Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Dzieci Wołynia. Co działo się z sierotami po zamordowanych Polakach?

Na zdjęciu Stefan i Stanisława Bojko wraz z dziećmi Rozalią i Edwardem. Z rzezi wołyńskiej ocalała tylko dziewczynka (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont)

fot.materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont Na zdjęciu Stefan i Stanisława Bojko wraz z dziećmi Rozalią i Edwardem. Z rzezi wołyńskiej ocalała tylko dziewczynka (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont)

Tragedia Wołynia jest wprost niewyobrażalna. Polacy ginęli pod ciosami oprawców bez względu na wiek – starcy, dorośli, a nawet niemowlęta. Czasem jedynymi ocalałymi członkami rodziny były dzieci. Jaki los spotykał polskie sieroty ocalone z rzezi wołyńskiej 1943 roku?

We współczesnym świecie, gdy dziecko spotyka trauma utraty rodzica, zajmuje się nim sztab specjalistów. Może liczyć na terapię, pomoc psychologa, pedagoga i wsparcie najbliższego otoczenia. Co jednak z dziećmi, których całe najbliższe otoczenie zostało właśnie wymordowane? Co jeśli wciąż trwa niszczycielska wojna lub rządzą komuniści, dla których Wołyń to nie Polska?

Dla malców, którzy ocaleli z piekła rzezi wołyńskiej i zostali sami jak palec ocalenie było najczęściej początkiem wyboistej drogi. Ich losy mogły się potoczyć różnie. Przedstawiamy trzy historie, w których niczym w soczewce odbijają się losy tysięcy innych ofiar tragedii Wołynia.

W ręce Ukraińców lub krewnych

Gdy sąsiad ostrzegł rodzinę Rozalii, że nadchodzi cała chmara Ukraińców, którzy zdecydowanie nie mają pokojowych zamiarów, zaryglowali się w domu i padli na kolana przed świętym obrazem. Gdy nacjonaliści próbowali się dostać do środka dziewczynka wraz z braciszkiem zaczęli w panice szukać kryjówki. W pośpiechu zaszyli się w piwnicy. Zaraz potem upowcy wdarli się do budynku; bez wahania zarąbali rodziców i maleńką siostrzyczkę Rozalii. Później podeszli do wejścia do piwnicy i próbowali wypłoszyć dzieci. Brat, który wyszedł pierwszy, natychmiast został zabity. Rozalię coś powstrzymało, a w tym czasie bandyta odszedł, uznawszy, że widocznie w środku znajdowała się tylko jedna osoba…

Gdy sprawcy masakry oddalili się, dziewczynka wyszła z kryjówki i zastała straszny obraz. Ściany obryzgane krwią jej najbliższych, jej rodzinny dom zdewastowany. Znalazła na podłodze różaniec należący do mamy, zawiesiła go sobie na szyi i zdecydowała się uciekać. Poszła do sąsiada, skąd jakiś mężczyzna skierował ją do sołtysa. Tam zgromadzeni Ukraińcy zdecydowali, że pozwolą jej żyć. Od tej pory miała być służącą u sołtysowej. Przez rok była popychadłem i ofiarą przemocy, ale żyła.

Rozalia Wielosz. Zdjęcie pochodzi z książki Anny Herbich Dziewczyny z Wołynia, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont. (fot. Rafał Guz, materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont)

fot.Rafał Guz, materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont Rozalia Wielosz. Zdjęcie pochodzi z książki Anny Herbich „Dziewczyny z Wołynia”, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont. (fot. Rafał Guz, materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont)

Musiała wykonywać najcięższe prace w gospodarstwie, harowała od rana do nocy o kromce chleba, wszy zjadały ją żywcem. Choć sołtysowa i jej rodzina chodziła z dumą w rzeczach zrabowanych z domu Rozalii, pozostająca na jej łasce dziewczynka nie miała ani butów, ani porządnego ubrania. Wiecznie marzła, wyglądała jak mały włóczęga. Przebywając wyłącznie z Ukraińcami szybko zapomniała też języka polskiego.

O tym, że dziewczynka przetrwała morderczy napad dowiedział się wreszcie jakimś cudem brat jej ojca. Jak wspomina Rozalia w książce Anny Herbich „Dziewczyny z Wołynia”:

Gdyby nie on, zapewne dziś byłabym Ukrainką. Mieszkałabym dalej na Wołyniu i mówiłabym po ukraińsku. Nie pamiętałabym, że kiedyś byłam Polką. Ale stryj o mnie nie zapomniał. Najpierw przysłał po mnie ludzi, ale sołtysowa na wieść o ich przyjeździe zabrała mnie i uciekła z domu. Oczywiście nie zrobiła tego dlatego, że się do mnie przywiązała. Po prostu nie chciała pozbywać się darmowej służącej.

Czy wiesz, że ...

...w zamachu na Jana Pawła II 13 maja 1981 roku ranna została Ann Odre? Kobieta była amerykanką polskiego pochodzenia i według prasy urodziła się tego samego dnia i w tym samym miejscu, co papież. W rzeczywistości urodziła się ona w USA i była trzy lata młodsza od Jana Pawła II… Z Wadowic pochodziła natomiast jej matka.

...za faszerowanie pasztetówek trocinami można było w czasach PRL zostać powieszonym? Taki wyrok zapadł w "aferze mięsnej", gdzie na karę śmierci skazany został Stanisław Wawrzecki, szef przedsiębiorstwa Warszawa Praga w Miejskim Handlu Mięsem.

...Aleksander Kwaśniewski, zwiedzając destylarnię w Erewaniu, dał się namówić na wystąpienie w roli... odważnika. A że wyglądał akurat wyjątkowo dobrze, okazało się, że zanim udało się go zrównoważyć, na szali trzeba było położyć dobre sześć kartonów dwudziestoletniego koniaku.

...wielu brytyjskich pilotów służących z Polakami podczas II wojny światowej twierdziło, że dotrzymanie naszym lotnikom kroku w piciu było pewnego rodzaju nobilitacją? Gdy Johnny Kent, dowódca Dywizjonu 303, wytrzymał nocną imprezę i jeszcze odprowadził jednego z Polaków do łóżka, znacząco wzrosła jego reputacja.

Komentarze (22)

    • Członek redakcji | Autor publikacji | Aleksandra Zaprutko-Janicka Odpowiedz

      Czy Pana/Pani problem polega na tym, że pisząc teksty posługujemy się książkami, a nie robimy zlepka informacji z encyklopedii internetowych i cudzych artykułów? Jednym z zadań strony jest propagowanie czytelnictwa między innymi dzięki polecaniu ciekawych pozycji i oferowaniu możliwości kupienia ich ze sporym rabatem. To chyba nie zbrodnia?

      • Mezamir Odpowiedz

        „Czy Pana/Pani problem polega na tym, że pisząc teksty posługujemy się książkami”
        Niech Pan/Pani przeczyta uważnie co napisałem jeszcze raz, powoli. Nigdzie tego nie napisałem. Interesuje mnie natomiast dlaczego 99.9% książek w swoich tytułach odnosi się do kobiet.

        • Nasz publicysta | Anna Dziadzio

          Szanowny Mezamirze, to już chyba pytanie do wydawców i autorów, którzy decydują zarówno o tytułach, jak i wcześniej o tym, że bohaterkami książki będą kobiety. Widocznie nadszedł moment, gdy historia kobiet wydobywana jest z zapomnienia. I jak widać, jest tego znacznie więcej niż mogliśmy przypuszczać. Pozdrawiam.

        • Mezamir

          Z pewnością takie książki powstają, ale nie sadze, że na tyle by zaczęły dominować. Praktycznie każdy wasz artykuł jest o to oparty, że można byłoby zmienić nazwę strony na „Historia Kobiet”. Prosiłbym jednak o jakieś zdrowe zachowanie równowagi, bo przez myśl mi przeszło że na stronie zaczął panować feminizm. Pozdrawiam.

        • Nasz publicysta | Anna Dziadzio

          Szanowny Panie Mezamirze, jeśli wejdzie Pan w kolejne artykuły znajdujące się obecnie na stronie głównej, to „prawie wszystkie” nie oznacza nawet połowy… Widocznie wybiera Pan do lektury akurat te. Zachęcam zatem do przeglądania różnych tekstów na portalu. Niemniej to, że artykuł opiera się o książkę będącą historią kobiet nie oznacza od razu feminizmu. Publikacja będąca historią mężczyzn o czym by wtedy świadczyła? Nie popadajmy w sztuczne podziały. Pozdrawiam serdecznie :)

  1. Jarek Odpowiedz

    „Była to na przykład odzież z kanady.”

    A od kiedy to nazwy krajów piszę się z małej litery?

    „Największym lękiem jej matki było to, że któregoś dnia pojawi się jakiś daleko krewniak i zabierze dziewczynkę.”

    Jeśli pojawi się daleko, to chyba nie zabierze.

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Szanowny Panie Jarku, jest Pan niezastąpiony w wyszukiwaniu błędów, za co bardzo dziękujemy, bo po raz kolejny mogliśmy je szybko poprawić. Niestrudzenie jednak, po raz już nie wiem który, zachęcam do korzystania ze specjalnego formularza do zgłaszania literówek :)

  2. Czytacz Odpowiedz

    Mam taką dużą uwagę. Pani Aleksandro pisząc na dany temat tj. losach polskich dzieci na Wołyniu. Poświęca Pani wiele uwagi pomocy jakiej mieli udzielać Ukraińcy tym dzieciom. Prosiłbym o jakieś wiarygodne dane na temat ilości „uratowanych” przez Ukraińców dzieci. Rozumiem zamysł artykułu który miał pokazać, że nie wszyscy oni byli źli, natomiast gdyby nie ich większość taka pomoc nie byłaby konieczna!

    • Członek redakcji | Autor publikacji | Aleksandra Zaprutko-Janicka Odpowiedz

      Szanowny Czytaczu, ewidentnie nie zrozumiałeś artykułu. Nie chodzi w nim o to, że Ukraińcy ratowali polskie dzieci i nie próbuję przechylać go w tę stronę. Przedstawiam kilka kierunków, w jakich mogły się potoczyć losy ocalonych sierot na podstawie ich relacji. Osią tekstu są wypowiedzi osób, jakie straciły całe rodziny w rzezi wołyńskiej, a nie narracja historyków.

  3. Adam Odpowiedz

    Jestem wnukiem Wołynianki wychowanym na pograniczu polsko-ukraińskim. Pani artykuł i książka Anny Herbich prezentuje coś o czym nie słyszałem wcześniej, i za to Pani bardzo dziękuję. Ja z kolei dodam inną informację. Moja babcia w latach 1943-1944 była 19-20 letnią dziewczyną. Pochodziła o ile dobrze zapamiętałem z miejscowości Jarosławce bądź Jarosławicze. Od babci dowiedziałem się że Polaków (w tym moją babcię) uratowali przed kolejną masakrą …Czesi z sąsiedniej wsi. Kika rodzin czeskich ewakuowało się w końcu wraz z babcią i innymi Polakami za Bug w okolice Chełma.I tych Czechów to ja jeszcze jako dziecko sprzed 30 lat temu pamiętam (1985-1987). Niestety nie potrafię odtworzyć co się z nimi stało w latach następnych. Albo poumierali, albo wyjechali.
    Nie będę już opisywał w komentarzu co przeżyła babcia, bo trauma po tym została na całe życie. Dość powiedzieć, że nie przespała już spokojnie do końca życia żadnej nocy. I jest to łagodne określenie. Nienawidziła Ukraińców, a gdy pojawiłem się kiedyś w domu z koleżanką Ukrainką – z którą chodziłem do jednej klasy to była bardzo duża awantura. Osobiście nie mam i nie miałem urazu do Ukraińców. W końcu nasze narody miały bardzo trudną historię.Nie mogę jednak przełamać się i pojechać na razie do tej miejscowości na Ukrainie, chociaż to obiecałem babci. Nie wiem czy to strach czy obawa zobaczenia na własne oczy jakichś elementów tej ponurej historii. Może kiedyś. Pozdrawiam serdecznie.

  4. Członek redakcji | Autor publikacji | Aleksandra Zaprutko-Janicka Odpowiedz

    Bardzo dziękujemy za ten komentarz. Mam wrażenie, że niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że na Wołyniu mieszkali nie tylko Polacy i Ukraińcy, ale też Niemcy, Czesi, Słowacy i Żydzi. Ich także dotknęła ta tragedia.
    Jeśli zdecyduje się Pan kiedyś pojechać w rodzinne strony Babci, zachęcamy, żeby podzielił się Pan z nami wrażeniami i również serdecznie pozdrawiamy.

  5. Pawel Odpowiedz

    Czytam artykul i lzy same cisna sie do oczu. Moj Ojciec urodzil sie w Lucku w 1937 roku. Niewiele pamietal, a potem chyba bal sie mowic, bo przeciez bratni Zwiazek Radziecki i socjalistyczna ukraina…. Pamietam, ze w dowodzie, ksiazeczce wojskowej mial wpisane miejsce urodzenia – Luck, Zwiazek Radziecki. Wstyd, bo urodzil sie w Polsce. Dzieki bogu, dziadkowie i ich dzieci przezyly, dziadek sluzyl w 27 Wolynskiej, po wojnie repatriowali sie do Olsztyna, ale ze strony Ojca, poza dwiema ciotkami nie mam zadnej rodziny, nikogo.

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Panie Pawle, bardzo dziękujemy za podzielenie się z nami historią rodzinną. Opisał ją Pan bardzo krótko, ale podsumował przejmująco. Na szczęście wszyscy żyją w Pana pamięci. Pozdrawiamy serdecznie.

  6. PatiWier Odpowiedz

    Witam. czytam tak te historie i przypomniał mi się sam film ” Wołyń „. Pod koniec filmu nie wiadomo czy ta młoda dziewczyna przeżyła, mam nadzieję, że miała więcej szczęścia niż rodziny, które zginęły. Kolejny raz pięknie jest ukazane jak wartościowe jest życie i jaka potrafi być niesamowita wola walki o życie, chęć przetrwania, pomimo warunków, czy sytuacji nawet beznadziejnych a czasem niemal niemożliwych. Moje słowa nasuwają mi się stąd, ponieważ od młodych lat mnie za to interesowało życie byłych więźniów/więźniarek Auschwitz. Spotyka£am się z tymi kobietami, słuchałam i opisywałam w swoich opowiadaniach te historie.
    Z niedowierzaniem można patrzeć w jakich cierpieniach i tragediach ludzie mają siłę żyć. Z szacunek dla tych, którzy mają jeszcze na tyle siły aby opowiadać o swoim prawdziwym życiu nie patrząc jaka może być za to kara.
    Pozdrawiam.

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi komentatorze, dziękujemy za ten wpis. Ma Pan naprawdę szczęście, że mógł Pan osobiście usłyszeć te historie. To zaszczyt, ale i pewnego rodzaju zobowiązanie przechowania i przekazania pamięci. Pozdrawiamy.

  7. AnonimcAn Odpowiedz

    Bez podziałòw, to ludzie ludziom zgotowali ten los. A naszym zadaniem, ludzi wspòłczesnych jest pamietac, mowic,nie zapominac i nie zaklamywac historii. A przede wszystkim wyciągnąc wnioski ,żeby już nigdy takie straszne rzeczy się nie wydarzyly!!!

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Anonimie, prosta, ale jakże ważna prawda, o której zbyt wielu zapomina. Dziękujemy za wpis i pozdrawiamy.

  8. Charlie Odpowiedz

    niestety masakra w Srebrenicy z lipca 1995 roku wyraźnie pokazuje, że rodzaj ludzki nie jest w stanie ewoulować we właściwym kierunku.

  9. Anonim Odpowiedz

    mezamirze mysl pozytywnie odnajdziesz sie na stronie dla kochajacych inaczej lub sympatykow koziego piekna i uroku

  10. Tekla Odpowiedz

    Jestem córką repatriantów z Kresów i serce mi ściskają te straszne opowieści,które pamiętam również z domu rodzinnego.Wiem,że wśród Ukraińców z tamtych czasów byli także dobrzy ludzie,którzy starali się pomagać,jednak myśl o tym co ich rodacy robili Polakom a zwłaszcza małym dzieciom- przeraża mnie.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.