Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Zmyślona bohaterka. Czy Ludmiła Pawliczenko naprawdę była najskuteczniejszą snajperką w historii?

Ludmiła Pawliczenko uważana jest za najskuteczniejszą snajperkę w historii. Wiele jednak wskazuje, że prawda wyglądała zupełnie inaczej.

fot.domena publiczna Ludmiła Pawliczenko uważana jest za najskuteczniejszą snajperkę w historii. Wiele jednak wskazuje, że prawda wyglądała zupełnie inaczej.

Setki zabitych wrogów. Najwyższe sowieckie odznaczenia. Tournée po Anglii, Kanadzie i USA oraz miano najskuteczniejszej snajperki w historii. Ludmiła Pawliczenko była prawdziwą gwiazdą Armii Czerwonej. Wiele jednak wskazuje, że wszystko co wiemy o jej dokonaniach, to tak naprawdę produkt radzieckiej propagandy.

Według oficjalnej wersji 25-letnia Ludmiła Pawliczenko wstąpiła na ochotnika do Armii Czerwonej w początkowej fazie niemieckiej inwazji na Związek Radziecki. Jako że przed wojną przeszła przeszkolenie strzeleckie, została snajperką. Pierwszego żołnierza Wehrmachtu zlikwidowała w sierpniu 1941 roku. Potem była obrona Odessy, w trakcie której zabiła 187 Niemców. Po upadku miasta Ludmiłę, wraz z Samodzielną Armią Nadmorską, w której służyła, przerzucono na Krym.

Tam w trwających osiem miesięcy walkach o Sewastopol nadal wykazywała się morderczą skutecznością, napędzaną dodatkowo chęcią zemsty na brunatnym agresorze, który zabił jej męża i syna. Dopiero ciężka rana głowy (i to wcale nie pierwsza) odniesiona podczas wrogiego ostrzału moździerzowego wyłączyła ją z walki. Do tej chwili jednak zdołała posłać na tamten świat 309 niemieckich oficerów i żołnierzy. Wśród nich aż 36 było snajperami!

Ranną bohaterkę ostatecznie ewakuowano pod koniec czerwca z okrążonego miasta okrętem podwodnym do Noworosyjska na rekonwalescencję. Potem wysłano ją na tournée po Anglii, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, gdzie opowiadała zachwyconym dziennikarzom o swoich dokonaniach. Jednocześnie agitowała za otwarciem przez zachodnich aliantów drugiego frontu w Europie.

Po powrocie do proletariackiej ojczyzny już nie odesłano jej na front. Zamiast tego zajęła się szkoleniem strzelców wyborowych. Dowództwo uznało bowiem, że nie można pozwolić, aby dosięgła jej wroga kula.

Pawliczenko jesienią 1942 roku została wysłana na zachód, aby agitować za otwarciem drugiego frontu w Europie. Na zdjęciu wykonanym w Stanach Zjednoczonych wraz z dwoma innymi radzieckimi delegatami.

fot.Jack Delano/domena publiczna Pawliczenko jesienią 1942 roku została wysłana na zachód, aby agitować za otwarciem drugiego frontu w Europie. Na zdjęciu wykonanym w Stanach Zjednoczonych wraz z dwoma innymi radzieckimi delegatami.

Coś tu się nie zgadza

Taką wersja życiorysu Pawliczenki powtarzana jest od dziesięcioleci, ale ile tkwi w niej prawdy? Luba Winogradowa autorka wydanej właśnie w Polsce książki „Snajperki. Dziewczyny z Armii Czerwonej” wskazuje, że pełno w tej historii nieścisłości oraz przekłamań i tak naprawdę wszystko co wiemy o najskuteczniejsze snajperce w dziejach może być tylko owocem radzieckiej machiny propagandowej.

Czerwona lampka zapala się już w momencie, gdy zadamy sobie pytanie dlaczego najwcześniejsze radzieckie doniesienia prasowe o Pawliczence pochodzą z okresu… gdy ta miała na koncie niemal 200 zabitych Niemców? Co więcej – jak podkreśla Winogradowa:

Historia opisana w pierwszej publikacji na jej temat w państwowej prasie jest raczej dziwna. Artykuł był ponoć listem jakiegoś sierżanta Grigorowa. Wojskowy postanowił poinformować kraj o wyczynach kobiety, która osiągnęła najlepszy wynik spośród wszystkich sowieckich snajperów. Dlaczego nie wysłano do niej reportera?

Sama zainteresowana po latach twierdziła, że wynikało to z faktu, iż w początkowych miesiącach wojny nikt nie wiedział czym zajmują się snajperzy i znacznie więcej uwagi poświęcano na przykład dokonaniom kaemistów. Dlatego też tyle pisano o Ninie Oniłowej, która służyła właśnie jako operatorka karabinu maszynowego w tym samym pułku co Pawliczenko.

Tylu zabitych a gdzie ordery?

Jest jednak inne wytłumaczenie. Według tej alternatywnej wersji wydarzeń, Pawliczenko wcale nie posyłała do piachu hurtowo Niemców, ale była zmyśloną bohaterką, której pilnie potrzebowała przegrywająca na wszystkich frontach Armia Czerwona. Mogą o tym świadczyć między innymi – przywoływane przez Winogradową – badania rosyjskiego historyka Olega Kaminskiego.

Ustalił on na przykład, że pułk Pawliczenko walczył w zupełnie innej części Odessy niż twierdziła później snajperka. Dodatkowo utrzymywała ona, że bezpośredni przełożony Iwan Jefimowicz Pietrow kazał jej wybrać sobie pluton snajperski, którym miała dowodzić. Cały problem w tym, że w tym czasie w Armii Czerwonej jeszcze nie było plutonów snajperskich. Co więcej, na froncie Pawliczenko dosłużyła się stopnia starszego sierżanta, w związku z tym mogła prowadzić do boju co najwyżej drużynę.

Pawliczenko twierdziła, że do momentu upadku Odessy zabiła "187 faszystów". Jednak za swoje rzekome dokonania nie została w żadnej sposób nagrodzona. Daje to do myślenia, skoro odznaczenia otrzymywali wtedy nawet kucharze czy artyści frontowych brygad.

fot.domena publiczna Pawliczenko twierdziła, że do momentu upadku Odessy zabiła „187 faszystów”. Jednak za swoje rzekome dokonania nie została w żadnej sposób nagrodzona. Daje to do myślenia, skoro odznaczenia otrzymywali wtedy nawet kucharze czy artyści frontowych brygad.

To jeszcze nie wszystko, jak czytamy w „Snajperkach. Dziewczynach z Armii Czerwonej”:

Pawliczenko, która „zastrzeliła stu osiemdziesięciu siedmiu faszystów”, nie została nagrodzona nawet za walkę pod Odessą. Jak to możliwe? Przecież odznaczano wówczas nie tylko żołnierzy, którzy się czymś wyróżnili, ale także kucharzy, pracowników administracji, a nawet artystów frontowych brygad, by podnieść morale w wojsku.

Jest to tym dziwniejsze, że za dziesięciu zabitych lub rannych wrogów radziecki snajper otrzymywał medal, dwudziestu gwarantowało już order. Siedemdziesięciu pięciu to murowany tytuł bohatera Związku Radzieckiego. Zatem Pawliczenko do końca 1941 roku powinna zostać nim dwukrotnie.

Tymczasem na swój pierwszy order musiała zaczekać do upadku Sewastopolu. Otrzymała go podczas rekonwalescencji w noworosyjskim szpitalu. Złota Gwiazda Bohatera Związku Radzieckiego udekorowała jej pierś dopiero po powrocie zza oceanu w 1943 roku!

Broniące Odessy kobiety również otrzymywały wysokie odznaczenia. Jedną z nich był Nina Oniłowa odznaczona Orderem Czerwonego Sztandaru.

fot.domena publiczna/Fdutil/CC BY-SA 3.0 Broniące Odessy kobiety również otrzymywały wysokie odznaczenia. Jedną z nich był Nina Oniłowa odznaczona Orderem Czerwonego Sztandaru.

Ktoś może powiedzieć, że była kobietą i dlatego nie doceniano jej sukcesów. Możliwe, ale dziwnym trafem nie doświadczyła tego wspomniana już wcześniej Nina Oniłowa, która w trakcie walk o Sewastopol otrzymała za swoje zasługi Order Czerwonego Sztandaru. Zatem za brakiem odznaczeń dla rzekomo zabójczo skutecznej snajperki wcale nie musi kryć się męski szowinizm.

Problemy z liczeniem i znikające blizny

Nieścisłości i pytań jest znacznie więcej. Sama Pawliczenko twierdziła, że podarowała sobie trzechsetnego Niemca na urodziny, które obchodziła 12 lipca. Tymczasem według oficjalnej wersji po tym jak została ranna wywieziono ją z okrążonego miasta okrętem podwodnym już 22 czerwca. Przyjmijmy na chwilę, że zarówno ona jak i jej biografowie pomylili daty zranienia i ewakuacji. Nadal jednakże pozostaje pytanie kiedy i gdzie zastrzeliła kolejnych dziewięciu wrogów?

Na pewno nie podczas tournée po Anglii, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, na które wyruszyła jesienią 1942 roku. Ono również przynosi kolejną porcję wątpliwości. Na zdjęciach wykonanych w jego trakcie, na jej młodej, gładkiej buzi nie widać żadnych śladów po rzekomo głębokiej ranie twarzy (sama utrzymywała, że chodziło o kość policzkową). Może to efekt niespotykanych talentów radzieckich chirurgów, a może po prostu nie było żadnej rany?

Tekst powstał w oparciu o książkę Luby Winogradowej pod tytułem "Snajperki. Dziewczyny z Armii Czerwonej” (Znak Horyzont 2018).

Tekst powstał w oparciu o książkę Luby Winogradowej pod tytułem „Snajperki. Dziewczyny z Armii Czerwonej” (Znak Horyzont 2018).

Co więcej, jak czytamy u Winogradowej podobno w trakcie swojej niespełna rocznej służby na froncie Pawliczenko była ranna aż trzy razy i doznała czterech urazów głowy. Tymczasem widocznych blizn brak.

Do myślenia daje również fakt, że rzekomo doskonała snajperka, jaką miała być Pawliczenko, ustawicznie odmawiała zaprezentowania za oceanem legendarnych umiejętności. Co innego towarzyszący jej znakomity strzelec wyborowy Władimir Pczelincew, który nie miał z tym najmniejszego problemu. Ostatecznie tylko raz udało się namówić snajperkę do zaprezentowania swojego kunsztu, ale jak skwitował Pczelincew strzelała „na odczepnego”.

Dokumenty zginęły, ale syn przeżył

Nie tylko dokonania bojowe Pawliczenki budzą wątpliwości. Mijała się również z prawdą mówiąc w wywiadach o swoim życiu prywatnym. Twierdziła na przykład, że w trakcie oblężenia Sewastopola zginął jej mąż i syn. Tymczasem z Aleksiejem Pawliczenką rozwiodła się niedługo po ślubie, który wzięła w 1932 roku, zaś Rostisław przeżył wojnę i zmarł dopiero w 2007 roku.

Na twarzy Pawliczenko próżno szukać blizn bo rzekomo ciężkich ranach twarzy.

fot.domena publiczna Na twarzy Pawliczenko próżno szukać blizn bo rzekomo ciężkich ranach twarzy.

Niestety, jak podkreśla Luba Winogradowa w cytowanej już książce „Snajperki. Dziewczyny z Armii Czerwonej”:

Wszystkie archiwa Samodzielnej Armii Nadmorskiej, w której służyła Ludmiła Pawliczenko, zaginęły, kiedy ta została rozbita. Nie zachowały się żadne dokumenty mogące pokazać, ile trafień miała na koncie Pawliczenko albo nawet to, że była w swoim pułku snajperką. Wszystko, co o niej wiemy, powiedziała sama, a opowiadane przez nią historie są pełne sprzeczności.

Może zatem pora przestać ją wychwalać i umieszczać w rankingach najskuteczniejszych strzelców wyborowych w historii? W końcu Armia Czerwona miała wiele prawdziwych bohaterek i to im powinno się poświęcać uwagę.

Źródło:

Ciekawostki to kwintesencja naszego portalu. Krótkie materiały poświęcone interesującym, zaskakującym detalom z przeszłości, dziwnym wiadomościom z dawnej prasy. Lektura, która zajmie ci nie więcej niż 3 minuty, oparta na pojedynczych źródłach. Ten konkretny materiał powstał w oparciu o:

Życie i śmierć radzieckich strzelczyń wyborowych w książce:

Czy wiesz, że ...

...nie dla wszystkich moment zakończenia II wojny światowej okazał się radosny? 9 maja 1945 roku ruszył kolejny transport na wschód, wiozący na Kołymę grupę polskich jeńców.

...do obozów koncentracyjnych trafiały kobiety, których sposób bycia lub ubierania uznano za… zbyt wyzywający? Prewencyjne zwalczanie przestępczości pozwalało policji aresztować obywatelki o „zbyt erotycznym sposobie bycia, wyzywająco ubrane i wykazujące zachowania aspołeczne”.

...polscy oficerowie zamordowani w Katyniu do końca nie wiedzieli co ich czeka? Świadczą o tym ich spisane tuż przed śmiercią notatki, które odnaleziono podczas ekshumacji. 

...jedyna polska cichociemna generał Elżbieta Zawacka będąc dzieckiem nie umiała powiedzieć ani słowa po polsku? Było to bezpośrednim tego, że mieszkała na ziemiach zaboru pruskiego, gdzie jej rodzinę poddawano germanizacji.

Komentarze (36)

  1. yyyyy Odpowiedz

    Rzygać się chce, jak się czyta takie żałosne gnioty. Wszystko co rosyjskie to be, a co z usa to cacy, bo taka od lat moda wśród rusofobicznych pseudo pisarzy i pseudo dziennikarzy w polskojęzycznych mediach.

    • Anonim Odpowiedz

      Nie tylko pisarze i dziennikarze są rusofobami. Większość Polaków ma takie nastawienie do naszych wschodnich sąsiadów. Lecz nie widzę w tym tekście przejawów „rusofobizmu”. Autor podał rzetelne, rzeczowe argumenty za fałszerstwem rzekomej snajperki.

      • yyyyy Odpowiedz

        Nie miałem na myśli autora tego artykułu jako rusofoba bo nieprecyzyjnie się wyraziłem. Mówiłem o mediach ogólnie czyli państwowej i prywatnej telewizji, radiu i prasie, bo taka jest chora moda od lat.
        Osoba opisana w artykule przez lata miała opinie najlepszej, aż nagle ktoś to podważa.
        Ciekawe, dlaczego o usa nie mówi się źle w nawet 1 procencie tego, co o Rosji.

        • yamata

          Yyyy? A za co to tak mamy was bezwarunkowo kochać? Bo choć miłość do USA jest platoniczna i lekko głupia, to jednak trochę nam ten kraj pomógł w zrzuceniu… Czekaj, czekaj, czego to? Waszego jarzma?

          Wymóg trochę ordynarny w stosunku do narodu, który sporo z waszej strony wycierpiał. I który w II WŚ wbił nam nóż w plecy, wykończył Powstanie Warszawskie i na 45 lat narzucił niewolę w granicach swojej strefy wpływów. Wcześniej też nie było różowo, tak minimum przez te słynne umowne 123 lata! Mam cie jeszcze kochać, misiu?

          Owszem, nasz durny rząd pogrywa z Rosją, zamiast mieć z nią normalne stosunki dyplomatyczne i handlowe. Owszem, moglibyśmy gremialnie bardziej interesować się tym, co w Rosji się dzieje i co ma ona światu do zaoferowania. Owszem, moglibyśmy chłonąć waszą kulturę i sztukę, bo niewątpliwie jest co. Ale zaraz być rusofilem?

          Ja nie jestem rusofobem i nie jest mi obca wasza literatura, sztuka czy muzyka. Ale nie ułatwiacie nam kontaktów i wasze nastawienie wielce przyjazne nie jest. Nie mówię o jednostkach, wśród których mam nawet przyjaciół. Mówię o wielkomocarstwowych zapędach i całkowitym braku pokory wobec historii oraz zaprzeczaniu winom, które macie wobec innych narodów i samych siebie. Żyjecie w kłamstwie i to psuje stosunki z wszystkimi sąsiadami. Tyle w temacie. Amen.

      • yyyyy Odpowiedz

        Nie miałem na myśli autora tego artykułu jako rusofoba bo nieprecyzyjnie się wyraziłem. Mówiłem o mediach ogólnie czyli państwowej i prywatnej telewizji, radiu i prasie, bo taka jest chora moda od lat. Wszystko co rosyjskie to wg nich jest do bani, nawet w sporcie się ich niszczy i krytykuje – np. w Soczi, masowe dyskwalifikacje ros sportowców – bokserów czy też lekkoatletów, podczas gdy to w usa ćpają najwięcej, nie mówiąc o wysmiewaniu Putina, gdzie tymczasem psychol trump wyprawia co che.
        Osoba opisana w artykule przez lata miała opinie najlepszej, aż nagle ktoś to podważa.
        Ciekawe, dlaczego o usa nie mówi się źle w nawet 1 procencie tego, co o Rosji.
        Wszystkie media od tvn i wybiorczej przez tvp i info po wiele stron w necie sieje propagandę pro-usa i anty-Rosję.
        Niestety, zdecydowana większość widzów i czytelników w to slepo wierzy.

        • Nasz publicysta | Anna Dziadzio

          Szanowny yyy, dziękujemy za wyjaśnienie – jak zauważył Anonim, zabrzmiało to jak zarzut wobec Autora tekstu czy Autorki książki. Jednak zarówno jedno, jak i drugie bazuje wyłącznie na faktach, a tam gdzie nie są one możliwe do ustalenia – wprost się o tym pisze. Pozdrawiamy.

  2. lutek Odpowiedz

    Pijacy ,sadyści i kretyni byli też w armiach aliantów wystarcz za trzech radzieckich generałów jeden USA Patton.Ale obecna poprawność polityczna zabrania chwalenia armii która ponosiła największy ciężar wojny .Wypacza się historię i zapomina otym że dzięki Armii Czerwonej Niemcy nie zdążyli unicestwić wszystkich narodów Słowiańskich.Ale niestety u nas w chwili obecnej historią i manipulacją historyczną zajmują się zacietrzewieni idioci.

    • Anonim Odpowiedz

      To dzięki Armii Czerwonej Polska została wyzwolona spod niemieckiej okupacji i staliśmy się w pełni autonomicznym pańśtwem

      • yamata Odpowiedz

        Ty se jaja robisz z pogrzebu czy jesteś aż tak potwornie głupi? Może przypomnisz co się stało 17 września 39? Albo 4 czerwca 1989 roku? Kiedy rzeczywiście staliśmy się „autonomicznym państwem”?

    • yamata Odpowiedz

      O Pattona się odwal. Miał realne sukcesy i był postacią nieporównywalnego formatu w stosunku do takiego Żukowa dajmy na to. Co by się stało bez udziału Armii Czerwonej w II WŚ, to sobie możesz tylko gdybać. Może wbrew pozorom Hitler nie dokończyłby swoich planów bo zatrułby się grzybkami i żylibyśmy dziś jak pączki w maśle w Republice Federalnej Niemiec. Może jedank alianci i tak wygraliby tą wojnę. Może…

      Ale tak czy inaczej, nigdy nie zapomnimy jak nam „pomogła” Armia Czerwona 17 września. To tak gwoli „poprawności politycznej”. A to, ze musieliście ratować własną dupę, co wam się ledwie udało, po czym przetoczyliście się jak walec przez pół Europy i zastąpiliście z powodzeniem Hitlera, to trudno uważać za łaskę boską. Trochę jak wybór czy się powiesić czy utopić?

      Zanim zaczniesz upominać innych, spójrz sam w zwierciadełko. Zobaczysz tam zacietrzewionego idiotę ze swoich opowieści…

  3. Jarema Odpowiedz

    Władza radziecka na gwałt potrzebowała bohaterów typu Pawlik Morozow. Dzielna kobieta snajper mszcząca się za śmierć bliskich i stająca w obronie ojczyzny proletariatu, przecież to jak z jakieś bajki albo mitologii. Umówmy się że wybrano młodą dziewczyną która może tam i miała jakieś umiejętności ale nawet jeśli to chodziło o to że była reprezentatywna. Na końcu autor zapisał że armia czerwona miała wiele bohaterek ale przecież nie wypuszczono w świat żołnierki która jest zniszczona przez wojnę, ma zepsute zęby, zaniedbaną cerę itp…co było normalne bo wystarczy spojrzeć na zdjęcia z tych czasów. O dziwo bohaterki były zadbane, mundur jak spod igły i co ciekawe- podobnie jak Ludmiła miały typowo rosyjską urodę. Nic tylko przypisać im mityczne osiągnięcia, zrobić zdjęcie i niech społeczeństwo kraju rad a potem cały świat podziwia jak to radzieckie krasawice biją Niemców, oczywiście z miłości do państwa i tow. Stalina.

  4. Rola Odpowiedz

    A czego ona bronila? Lubianki, GULagu, daczy Stalina, grobow ofiar glodu. W takim np. Leningradzie po zabiciu bandyty Kirowa rozpetal sie terro.jego ofiara padla co czwarta rodzina. Ci durnie zamiast w 41 budowac luki powitalne wyzwolicielom z Wermachtu. Staneli w obronie oprawcow. Leningrad to symbol rosyjskiej glupoty I upodlenia. Niewolnik broniacy swoich kajdan I oprawcow

    • Jarema Odpowiedz

      A co narody ciemiężone przez ZSRR zrobiły po 22 VI? walczyły? nie, witały Niemców, żołnierze przechodzili na stronę niemiecką? bo kto normalny chciałby walczyć za swojego kata. Problem polegał na tym że Niemcy w tych ludziach nie widzieli sojuszników tylko podludzi których należy wytępić. W konsekwencji zmarnowali pokłady antykomunizmu bo ludzie gnębieni przez Stalina teraz byli bezlitośnie gnębieni przez Hitlera więc stwierdzili że już lepsi są swoi mordercy niż obcy. Jak mieli nie walczyć za bolszewików skoro wiedzieli co ich spotka z rąk Niemców? w moich okolicach w Częstochowie więziono 30 000 czerwonoarmistów, do 1942 r dożyło tylko 2 000. Już lepiej było walczyć w armii czerwonej do ostatniej kropli krwi. I na tym polegała największa tragedia narodów o których losie napisał N. Davis w ,,Skrwawionych ziemiach”/

      • yamata Odpowiedz

        Ba, napisz jeszcze temu idiocie, co groziło Rosjanom za zdradę. No i jaki miałeś wybór jak z kołatką czy kijem zasuwałeś na niemieckie okopy, bo NKWD dźgało cię bagnetem w plecy. W dodatku łatwo osądzać ludzi w państwie totalitarnym, którzy internetu i swobodnego przepływu informacji raczej nie mieli, i wiedzieli tylko tyle, co im powiedziała propaganda. A nawet jeśli wiedzieli trochę więcej, to się tym nie chwalili i nie dopytywali zbytnio. Każdy chciał żyć! Co za cholerny ignorant. Skąd to się takie bierze?

  5. Leszek Odpowiedz

    Jak witano w ZSRR wkraczający Wehrmacht można przeczytać u Marka Sołonina w książce „22 czerwca”. Otóż poddawały się zwarte oddziały i wychodziły z bronią,sztandarami,sztabami i komisarzami.Gdyby Hitler postąpił zgodnie z sugestiami swoich generałów/niektórych/to w Moskwie byliby przed upływem miesiąca. Jednak jego zdaniem „przyszliśmy podbijać,a nie wyzwalać”co zakończyło się klęską.
    A jeśli chodzi o Pawliczenko, to niedawno widziałem w TV film/amerykański/ o niej.Oczywiście fabularny. Typowy amerykański gniot, ale były tam sceny z jej ojcem, majorem KGB.Nie wiem, czy to prawda.Powiedzmy ciekawostka. W filmie Ludmiła staje się osobistą przyjaciółką Eleanor Roosevelt, mieszka w Białym Domu i w finale wygłasza płomienne wezwanie, aby amerykanie przestali chować się za jej plecami,i ruszyli do walki.Co wywołuje szaloną owację na stojąco.
    Mnie raczej zniesmaczyło.

  6. Leszek Odpowiedz

    Przepraszam za pomyłkę. Ten film to „Bitwa o Sewastopol” i jest produkcji Ukraińsko-Rosyjskiej. Nie zwróciłem na to uwagi oglądając go,a wziąłem go za amerykański, bo filmy rosyjskie o wojnie są zdecydowanie lepsze.

    • Piotr Żelezowski Odpowiedz

      Filmy rosyjskie o wojnie były jeszcze niedawno zdecydowanie lepsze. W dobie ”9 kompanii”, ”Spalonych słońcem 2” potrafili kręcić naprawdę świetne kino, bez tego kiczowatego amerykańskiego patosu i bez tej ich propagandy z czasów ZSRR. Obecnie Ruskie cofnęły się w rozwoju, wystarczy obejrzeć ”Stalingrad” czy choćby ten kicz o Pawliczenko – sami zaczęli naśladować hollywoodzką tandetę i nadęcie. Dodali do tego jeszcze bardziej niż u Amerykanów naciągane idealizowane i wybielanie własnej strony. W efekcie wychodzi taki trochę produkt bieda hollywoodu, jak to na wojence ładnie, kiedy ułan spadnie.

  7. Jarema Odpowiedz

    Popełniamy tutaj pewną hipokryzje bo oczywiście że sowiecka propaganda kłamała jak z nut ale czy my Polacy jesteśmy aż na tyle lepsi? Prasa polska nie kłamała w 1939 r? nie kłamano całą wojnę i nie oszukiwano społeczeństwa rychłym zwycięstwem? czy dzisiaj nie opowiadamy bzdur i z każdego żyjącego weterana który zabił choć jednego wroga nie robimy bohatera na miarę tych z Trylogii? Nie uczymy fałszu o powstaniu w Warszawie kiedy to dostaliśmy największe lanie w dziejach w trakcie wojny która była największą tragedią w naszych dziejach? Nie zawyżamy liczby zastrzelonych niemieckich samolotów w bitwie o Anglię czy zabitych Niemców w Warszawie? to odnośnie jednego z artykułów. Fałszywa historia jest matką głupiej polityki i dlatego od wielu lat nam czy Rosjanom i innym narodom z takim podejściem wiedzie się tak nie bardzo.

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Panie Jaremo, hipokryzja byłaby gdybyśmy wytykali sowietom, a Polakom nie. Fałszywa historia jest matką głupiej polityki, ale niestety wciąż tą matką często pozostaje. Dziękujemy bardzo za ten wpis. Pozdrawiam serdecznie.

    • yamata Odpowiedz

      Ależ oczywiście że tak jest i każdy historyk czy pasjonat, o ile nie jest z IPN lub nie ma odchyłki nacjonalistycznej o tym doskonale wie. Wystarczy obejrzeć tą hucpę wokół Tupolewa, Wyklętych czy zakłamywanie historii polskich Żydów, których odczłowieczanie doszło już tak daleko, ze trzeba przypominać, że to nie byli kosmici, tylko obywatele polscy, nasi rodacy! A nie jacyś „oni”, co chcą nam odebrać kamienice. Swoje zresztą… ;) Oczywiście nie podkręcajcie się tym wpisem, żaden Żyd wam niczego nie zabierze, zaszłości historycznych nikt już nie odkręci. Tak jak Niemcy nie dadzą nam reparacji, a Rosjanie tym bardziej…

      Wszystko to nie zmienia faktu, że wyjątkowo lubimy wybielać historię. Której w dodatku dobrze nie znamy. Patrzymy wybiórczo i widzimy tylko to, co nam się podoba. Takie propagandowe podejście jest bardzo szkodliwe, ale brzydkiej lasce też nikt w twarz nie rzuca „jesteś brzydka”. I w dodatku głupia, wredna i gruba. Idź się powieś… ;) Co dopiero jak mówimy o mitycznej ojczyźnie! ;)

      Ludzie są strasznie głupi. I najśmieszniejsze, że im się wydaje, iż to coś zmieni…

  8. Łukasz Wójcicki Odpowiedz

    Dziwne że w Polsce, tak doświadczonej przez komunizm i ZSRR ciągle jest tylu rusofilów. Rzygać się chce już od tekstów: „To dzięki Armii Czerwonej Polska została wyzwolona spod niemieckiej okupacji”, „dzięki Armii Czerwonej Niemcy nie zdążyli unicestwić wszystkich narodów Słowiańskich”.
    Jeden z drugim nie przyjmuje do wiadomości że spod tej okupacji „ratowali” narody słowiańskie wcześniej je razem z III Rzeszą pod tę okupację je wtrącając. Nie byłoby potęgi III Rzeszy bez wsparcia komunistów. ZSRR Pomagał Niemcom się zbroić a następnie razem z nimi niewolił sąsiadów. Polska, Finlandia, Łotwa, Litwa, Estonia, Rumunia – sowieccy bandyci przejawiali agresję do każdego sąsiada, nie dotrzymywali żadnych układów, wykazywali się bestialstwem wszędzie gdzie się pojawili. Nie przeszkadza to jednak zaślepionym rusofilom wypisywać piać peany na ich cześć. Nie wiem czy to skrajna głupota i historyczny analfabetyzm czy świadoma propaganda?

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Panie Łukaszu, patrząc na komentarze pod tekstami dotyczącymi komunizmu i Stalina nas też to zastanawia, dlatego nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na zadane przez Pana pytanie… Pozdrawiamy.

  9. MR.INCOGNITO Odpowiedz

    28 milionow zabitych ,zaglodzonych ,zakatowanych Rosjan w tej wojnie nie tylko przez Niemcow ,ale rowniez przez swoich.Setki tysiecy mlodych zolnierzy wyslanych na pewna smierc w tzw,zwiadach bojowych.Gnani do ataku na bunkry i karabiny maszynowe.Po wojnie zamykani w syberyjskich lagrach w podziekowaniu za zwyciestwo…a wy spieracie sie o jedna snajperke..wytwor propagandy.sowieckiej.

    • Janko Odpowiedz

      Powtarzasz bzdury, których nawet mitami nazwać wstyd. W następnym kawałku rodem z goebelsowskiej propagandówki będzie coś o gwałtach Armii Czerwonej na milionach Polek i Polaków?

      • gnago Odpowiedz

        poczytaj wspomnienia ze Stalingradu i Leningradu są pamiętniki o ataku po trupach wielowarstwowych . W mundurach letnich, zimowych. Są rosyjskie już po polsku analizy w książkach o stratach przez dowodzenie . Zmieniło się dopiero po 43 doszła kadra wyszkolona w boju za zasługi bojowe nie partyjne

        • yamata

          Ale on nie czyta. On wie! I to lepiej od ciebie. Dziadek mu opowiadał… ;)
          Polecam książkę Rosjanina, żebyś nie posądzał o stronniczość: „Obrona Leningradu” – Wladimir Bieszanow.
          Tam sobie poczytasz, jak wyglądała naprawdę ta wasza wojna…
          Tylko ostrzegam, pozycja nie jest może tyle obszerna, co trudna w czytaniu. Ja mniej więcej co 4 strony musiałem odpocząć od tego nawału bezsensownych, okrutnych śmierci. I idiotyzmu tego bezdusznego systemu, który za tym wszystkim stał…

      • yamata Odpowiedz

        Milionach może nie. Setkach tysięcy – na pewno. I to zależy jak i w jakim okresie liczyć. On podał konkretne liczby i można się spierać o ich wysokość na podstawie źródeł. Ale nie twoich pobożnych życzeń, rusofilu…

  10. Janko Odpowiedz

    Panie Rafale Kuzak, szkoda, że publikując takie teksty, zamienia Pan jeden mit na inny mit. Można było tego pozbiegnąć, sprawdzając amerykańskie informacje po tej drugiej, rosyjskiej stronie II Informacyjnej Wojny Światowej. W Rosji przez ostatnie lata dużo takiego zachodniego g*** goebelsowskiego odkłamywuje.
    .

  11. gnago Odpowiedz

    TAaa a ktoś zastanawiał się jak zliczano cele. Kamerkę CCD zamontowano w lunecie ? Jak krasnaja armia była w odwrocie to polegano na słowie snajpera ew. świadków z okopu jak widzieli jak cel pada. I to mogła być przyczyna niezaliczenia pierwszych trafień te 200 brakujące, ówczesny dowódca nie brał pod uwagę słowa i nie przedstawiał do odznaczeń. Przy odzyskiwaniu terenu były trupy bądź niemiecka dokumentacja

    • yamata Odpowiedz

      Głupiś. I jeszcze się z tym obnosisz, ignorancie. Ten Fin, istniał. A jego wyczyny są prawdziwe i udokumentowane. Nazywał się Simo Häyhä i miał ksywę „Biała Śmierć”. Zabił w wojnie obronnej może nie „tryliony”, ale dokładnie 505 żołnierzy Armii Czerwonej z broni snajperskiej i na dokładkę jeszcze 200 z pistoletu maszynowego, na dokładkę. To delikatnie licząc 705 trupów. Nieźle…

      Zanim wygłosi się głupi komentarz w internecie, czyli publicznie, mógłbyś nauczyć się korzystać z jego dobrodziejstw i np. użyć wyszukiwarki Google albo Wikipedii. Oszczędziłoby nam to twoich błyskotliwych odkryć, a mnie pisaniny kierowanej do buta. Z lewej nogi… ;)

Odpowiedz na „Łukasz WójcickiAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.