Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Jak stworzyć maszynę do zabijania? Tak szkolono kobiety, które miały za zadanie uśmiercać wrogów bez mrugnięcia okiem

Snajperki Masza Poliwanowa i Natasza Kowszowa. Obie zginęły na froncie (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont)

fot.materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont Snajperki Masza Poliwanowa i Natasza Kowszowa. Obie zginęły na froncie (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont)

Gdy te młode, kilkunastoletnie dziewczęta po raz pierwszy trafiały do szkoły snajperów, nie były pewne, czy w ogóle będą w stanie pociągnąć za spust. Ciężki trening, zarówno psychiczny, jak i fizyczny zmieniał je jednak w istoty wyzute z jakichkolwiek wątpliwości. Ich pracą było zabijać. Co musiały przejść, by trafić na front?

Po ataku Trzeciej Rzeszy na ZSRR Stalin szybko zaczął doceniać potencjał militarny kobiet. Zaczęto dopuszczać je nie tylko do służby pomocniczej, ale też do bezpośredniej walki. W latach 1941-1942 przebieg wojny tak bardzo przerzedził szeregi mężczyzn wysyłanych na front, że panie zaczęto wprost zachęcać, by zajęły ich miejsce. Szkolono je do najróżniejszych zadań, od pilotażu samolotów wojskowych, przez walkę w piechocie, po strzelectwo wyborowe.

Trening snajperek rozpoczął się w 1942 roku. Początkowo do nauki dopuszczono zaledwie garstkę przyszłych instruktorek, które po ukończeniu kursu miały przekazywać swoją wiedzę już znacznie liczniejszym szeregom kandydatek na łowczynie. Jak piszą Roger D. Markwick i Euridice Charon Cardona w swojej pracy poświęconej radzieckim kobietom na frontach drugiej wojny światowej, ruch snajperek rozpropagował sam Stalin, który 1 maja 1942 roku nazwał je chwalebnymi oprawcami niemieckich okupantów.

Nieco ponad rok później (21 maja 1943 roku) kobiety szkolono już na taką skalę, że potrzebna stała się odpowiednia ku temu placówka – Centrum Szkolenia Snajperskiego Kobiet, którego komendantką była Nora Czegodajewa, weteranka wojny domowej w Hiszpanii. To w tej placówce wykształcono lwią część kobiet-snajperek służących na wszystkich frontach.

Snajperka idealna, czyli jaka?

Kluczową rolę w procesie naboru na kursy odgrywały lokalne ekspozytury Komsomołu, czyli komunistycznej organizacji młodzieżowej. Dobra kandydatka powinna była mieć od 18 do 25 lat. Musiała zdobyć wykształcenie przynajmniej na poziomie 7 klasy. Oczekiwano, że przyszła snajperka nie będzie mieć żadnych „problemów rodzinnych”. Ważne było także jej zdrowie – z ewentualnego szkolenia wykluczały odniesione uprzednio rany oraz (rzecz jasna) problemy z widzeniem. Do służby w charakterze strzelca wyborowego potrzebny prawdziwie sokoli wzrok. By nie było w tym zakresie żadnych wątpliwości, dziewczęta przechodziły restrykcyjne badania lekarskie.

Kursantki szkoły snajperów wraz z instruktorami (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont)

fot.materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont Kursantki szkoły snajperów wraz z instruktorami (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont)

W kwestii stanu zdrowia i wieku robiono jednak wyjątki. Dwa z nich przytacza Luba Winogradowa w swojej nowej książce „Snajperki. Dziewczyny z Armii Czerwonej”:

Tania Baramzina, „niesympatyczna, prosta dziewczyna, straszna gaduła”, była gorliwą komunistką. Wszyscy dziwili się, że potrafi strzelać w okularach. [Inne strzelczynie] ciągle się zastanawiały, jak to możliwe, że mimo wady wzroku została przyjęta do szkoły snajperskiej. Doszły w końcu do wniosku, że to ze względu na pracę dla partii albo dla Komsomołu.   

Tania ze względu na pogarszający się wzrok została przeniesiona do łączności. Stała się sławna po swojej bohaterskiej śmierci. Do samego końca broniła bunkru z rannymi. Niemcy pojmali ją, torturowali, a ostatecznie zastrzelili z karabinu przeciwpancernego, o czym opowiedział jeden z rannych.

Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Luby Winogradowej "Snajperki. Dziewczyny z Armii Czerwonej", która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Luby Winogradowej „Snajperki. Dziewczyny z Armii Czerwonej”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Drugim wyjątkiem opisanym przez Winogradową była Nina Pietrowa. Kobieta nazywana pieszczotliwie w oddziale „Mamą Niną” miała na koncie 107 zabitych Niemców. Według kryteriów zaciągu kompletnie nie nadawała się na snajperkę – gdy wybuchła druga wojna światowa miała już 48 lat. Jednak dzięki swoim ogromnym umiejętnościom (od dawna trenowała strzelectwo) nie tylko sama zabijała wroga, ale i wyszkoliła aż 500 swoich następców!

Kiedy już kobiety zostały zrekrutowane, lokalny Komsomoł miał za zadanie wyposażyć je w ubranie, buty, ręcznik, łyżkę, kubek oraz torbę na rzeczy osobiste. Wiele z dziewcząt wyruszało do szkoły snajperów jako pełne entuzjazmu i nieco naiwne ochotniczki, które jednak szybko przekonywały się, że służba w Armii Czerwonej to nie przelewki.

Czy wiesz, że ...

...brat Hermanna Göringa Albert pomagał w ucieczkach więźniów z obozów koncentracyjnych? Nazistowski dygnitarz próbował wykorzystać ten fakt jako okoliczność łagodzącą w trakcie procesu norymberskiego. Bezskutecznie.

...Stalin był tak zbulwersowany "zbyt namiętnym" pocałunkiem w jednej z rosyjskich komedii, że nakazał wycięcie nieprzyzwoitej sceny z filmu? Jego urzędnicy w obawie przed powtórką incydentu zakazali jakichkolwiek pocałunków we wszystkich radzieckich produkcjach kinowych.

...w pierwszych miesiącach II wojny światowej Departament Stanu USA wyłożył łącznie 80 milionów dolarów na pomoc dla Polski? Inicjatorem powstania tzw. Commission for Polish Relief był były prezydent Stanów Zjednoczonych, Herbert Hoover. Pieniądze posłużyły na zakup żywności, lekarstw i ubrań dla dotkniętych okupacyjną biedą Polaków. 

...dla Ludwiki Zachariasiewicz, wtyczki AK w strukturach NKWD, punktem kontaktowym z polskimi konspiratorami był… gabinet kosmetyczny na Pradze? W ten sposób młoda kobieta kreowała się jako atrakcyjna, próżna trzpiotka, dla której najważniejszy jest piękny wygląd.

Komentarze (10)

  1. krzysiek Odpowiedz

    Własnie czytam ta ksiązke .Nie dziwie sie ze tak były szkolone ,bo co robili niemcy na ich terenie to nie było innego wyjscia jak tylko ,kazdego na drodze zlikwidwc.Zreszta przeczytajcie sobie…

    • Członek redakcji | Autor publikacji |Aleksandra Zaprutko-Janicka Odpowiedz

      Jeśli właśnie Pan czyta, proszę się podzielić wrażeniami z lektury. Ja byłam pod wrażeniem tego, w jak bezpośredni sposób autorka sportretowała swoje bohaterki i jak bardzo ludzką twarz nadała ta nieludzkiej profesji.

  2. Leszek Odpowiedz

    Mam wątpliwości co to tego „..pierwszy raz trzymały w rękach karabin…” Przecież przed wojną młodzież masowo uczestniczyła w zdobywaniu odznaki „woroszyłowskij striełok”.Przecież bohaterka filmu „Obrona Sewastopola” tak właśnie zaczynała,i chyba tak rekrutowano kandydatów. Nie dotyczyło to myśliwych/i kłusowników/ z Syberii.
    Chyba się mocno narażę,ale uważam,że snajperzy nie odegrali znaczącego wpływu na działania bojowe. Czatować cały dzień,aby upolować fryca niosącego garnek z kaszą to żaden sukces,tym bardziej że zdesperowany szeregowiec kilkoma granatami mógł utłuc ich kilkudziesięciu.A co do trudów szkolenia, to tak wygląda „unitarka” w każdej armii świata.
    Pozdrawiam.

  3. Grot Odpowiedz

    „Część zajęć prowadziły starszyny, czyli kobiety z wcześniejszych roczników,..”. Starszyna to z tego co pamiętam to stopień wojskowy a nie jakieś określenie starszej fali. Chyba coś pomiędzy naszymi sierżantami a chorążymi. Był nim np Czernousow z Czterech Pancernych.

    • Grot Odpowiedz

      No i znalazłem. Na zdjęciu podpisanym „Pluton radzieckich snajperek” na czele stoi Pani Porucznik, natomiast po jej lewej na końcu szeregu dwie starszyny (z takim T na naramiennikach). Starszyna wg NATO to „sergeant major”.
      Pozdrawiam.

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      Szanowny komentatorze, a gdzie w artykule widzi Pan, jak Pan to ujął, „gloryfikację ruskich”? Pozdrawiam.

  4. Leszek Odpowiedz

    Małe uzupełnienie. Łopatka saperska to nie”kilkadziesiąt”centymetrów,ale dokładnie 50 cm. Musi tak być,bo jak żołnierz miał wykopać okop 150x100cm,to nie biegał pożyczać miarki,lecz kopał „dwie saperki na trzy saperki”. I już.

  5. piotr jaryczewski Odpowiedz

    Najpierw były w księgarniach dziesiątki książęk o niemcach i ich uzbrojeniu, teraz przyszła pora na ruskich.Koszmar.

Odpowiedz na „Anna DziadzioAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.



Informujemy, że nasza strona może dostosowywać treści reklamowe do Twoich zainteresowań i preferencji. Aby to robić, potrzebujemy Twojej zgody na przechowywanie plików cookies oraz podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym oraz na przetwarzanie danych w celach personalizacji treści marketingowych.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie, w tym poprzez profilowanie przez Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, Twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach stosowanych w serwisie przez Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK i zaufanych partnerów w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam w tym serwisie oraz w Internecie.

Pamiętaj, możesz w każdej chwili nie wyrazić zgody lub cofnąć zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Szczegóły dotyczące wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w ustawieniach.

Informujemy także, że poprzez korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień prywatności w Twojej przeglądarce wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania treści marketingowych i reklam.

Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych, w tym o Twoich uprawnieniach, znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.