Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Dzieci Wołynia. Co działo się z sierotami po zamordowanych Polakach?

Na zdjęciu Stefan i Stanisława Bojko wraz z dziećmi Rozalią i Edwardem. Z rzezi wołyńskiej ocalała tylko dziewczynka (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont)

fot.materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont Na zdjęciu Stefan i Stanisława Bojko wraz z dziećmi Rozalią i Edwardem. Z rzezi wołyńskiej ocalała tylko dziewczynka (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont)

Tragedia Wołynia jest wprost niewyobrażalna. Polacy ginęli pod ciosami oprawców bez względu na wiek – starcy, dorośli, a nawet niemowlęta. Czasem jedynymi ocalałymi członkami rodziny były dzieci. Jaki los spotykał polskie sieroty ocalone z rzezi wołyńskiej 1943 roku?

We współczesnym świecie, gdy dziecko spotyka trauma utraty rodzica, zajmuje się nim sztab specjalistów. Może liczyć na terapię, pomoc psychologa, pedagoga i wsparcie najbliższego otoczenia. Co jednak z dziećmi, których całe najbliższe otoczenie zostało właśnie wymordowane? Co jeśli wciąż trwa niszczycielska wojna lub rządzą komuniści, dla których Wołyń to nie Polska?

Dla malców, którzy ocaleli z piekła rzezi wołyńskiej i zostali sami jak palec ocalenie było najczęściej początkiem wyboistej drogi. Ich losy mogły się potoczyć różnie. Przedstawiamy trzy historie, w których niczym w soczewce odbijają się losy tysięcy innych ofiar tragedii Wołynia.

W ręce Ukraińców lub krewnych

Gdy sąsiad ostrzegł rodzinę Rozalii, że nadchodzi cała chmara Ukraińców, którzy zdecydowanie nie mają pokojowych zamiarów, zaryglowali się w domu i padli na kolana przed świętym obrazem. Gdy nacjonaliści próbowali się dostać do środka dziewczynka wraz z braciszkiem zaczęli w panice szukać kryjówki. W pośpiechu zaszyli się w piwnicy.

Zaraz potem upowcy wdarli się do budynku; bez wahania zarąbali rodziców i maleńką siostrzyczkę Rozalii. Później podeszli do wejścia do piwnicy i próbowali wypłoszyć dzieci. Brat, który wyszedł pierwszy, natychmiast został zabity. Rozalię coś powstrzymało, a w tym czasie bandyta odszedł, uznawszy, że widocznie w środku znajdowała się tylko jedna osoba…

Gdy sprawcy masakry oddalili się, dziewczynka wyszła z kryjówki i zastała straszny obraz. Ściany obryzgane krwią jej najbliższych, jej rodzinny dom zdewastowany. Znalazła na podłodze różaniec należący do mamy, zawiesiła go sobie na szyi i zdecydowała się uciekać. Poszła do sąsiada, skąd jakiś mężczyzna skierował ją do sołtysa. Tam zgromadzeni Ukraińcy zdecydowali, że pozwolą jej żyć. Od tej pory miała być służącą u sołtysowej. Przez rok była popychadłem i ofiarą przemocy, ale żyła.

Rozalia Wielosz. Zdjęcie pochodzi z książki Anny Herbich Dziewczyny z Wołynia, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont. (fot. Rafał Guz, materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont)

fot.Rafał Guz, materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont Rozalia Wielosz. Zdjęcie pochodzi z książki Anny Herbich „Dziewczyny z Wołynia„, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont. (fot. Rafał Guz, materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont)

Musiała wykonywać najcięższe prace w gospodarstwie, harowała od rana do nocy o kromce chleba, wszy zjadały ją żywcem. Choć sołtysowa i jej rodzina chodziła z dumą w rzeczach zrabowanych z domu Rozalii, pozostająca na jej łasce dziewczynka nie miała ani butów, ani porządnego ubrania. Wiecznie marzła, wyglądała jak mały włóczęga. Przebywając wyłącznie z Ukraińcami szybko zapomniała też języka polskiego.

O tym, że dziewczynka przetrwała morderczy napad dowiedział się wreszcie jakimś cudem brat jej ojca. Jak wspomina Rozalia w książce Anny Herbich „Dziewczyny z Wołynia:

Gdyby nie on, zapewne dziś byłabym Ukrainką. Mieszkałabym dalej na Wołyniu i mówiłabym po ukraińsku. Nie pamiętałabym, że kiedyś byłam Polką. Ale stryj o mnie nie zapomniał. Najpierw przysłał po mnie ludzi, ale sołtysowa na wieść o ich przyjeździe zabrała mnie i uciekła z domu. Oczywiście nie zrobiła tego dlatego, że się do mnie przywiązała. Po prostu nie chciała pozbywać się darmowej służącej.

Mężczyzna nie odpuścił. Co więcej po drodze do wsi spotkał siostrę matki dziewczynki, która w dodatku była w ciąży. Oboje szli odebrać Rozalię. Gdy zjawili się na miejscu, dziewczynki nie było, bo pasła krowy. Zdeterminowani krewni czekali, a gdy się zjawiła, zakomunikowali jej, że ją zabierają. Choć sołtysowa traktowała ją jak najgorszego śmiecia, przerażona Rozalia chwyciła ją i mówiła Ciotko, ja ne pidu! (Ciotko ja nie pójdę!).

Wielu mieszkańców Wołynia przezornie uciekło ze swoich domów, rodzina Rozalii nie chciała porzucać dorobku życia. Na zdjęciu furmanka, czyli jeden z podstawowych pojazdów, jakim poruszali się mieszkańcy Wołynia (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont).

fot.materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont Wielu mieszkańców Wołynia przezornie uciekło ze swoich domów, rodzina Rozalii nie chciała porzucać dorobku życia. Na zdjęciu furmanka, czyli jeden z podstawowych pojazdów, jakim poruszali się mieszkańcy Wołynia (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont).

Dziecko po przebytej traumie było zastraszone i wolało uczepić się tego, co zna, nawet jeśli równało się to dalszej poniewierce. Brat ojca huknął na dziewczynkę i pogroził jej pasem. Zadziałało. Rozalia poszła z nimi. Niedługo znaleźli się za Bugiem i poczuli bezpiecznie. Po latach Rozalia uznała, że to, co spotkało ją ze strony sołtysowej i tak nie było najgorszym możliwym losem. Jak stwierdziła w „Dziewczynach z Wołynia”:

O tej Ukraince. Traktowała mnie źle, to fakt. Z drugiej strony jednak, mogła mnie przecież zabić. Albo wydać w ręce banderowców. W naszej okolicy zdarzały się przypadki, że ukraińscy gospodarze przyjmowali ocalałe polskie dzieci, ale wkrótce ze strachu je wydawali. Przychodzili banderowcy i te dzieci mordowali.

Sierociniec

Janina nie ma nawet pewności, czy rzeczywiście jej nazwisko to Sokół. Wie za to, że data jej urodzin widniejąca w dokumentach jest tam wpisana na chybił-trafił. Rodziców, którzy zginęli w kolonii Funduma też dokładnie nie pamięta. Z dzieciństwa na Wołyniu pamięta zaledwie strzępki. Gdy UPA przyszło po Polaków mieszkających we wsi, ją uratował Ukrainiec, a później nieznajomy człowiek zabrał ją do Włodzimierza Wołyńskiego. Stąd została wywieziona przez Niemców na roboty do Rzeszy razem z małżeństwem, które ją przygarnęło. Do końca wojny pracowała u bauera.

Niezwykłe historie o kobietach, które przetrwały tragedię opowiedziała w swojej najnowszej książce "Dziewczyny z Wołynia" Anna Herbich (Znak Horyzont 2018)

Niezwykłe historie o kobietach, które przetrwały tragedię opowiedziała w swojej najnowszej książce „Dziewczyny z Wołynia” Anna Herbich (Znak Horyzont 2018)

Dziewczyny z Wołynia

Gdy nadeszli Amerykanie i została wyzwolona, trafiła do obozu dla uchodźców. To tam jej opiekun odbył z nią poważną rozmowę. Starał się wytłumaczyć bohaterce książki Anny Herbich „Dziewczyn z Wołynia”, że została sama na świecie, a jej rodzina zginęła. Jej opiekunowie zdecydowali się wrócić do Polski i zabrali ją ze sobą. Niestety ludzie ci, którzy zaczynali od zera, nie byli w stanie się nią zaopiekować i oddali ją do swojej rodziny, która zaczęła traktować Janinę jak darmową służącą.

W końcu przepracowana dziewczyna zachorowała na tyle poważnie, że odwieziono ją do szpitala, a lekarze nie dawali jej szans. Dziecko, które przeżyło rzeź wołyńską, nie poddało się i przetrwało także ciężkie zapalenie płuc. Po wyjściu ze szpitala trafiła do sierocińca, podobnie jak tysiące innych dzieci. Przewinęła się przez kilka placówek, które wspominała różnie. W jednym z ośrodków kierowniczka osobiście pilnowała, by dzieci piły tran na wzmocnienie i zagryzały go cebulą. Ta uderzeniowa porcja witamin była okropna w smaku, dlatego kobieta stała w drzwiach stołówki i wpuszczała tylko tych, którzy zmusili się do połknięcia „pyszności”.

Janina Kalinowska. Zdjęcie pochodzi z książki Anny Herbich Dziewczyny z Wołynia, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont. (fot. Rafał Guz, materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont).

fot.Rafał Guz, materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont Janina Kalinowska. Zdjęcie pochodzi z książki Anny Herbich „Dziewczyny z Wołynia, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont. (fot. Rafał Guz, materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont).

Polskie sieroty otrzymywały zagraniczne wsparcie. Była to na przykład odzież z Kanady. Dziewczynki z sierocińca, w którym przebywała Janina nazywały ubrania „kanadyjkami”. W tych mundurkach składających się z jasnej bluzeczki i granatowej spódniczki szły do kościoła, a później zbierały pieniądze na swoje utrzymanie. Jak po latach wspomina kobieta:

Po śniadaniu szliśmy parami do kościoła, do kolegiaty. […] Po mszy brałyśmy do rąk puszki i chodziłyśmy ulicami miasta. Ludzie wrzucali nam pieniądze na utrzymanie. Nas i całego sierocińca. Moja zwyczajowa trasa biegła od domu dziecka do ratusza na rynku Starego Miasta i z powrotem. I tak kilka razy.

Wychowane na Ukraińców

Przedwojenna wieś Gaj była duża i pełna Polaków aż do 1943 roku. Dziś niemal nie ma po niej śladu. Hanna, choć mieszkała zaledwie parę kilometrów dalej, w Kaszówce, przez całe życie po trochę dowiadywała się, że ktoś mieszkał w teraz opuszczonym miejscu; że byli to Polacy, którzy zostali wymordowani niemal co do jednego. Dopiero jako dorosła kobieta dowiedziała się też, że była jedyną osobą ocalałą z masakry, choć dzieci już w szkole przezywały ją polską znajdą.

Akta Sądu Grodzkiego w Zamościu dotyczące Janiny (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont)

fot.materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont Akta Sądu Grodzkiego w Zamościu dotyczące Janiny (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont)

Dwa dni po pogromie w Kaszówce Ukraińscy nacjonaliści wrócili i kazali mieszkańcom sąsiedniej wsi pochować zabitych, bo już zaczynali cuchnąć. Wśród trupów znaleziono dwuletnią dziewczynkę, która cudem przeżyła. W tajemnicy przed upowcami małą uratowano i zabrano do Kaszówki. Tam trafiła do rodziny Fedora i Kateriny, którzy sami nie mogli mieć dzieci. O dziewczynce, małej Hani, przezywanej Hania Polaczka, wiedziała cała wieś. Istniało ogromne ryzyko, że nacjonaliści wrócą, by dokończyć dzieła zagłady Polaków z Gaju, zabijając dziecko, które poprzednio im się wywinęło.

Mimo to ukraińscy przybrani rodzice wzięli do siebie Hanię i traktowali ją jak własną córkę. Jak wspomina kobieta, kochali ją i rozpieszczali, do końca drżąc o nią. Mieli przez to problemy z UPA, a Fedor obawiał się ciągle, że przyjdą po małą, zwłaszcza wtedy, gdy wyruszył na front. Największym lękiem jej matki było to, że któregoś dnia pojawi się jakiś daleki krewniak i zabierze dziewczynkę. Jak wspomina w książce Witolda Szabłowskiego „Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia”:

Boże, jak oni się musieli tego bać, skoro tak mnie kochali… Zawsze mi kupowali najlepszy materiał na ubrania. I najlepsze zabawki: niedźwiadki, zajączki… Ktokolwiek nowy się we wsi pojawiał – geodeta, leśnik, ktoś z urzędu – oni się biedni trzęśli, że to ktoś przyjechał zabrać ich Hanię.

Po rodzinnej wsi Rozalii Wielosz nie pozostał nawet ślad (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont)

fot.materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont Po rodzinnej wsi Rozalii Wielosz nie pozostał nawet ślad (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont)

W wielu wołyńskich wsiach w ukraińskich rodzinach, które nie poddały się obłędowi nacjonalizmu, żyły polskie sieroty. Hanna wspominała, że po liczne z tych ofiar po wojnie zgłaszali się bliżsi i dalsi krewni. Dzieci porzucały wówczas dotychczasowe, niepewne życie i wyjeżdżały z nimi. Katerina właśnie dlatego postanowiła ukrywać przed córką prawdę przez całe jej życie.

Gdy matka była już staruszką, nad Hanką zlitowała się ciotka, która stwierdziła, że ta ma prawo wiedzieć, skąd się wzięła na świecie. Niestety kobieta nigdy nie dowiedziała się, jak nazywali się jej polscy rodzice, którzy zginęli z rąk UPA. Na ustalenie szczegółów było już zbyt późno.

Źródła informacji:

  1. Herbich A., Dziewczyny z Wołynia, Znak Horyzont 2018.
  2. Koprowski M.A, Wołyń. Wspomnienia ocalałych, t.1, Replika 2016.
  3. Koprowski M.A, Wołyń. Wspomnienia ocalałych, t.2, Replika 2016.
  4. Motyka G., Wołyń ’43, Wydawnictwo Literackie 2016.
  5. Szablowski W., Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia, Znak 2017.

Poznaj więcej wstrząsających historii ocalałych z rzezi wołyńskiej w książce „Dziewczyny z Wołynia”:

Czy wiesz, że ...

...w okresie zimnej wojny rząd Trumana opublikował broszurę „Przetrwanie ataku atomowego”, w której można było przeczytać, że aby przeżyć bombardowanie, wystarczy wskoczyć do rowu, nie zostawiać łatwopalnych śmieci w pobliżu zabudowań i nie spieszyć się z wychodzeniem na zewnątrz?

...jedna z najważniejszych radzieckich snajperek w przeciwieństwie do większości ochotniczek, które zgłaszały się do Armii Czerwonej nie była młoda, a jednak stała się śmiertelnie skuteczna. Zdążyła zabić ponad 100 Niemców i wyszkolić setki następczyń.

...po II wojnie światowej piłkarzom zdarzało się grać mecze w zamian za cebulę i ziemniaki. W PRL-u Zbigniew Boniek, by wyjść na swoje oficjalnie pracował na pięciu etatach.

…pierwowzorem stereotypowego fryzjera geja był polak Antoni Cierplikowski? Żona tego króla fryzjerów musiała patrzeć, jak trwonił pokaźny majątek na utrzymanków.

Komentarze (27)

    • Nasz publicysta | Autor publikacji |Aleksandra Zaprutko-Janicka Odpowiedz

      Czy Pana/Pani problem polega na tym, że pisząc teksty posługujemy się książkami, a nie robimy zlepka informacji z encyklopedii internetowych i cudzych artykułów? Jednym z zadań strony jest propagowanie czytelnictwa między innymi dzięki polecaniu ciekawych pozycji i oferowaniu możliwości kupienia ich ze sporym rabatem. To chyba nie zbrodnia?

      • Mezamir Odpowiedz

        „Czy Pana/Pani problem polega na tym, że pisząc teksty posługujemy się książkami”
        Niech Pan/Pani przeczyta uważnie co napisałem jeszcze raz, powoli. Nigdzie tego nie napisałem. Interesuje mnie natomiast dlaczego 99.9% książek w swoich tytułach odnosi się do kobiet.

        • Nasz publicysta |Anna Dziadzio

          Szanowny Mezamirze, to już chyba pytanie do wydawców i autorów, którzy decydują zarówno o tytułach, jak i wcześniej o tym, że bohaterkami książki będą kobiety. Widocznie nadszedł moment, gdy historia kobiet wydobywana jest z zapomnienia. I jak widać, jest tego znacznie więcej niż mogliśmy przypuszczać. Pozdrawiam.

        • Mezamir

          Z pewnością takie książki powstają, ale nie sadze, że na tyle by zaczęły dominować. Praktycznie każdy wasz artykuł jest o to oparty, że można byłoby zmienić nazwę strony na „Historia Kobiet”. Prosiłbym jednak o jakieś zdrowe zachowanie równowagi, bo przez myśl mi przeszło że na stronie zaczął panować feminizm. Pozdrawiam.

        • Nasz publicysta |Anna Dziadzio

          Szanowny Panie Mezamirze, jeśli wejdzie Pan w kolejne artykuły znajdujące się obecnie na stronie głównej, to „prawie wszystkie” nie oznacza nawet połowy… Widocznie wybiera Pan do lektury akurat te. Zachęcam zatem do przeglądania różnych tekstów na portalu. Niemniej to, że artykuł opiera się o książkę będącą historią kobiet nie oznacza od razu feminizmu. Publikacja będąca historią mężczyzn o czym by wtedy świadczyła? Nie popadajmy w sztuczne podziały. Pozdrawiam serdecznie :)

  1. Jarek Odpowiedz

    „Była to na przykład odzież z kanady.”

    A od kiedy to nazwy krajów piszę się z małej litery?

    „Największym lękiem jej matki było to, że któregoś dnia pojawi się jakiś daleko krewniak i zabierze dziewczynkę.”

    Jeśli pojawi się daleko, to chyba nie zabierze.

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      Szanowny Panie Jarku, jest Pan niezastąpiony w wyszukiwaniu błędów, za co bardzo dziękujemy, bo po raz kolejny mogliśmy je szybko poprawić. Niestrudzenie jednak, po raz już nie wiem który, zachęcam do korzystania ze specjalnego formularza do zgłaszania literówek :)

  2. Czytacz Odpowiedz

    Mam taką dużą uwagę. Pani Aleksandro pisząc na dany temat tj. losach polskich dzieci na Wołyniu. Poświęca Pani wiele uwagi pomocy jakiej mieli udzielać Ukraińcy tym dzieciom. Prosiłbym o jakieś wiarygodne dane na temat ilości „uratowanych” przez Ukraińców dzieci. Rozumiem zamysł artykułu który miał pokazać, że nie wszyscy oni byli źli, natomiast gdyby nie ich większość taka pomoc nie byłaby konieczna!

    • Nasz publicysta | Autor publikacji |Aleksandra Zaprutko-Janicka Odpowiedz

      Szanowny Czytaczu, ewidentnie nie zrozumiałeś artykułu. Nie chodzi w nim o to, że Ukraińcy ratowali polskie dzieci i nie próbuję przechylać go w tę stronę. Przedstawiam kilka kierunków, w jakich mogły się potoczyć losy ocalonych sierot na podstawie ich relacji. Osią tekstu są wypowiedzi osób, jakie straciły całe rodziny w rzezi wołyńskiej, a nie narracja historyków.

  3. Adam Odpowiedz

    Jestem wnukiem Wołynianki wychowanym na pograniczu polsko-ukraińskim. Pani artykuł i książka Anny Herbich prezentuje coś o czym nie słyszałem wcześniej, i za to Pani bardzo dziękuję. Ja z kolei dodam inną informację. Moja babcia w latach 1943-1944 była 19-20 letnią dziewczyną. Pochodziła o ile dobrze zapamiętałem z miejscowości Jarosławce bądź Jarosławicze. Od babci dowiedziałem się że Polaków (w tym moją babcię) uratowali przed kolejną masakrą …Czesi z sąsiedniej wsi. Kika rodzin czeskich ewakuowało się w końcu wraz z babcią i innymi Polakami za Bug w okolice Chełma.I tych Czechów to ja jeszcze jako dziecko sprzed 30 lat temu pamiętam (1985-1987). Niestety nie potrafię odtworzyć co się z nimi stało w latach następnych. Albo poumierali, albo wyjechali.
    Nie będę już opisywał w komentarzu co przeżyła babcia, bo trauma po tym została na całe życie. Dość powiedzieć, że nie przespała już spokojnie do końca życia żadnej nocy. I jest to łagodne określenie. Nienawidziła Ukraińców, a gdy pojawiłem się kiedyś w domu z koleżanką Ukrainką – z którą chodziłem do jednej klasy to była bardzo duża awantura. Osobiście nie mam i nie miałem urazu do Ukraińców. W końcu nasze narody miały bardzo trudną historię.Nie mogę jednak przełamać się i pojechać na razie do tej miejscowości na Ukrainie, chociaż to obiecałem babci. Nie wiem czy to strach czy obawa zobaczenia na własne oczy jakichś elementów tej ponurej historii. Może kiedyś. Pozdrawiam serdecznie.

  4. Nasz publicysta | Autor publikacji |Aleksandra Zaprutko-Janicka Odpowiedz

    Bardzo dziękujemy za ten komentarz. Mam wrażenie, że niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że na Wołyniu mieszkali nie tylko Polacy i Ukraińcy, ale też Niemcy, Czesi, Słowacy i Żydzi. Ich także dotknęła ta tragedia.
    Jeśli zdecyduje się Pan kiedyś pojechać w rodzinne strony Babci, zachęcamy, żeby podzielił się Pan z nami wrażeniami i również serdecznie pozdrawiamy.

  5. Pawel Odpowiedz

    Czytam artykul i lzy same cisna sie do oczu. Moj Ojciec urodzil sie w Lucku w 1937 roku. Niewiele pamietal, a potem chyba bal sie mowic, bo przeciez bratni Zwiazek Radziecki i socjalistyczna ukraina…. Pamietam, ze w dowodzie, ksiazeczce wojskowej mial wpisane miejsce urodzenia – Luck, Zwiazek Radziecki. Wstyd, bo urodzil sie w Polsce. Dzieki bogu, dziadkowie i ich dzieci przezyly, dziadek sluzyl w 27 Wolynskiej, po wojnie repatriowali sie do Olsztyna, ale ze strony Ojca, poza dwiema ciotkami nie mam zadnej rodziny, nikogo.

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      Panie Pawle, bardzo dziękujemy za podzielenie się z nami historią rodzinną. Opisał ją Pan bardzo krótko, ale podsumował przejmująco. Na szczęście wszyscy żyją w Pana pamięci. Pozdrawiamy serdecznie.

  6. PatiWier Odpowiedz

    Witam. czytam tak te historie i przypomniał mi się sam film ” Wołyń „. Pod koniec filmu nie wiadomo czy ta młoda dziewczyna przeżyła, mam nadzieję, że miała więcej szczęścia niż rodziny, które zginęły. Kolejny raz pięknie jest ukazane jak wartościowe jest życie i jaka potrafi być niesamowita wola walki o życie, chęć przetrwania, pomimo warunków, czy sytuacji nawet beznadziejnych a czasem niemal niemożliwych. Moje słowa nasuwają mi się stąd, ponieważ od młodych lat mnie za to interesowało życie byłych więźniów/więźniarek Auschwitz. Spotyka£am się z tymi kobietami, słuchałam i opisywałam w swoich opowiadaniach te historie.
    Z niedowierzaniem można patrzeć w jakich cierpieniach i tragediach ludzie mają siłę żyć. Z szacunek dla tych, którzy mają jeszcze na tyle siły aby opowiadać o swoim prawdziwym życiu nie patrząc jaka może być za to kara.
    Pozdrawiam.

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi komentatorze, dziękujemy za ten wpis. Ma Pan naprawdę szczęście, że mógł Pan osobiście usłyszeć te historie. To zaszczyt, ale i pewnego rodzaju zobowiązanie przechowania i przekazania pamięci. Pozdrawiamy.

  7. AnonimcAn Odpowiedz

    Bez podziałòw, to ludzie ludziom zgotowali ten los. A naszym zadaniem, ludzi wspòłczesnych jest pamietac, mowic,nie zapominac i nie zaklamywac historii. A przede wszystkim wyciągnąc wnioski ,żeby już nigdy takie straszne rzeczy się nie wydarzyly!!!

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Anonimie, prosta, ale jakże ważna prawda, o której zbyt wielu zapomina. Dziękujemy za wpis i pozdrawiamy.

  8. Charlie Odpowiedz

    niestety masakra w Srebrenicy z lipca 1995 roku wyraźnie pokazuje, że rodzaj ludzki nie jest w stanie ewoulować we właściwym kierunku.

  9. Tekla Odpowiedz

    Jestem córką repatriantów z Kresów i serce mi ściskają te straszne opowieści,które pamiętam również z domu rodzinnego.Wiem,że wśród Ukraińców z tamtych czasów byli także dobrzy ludzie,którzy starali się pomagać,jednak myśl o tym co ich rodacy robili Polakom a zwłaszcza małym dzieciom- przeraża mnie.

  10. Krystyna Wojtas Odpowiedz

    Okrutne wojny były od zawsze i nigdy nie bedzie ich końca bo taka jest natura ludzka i takie sa mechanizmy w całej przyrodzie..To decydenci rywalizują miedzy sobą i roźnymi metodami wciagają masy ludzkie do wojen. W kaźdym kraju historia jest zakłamywana a patrzenie na te sprawy globalnie przez pryzmat interesu światowych decydentow stanowi w kaźdym kraju temat „tabu” Dlatego bo źaden dziennikarz na tak ustawionym temacie nie zarobi. I w kaźdym kraju rozdmuchujje sie tylko patriotyzm bo to jest motor napedowy dla mas wygodny dla każdego decydenta. I taką drogą idzie ludzkość Jak na razie źadme organizacje ani religie tego ludziom nie uświadamiają.

  11. Anonim Odpowiedz

    p ,krystyno igrzyska zawsze sie sprawdzaly w kazdym sejmie i przy kazdym oltarzu biznes jest biznes ,Mozemy tylko podziwiac pozdrawiam

  12. Anonim Odpowiedz

    Witam. Moi dziadkowie pochodzili z wiosek w okolicach Tarnopola. Babcia często ze łzami w oczach wspominała obrazy rzezi, którą przeżyła. Po wojnie przesiedlono ich wraz z całymi rodzinami do Dolnego Śląska. Bezpieczeństwo , bieżąca woda w domu , prąd – to były dla babci luksusy. Zamierzam odwiedzić wsie, z których pochodzili moi dziadkowie. Szkoda, że moim dziadkom już nie udało się tego zrobić. Dziękuję za ciekawy artykuł i pozdrawiam serdecznie.

  13. Dorota Odpowiedz

    Przeczytałam tekst. Przeczytałam też komentarze. Chciałabym podzielić się prawdziwą historią moich dziadków i mamy. Mama urodziła się w Terebejkach, niedaleko Jagodzina. Ich dom stała blisko przejazdu kolejowego, gdzie był posterunek niemiecki. W czasie kiedy trwały najgorsze „rzezie” rodzina mojej mamy chroniła się w tym posterunku. Żołnierze pozwalali im spędzać noce w korytarzu posterunku. Prawdą więc jest scena z filmu „Wołyń” w której życie głównej bohaterce ratuje oddział niemieckich żołnierzy. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.