Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Najbardziej nieudane egzekucje w dziejach [18+]

Podczas wykonywania śmierci za pomocą krzesła elektrycznego często popełniano błędy, których skutki były makabryczne...

fot.domena publiczna Podczas wykonywania kary śmierci przy użyciu krzesła elektrycznego często popełniano błędy, których skutki były makabryczne…

Mogłoby się wydawać, że nie ma nic prostszego niż wykonanie kary śmierci. Zawiązanie sznura, chwycenie w ręce topora, albo podanie śmiercionośnego zastrzyku nie może chyba być aż tak trudne. Czy jednak na pewno?

Wykonanych nieudolnie wyroków śmierci było tak dużo, że aż ukuto na nie specjalny termin „botched executions” – spartaczone egzekucje. Ich wspólna cecha? Skazany bądź skazana cierpi dłużej lub bardziej niż to konieczne.

Nikt nie mówi, że pójście na szafot powinno być łatwe i przyjemne, ale humanitaryzm wymaga, by umieranie trwało możliwie jak najkrócej oraz nie przysparzało dodatkowych cierpień. I choć wielu stwierdzi: „a co tam, należało mu się!”, niektóre przypadki nieudolnie przeprowadzonych egzekucji naprawdę przyprawiają o mdłości.

Skróć ich o głowę!

Wyrok śmierci przez dekapitację mógł być wykonywany na różne sposoby w zależności od czasów i okoliczności. Winni (lub też niesłusznie oskarżeni) tracili głowę pod toporami, w wyniku cięcia mieczem lub pod gilotyną. Nie zawsze była to jednak szybka śmierć. Wiele zależało od sprawności kata lub stanu, w jakim było używane akurat narzędzie. Pamiętacie śmierć Anny Boleyn i to, jak Henryk VIII sprowadził dla niej najlepszego kata we Francji? W ten sposób oszczędził jej po prostu dodatkowych cierpień.

Henryk VIII nie był może najlepszym mężem, ale przynajmniej zadbał o to, by jego druga żona, Anna Boleyn, miała szybką i bezbolesną śmierć.

fot.domena publiczna Henryk VIII nie był może najlepszym mężem, ale przynajmniej zadbał o to, by jego druga żona, Anna Boleyn, miała szybką i bezbolesną śmierć.

W średniowiecznej Europie egzekucja za pomocą miecza zarezerwowana była dla przedstawicieli wyższych sfer. W renesansie mogli na nią „liczyć” już także gorzej urodzeni. Wprawny kat potrafił ściąć głowę skazańca za jednym zamachem, nawet gdy ten był w pozycji stojącej. Jeśli jednak mistrz ceremonii miał gorszy dzień lub po prostu nie był specem w swoim fachu, sprawy mogły potoczyć się znacznie gorzej…

W 1699 roku na karę śmierci za zabicie męża została skazana Angelique Tiquet. Paryżanka miała właśnie zostać ścięta, gdy zaczęło padać. Co się odwlecze, to nie uciecze. Po pół godzinie czekania kat w końcu przystąpił do dzieła, lecz w tym momencie kobieta odwróciła głowę, by poprosić go, żeby postarał się jej nie oszpecić. Przez to mężczyzna nie trafił i przeciął jej bok szyi; potem wykonał kolejną niecelną próbę. Zabił kobietę dopiero trzecim ciosem. A to i tak jeszcze nic. Ponoć w 1626 roku trzeba było aż 29 uderzeń miecza, by śmierć poniósł hrabia de Chalais. Aż ciężko sobie wyobrazić, jak taka egzekucja musiała wyglądać.

Johnatan J. Moore w swojej książce „Powiesić, wybebeszyć i poćwiartować” opisuje przypadek kata działającego w roku 1641, który tak spartaczył swoją pracę, że ledwie uszedł z życiem. Tłum był bowiem rozwścieczony jego niekompetencją i prawie dokonał na nim samosądu. Skazaną była wówczas młoda i ponoć wyjątkowo piękna Margaretha Voglin, dzieciobójczyni bez przestępczej przeszłości, która dokonała zbrodni (jak wiele kobiet w tamtych czasach), by ratować swój honor.

Gdy przyszło co do czego, kat zamachnął się i… trafił w oparcie krzesła, jedynie kalecząc Margharetę. Ta padła na kolana, błagając, by darowano jej życie, lecz od wyroku nie było ucieczki. Tymczasem również próba numer dwa okazała się nieudana – wykończona nerwowo kobieta straciła jedynie kawałek skóry na szyi. Na nic nie zdały się jej lamenty i wściekłość tłumu. Oprawca uznał, że do trzech razy sztuka i tym razem zawołał pomocnika do trzymania skazanej. W końcu dosłownie odpiłował jej głowę i gdyby nie uciekł gawiedzi, z pewnością skończyłby marnie.

Więcej o tym, jak przez wieki wykonywano karę śmierci w książce: „Powiesić, wybebeszyć i poćwiartować czyli historia egzekucji”:

Co ma wisieć…

A co mogło pójść nie tak w przypadku egzekucji przez powieszenie? Bardzo dużo! Przede wszystkim kat mógł użyć nieodpowiedniej długości sznura. Gdy był on za krótki, śmierć nie przychodziła dostatecznie szybko, gdy za długi – skazaniec często kończył bez głowy, bo ta urywała się pod jego ciężarem (tak skończył między innymi „Czarny Jack” Ketchum, który celowo utył przed egzekucją, co jego oprawca przegapił i nie dostosował liny do wagi przestępcy).

Zdarzało się też, że lina była na tyle długa, że skazany… dotykał stopami ziemi! O szybkiej śmierci nie było wówczas mowy. Kat i jego pomocnicy (a niekiedy i ochotnicy z tłumu) musieli uwiesić się na nogach niedoszłej ofiary, by ta w końcu się udusiła. Bywały jednak przypadki jeszcze bardziej spektakularne. Jonathan Moore opisuje taką właśnie sytuację:

Kat John Thrift spartaczył egzekucję Thomasa Reynoldsa w 1736 roku, za wcześnie odcinając go z szubienicy. Chociaż Reynolds wydawał się już martwy, nagle usiadł, gdy położono go w trumnie.

Thrift zaciągnął skazanego z powrotem na szafot, tłum jednak oszalał w wściekłości – zasada mówiąca, że nie można kogoś skazać dwa razy za to samo, jest wszak bardzo stara. Przestępcy nie powieszono więc po raz drugi, ale i tak zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.

Wcale nie tak łatwo jest kogoś powiesić, o czym boleśnie przekonało się wielu katów i skazanych.

fot.Antonio Pisano/domena publiczna Wcale nie tak łatwo jest kogoś powiesić, o czym boleśnie przekonało się wielu katów i skazanych.

Grzbiet spalony „jak wysmażony stek”

Choć nad udoskonalaniem pierwszych krzeseł elektrycznych pracował sam Thomas Edison, nie były one bynajmniej narzędziami idealnymi. Ofiary rażone prądem nie umierały od razu, bywało, że czynność musiano kilkakrotnie powtarzać.

Do najgorszych scen i co za tym idzie cierpień, dochodziło, gdy skazaniec przed śmiercią doznawał dotkliwych poparzeń, jego cało zaczynało płonąć, a oczy wypływały z oczodołów. W takiej sytuacji można raczej mówić o strasznych torturach, których skutkiem była śmierć, nie zaś o szybkiej egzekucji wyroku.

Nieszczęśnikiem, który jako pierwszy został zgładzony w ten sposób, był William Kemmler. Na karę śmierci skazano go za rozłupanie głowy konkubinie. Mężczyznę przygotowano do „zabiegu” a następnie wprowadzono na salę, gdzie czekało nie tylko narzędzie jego śmierci, ale też grupa świadków, w tym dziennikarze. Wszyscy oni, gdy opuszczali pomieszczenie, mieli ubrania przesiąknięte smrodem spalonego ciała. Jak do tego doszło?

Gdy operator urządzenia puścił prąd o napięciu 1000 woltów prosto do głowy Kemmlera, skazaniec po prostu zaczął się smażyć. Nikt nie wiedział, ile powinna trwać pierwsza egzekucja tego typu, więc była to trochę nauka na błędach. Prąd wyłączono po 17 sekundach i wydawało się, że cel został osiągnięty. Wtedy lekarze dostrzegli, że mężczyzna wciąż oddycha. Z jego warg spływała fioletowa piana, rzęził. W końcu wydał z siebie przerażający jęk, a jego ciało zaczęło dygotać.

Nie był to jednak koniec cierpień Kemmlera. Nim znowu podłączono elektrody (trwało to około dwóch minut), mokra gąbka, która odpowiadała za przewodnictwo prądu, zdążyła wyschnąć. Z tego powodu przy ponownym włączeniu urządzenia włosy i skóra głowy skazańca zaczęły się palić. Tego było już za wiele i dla niego (wreszcie zmarł) i dla przebywających w sali ludzi – część z nich zemdlała.

Pierwszym człowiekiem zabitym na elektrycznym krześle był William Kemmler.

fot.domena publiczna Pierwszym człowiekiem zabitym na elektrycznym krześle był William Kemmler.

Jonathan J. Moore w swojej książce opisuje, jak wyglądały zwłoki po tej nad wyraz nieudanej egzekucji. Na twarzy i ramionach Kemmler miał fioletowe plamy. Jego mózg zamienił się w zwęgloną bryłę, plecy były poparzone, a mięśnie grzbietu dosłownie spalone. Patolog prowadzący sekcję porównał je do… dobrze wysmażonego steku. Można się tylko domyślać, jak bardzo skazaniec cierpiał, zanim w końcu dokonał żywota.

(Nie)łaskawy zastrzyk śmierci

Odkąd w 1982 roku wykonano pierwszą karę śmierci przez zastrzyk, w USA jest to dominująca metoda pozbawiania życia skazańców – pewnie z powodu złudnego przeświadczenia, że tutaj nic nie może pójść nie tak.

Pierwszym etapem jest podanie barbituranów, które mają uśpić winnego, by nie wiedział, co się z nim później dzieje. Potem do akcji wkracza środek zwiotczający mięśnie, który ma za zadanie szybko unieruchomić płuca i uniemożliwić oddychanie. Na koniec podaje się chlorek potasu, który zatrzymuje akcję serca w fazie rozkurczu. Tyle w teorii. Historia pokazuje, że nie zawsze było tak idealnie.

Zdarzało się, że egzekucje wykonywane w ten sposób trwały blisko dwie godziny, a kilkudziesięciominutowe dogorywanie przestępcy nie należało bynajmniej do rzadkości. Ángel Nieves Díaz, skazany za zabicie właściciela klubu ze striptizem, pół godziny po podaniu środka znieczulającego był wciąż przytomny. Druga dawka także nie pomogła, więc gdy środki mające doprowadzić do śmierci skazańca zaczęły krążyć w jego żyłach, ten przez 24 minuty konał, wykrzywiając twarz w agonii. Nim w końcu wyzionął ducha, minęła ponad godzina.

Artykuł powstał m.in. w oparciu o książkę Jonathana Moore'a „Powiesić, wybebeszyć, poćwiartować, czyli historia egzekucji”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Artykuł powstał m.in. w oparciu o książkę Jonathana Moore’a „Powiesić, wybebeszyć, poćwiartować, czyli historia egzekucji”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Czemu tak się stało? Personel więzienia uważał, że leki nie zadziałały odpowiednio z powodu zniszczeń wątroby u Díaza. Okazało się jednak, że z narządem wszystko było w porządku – to wkłucia zostały źle przeprowadzone. Barbiturany nie trafiły do żył, a w miękka tkankę. Na lewym i prawym ramieniu doszło do bardzo silnych poparzeń; martwa tkanka odchodziła od zdrowej.

Złe podanie zabójczej substancji nie tylko sprawiło, że zamiast rozcieńczyć się w krwioobiegu, zniszczyła ona ciało skazanego (co samo w sobie zadało mu ogromny ból), ale jeszcze spowodowało, że nie zadziałała tak, jak powinna. Gdy zatem doszło do podania środka paraliżującego mięśnie i płuca, mężczyzna był wciąż przytomny. Jak czytamy w „Powiesić, wybebeszyć, poćwiartować”:

Skazaniec był świadomy w trakcie całej procedury. (…) Opuchlizna wokół szyi świadczyła o tym, że Diaz próbował bezskutecznie łapać powietrze. (…) prawdopodobnie był całkiem przytomny i odczuwał potworny ból, gdy pankuronium (środek na zwiotczenie mięśni, przyp. Z.P.) powoli go dusiło i wyłączało funkcje jego organizmu.

Co ciekawe, „spartaczono” także wykonaną za pomocą zastrzyku śmierci egzekucję jednego z najsłynniejszych seryjnych morderców, który występował w przebraniu klauna i w ten sposób zwabiał swoje niewinne ofiary. John Wayne Gacy został stracony 10 maja 1994. Na skutek nieudolności niedoświadczonego personelu podawane substancje stężały i 10 minut trwało usuwanie powstałego w ten sposób zatoru. Szacuje się, że w latach 1890–2010 w samych tylko Stanach aż 3% egzekucji było nieudanych. Ilu jeszcze – winnych i niesłusznie oskarżonych – ludzi musiało się nacierpieć? Tego zapewne się nie dowiemy.

Bibliografia:

  1. Botched Executions, Death Penalty Information Center (dostęp: 19.03.2019).
  2. Joel F. Harrington, The Unwanted Child: The Fate of Foundlings, Orphans, and Juvenile Criminals in Early Modern Germany, The University of Chicago Press 2009.
  3. Jonathan J. Moore, Powiesić, wybebeszyć, poćwiartować, Znak Horyzont 2019.
  4. Austin Sarat, Gruesome Spectacles: Botched Executions and America’s Death Penalty, Stanford Law Books 2014.

Więcej o tym, jak przez wieki wykonywano karę śmierci:

Więcej o tym, jak przez wieki wykonywano karę śmierci w książce: „Powiesić, wybebeszyć i poćwiartować czyli historia egzekucji”:

Czy wiesz, że ...

...Pietro Aretino, papieski kronikarz piszący zwykle utwory głęboko religijne, zasłynął jako ojciec literatury pornograficznej? Stało się tak za sprawą jego „Ragionamenti” i „Żywotów kurtyzan”, czyli dialogów opisujących życie kobiet lekkich obyczajów.

...za konstrukcję wodociągu między podnóżem Wawelu a zamkiem odpowiadał Jan z Dobruszki? Określano go w źródłach mianem ”magister cannalium” czy „rurmistrzem”. Do jego obowiązków należało również utrzymanie wszystkich instalacji kanalizacyjnych w dobrym stanie.

...w noc poślubną Piotr, mąż przyszłej carycy Katarzyny II nie spieszył się do żony, bo w międzyczasie… zamówił kolację. A gdy w końcu zjawił się w komnacie, śmierdzący alkoholem i tytoniem, niemal natychmiast zasnął.

...w czasie kryzysu lat czterdziestych XVII wieku kolonie złagodziły problemy finansowe Nowej Anglii, wykorzystując wampum, czyli pas wykonany z muszelkowych paciorków, jako legalny środek płatniczy? 

Komentarze (11)

  1. Jarek Odpowiedz

    „Oprawca uznał, że do trzech razy sztuka i tym razem zawołał pomocnika do trzymania skazanej.”

    To musiał być bardzo odważny pomocnik.

    • Członek redakcji |Maria Procner Odpowiedz

      Drogi Marcinie, słowo „bynajmniej” w tym tekście użyte jest poprawnie (wystarczy podmienić w zdaniach na sugerowane „przynajmniej”, by przekonać się, że w drugiej wersji nie miałyby one sensu) – funkcjonuje tu jako wzmocnienie zaprzeczenia i – w uproszczeniu – można je zamienić na „wcale nie”. Funkcja „bynajmniej” jako wyłącznie zaprzeczenia pojawia się w nieco innych kontekstach. Odsyłam tu choćby do poradni PWN.
      Pozdrawiam serdecznie

      • Kamil S. Odpowiedz

        Z tym „bynajmniej” autor zarzutu faktycznie nie trafił. A propos błędów: z przykrością stwierdzam, że jest ich sporo w tekście – interesującym zresztą. Szkoda, bo błędy językowe i edytorskie psują lekturę. I uderzają w autorkę – z tym większą siłą, że jest ona polonistką. Wybrałem kilka błędów. Byłbym wdzięczny za ich znalezienie i poprawienie.

        „podczas wykonywania śmierci za pomocą krzesła elektrycznego”
        „nie ma nic prostszego, niż wykonanie kary śmierci”
        „lub stanu w jakim było używane akurat narzędzie”
        a pomocą zastrzyka”
        „przestępcy nie powieszono więc po drugi raz”
        „porównał je do… dobrze wysmażonego steka”

        • Członek redakcji |Maria Procner

          Bardzo dziękujemy za czujność. Jeśli zainteresował Pana artykuł, polecam również lekturę książki „Powiesić, wybebeszyć i poćwiartować” – znajdzie Pan tam jeszcze więcej informacji na temat sposobów przeprowadzania egzekucji. Pozdrawiamy serdecznie

  2. FAUST Odpowiedz

    ZUZIA taka nieduża, mam mieszane uczucia z Twoich niecodziennych zainteresowań „kulturą ” śmierci, ja na sam widok tytułu dostałem & dostaję dreszczy, nigdy nie pogodzę się z ideologią rasy panów siejących przerażenie śmiercią, gwałtów , wszystkim co zaprzecza ideom humanizmu , a muszę również odnieść się do zaśmiecania umysłów młodzieży tudzież innym różnym dewiantom ,np. latającym po Krakowie czy Warszawie z maczetami . Pamiętam , kiedyś głośną historię dzieciaków, którzy z ciekawości jak zabija się człowieka,zabili kolegę, masz makabryczny umysł i daremny twój trud jeśli podejmiesz temat aby mi cuś cycuś wytłumaczyć, domyślam się że chciałaś zszokować czytelników tych marnych historii, jak by nie patrzał, udało ci się mnie zaszokować. Teraz zapewne już ręca mi nie zadrży gdy będę celował do kobiety, jesteś kobietą ? CZY ABY NAPEWNO , bo zwątpiłem dzisiaj w człowieka, a idąc tym twoim torem myślenia zwątpiłem również iż ” człowiek to brzmi dumnie” .

    • Anonim Odpowiedz

      Faustusie …
      Idee humanizmu … Ideologia rasy panow … Dzieci masz? Sadze ze nie. Ale wyobrazmy sobie ze ktos torturuje i gwalci i zabija ci corke.
      Pogadamy wtedy o humanizmie…

  3. Anonim Odpowiedz

    Myślę, że od tych ciekawostek historycznych coś sire komos pomieszało zupełnie w głowach i że myśli d… zamiast głową pisząc takie informacje: Jeżeli kat ożył za krótkiego sznura, to tak zwana śmierć przychodziła zbyt długo.

    Czyli na zbyt krótkim sznurze dyndał sobie ktoś i czekała aż przyjdzie do niego śmierć.
    A natomiast kiedy ożyto za długiego szura i taki powieszony podpierał sie nogami o ziemie to ten sznur za długi urwał mu wcześniej głowę ta głowa urywała się pod jego ciężar. To nasze głowy które nosimy a stoimy całymi stopami na ziemi to według tego twierdzenia już dawno by sie nam pourywały pod naszym ciężarem.

    To raczej gówa tego co to zbiera te ciekawostki historyczne pod ich cieżarem zaczeła używać d… do myślenia bo głowa już spadła od tego ciężaru tych ciekawostek historycznych stała się tak ciężka że spadła na ziemie.
    Człowieku żeby głowa urwała się zawieszone na sznurze na wysokości szyi to owszem i sznur musi być odpowiednio długi ale o szubienica wysoka żeby w chwili spadania powstały w tak zwanym punkcie zero takie różnice działających przeciwstawnych siła działajacych w przeciwnych kierunkach, które ciało człowieka rozerwały by na dwie części i to dokładnie w miejscu ich punktu styku.
    Tak rozrywano człowieka na 4 części przywiązując jego ciało sznurami do rąk i nóg a te do koni które prowadzono w cztery strony i każda w inna . To także były tak zwane tortury.
    Chłopie zacznij myśleć o tym co piszesz. PISZESZ W TYCH CIEKAWOSTKACH HISTORYCZNYCH I TAKIE BZDURY JAK TO ŻE CZŁOWIEK SKACZĄCY Z WYSOKOŚCI i PIETRA NA ZIEMIE Z MA ZAŁOŻONY SZNUR DŁUGOŚCI 2 M NA SZYI TO URWIE SOBIE GŁOWĘ.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.