Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Zemsta za milion pomordowanych. Spektakularny bunt w obozie śmierci w Treblince, o którym każdy powinien pamiętać

Dym nad płonącym obozem był widoczny z daleka. Zdjęcie z książki "Treblinka 43. Bunt w fabryce śmierci".

fot.F. Ząbecki/ŻIH.TRE. 006 Płonący obóz po wybuchu buntu więźniów, Fot. F. Ząbecki, 2.08.1943. Zbiory Żydowskiego Instytutu Historycznego. Zdjęcie z książki „Treblinka 43. Bunt w fabryce śmierci”.

Tym razem nie chodziło tylko o ucieczkę. „Postanowiliśmy zniszczyć obóz” – opowiada jeden z ocalałych. Więźniowie, którzy byli świadkami śmierci nawet miliona Żydów, pragnęli wolności, ale też zemsty. To właśnie dostali. Ale za jaką cenę?

Nie da się rozstrzygnąć, w którym dokładnie momencie w głowach więźniów Treblinki pojawił się pomysł wzniecenia buntu. Niewykluczone, że przygotowujący powstanie komitet organizacyjny powstał zaraz po tym, jak w lipcu 1942 roku uruchomiono obóz mający na celu eksterminację ludności żydowskiej.

Jeden z uczestników spisku, Jankiel Wiernik, wspomina, że „komendanta” tajnego sprzysiężenia wybrano już w sierpniu, niecały miesiąc później.

Spiskowcy

Został nim najprawdopodobniej inżynier Marceli Galewski, pełniący funkcję „starszego obozu”. Cieszył się on dużym poważaniem zarówno wśród współwięźniów, jak i… wśród Niemców, którzy pozwalali mu nosić pejcz. Nigdy go zresztą nie użył.

Kto jeszcze należał do ścisłej czołówki obozowej konspiracji? Trudno stwierdzić to ze stuprocentową pewnością. Wspomnienia ocalałych znacznie się między sobą różnią. Przyjmuje się, że bliskim współpracownikiem Galewskiego był pochodzący z Częstochowy Alfred Bohem. Działał z nimi też czeski porucznik Želo Bloch.

Ze stacji kolejowej w Treblince do obozu zagłady prowadziła bocznica kolejowa.

fot.domena publiczna Ze stacji kolejowej w Treblince do obozu zagłady prowadziła bocznica kolejowa.

Grupa przywódców obejmowała – jak wylicza współczesny badacz historii Treblinki i wnuk jednego z więźniów, Yoram Lubling – cztery do pięciu osób. Lubling dodaje do niej także swojego dziadka, Moshe, który zginął w trakcie buntu. Szacuje też, że w całym obozowym ruchu oporu działało około 60 spiskowców. Nie wszyscy dożyli wybuchu powstania. Nie doczekał go na przykład doktor Julian Chorążycki, który zginął w kwietniu 1943 roku.

Co ciekawe, mniej więcej w tym samym czasie plan ataku na obóz przygotowywały także stacjonujące w pobliżu oddziały Armii Krajowej. Z zamierzeń tych nic jednak nie wyszło.

Plan

W tym czasie czekano już tylko na odpowiedni moment. „Z wiosną postanowiliśmy wyzwolić się albo zginąć” – opowiada Jankiel Wiernik. Pierwszy termin został wyznaczony na początek maja. Kolejny w połowie czerwca, następnie 12 lipca… Niestety, za każdym razem coś stawało spiskowcom na przeszkodzie. Nic dziwnego, że napięcie wśród więźniów rosło z każdym dniem. „Nie możemy już dłużej czekać. Każdy dzień jest dla nas jak cały rok” – wspominał Jechiel Rajchman, jeden z członków tajnej grupy.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Michała Wójcika "Treblinka 43. Bunt w fabryce śmierci", wydanej nakładem wydawnictwa Znak Literanova.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Michała Wójcika „Treblinka 43. Bunt w fabryce śmierci”, wydanej nakładem wydawnictwa Znak Literanova.

Ostateczną datę powstania wyznaczono na 2 sierpnia 1943 roku. W obozie przebywało wówczas mniej niż tysiąc więźniów. Jak podkreśla Michał Wójcik, autor nowej książki „Treblinka 43. Bunt w fabryce śmierci”, czas naglił coraz bardziej:

Tymczasem wydaje się, że wielkie doły śmierci zaczynają już świecić pustkami. Że oto właśnie kończy się niszczenie śladów po milionie zagazowanych ludzi. Rozsypanie ostatnich popiołów i łubin, który już zaczął na dobre wschodzić nad pierwszymi zasypanymi grobami, to dla spiskowców znak, że nie tylko zakończyła się zagłada wszystkich polskich Żydów, ale że teraz pora na więźniów Treblinki. Że za chwilę zostanie zlikwidowany cały obóz i jego obsługa.

Plan został dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Każdy z uczestników spisku, zarówno ci z Treblinki I, czyli obozu pracy, jak i z Treblinki II – obozu zagłady, miał ściśle wyznaczone zadanie. Ustalono, że do momentu usłyszenia sygnału rozpoczęcia – dwóch strzałów z obozu pierwszego – praca będzie przebiegała możliwie normalnie.

Jankiel Wiernik, jeden z uciekinierów z Treblinki, po zakończeniu wojny stworzył makietę obozu.

fot.domena publiczna Jankiel Wiernik, jeden z uciekinierów z Treblinki, po zakończeniu wojny stworzył makietę obozu.

Jeszcze przed rozpoczęciem walk więźniowie musieli zdobyć i rozdać broń. Na szczęście już wcześniej zdobyli zapasowy klucz do niemieckiego arsenału. Dzięki temu przynajmniej niewielka garstka była uzbrojona. Z zasady wybierano tych, którzy przeszli wcześniej przeszkolenie wojskowe i mogli z posiadanego karabinu czy pistoletu zrobić najlepszy użytek.

Jak wyobrażano sobie przebieg samej akcji po tym, jak padną pierwsze strzały? Plan zmieniał się wielokrotnie. Ostatecznie stanęło na tym, że jako pierwszy zabity zostanie Kurt Franz, najbardziej znienawidzony esesman, nazywany „Lalką”. Wsławił się on między innymi tym, że wytresował swojego psa tak, by na rozkaz atakował Żydów, gryząc ich w okolicach genitaliów.

Śmierć „Lalki” była jednak tylko jednym z celów spiskowców. Jak opowiada Rajchman:

Kilku towarzyszy wyznaczono do podpalenia komór gazowych. Innym powierzono zadanie zabicia esesmanów i Ukraińców i przejęcia ich broni. Kilku mężczyzn, którzy pracują blisko stanowisk obserwacyjnych, ma spróbować odciągnąć uwagę Ukraińców za pomocą złota.

Kurt Franz, zwany "Lalką", był jednym z najbardziej znienawidzonych esesmanów w obozie.

fot.domena publiczna Kurt Franz, zwany „Lalką”, był jednym z najbardziej znienawidzonych esesmanów w obozie.

Parę osób wysłano też oczywiście do forsowania ogrodzenia. Przywódcy rewolty chcieli uwolnić jak najwięcej osadzonych. W tym celu, jak podaje Michał Wójcik, część grupy, obejmująca głównie dowódców, wśród których był między innymi Moshe Lubling, złożyła najprawdopodobniej przysięgę. Zobowiązali się, że będą walczyli do końca, by osłaniać innym drogę.

2 sierpnia, po południu

Wyznaczony dzień okazał się wyjątkowo upalny. „Słońce świeciło i przez nędzne, małe, zakratowane okienka promienie jego wkradały się do naszych baraków” – referuje Wiernik – „Każdy czuł ważność chwili. Myślano o wolności. Obrzydło już wszystko. Zemsta na katach i wolność”. Podobne wrażenia przywołuje Samuel Willenberg, kolejny więzień, któremu udało się uciec:

Ten dzień był dla nas dniem wyjątkowym. Mieliśmy nadzieję, że spełni się w nim to, o czym od dawna marzyliśmy. Nie myśleliśmy, czy pozostaniemy przy życiu. Jedyne, co nas absorbowało, to myśl, żeby zniszczyć fabrykę śmierci, w której się znajdowaliśmy.

" Jedyne, co nas absorbowało, to myśl, żeby zniszczyć fabrykę śmierci, w której się znajdowaliśmy" - wspomina Samuel Willenberg, jeden z buntowników z Treblinki.

fot.Adrian Grycuk/CC BY-SA 3.0 pl ” Jedyne, co nas absorbowało, to myśl, żeby zniszczyć fabrykę śmierci, w której się znajdowaliśmy” – wspomina Samuel Willenberg, jeden z buntowników z Treblinki.

Początkowo wydawało się, że powstańcom sprzyja szczęście. Okazało się, że część strażników wybiera się nad rzekę, żeby się wykąpać. Zmniejszało to siły wroga, choć więźniowie wciąż mieli przeciwko sobie kilkudziesięciu esesmanów i około stu Ukraińców, pełniących funkcje strażników. Niestety okazało się, że jednym z tych, którzy opuścili obóz, był „Lalka”. W ten sposób uniknął konfrontacji z więźniami.

Kolejne części planu poszły niemal jak z płatka. Niezwykle trudna operacja wyniesienia broni z arsenału powiodła się świetnie. Udało się zdobyć 20 karabinów, karabin maszynowy i mnóstwo granatów. Ich przeniesieniem zajęło się komando kartoflarzy – pod samym nosem Niemców! „20 metrów obok, w swoim gabinecie powinien teraz siedzieć komendant Stangl” – opisuje Wójcik w książce „Treblinka 43. Bunt w fabryce śmierci”. A jednak nikt nic nie zauważył!

Akcja przebiegała pomyślnie, ale rozpoczęto ją wcześniej niż należało. Pierwsze działania przewidziano na okolice godziny 16.30, tak, by przechwycić przyjeżdżający wcześniej do Treblinki I transport niespełna siedmiuset polskich więźniów. Spiskowcy mieli nadzieję, że dołączą oni do buntu, pomogą spalić obóz, a później wraz z Żydami uciekną do lasu i stworzą oddział partyzancki.

„W szatańskim jakby tańcu płonęły niemieckie baraki”

Niestety, pierwsze strzały padły przedwcześnie, między 15.30 a 16.00. Więźniowie byli zdani na siebie. Początkowo w obozie zapanował chaos. Spiskowcy informowali pozostałych, co się dzieje, i namawiali do ucieczki. Przyłączyło się do nich ponad 400 osób. Nie wszyscy. Mniej więcej stu więźniów postanowiło zostać. Nie mieli siły lub odwagi, by uciekać…

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Michała Wójcika "Treblinka 43. Bunt w fabryce śmierci", wydanej nakładem wydawnictwa Znak Literanova.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Michała Wójcika „Treblinka 43. Bunt w fabryce śmierci”, wydanej nakładem wydawnictwa Znak Literanova.

Część buntowników zgodnie z planem forsowała ogrodzenie. Udało się je przerwać w trzech miejscach. W tym czasie znajdujący się wśród konspiratorów zawodowi żołnierze zapewniali pozostałym osłonę. Jednym z nich był Rudi Masarek, przez część osadzonych mylnie uznawany za syna byłego czeskiego prezydenta Masaryka. Wraz z drugim więźniem, pochodzącym również z Czech, przeniósł on na teren znajdującego się w obozie zwierzyńca karabin maszynowy. Znalazł się w środku tej części Treblinki, gdzie mieszkali strażnicy. Zaczął ich ostrzeliwać, krzycząc, że to zemsta za jego żonę i nienarodzone dziecko.

W pierwszej fazie walki udało się zabić kilku esesmanów i strzegących obozu Ukraińców. W tym czasie obóz stał już w ogniu. „W szatańskim jakby tańcu płonęły niemieckie baraki” – wspomina Willenberg – „Wyschnięte gałęzie sosny wplecione w płot płonęły jak wąż, który ciągnie za sobą ognisty ogon”. Paliła się stacja kolejowa, przy której umieszczono magazyn zrabowanych dóbr. Płonęła też część mniejszych i starszych komór gazowych. Główny budynek krematorium się jednak nie zapalił.

Cała akcja trwała około pół godziny. Za więźniami wkrótce ruszył pościg: esesmani razili uciekających ogniem z umieszczonego na dachu samochodu karabinu maszynowego. Udało im się dopaść wielu – ale nie wszystkich. Zresztą spiskowcy często woleli zginąć, niż wracać do obozu. Tak Rajchman pisze o Masarku, któremu udało się w ostatniej niemal chwili przejść przez ogrodzenie:

Kiedy widzi, że mordercy zbliżają się do nas, wyciąga żyletkę z kieszeni i podcina sobie żyły. Krew trysnęła z jego nadgarstków. Próbuję go powstrzymać, ale nie dało się go przekonać, ogarniętego strachem przed wpadnięciem raz jeszcze w ręce morderców.

W wyniku rewolty obóz został zdemolowany i spalony.

fot.Little Savage/domena publiczna W wyniku rewolty obóz został zdemolowany i spalony.

Koniec Treblinki

Ilu więźniom udało się uciec i przeżyć? Szacuje się, że około 400 rebeliantów zginęło w trakcie pościgu. Około stu uciekło i dotarło do Warszawy. Wojnę przeżyło 70-80 z nich. Straty wroga były oczywiście znacznie mniejsze. Padło kilku esesmanów i dalszych kilku, najwyżej kilkunastu Ukraińców.

Bunt oznaczał jednak koniec Treblinki. Obóz został zdemolowany. „To oznacza, że powstanie było spektakularną akcją i – z militarnego punktu widzenia – zakończyło się wielkim sukcesem” – podsumowuje Wójcik w książce „Treblinka 43. Bunt w fabryce śmierci”. Krócej i bardziej dobitnie ujął to Willenberg, pisząc po prostu, że piekło zostało spalone.

Bibliografia:

  1. Yoram Lubling, Twice-dead. Moshe Y. Lubling , the Ethics of Memory, and the Treblinka Revolt, Peter Lang 2007.
  2. Chil Rajchman, A Survivor’s Memory, Maclehose Press 2011.
  3. Treblinka Death Camp Revolt. August 1934 (Testimonies), HolocaustResearchProject.org.
  4. Jankiel Wiernik, Rok w Treblince, Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa 2003.
  5. Samuel Willenberg, Bunt w Treblince, Biblioteka “Więzi” 2004.
  6. Michał Wójcik, Treblinka ’43. Bunt w fabryce śmierci, Znak 2018.

Dowiedz się więcej o buncie w fabryce śmierci

Treblinka

 

Czy wiesz, że ...

...chcąc zwrócić na siebie uwagę i skłonić Hitlera do małżeństwa z nią, Ewa Braun dwukrotnie próbowała popełnić samobójstwo, w 1932 i 1935 roku. Mimo to Hitler pozostawał niewzruszony na jej wołanie o uwagę i nie zamierzał wchodzić z nią w formalny związek.

...według źródeł sowieckich na dzisiejszym obszarze Polski „wyzwoliciele” zdemontowali i wywieźli 1119 przedsiębiorstw? Ich łupem padły także tysiące kilometrów linii kolejowych, elektrycznych, telefonicznych, niezliczone ilości surowców, środków transportu, płodów rolnych, bydła, trzody chlewnej…

...nie dla wszystkich moment zakończenia II wojny światowej okazał się radosny? 9 maja 1945 roku ruszył kolejny transport na wschód, wiozący na Kołymę grupę polskich jeńców.

... zdarzało się, że ciała Polaków pomordowanych na Wołyniu grzebali później ci sami ludzie, którzy ich zabili? Po wrzuceniu ciał do mogił, ubijali łopatami ziemię i odchodzili jak gdyby nigdy nic.

Komentarze (22)

    • Anonim Odpowiedz

      I to jeszcze nie jest straszne. Straszne jest to, że chore z nienawiści „plemię żmijowe” niszczy każdego, kto głosi o nich prawdę. Polakom sadzą nic nie warte drzewka, a w zamian, od wieków, plują na nas, żądają pieniędzy i zwrotu jakichś nieruchomości. Czy doktor Winkler to rozumie? Albo jest Żydówką, albo dwużydzianem Polaka.

      • europejski43 Odpowiedz

        NARÓD MORDERCÓW I NIEWOLNIKÓW , Tomasz Piątek o książce Stefana Zgliczyńskiego Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali.​

        ​Zgliczyński opowiada o naszym, polskim mordzie, nie nazistowskim, nie komunistycznym, tylko narodowo-katolickim.​
        Proponuję, żeby wreszcie stworzyć podręcznik prawdziwej nowożytnej historii Polski.

        No cóż, może właśnie ten kraj, który najbardziej jest chory, powinien najbardziej radykalnie się leczyć. A poza tym – skoro my, Polacy, mamy nasze zupełnie nieuzasadnione pretensje do niezwykłości, to zróbmy raz w historii coś rzeczywiście niezwykłego i oryginalnego, czego inni raczej nie robią. Zacznijmy mówić prawdę o sobie. Przyjmijmy prawdę za podstawę naszej narodowej narracji. Przyznajmy się: tak, jesteśmy narodem morderców i niewolników.
        ​Dla jasności i dobitności, pozwolę sobie wyliczyć tezy przekonująco udowodnione przez Zgliczyńskiego:
        – po pierwsze, już przed wojną Polacy (i to nie tylko ONR i endecy, ale także sanacyjny rząd) przygotowywali się do antysemickiej czystki etnicznej (i nie chodzi tu tylko o słynny Madagaskar; polscy wysłannicy rozmawiali z Hitlerem o przesiedleniu Żydów do innych kolonii);
        – po drugie, korzystając z przyzwolenia (nieraz cichego) Niemców, Polacy niemal od pierwszych dni okupacji rozpoczęli rzeź Żydów (czasem zabijali ich samodzielnie, czasem rękami hitlerowców, którym wydawali swoje ofiary); ta rzeź wykorzystywała hitleryzm (Hitler stworzył dla niej okazję i przychylny klimat), ale z hitleryzmu nie wynikała: była logiczną konsekwencją przedwojennej polskiej ideologii antysemickiej, głoszonej przez rząd, prawicę i – co szczególnie ważne na wsi – przez Kościół
        – po trzecie, Państwo Podziemne nie tylko nie powstrzymywało morderców i szmalcowników, ale jego żołnierze mordowali Żydów w lasach oraz podczas powstania warszawskiego; dotyczy to nie tylko zbrodniczej formacji NSZ, ale także AK; bezpieczne dla Żydów były tylko niektóre (podkreślam, niektóre) oddziały AL; uwielbiani i wynoszeni na pomniki bohaterowie podziemia, tacy jak „Ogień” czy „Barabasz”, byli w rzeczywistości masowymi mordercami;
        – po czwarte, mordowanie Żydów trwało po wojnie; znikło hitlerowskie przyzwolenie, zaczęły się komunistyczne zakazy, a mimo to życie Żydów nadal było zagrożone, nie tylko ze strony antykomunistycznego podziemia i nie tylko podczas słynnych pogromów; tłum spontanicznie linczował powracających Żydów w pociągach i na stacjach kolejowych, strzelała do nich „ludowa” milicja i „ludowe” wojsko;
        – po piąte, nieliczni Sprawiedliwi byli traktowani przez ogół Polaków jak zdrajcy narodu;
        – po szóste, podczas wojny na terenie Polski zginęło z rąk Polaków o wiele więcej Żydów niż Niemców.
        Te wszystkie tezy, poparte faktami, liczbami i świadectwami, pozwalają Zgliczyńskiemu na zadanie prowokacyjnego, ale nieodparcie nasuwającego się pytania: czy II wojna światowa była dla Polaków wojną polsko-niemiecką czy jednak przede wszystkim polsko-żydowską?

        To straszna narracja. Ale prawdziwsza, a więc i bardziej interesująca niż fałszywa i nudna do wyrzygania opowieść o Polsce Zawsze Dziewicy, Moralnie (Ale Tylko Moralnie) Zwycięskiej.

        • Anonim

          Żydzi sami się wymordowali ,nie brali udziału tylko w dwu etapach zagłady swoich rodaków,a mianowicie w konwojowaniu pociągów do obozów śmierci i nie rzucali cyklonu B.Żydów do getta zebrały żydowskie Judenraty. Za ogrodzenie getta Żydzi zapłacili sami i sami zbudowali mur.W Warszawskim getcie było
          2500 żydowskich policjantów ,50 Niemców i 250 Ukraińców i 250 Lotyszy. Ci żydowscy policjanci spędzili około 300 tyś. swoich rodaków do wagonów wiodących ich na zagładę.W obozach odbierali wiezniom ich własność ,razem z ubraniami ,sami ich strzygli ,kierowali do komór gazowych ,potem poszukiwali trupy ,wyrywali złote zeby. Następnie palili zwłoki i rozsypywali popioly. Gdzie byli Niemcy ,zapewniali logistykę i pilnowali więźniów razem z Ukraincami i Lotyszami ,oraz rzucali do komór cyklon B.Żydzi żydom zgotowali ten los.A że posiadała część z nich Polskie obywatelstwo to ,tylko osioł może mówić o winie Polaków.

    • europejski43 Odpowiedz

      NARÓD MORDERCÓW I NIEWOLNIKÓW , Tomasz Piątek o książce Stefana Zgliczyńskiego Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali.​

      ​Zgliczyński opowiada o naszym, polskim mordzie, nie nazistowskim, nie komunistycznym, tylko narodowo-katolickim.​
      Proponuję, żeby wreszcie stworzyć podręcznik prawdziwej nowożytnej historii Polski.

      No cóż, może właśnie ten kraj, który najbardziej jest chory, powinien najbardziej radykalnie się leczyć. A poza tym – skoro my, Polacy, mamy nasze zupełnie nieuzasadnione pretensje do niezwykłości, to zróbmy raz w historii coś rzeczywiście niezwykłego i oryginalnego, czego inni raczej nie robią. Zacznijmy mówić prawdę o sobie. Przyjmijmy prawdę za podstawę naszej narodowej narracji. Przyznajmy się: tak, jesteśmy narodem morderców i niewolników.
      ​Dla jasności i dobitności, pozwolę sobie wyliczyć tezy przekonująco udowodnione przez Zgliczyńskiego:
      – po pierwsze, już przed wojną Polacy (i to nie tylko ONR i endecy, ale także sanacyjny rząd) przygotowywali się do antysemickiej czystki etnicznej (i nie chodzi tu tylko o słynny Madagaskar; polscy wysłannicy rozmawiali z Hitlerem o przesiedleniu Żydów do innych kolonii);
      – po drugie, korzystając z przyzwolenia (nieraz cichego) Niemców, Polacy niemal od pierwszych dni okupacji rozpoczęli rzeź Żydów (czasem zabijali ich samodzielnie, czasem rękami hitlerowców, którym wydawali swoje ofiary); ta rzeź wykorzystywała hitleryzm (Hitler stworzył dla niej okazję i przychylny klimat), ale z hitleryzmu nie wynikała: była logiczną konsekwencją przedwojennej polskiej ideologii antysemickiej, głoszonej przez rząd, prawicę i – co szczególnie ważne na wsi – przez Kościół
      – po trzecie, Państwo Podziemne nie tylko nie powstrzymywało morderców i szmalcowników, ale jego żołnierze mordowali Żydów w lasach oraz podczas powstania warszawskiego; dotyczy to nie tylko zbrodniczej formacji NSZ, ale także AK; bezpieczne dla Żydów były tylko niektóre (podkreślam, niektóre) oddziały AL; uwielbiani i wynoszeni na pomniki bohaterowie podziemia, tacy jak „Ogień” czy „Barabasz”, byli w rzeczywistości masowymi mordercami;
      – po czwarte, mordowanie Żydów trwało po wojnie; znikło hitlerowskie przyzwolenie, zaczęły się komunistyczne zakazy, a mimo to życie Żydów nadal było zagrożone, nie tylko ze strony antykomunistycznego podziemia i nie tylko podczas słynnych pogromów; tłum spontanicznie linczował powracających Żydów w pociągach i na stacjach kolejowych, strzelała do nich „ludowa” milicja i „ludowe” wojsko;
      – po piąte, nieliczni Sprawiedliwi byli traktowani przez ogół Polaków jak zdrajcy narodu;
      – po szóste, podczas wojny na terenie Polski zginęło z rąk Polaków o wiele więcej Żydów niż Niemców.
      Te wszystkie tezy, poparte faktami, liczbami i świadectwami, pozwalają Zgliczyńskiemu na zadanie prowokacyjnego, ale nieodparcie nasuwającego się pytania: czy II wojna światowa była dla Polaków wojną polsko-niemiecką czy jednak przede wszystkim polsko-żydowską?

      To straszna narracja. Ale prawdziwsza, a więc i bardziej interesująca niż fałszywa i nudna do wyrzygania opowieść o Polsce Zawsze Dziewicy, Moralnie (Ale Tylko Moralnie) Zwycięskiej.

  1. Barracuda Odpowiedz

    Tak dla porządku matematycznego, skąd wzięła się ta liczba „milion”. A dlaczego nie sześć milionów na przykład ? Holobiznes trwa w najlepsze :(

  2. Anonim Odpowiedz

    Dość już na temat żydów!!! Rzygać się chce. A gdzie jest martyrologia Polaków? A gdzie jest mowa o zbrodniach żydów na Polakach? Wielka pani doktor, wykształcona w Polsce, za pieniądze polskich podatników, zajmuje się historią żydów. Ręce opadają.

  3. Katoliczka Odpowiedz

    Mnie ręce opadają jak czytam tyle wrednych komentarzy :( To byli ludzie, którzy przez wieki żyli obok nas i nie zasłużyli na to co ich spotkało. Podobnie jak i nas i wiele innych mniejszości żyjących w Polsce. Więcej empatii, a przede wszystkim pamiętajmy o najważniejszym przykazaniu (kto czyta Biblię ten wie!)

    • Czytacz Odpowiedz

      Po pierwsze, droga katoliczko każdy ma prawo odczuwać przesyt historii dotyczących ułamka polskich dziejów. Dotyczących notabene mniejszości narodowej niezbyt nas lubiącej. Nikt nie zasłużył na mordowanie i eksterminację tu zgoda. Natomiast wałkowanie ciągle tego samego tematu wywołuje sprzeciw, niechęć i zmęczenie czytelników oraz słuszne podejrzenie o brak obiektywizmu. „Nie będziesz miał bogów cudzych obok mnie” (tekst oryginalny bez zmian naniesionych przez katolików). O to przykazanie Ci chodzi? Pierwsze i najważniejsze! Znam Biblię, ale Ty moja droga znasz ją wybiórczo (niestety). Pozdrawiam.

  4. Zbigniew Lebowski Odpowiedz

    Jak się komuś nie podoba temat to won stąd. Chamstwo się zebrało i głos zabiera.
    Polecam książkę wspomnianą w artykule.

  5. Zofia Odpowiedz

    Lebowski, piszesz Pan jak autokrata!! A o „chamach”Polacy słyszeli po 1945 r, kiedy to komuna pochwyciła władze. Wstydź sie człowieku.!!

  6. A. Odpowiedz

    To byli Polacy wyznania mojzeszowego.Byli sąsiadami, współpracownikami itp.
    Brak mniejszości narodowych w Polsce jest przyczynkiem braku tolerancji dla każdego, kto jest inny.
    Smutne to bardzo.

    • Czytacz Odpowiedz

      Muszę zadać kłam oczywistej nieprawdzie twoich słów. Mamy wiele licznych mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce. Nawet w Konstytucji mamy ujętą mniejszość niemiecką. Potem liczną mniejszość ukraińską (2 mln osób), wietnamską, czeczeńską itd. Tezy jakoby mono etniczne społeczeństwa były nietolerancyjne nie da się obronić z żaden sposób.

  7. zero44 Odpowiedz

    Jak wam nie wstyd – komentatorzy tych strasznych wydarzeń. Gdzie refleksja nad powodami wielkiej nienawiści i pogardy człowiekiem. Czy śmierć milionów ludzi to jeszcze za mało, aby zatrzymać się choć nad własnym losem i własnym udziałem w dążeniu do człowieczeństwa. To tam w Treblince poszedł dobrowolnie na śmierć wychowawca Janusz Korczak – dobrowolnie, bo obiecał dzieciom, że nie opuści ich aż do końca.
    Nawet ten przykład nie powstrzymuje niektórych przed wzajemnym ujadaniem. Wstydzę się, że trzeba komuś to uświadamiać. Wstyd.

  8. europejski43 Odpowiedz

    NARÓD MORDERCÓW I NIEWOLNIKÓW , Tomasz Piątek o książce Stefana Zgliczyńskiego Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali.​

    ​Zgliczyński opowiada o naszym, polskim mordzie, nie nazistowskim, nie komunistycznym, tylko narodowo-katolickim.​
    Proponuję, żeby wreszcie stworzyć podręcznik prawdziwej nowożytnej historii Polski.

    No cóż, może właśnie ten kraj, który najbardziej jest chory, powinien najbardziej radykalnie się leczyć. A poza tym – skoro my, Polacy, mamy nasze zupełnie nieuzasadnione pretensje do niezwykłości, to zróbmy raz w historii coś rzeczywiście niezwykłego i oryginalnego, czego inni raczej nie robią. Zacznijmy mówić prawdę o sobie. Przyjmijmy prawdę za podstawę naszej narodowej narracji. Przyznajmy się: tak, jesteśmy narodem morderców i niewolników.
    ​Dla jasności i dobitności, pozwolę sobie wyliczyć tezy przekonująco udowodnione przez Zgliczyńskiego:
    – po pierwsze, już przed wojną Polacy (i to nie tylko ONR i endecy, ale także sanacyjny rząd) przygotowywali się do antysemickiej czystki etnicznej (i nie chodzi tu tylko o słynny Madagaskar; polscy wysłannicy rozmawiali z Hitlerem o przesiedleniu Żydów do innych kolonii);
    – po drugie, korzystając z przyzwolenia (nieraz cichego) Niemców, Polacy niemal od pierwszych dni okupacji rozpoczęli rzeź Żydów (czasem zabijali ich samodzielnie, czasem rękami hitlerowców, którym wydawali swoje ofiary); ta rzeź wykorzystywała hitleryzm (Hitler stworzył dla niej okazję i przychylny klimat), ale z hitleryzmu nie wynikała: była logiczną konsekwencją przedwojennej polskiej ideologii antysemickiej, głoszonej przez rząd, prawicę i – co szczególnie ważne na wsi – przez Kościół
    – po trzecie, Państwo Podziemne nie tylko nie powstrzymywało morderców i szmalcowników, ale jego żołnierze mordowali Żydów w lasach oraz podczas powstania warszawskiego; dotyczy to nie tylko zbrodniczej formacji NSZ, ale także AK; bezpieczne dla Żydów były tylko niektóre (podkreślam, niektóre) oddziały AL; uwielbiani i wynoszeni na pomniki bohaterowie podziemia, tacy jak „Ogień” czy „Barabasz”, byli w rzeczywistości masowymi mordercami;
    – po czwarte, mordowanie Żydów trwało po wojnie; znikło hitlerowskie przyzwolenie, zaczęły się komunistyczne zakazy, a mimo to życie Żydów nadal było zagrożone, nie tylko ze strony antykomunistycznego podziemia i nie tylko podczas słynnych pogromów; tłum spontanicznie linczował powracających Żydów w pociągach i na stacjach kolejowych, strzelała do nich „ludowa” milicja i „ludowe” wojsko;
    – po piąte, nieliczni Sprawiedliwi byli traktowani przez ogół Polaków jak zdrajcy narodu;
    – po szóste, podczas wojny na terenie Polski zginęło z rąk Polaków o wiele więcej Żydów niż Niemców.
    Te wszystkie tezy, poparte faktami, liczbami i świadectwami, pozwalają Zgliczyńskiemu na zadanie prowokacyjnego, ale nieodparcie nasuwającego się pytania: czy II wojna światowa była dla Polaków wojną polsko-niemiecką czy jednak przede wszystkim polsko-żydowską?

    To straszna narracja. Ale prawdziwsza, a więc i bardziej interesująca niż fałszywa i nudna do wyrzygania opowieść o Polsce Zawsze Dziewicy, Moralnie (Ale Tylko Moralnie) Zwycięskiej.

  9. LARA Odpowiedz

    Byli polacy… ktorzy ratowali zydow potem oni im odplacili tym samym… a byli ci ktorzy ich krzywdzili… dzis nadmierne bogactwo okazuje majatki po poleglych zydach… tak opowiadaja ci ktorzy byli swiadkami tych wydarzen…

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.