Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Arszenik na pryszcze, rtęć przeciwko hemoroidom. Najgłupsze lekarstwa w dziejach medycyny

Operacje niczym tortury i trujące lub obrzydliwe lekarstwa – dawni lekarze nie przebierali w środkach, gdy przychodziło im testować swoje pomysły w praktyce.

fot.Gaspare Traversi/domena publiczna Operacje niczym tortury i trujące lub obrzydliwe lekarstwa – dawni lekarze nie przebierali w środkach, gdy przychodziło im testować swoje pomysły w praktyce.

Dawniej lekarze nie przejmowali się etyką i gdy wpadali na pomysł nowej terapii, ochoczo wcielali go w życie. Nie można im przy tym odmówić fantazji. Pacjentom zalecali maści z kupy, inhalacje rtęcią oraz pocieranie się palcem nieboszczyka. Co jeszcze można było znaleźć w apteczce naszych przodków?  

W naszych czasach środki medyczne podlegają restrykcyjnym badaniom, które potwierdzają skuteczność i bezpieczeństwo ich działania. I choć czasem pacjenci omyłkowo pytają w aptekach o czopki z nitrogliceryny czy maść z cyjanku, naprawdę trudno zrobić sobie krzywdę, stosując się do zaleceń lekarzy.

Jednakże dawniej, kiedy medycyna nie stała jeszcze na tak wysokim poziomie, łatwo było o specyfiki bardziej szkodliwe niż pożyteczne. Niektóre mikstury okazywały się wręcz zabójcze…. Oto garść przykładów najgłupszych pomysłów lekarzy na „uzdrawianie” pacjentów.

Apteczka pełna metali ciężkich

Metale – szczególnie te trudne do uzyskania lub po prostu rzadko spotykane – długo znajdowały się na „celowniku” lekarzy. Ołów i srebro faktycznie są bardzo przydatne w wielu działach przemysłu i jubilerstwa, ale na pewno nie sprawdzają się jako środki medyczne.

Nie wiedzieli tego oczywiście uzdrowiciele praktykujący w XVI wieku, jak na przykład Ambroise Paré, który zalecał przykładanie wybielanych srebrem ołowianych płytek do wrzodów na skórze. Taki zabieg mógł oczywiście zabijać bakterie, ale cząsteczki metali dostające się do krwiobiegu z pewnością nie pomagały nieszczęsnemu pacjentowi.

Ambroise Paré (na ilustracji szykuje się do amputacji nogi pacjenta) miał wiele intrygujących pomysłów na temat właściwości „leczniczych” metali ciężkich i... odchodów.

fot.Ernest Board/Wikimedia/CC BY 4.0 Ambroise Paré (na ilustracji szykuje się do amputacji nogi pacjenta) miał wiele intrygujących pomysłów na temat właściwości „leczniczych” metali ciężkich i… odchodów.

Ale Paré nie poprzestawał na pocieraniu wrzodów. Jego sposobem na patologiczne zmiany kości powstające wskutek działania kiły, było rozcinanie mięśni i wcieranie rtęci bezpośrednio na kostne guzy. Nie trzeba chyba opisywać skutków ubocznych takiej terapii, nie mówiąc o cierpieniu, jakiego przysparzała choremu…

Środki „alchemiczne” ogólnie cieszyły się dawniej dużą popularnością. Sam ojciec współczesnej medycyny, Paracelsus, zalecał smarowanie wyprysków na skórze maścią z arszenikiem, a Aleksy Pedemontana polecał maść z rtęci na hemoroidy. Ten ostatni, dla lepszego wrażenia, dodawał do specyfiku olejek różany i mirrę.

Lata później, na początku XVIII wieku, zastąpiono arsen antymonem – bynajmniej nie mniej niebezpieczną dla zdrowia substancją. Podawano go w formie tak zwanej „wieczystej pigułki” – kapsułki wykonanej z trującego pierwiastka, wypełnionej rtęcią wymieszaną z cukrem i połykanej jako środek przeczyszczający. Co gorsza, „lekarstwo” to wykorzystywano wielokrotnie: po wypróżnieniu „odławiano” antymonową kulkę i ponownie napełniano zabójczą mieszanką. Zdarzały się nawet przypadki przekazywania tego dziwacznego i zdecydowanie niehigienicznego „medykamentu” w ramach spadku.

Czy wiesz, że ...

...Bizantyńczycy przez cały okres istnienia swojego imperium nazywali się „Rzymianami”? Uważali, że po upadku Wiecznego Miasta centrum cesarstwa przeniosło się do Konstantynopola. Nie we wszystkich aspektach dorastali jednak do poziomu swoich poprzedników - zwłaszcza, jeśli chodzi o armię.

...w 1680 roku szczytem mody w Moskwie był… polski kontusz? To, co polskie, uchodziło za lepsze i bardziej wyrafinowane. Nawet prosty lud wtrącał w rozmowach polskie słówka, a znajomość polskich obyczajów i literatury była w dobrym tonie.

...słynny Casanova w pewnym momencie życia chciał się ustatkować? Poważnie myślał o ślubie z tajemniczą Henriettą, która nie chciała zapewnić mu trwałego związku. W ramach rozstanie napisała tylko jedno słowo: „Żegnaj”.

...Polacy wcale nie zmarnowali zwycięstwa pod Grunwaldem? Zdaniem profesora Roberta Frosta bitwa doprowadziła do kryzysu, który zapoczątkował nową wojnę trzynastoletnią. I który doprowadził do ostatecznej klęski zakonu i do podziału jego ziem.

Komentarze (4)

  1. Maria Odpowiedz

    „Nie trzeba chyba komentować sensowności takiego postępowania – to kolejny przykład ukrywania praktycznej niewiedzy farmaceutów pod płaszczem mistycyzmu. Na podobnej zasadzie działają dziś wymyślne”
    Wiara w bigfarmaceutyczne cuda „leczące”ma się nadal doskonale.
    Pranie mózgu dokonywane jest konsensusami „naukowych” ekspertów.
    A prawda wyłazi jak dupa z pokrzywy ze statystyk. „leczenia” raka chemioterapią.
    5 lat przeżywa niewiele więcej niż 2 % pacjentów.
    Średniowieczne tortury były bardziej humanitarne (trwały krócej).
    Dziecko do 2 lat chemioterapii nie przeżywa NIGDY.

    Gdyby historykom się chciało sprawdzić okoliczności epidemii – okazałoby się, że ZAWSZE były i są związane z traumą wojen.
    A życiorysy „ojców” szczepionkarstwa to prawdziwy materiał na serial o konfabulantach i geszefciarzach.Vide Ludwiczek Pasteur ( życiorys LP napisał Gerald Geison na podstawie notatek uczonego).

    O „leczeniu” chorób serca trutką na szczury (pochodna kumarolu) nie warto wspominać.

  2. Jacek Odpowiedz

    Jako dziecko miałem straszne kłopoty z kurzajkami. Znęcała się nade mną cała ówczesna polska awangarda medyczna. Czego tam nie było! Zabiegi chirurgiczne, wypalanie, wymrażanie, rozmaite plastry i kleje, zioła rozmaite. Nic nie pomogło, było coraz gorzej i bardzo cierpiałem. I pewien stary lekarz powiedział, że kurzajki są efektem niedoboru arsenu w organiźmie. Zapisał mi wodny roztwór arszaniku. Miałem stopniowo dojść do podwójnej śmiertelnej dawki dziennej a następnie co równie ważne zejść z tej dawki stopniowo do zera. Dozowanie kontrolowali rodzice. Kuracja trwała 3 tygodnie. Żadnych efektów ubocznych. Tydzień po zakończeniu kuracji kurzajki uschły i bezboleśnie odpadły. To było 60 lat temu. Nie chorowałem zbyt wiele od tego czasu ale wrodzona wada kręgosłupa i niedawno udar niedokrwienny na skutek braku kontroli cholesterolu to też nie są drobiazgi. Mogę podsumować tak, że pomógł mi tamten dermatolog i niedawno internista lokalizując przyczynę bólu głowy w szyjnym kręgosłupie co zniwelowałem jedną tabletką diklofenaku sodu. Poza tym nie pomógł mi w życiu żaden lekarz. Dentystów nie liczę.
    Podobnie jak i w innych dyscyplinach ludzie nadal wiedzą bardzo niewiele. Kiedyś byli szamani, teraz częściowo wzięli na siebie funkcje szamana lekarz i ksiądz. Ale to nie jest duża różnica. Telewizory się naprawia. Ludzi się leczy.
    Dlatego też Drogi Autorze myślę, że wyśmiewanie praktyk Paracelsusa w XXI wieku jest bardzo ryzykowne.

    • Michał Procner Odpowiedz

      Szanowny Panie Jacku,

      Bardzo dziękuję za ciekawy komentarz, oczywiście ma Pan rację. Jeśli chodzi o wykorzystanie arsenu jako środka leczniczego, zgadza się – jego obecność w organizmie, w odpowiednich dawkach, jest bardzo ważna. Lekarz, który Pana leczył, na pewno doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ponieważ za jego decyzją stały współczesne badania medyczne.

      Jak powiedział wspomniany przez Pana Paracelsus, to dawka czyni truciznę. Arsen był dawniej stosowany na większą skalę i w ilościach znacznie przekraczających bezpieczne dla ludzkiego organizmu, stąd wzmianka na ten temat w artykule. Gdybym miał wchodzić w medyczne szczegóły działania każdego z wymienionych lekarstw, musiałbym napisać książkę, a nie krótki i nieco humorystyczny artykuł. Proszę o wyrozumiałość :)

      Pozdrawiam,
      Michał Procner

      • Qantii Odpowiedz

        Trojtlenek arsenu z powodzeniem jest obecnie stosowany w ostrej bialaczce promielocytowej. Wcześniej stosowano go w przypadku łuszczycy.
        Oprócz tego oczywiście, dawny salwarsan, w postaci maści w leczeniu kiły (później stosowano już penicyline).

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.