MSW, Urzędu Rady Ministrów, Ministerstwa Transportu oraz LOT-u. Przyjęto tam między innymi, że koszty akcji musi ponieść Izrael. Za podstawowy warunek jej prowadzenia uznano zaś zapewnienie bezpieczeństwa polskich obywateli, placówek i samolotów. Ustalenia te przedstawiono ambasadorowi Izraela, a ten je zaakceptował.

Mosad, Szin Bet, Sajjeret Matkal

Rząd wydał dyskretny zakaz informowania o operacji w mediach. Służby objęły wzmożoną obserwacją przebywających w Polsce Arabów podejrzewanych o kontakty z ugrupowaniami terrorystycznymi, wzmocniły kontrolę granic oraz inwigilację cudzoziemców. Sprawdzały także krajowe środowiska nacjonalistyczne i antysemickie.

Po stronie izraelskiej nad przebiegiem akcji czuwali oficerowie Mosadu. Na zdjęciu szefowie agencji.

fot.GPO Israel/CC BY-SA 3.0 Po stronie izraelskiej nad przebiegiem akcji czuwali oficerowie Mosadu. Na zdjęciu szefowie agencji.

10 kwietnia 1990 roku powstał Zespół Koordynacji Działań Antyterrorystycznych. Kierował nim szef Służby Wywiadu i Kontrwywiadu, generał Zbigniew Sarewicz, a jego zastępcą był wicedyrektor Departamentu I (wywiadu), pułkownik Bronisław Zych. W jego skład weszli przedstawiciele wywiadu, kontrwywiadu, milicji oraz zwiadu Wojsk Ochrony Pogranicza. Odpowiedzialnym za praktyczne zabezpieczenie operacji został major Jerzy Dziewulski, dowódca jednostki antyterrorystycznej z Okęcia.

Jeszcze zanim pierwsi żydowscy emigranci pojawili się w Polsce, do Warszawy przylecieli przedstawiciele izraelskich służb specjalnych. Jak opowiada major Dziewulski w wydanej właśnie książce „O kulisach III RP”, byli to oficerowie Mosadu (wywiadu), Szin Betu (kontrwywiadu) oraz wojskowej jednostki specjalnej Sajjeret Matkal. On sam został wysłany na miesięczne szkolenie do Izraela, by mógł się tam zapoznać z zasadami działania tamtejszych służb.

Nad Wisłą pojawili się też specjaliści od bezpieczeństwa z USA, by przekazać stronie polskiej swoje doświadczenia. Pomocy w zorganizowaniu akcji udzieliła ponadto prężnie wówczas działająca firma Art-B Andrzeja Gąsiorowskiego i Bogusława Bagsika. Na prośbę służb specjalnych zajęła się obsługą międzynarodowego przepływu pieniędzy, pomagała też w zakupie sprzętu i bezpośrednio przy samej operacji.

Śmigłowiec przyjmie rakietę

Operacja „Most” rozpoczęła się latem 1990 roku. Żydowscy emigranci przyjeżdżali w niezorganizowanych grupach kursowymi pociągami relacji Moskwa – Paryż. Wysiadali na dworcu Warszawa Gdańska, gdzie opiekę nad nimi obejmowały polskie i izraelskie służby. Przybyszów ładowano do czekających już autokarów i pod eskortą nieoznakowanych aut przewożono do wynajętego przez ambasadę hotelu w obiektach Legii na Bemowie. Spędzali tam noc lub dwie w oczekiwaniu na przylot samolotu z Izraela. Nie wolno im było opuszczać budynku, a sam obiekt był strzeżony. Gdy tylko maszyna była gotowa do startu – zwykle było to wcześnie rano lub późno w nocy – emigrantów odstawiano na Okęcie i po odprawie wprowadzano na pokład.

Emigranci odlatywali z Warszawy samolotami linii El Al.

fot.Przemysław „Blueshade” Idzkiewicz/CC BY-SA 2.5 Emigranci odlatywali z Warszawy samolotami linii El Al.

Transport lotniczy zapewniały izraelskie linie El Al, które udostępniały swoje Boeingi 747. Początkowo zakładano, że w akcji weźmie udział także flota LOT-u, ale firma miała kłopoty z wyczarterowaniem odpowiednich samolotów, a część załóg odmówiła latania do Izraela. Transport wzięła więc na siebie strona izraelska. Tak procedurę lądowania na płycie warszawskiego lotniska opisuje w książce „O kulisach III RP” Jerzy Dziewulski:

Dwie godziny przed przylotem moje transportery opancerzone plus radiowozy z załogą polsko-izraelską patrolują płytę lotniska. Do tego antyterroryści obstawiający lotnisko. Poza tym ciągle w gotowości są jeepy i helikopter Mi-2. Kiedy izraelska maszyna ląduje, przejmujemy ją na głównym pasie lądowania, dalej UAZ-ami jedziemy obok i za samolotem, kontrolujemy, by nikt nie wykręcił jakiegoś numeru, nie spowodował lotniczej katastrofy. […] Maszyny były stawiane na uboczu, chodziło o to, żeby zawsze były z każdej strony osłonięte, przesłonięte hangarem czy innym samolotem.

Po zaparkowaniu Boeing był odgradzany i pilnowany przez ludzi Dziewulskiego. Przestrzegano przy tym bardzo rygorystycznych zasad bezpieczeństwa. Jak wspomina Dziewulski:

W samolocie otwierały się drzwi, opuszczały się schody, wychodziło kilku oficerów ochrony z jednostki Sajjeret Matkal. Ich zadaniem było pilnować samolotu. Jeden siedział z przodu samolotu, drugi pilnował ogona. Do samolotu nie można było podejść, był jakby eksterytorialny… Jego bezpośrednią ochroną zajmowały się izraelskie służby specjalne.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Jerzego Dziewulskiego "O kulisach III RP" (Prószyński i S-ka 2019).

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Jerzego Dziewulskiego „O kulisach III RP” (Prószyński i S-ka 2019).

Zaznaczaliśmy pracownikom LOT-u, że strefa jest około 30–50 metrów, żeby jej, broń Boże, nie przekraczać. Nikt nie mógł wejść do samolotu. Nikt nie mógł podjechać, powiedzieć, że ma jakiś transport. Nikt nie mógł powiedzieć, że chce coś tu sprawdzić albo naprawić. Każdy ruch był kontrolowany.

Pod maszyną stał opancerzony transporter jednostki antyterrorystycznej, dwa inne patrolowały drogę kołowania. Na słupach z reflektorami siedzieli snajperzy, a na wieży kontrolnej przebywał za każdym razem izraelski oficer.

Początkowo odprawy pasażerów odbywały się w zamkniętym na ten czas terminalu lotniska. Potem jednak dla usprawnienia i przyspieszenia procedury przeniesiono je do hotelu, w którym nocowali emigranci. Przyjeżdżała tam specjalnie przeszkolona przez Izraelczyków polska ekipa, która dokonywała odprawy. Dzięki temu autobus na lotnisku mógł podjeżdżać bezpośrednio po samolot. Po wejściu pasażerów na pokład Boeing startował, a z boku towarzyszył mu śmigłowiec Mi-2. Podobno po to, by w razie wystrzelenia przez zamachowców rakiety przyjąć ją na siebie.

Słuszna sprawa

Jak wspomina Jerzy Dziewulski, ambasady państw arabskich, takich jak Syria czy Libia bardzo starały się poznać szczegóły operacji. Ich dyplomaci podjeżdżali pod Okęcie i z okien samochodów filmowali środki bezpieczeństwa. Próbowali też przekupić funkcjonariuszy zaangażowanych w „Most”.

"Trwało to blisko dwa lata, w trakcie których praktycznie nie miałem kontaktu z rodziną" - wspomina operację "Most" Jerzy Dziewulski.

fot.Fryta 73/CC BY-SA 2.0 „Trwało to blisko dwa lata, w trakcie których praktycznie nie miałem kontaktu z rodziną” – wspomina operację „Most” Jerzy Dziewulski.

Na szczęście podczas całej operacji nie doszło do żadnych prób ataku czy sabotażu. Akcja trwała dwa lata, od lata 1990 do kwietnia 1992 roku. Nie ma dokumentów z całościowymi danymi na temat liczby przerzuconych przez Polskę radzieckich Żydów. Szacuje się, że mogło to być od 29 do 40 tysięcy osób.

„Most” był największą akcją przeprowadzoną kiedykolwiek przez polskie służby specjalne. Dla Jerzego Dziewulskiego była to natomiast najcięższa operacja w życiu. „Trwało to blisko dwa lata, w trakcie których praktycznie nie miałem kontaktu z rodziną, że o kumplach nawet nie wspomnę. Po prostu całe noce i dni poświęcałem na pracę. Ale wiem, że sprawa była słuszna” – opowiada w książce „O kulisach III RP”.

Bibliografia

  1. Jerzy Dziewulski, Krzysztof Pyzia, O kulisach III RP, Prószyński i S-ka 2019.
  2. Dariusz Wilczak, Tajna operacja przerzutu Żydów, Fronda.pl 2015.
  3. Andrzej Fedorowicz, Most: Tajna operacja Mossadu w Polsce, Focus.pl 29.03.2013 (dostęp 03.05.2019).
  4. Tomasz Kozłowski, Jak organizowano tranzyt Żydów z ZSRR, „Polityka” 1.02.2017 (dostęp 03.05.2019).

Sprawdź, gdzie kupić „O kulisach III RP”:

 

Komentarze (18)

  1. Prawda historyczna Odpowiedz

    Wtedy właśnie Polski wywiad został podporządkowany uSRAelowi a następnie całkowicie zniszczony i zwasalowany przez CIA.

    • Obserwujący Odpowiedz

      Nie było żadnego polskieog wywiadu – była policja polityczna SB z wydziałem zagranicznym, jakim był I Departament MSW. Wszystkie cele i zadania wiazały sie tylko z utrzymaniem marionetkowej dyktatury podporządkowanej całkowicie ZSRS. Nie można zniszczyć czegoś, czego nie było. A że CIA zwasalizowało ? No cóż esbecy sami przewerbowlai sie, stąd ta hucpa z ratowaniem ich f-szy z Iraku. Każdy myślący polityk po prostu zwinąłby SB, Zwiad WOP, WSW i II Oddz. SG WP – zwolnił co do jego, wysłał na emeryturki, nie za wysokie i odciął od pracy w słuzbie publicznej. Działaczy PPR i PZPR należałob dożywotnio wykluczyć z życia publicznego nawet na poziomie gmin. Po 30 latach mielibyśmy już włąsny wywiad bez korznei i powiązań z aparatem czerwonych – to samo należało zrobić z milicją, wojskiem, WOP etc., etc. Ale nie zrobiono, dlatego próby nawet minimalnych zmian dziś napotykają na takie schody.

      Pomocy Żydom nie udzielił ZSRS chociaż mógł ich wysłać przez Morze Czarne statkami prosto do domu – nie chciał jednak ryzykować dobrych relacji ze Światem Arabskim. CO inneog Polska – pozwoliła esbekom i milicjantom na hucpę pt. MOST zeby mogli pobiec na słuzbę nowym mocodawcom. Oni nam za toz robili aferę finansową, jaka wydarzła się anjpierw u nich, a i tak na ich wdzieczność nie ma co liczyć. negatywny sotsunek do nich nie wziął się z powietrza, a współpraca włądz PRL z arabskimi ekstremistami była jeszcze głębasza niż późniejsza z Żydami. Nawet Rozłubirski dla nich wtedy rpacował ;-)

  2. Gmyz111 Odpowiedz

    Widze ze redakcja poprawiła tekst pod zdjeciem początkowo byl to Boeing 474 teraz jest poprawnie 747 gratulacje!😊

    • Nasz publicysta |Anna Winkler Odpowiedz

      @Gmyz111 – tak, to był nasz błąd. oczywiście chodziło o Boeinga 747! dziękujemy za czujność i zwrócenie uwagi! :)

  3. Janusz Bieszczadzki Odpowiedz

    Zawsze byliśmy idiotami,pomagaliśmy mośkom w czasie wojny i póżniej też a oni teraz na nas plują…………

  4. Śmiech na sali Odpowiedz

    To najbardziej zakłamana historyjka z okresu transformacji. Petelicki był wtedy naczelnikiem Wuydziału Ochrony Placówek Dyplomatycznych Departamentu Łączności MSZ. Szefował jednostce odpowiedajacej za ochronę placówek dyoplomatycznych wystawainej przez NJW MSW, po 13 lipca 1990r. nadzorowanej przez UOP. Od tej chwili przekształconą ją w Ośrodek Szkolenia Specjalistów Ochrony Placówek Dyplomatycznych, w drugiej połowie 1990 roku dzięki programowi antyterrorystycznemu Departamentu Stanu USA pojechali na szkolenie do Stanów i odtąd zaczęła sie hsitoryjka. Mili tylko ochrniać i szkolić, w 1992 roku byli przewidziani do likwidacji bo po sprawie małżeństwa państwa Serskis zajmujących sie reprezentowaniem polskich firm w Libanie podjęto decyzję o stworzeniu OSSOPD JW2305 na bazie …. już istniejącego pionu ochrony MSZ. Ale wypełniił on zadania i szef MSW rozkazał go zlikwidować. Dopiero Macierewicz cofnął tę decyzję, bo zrozumiał jaki potencjał w miedzyczasie stworzono w JW2305. De facto poza Wydziałem Zabezpieczenia SUSW w PRL nie było żadnej jednsotki do walki z terroryzmme, poza amatorskimi próbami. jakimi był też WZ SUSW pozbawiony wsparcia merytoryczneog z KGB gdzie w bloku UW była jedyna jednsotka faktycznie antyterrorystyczna. Dziewulski zajmował się tylko ochroną lotniska i samolotów, a jego nieetatowa grupa ‚specjalna” nie była żadną jednostką antyterrorystyczną w dzisiejszym rrozumieniu teog pojęcia. Cała tahistoryjak o MOST to stek bzdur służących autopromocji byłych pretorian PRL, którzy zajmowali sie umacnianiem zniewoilenia szarych obywateli np. podczas strajku w Wyższej Szkole Pożarnictwa, gdzie na prostetujacych nieuzbrojonych cywili z jendym magayznem broni gdzie mógł być co najwyżej kbks napadło ze smigłowców stado MO i ZOMO ;-) Bajki ciag dalszy, a gdyby taki vega miał jaja to zrobiłby serię ciekawych filmów i prawdziwych kulisach władzy III RP i farsy transformacji.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.