Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Chodzące skrzyżowanie Rambo i Indiany Jonesa. Trudno uwierzyć kim w młodości był Winston Churchill

Winston Churchill w huzarskim mundurze na zdjęciu wykonanym w 1895 roku.

fot.domena publiczna Winston Churchill w huzarskim mundurze na zdjęciu wykonanym w 1895 roku.

Korespondent wojenny, gotowy ryzykować życie za pięć funtów. Żołnierz, żałujący, że tak mało toczy się wojen i chwalący się każdym położonym trupem. Ofiara porwania, która wręcz cieszyła się, że wpadła w ręce wroga. A na koniec: jeden z najsłynniejszych polityków w dziejach świata.

Kiedy Winston Churchill w 1900 roku pierwszy raz został wybrany do brytyjskiej Izby Gmin, miał niespełna dwadzieścia sześć lat. Otworzyła się wówczas przed nim kariera, która zaprowadziła go na najwyższe stanowiska w państwie i uczyniła – zgodnie z wynikami sondażu przeprowadzonego dla BBC w 2002 roku – „największym Brytyjczykiem” w historii. Ale, mimo młodego wieku, Churchill miał już za sobą nie lada dokonania. Wystarczy wspomnieć, że zamiast na pierwsze posiedzenie parlamentu, wybrał się na… tourneé po Wielkiej Brytanii, USA i Kanadzie.

W Nowym Jorku na jego wykład przyszły tłumy słuchaczy. Zapowiadał go sam Mark Twain, ulubieniec Amerykanów. „Szanowne Panie, Szanowni Panowie” – zaczął – „mam zaszczyt przedstawić Państwu Winstona Churchilla – bohatera pięciu wojen, autora sześciu książek i przyszłego premiera Anglii”.

Na spełnienie przepowiedni literata przyszło jednak Churchillowi jeszcze długo poczekać. Ale swoją ówczesną popularność zawdzięczał niewątpliwie temu, że już wtedy świat znał go jako obdarzonego wielką fantazją niespokojnego ducha, poszukiwacza przygód, by nie rzec – awanturnika.

Churchill już w młodym wieku zdobył sobie uznanie. W 1900 roku na jego spotkanie w Nowym Jorku przybył nawet Mark Twain.

fot.A.F. Bradle/domena publiczna Churchill już w młodym wieku zdobył sobie uznanie. W 1900 roku na jego spotkanie w Nowym Jorku przybył nawet Mark Twain.

„Chętniej nająłbym się jako czeladnik u murarza”

Niedopasowanie Winstona, syna lorda Randolpha Churchilla i wnuka siódmego księcia Marlborough, do panujących w jego epoce standardów, było widoczne już od najmłodszych lat. Nigdy nie polubił szkoły. „Większość chłopców była bardzo szczęśliwa, w salach lekcyjnych i na boiskach wielu z nich zaznało największych wyróżnień, jakie ich w życiu spotkały. Mogę tylko odnotować fakt, że ja, bez wątpienia z mojej własnej winy, należałem do wyjątków” – wspominał.

Niewątpliwie miały na to wpływ jego pierwsze doświadczenia z placówkami edukacyjnymi, które były raczej drastyczne. W wieku siedmiu lat trafił do St. James School, gdzie panowała drakońska dyscyplina. Dostarczony przez samego Winstona opis, nawet u jego współczesnych musiał budzić przerażenie:

Parę razy na miesiąc wszystkich uczniów spędzano do biblioteki i jednego albo dwóch delikwentów eskortanci prowadzili do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie byli chłostani, dopóki nie zaczęli ociekać krwią, podczas gdy reszta z nas z drżeniem słuchała ich wrzasków.

Podczas pisania tego artykułu wykorzystano między innymi książkę Thomasa Kielingera pod tytułem "Winston Churchill. Późny bohater" (Bellona 2018).

Podczas pisania tego artykułu wykorzystano między innymi książkę Thomasa Kielingera pod tytułem „Winston Churchill. Późny bohater” (Bellona 2018).

Także kolejna szkoła – tym razem w Harrow – nie zmieniła niechęci młodego szlachcica do nauki. Nie widział w niej większego sensu. Jeszcze w 1930 roku, spisując wspomnienia z młodości, twierdził, że chętniej pracowałby jako murarz czy goniec, lub pomagał ojcu w „aranżowaniu witryny sklepu spożywczego”. I uważał, że więcej by się w ten sposób nauczył.

Na tym etapie było już oczywiste, że Winston nie pójdzie w ślady ojca – absolwenta Oxfordu. Nie dlatego, że nie chciał za jego przykładem zająć się polityką. Uznał jednak, że zostanie mężem stanu w inny sposób – a mianowicie wybierając… zawód żołnierza. Thomas Kielinger, autor książki „Winston Churchill. Późny bohater”, tak komentuje tę niezwykłą decyzję:

Przyszły mąż stanu, jakim widział się młody absolwent Akademii Wojskowej w Harrow, musiałby w każdym razie wybrać drogę przez „Oxbridge” (…). Winston przeskoczył jednak ten etap (…). On po prostu wykorzystał „żołnierskie doświadczenia” do rozpoczęcia kariery politycznej, co nie zdarzyło się dotąd w polityce brytyjskiej od czasów księcia Wellingtona.

Młody Winston nie miał najmniejszego zamiaru iść w ślady ojca, Randolpha Churchill (na zdjęciu) i kończyć Oxfordu.

fot.Mackintosh/domena publiczna Młody Winston nie miał najmniejszego zamiaru iść w ślady ojca, Randolpha Churchill (na zdjęciu) i kończyć Oxfordu.

„Nie mogę usiedzieć w miejscu”

Niewątpliwie na wybór młodego Churchilla miały wpływ jego niezwykła żądza przygód oraz pragnienie zdobycia wojennej sławy. Już jako uczeń Akademii Wojskowej w Sandhurst wręcz utyskiwał, że współczesny świat zrobił się zbyt pokojowy. „Co za szkoda” – pisał – „że epoka wojen między cywilizowanymi narodami na zawsze dobiegła końca”. Żałował, że „kiedy cały świat robił się taki rozsądny i pokojowy – tudzież demokratyczny – czasy wojennej chwały odeszły bezpowrotnie w przeszłość”.

Wkrótce znalazł dla siebie dość niezwykłe pocieszenie. „Na szczęście” – zanotował we wspomnieniach – „wciąż pozostali dzikusi i ludy barbarzyńskie”. I rzeczywiście, kiedy tylko ukończył szkołę w Sandhurst, zaczął robić wszystko, by jak najszybciej znaleźć się na polu bitwy.

Ponadto, aby dostać się do oddziałów biorących udział w rzeczywistych starciach, często wykorzystywał koneksje swojej matki, lady Jennie Churchill, cieszącej się dużą popularnością w kręgach brytyjskiej arystokracji. Naraziło to zresztą Winstona następnie na zarzuty, że chciał „wypromować” swoją osobę dzięki licznym znajomościom.

Obdarzony awanturniczym charakterem Winston chętnie korzystał z licznych koneksji swoje matki, Jennie Churchill, aby znaleźć się w centrum wydarzeń.

Obdarzony awanturniczym charakterem Winston chętnie korzystał z licznych koneksji swoje matki, Jennie Churchill, aby znaleźć się w centrum wydarzeń.

Jego syn, Randolph, uważał jednak, że chodziło przede wszystkim o poszukiwanie mocnych przeżyć:

 (…) w swoim własnym mniemaniu nie szukał łatwego awansu w zawodzie przez wykorzystanie wpływów, ale tylko możliwości wystawienia się na ogień któregokolwiek z wrogów Anglii, który był w danej chwili dostępny. Był niestrudzony w tym dążeniu: tym, czego szukał, była sława, chwała i reputacja, i dla ich zdobycia z radością stawiał życie na szali.

„Szukałem guza”

Pierwsze wojenne szlify Churchill zdobywał pod koniec 1895 roku na Kubie. Nie pojechał tam jednak jako żołnierz, ale w czasie od służby wolnym. Dorabiał jako korespondent wojenny – londyński dziennik „Daily Graphic” płacił mu po pięć funtów za artykuły z relacją z toczącego się na wyspie konfliktu. Trwało tam powstanie miejscowych przeciwko hiszpańskiemu panowaniu.

Podczas pobytu na Kubie Winston obserwował z bliska walki z partyzantami. Maszerując z kolumną hiszpańskiego wojska, znalazł się nawet kilka razy pod ostrzałem. Podziwiał przy tym postawę żołnierzy, którzy nie reagowali na świszczące wokół nich kule. I chciał im dorównać. „Musieliśmy się bardzo starać, aby nie dać nic znać po sobie” – opisywał później.

Pierwszą wojną w jakieś Churchill wziął udział - jeszcze jako korespondent wojenny - była narodowowyzwoleńcze powstanie na Kubie. Na ilustracji obraz Armando Menocali, przedstawiający śmierć jednego z liderów rebelii Antonio Maceo.

fot.domena publiczna Pierwszą wojną w jakieś Churchill wziął udział – jeszcze jako korespondent wojenny – była narodowowyzwoleńcze powstanie na Kubie. Na ilustracji obraz Armando Menocali, przedstawiający śmierć jednego z liderów rebelii Antonio Maceo.

Ale pozorna pogarda wobec śmierci to nie najważniejsze, co młody Churchill wyniósł z pobytu na Kubie. Jak pisze Thomas Kielinger w książce „Winston Churchill. Późny bohater”, z tego epizodu Brytyjczykowi pozostały „dwa przyzwyczajenia, które miały dla niego wprost sakramentalne znaczenie: cygaro, najchętniej hawańskie, oraz utrzymująca go w dobrym stanie, niezastąpiona – sjesta”.

Podglądanie antyhiszpańskiego powstania było jednak tylko preludium. Prawdziwy chrzest bojowy ambitny szlachcic przeżył na drugim końcu świata – w Indiach. 4. Regiment Huzarów, w którym służył, przeniesiono jesienią 1896 roku do Bangalore. Wprawdzie żołnierze jednostki prowadzili dość komfortowe życie, a ich głównym celem była – jak pisał sam Churchill – gra w polo, ale przyszły premier wykorzystał i tę okazję, by rozejrzeć się za nowymi przygodami.

Szansa na kolejne niezwykłe doświadczenie nadeszła, gdy w 1897 roku na granicy Indii i Afganistanu wybuchło powstanie plemion pasztuńskich. Churchill bardzo chciał dołączyć do karnego korpusu ekspedycyjnego – Malakand Field Force – pod dowództwem generała sir Bindona Blooda. Mimo jego własnych starań, a także interwencji matki okazało się, że nie ma wakatów. Mógł jednak pojechać tam ponownie jako korespondent. Oczywiście za własne pieniądze…

Podczas pisania tego artykułu wykorzystano między innymi książkę Thomasa Kielingera pod tytułem "Winston Churchill. Późny bohater" (Bellona 2018).

Podczas pisania tego artykułu wykorzystano między innymi książkę Thomasa Kielingera pod tytułem „Winston Churchill. Późny bohater” (Bellona 2018).

Reprezentując tym razem „Daily Telegraph”, Winston wyruszył więc w pięciodniową podróż pociągiem, aby dołączyć do korpusu. Sprzyjało mu szczęście, bo już wkrótce postanowiono wykorzystać jego żołnierskie umiejętności. Churchilla przydzielono do 31. Pułku Pendżab. 17 września 1897 roku wziął udział w bitwie w pobliżu wioski Markhanai. „Nie jestem pewien, ale chyba zastrzeliłem czterech” – pisał później w liście do znajomego. Przed matką natomiast chwalił się:

Przejechałem na moim siwku przez całą długość linii ognia, podczas gdy wszyscy inni leżeli w ukryciu. Może to i głupie, ale ja gram o wysoką stawkę i jeśli jestem oglądany, nie ma czynu, który byłby zbyt śmiały lub zbyt szlachetny.

„Zrozumiałe, że uda się tam Pan na własny koszt…”

Doświadczenia z pacyfikacji powstania pasztuńskiego Churchill opisał w książce „The Story of the Malakand Field Force”. Tak rozpoczęła się jego kariera już nie tylko jako dziennikarza, ale i pisarza. Publikacja zyskała uznanie samego księcia Walii, przyszłego króla Edwarda VIII.

W szeregach Makaland Field Force Churchill walczył z Pasztunami.

fot.domena publiczna W szeregach Makaland Field Force Churchill walczył z Pasztunami.

Młodego żołnierza żądza przygód pchała jednak dalej. Wrócił do Bangalore, do jednostki. Następnie spędził trochę czasu w Kalkucie, obracając się – jak zwykle – w kręgach ludzi najwyżej postawionych. Kiedy jednak dowiedział się o przygotowywanej w 1898 roku kampanii sudańskiej przeciwko derwiszom (bojownikom biorącym udział w powstaniu Mahdiego), natychmiast zgłosił się na ochotnika.

Po kilku miesiącach starań, dzięki osobistemu wstawiennictwu lorda Salisbury’ego, który darzył niestrudzonego wojaka dużą sympatią, Churchill został przydzielony jako „nadliczbowy podporucznik” do 21. Pułku Lansjerów. Usłyszał jednak następujący warunek: „Zrozumiałe, że uda się Pan tam na własny koszt, w razie zaś śmierci lub odniesienia ran (…) nie przysługuje Panu żadne odszkodowanie”. Dobrze, że książka przyniosła mu całkiem niezły dochód. Zresztą przed wyjazdem do Afryki zdołał również załatwić sobie kontrakt na napisanie serii listów dla „Morning Post”.

W Sudanie Winston brał udział w bitwie pod Omdurmanem. Jak zawsze starał się być w centrum wydarzeń. Chwalił się później, że był pierwszym, który zobaczył szykujące się do walki wrogie wojsko. „Ujrzałem 40 tysięcy mężczyzn – w szeregach rozciągających się na osiem kilometrów” – relacjonował.

W Sudanie Churchill wziął udział w bitwie pod Omdurmanem.

fot.William Barnes Wollen/domena publiczna W Sudanie Churchill wziął udział w bitwie pod Omdurmanem.

Jego wrażenia z tej wojny były już jednak nieco inne. Przeraziło go okrucieństwo, z jakim brytyjskie oddziały, pod dowództwem lorda Kitchenera, traktowały buntowników. Poddał je ostrej krytyce w swojej kolejnej książce, „The River War”, która z pewnością nie przysporzyła mu przyjaciół w kręgach wojskowych oficjeli…

„Od świtu do nocy wieje nudą”

Po powrocie z Sudanu Churchill próbował swoich sił w polityce, ale po przegranych wyborach w czerwcu 1899 roku ponownie wyjechał. Tym razem został korespondentem „Morning Post” w Afryce Południowej. Anglia występowała tam w obronie swoich obywateli przeciw burskim republikom: Natalowi, Oranii i Transwalowi. I choć już wcześniej był blisko śmierci, tam spotkał się z nią niemal twarzą w twarz.

Już dwa tygodnie po przybyciu ten dziennikarz z wojskowym rodowodem wpadł w zasadzkę Burów. Dostał się do niewoli. Nie wierzono mu, że jest jedynie korespondentem wojennym, ponieważ w momencie pojmania pomagał żołnierzom odłączyć lokomotywę od pociągu. „Każdą minutę niewoli wspominam gorzej niż jakikolwiek okres w moim życiu” – wspominał.

W 1899 roku Churchill dostał się do burskiej niewoli. Na zdjęciu oddział Burów.

fot.Van Hoepe/domena publiczna W 1899 roku Churchill dostał się do burskiej niewoli. Na zdjęciu oddział Burów.

Tym, co najbardziej mu podczas niej doskwierało, nie były jednak złe warunki. Bolało go, że musi słuchać czyichś rozkazów i podporządkowywać woli wroga, podczas gdy

(…) wokół trwa wojna, rozgrywają się wielkie wydarzenia, umykają wspaniałe możliwości działania i przeżycia wielkiej przygody. Dni dłużą się niemiłosiernie. Godziny pełzają jak stonogi paralityczki (…). Od świtu do nocy życie wieje nudą.

Już po kilku tygodniach przedsiębiorczy młodzieniec podjął – wraz z innymi pojmanymi – próbę ucieczki. Tylko jemu udało się jednak przeskoczyć przez ogrodzenie. Puścił się w samotną wędrówkę. Mimo wysłanego za nim listu gończego i wyznaczonej za jego głowę nagrody zdołał przedostać się na bezpieczny teren. Od ucieczki (11 grudnia) do ocalenia (23 grudnia) minęły jednak prawie dwa tygodnie – podczas których mógł zginąć w każdym momencie.

Lepsze niż „Oxbridge”?

Czy ta przygoda zniechęciła go do wojaczki? Nic podobnego. Po opisaniu dotychczasowych przygód (dzięki czemu zyskał ogromną popularność), ponownie udał się do Afryki stoczyć jeszcze kilka bitew. Dopiero później wrócił do kraju, by po raz kolejny wziąć udział w wyborach. I – w październiku 1900 roku – rozpocząć karierę. Tym razem – stricte polityczną.

W 1900 roku Churchill dostał się do parlamentu. Od tej chwili zajął się polityką.

fot.domena publiczna W 1900 roku Churchill dostał się do parlamentu. Od tej chwili zajął się polityką.

Churchill wchodził do parlamentu jako uznany pisarz i doświadczony w trudach walki wojak. Nabyte przez niego „żołnierskie doświadczenie” stanowiło niewątpliwie główny filar, na którym mógł oprzeć swoją reputację. Trzeba jednak dodać, że w ciągu lat spędzonych na froncie przyszły polityk równocześnie nieustannie się dokształcał.

Gdy przebywał w Indiach, matka przysyłała mu książki, dzięki którym zdobywał wiedzę zwłaszcza z zakresu historii. Cenił ją bowiem bardzo wysoko. Dopiero to, oraz orientacja w innych dziedzinach dopełniły charakteru człowieka, który wiele lat później obronił Anglię przed Hitlerem.

Bibliografia:

  1. Winston Churchill, Moja młodość, Zysk i S-ka 2000.
  2. Martin Gilbert, Churchill. Biografia, t. I, Zysk i S-ka 1996.
  3. Thomas Kielinger, Winston Churchill. Późny bohater, Bellona 2018.
  4. Randolph S. Churchill, Winston S. Churchill. Youth, 1874-1900, Rosetta Books 2015.

Kup książkę z rabatem na stronie Empiku

Czy wiesz, że ...

...XIX-wieczni mężczyźni powszechnie przyjmowali, że seks to sprawa, która nie dotyczy ich partnerek? Kobietom odmawiano prawa do jakiejkolwiek erotycznej satysfakcji. Święcie wierzono, że bez penisa nie da się osiągnąć orgazmu.

...polski podróżnik Stefan Szolc-Rogoziński omal nie pokrzyżował imperialnych planów kanclerza Bismarcka? W trakcie swojej wyprawy do Afryki wyprzedził  on Niemców i w porozumieniu z lokalnymi wodzami, przekazał górzyste tereny Kamerunu pod angielskie władanie. Ostatecznie jednak w wyniku międzynarodowej konferencji przypadły one II Rzeszy.

...największy zjazd monarchów przed I wojną światową odbył się z okazji pogrzebu króla Wielkiej Brytanii Edwarda VII? Zgromadzeni władcy dalecy byli jednak od żałobnego nastroju.

...jeszcze do lat 20. minionego stulecia w Liberii kwitł handel niewolnikami?  Dopiero kiedy sprawę ujawniła światowa prasa, a Liga Narodów podjęła interwencję, Monrovia oficjalnie wycofała się z dochodowego interesu. Nieformalnie procdeer nadal trwał.

Komentarze (15)

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi komentatorze, niestety Churchill dbał o interesy własnego kraju. Tak samo jak polscy politycy raczej nie poświeciliby własnego kraju dla Wielkiej Brytanii. Chociaż tu jednak może lepiej ugryźć się w język, bo może świadomie nie, ale w historii znamy takich co z głupoty mogliby… Pozdrawiam.

    • hyppo Odpowiedz

      Kombinacja zdrajcy, nieudacznika i alkoholika raczej. Churchill trzymał ponad 20 osób służby w swojej posiadłości i wystawny styl życia, przyjmował łapówki od obcokrajowców (np. kiedy przegrał wszystkie pieniądze na wątpliwych „grach” finansowych na rynku amerykańskich, jego długi zostały pokryte przez bogatego żydowskiego biznesmena w zamian za wciągnięcie Anglii do II wojny światowej). Franklin Delano Roosvelt określił Churchilla jako „drunken bum” (nawalony lump). Churchill złamał wszystkie konwencje wojenne, kiedy zbombardował Berlin (co oczywiście spowodowało odwet niemieckiego lotnictwa na populacji cywilnej Wielkiej Brytanii). Kiedy Niemcy zdobyli Francję i Belgię, kazał swoim wojskom się cofnąć, powodując wyłom w armii alianckiej i spowodowało ich porażkę. Takie to skrzyżowanie Rambo z Indianą Jonesem. Trzórzliwy, przekupny alkoholik, który powinien zawisnąć na pierwszej latarni a nie być wychwalany pod niebiosa. Zwycięscy piszą hisotrię.

  1. Robert - MojaSzkocja.com Odpowiedz

    mała uwaga – „… który wiele lat później obronił Anglię przed Hitlerem…”
    Czy to znaczy że bronił jedynie Anglii? a Szkocję Walię i Irlandię Pł miał w głębokim poszanowaniu?
    Anglia to nie synonim Wielkiej Brytanii!

    • Nasz publicysta | Autor publikacji |Anna Winkler Odpowiedz

      Panie Robercie, słuszna uwaga – oczywiście, że nie traktuję „Anglii” i „Wielkiej Brytanii” synonimicznie. Ale proszę w tym konkretnym wypadku o więcej swobody – mówi się przecież o „bitwie o Anglię” i chodziło mi o nawiązanie do tego właśnie epizodu II wojny ;)

    • Opel-No! Odpowiedz

      Cały czas, to znaczy od 20-30 lat, dziwi mnie dlaczego używamy nazwy/zwrotu Wielka Brytania. Nie ma już Brytanii i od dawna nie jest już wielka! Jest Anglia (z Breksytem), Walia i Szkocja. Wspominane są też kolonie, jak Irlandia północna czy Giblartar. Czasami królowa Anglii wspomina o dawnych czasach w Australii albo w Kanadzie. Ale to było i minęło, na zawsze!

  2. A... Odpowiedz

    A jako czujny, no może nie do końca recenzent a przyjaciel tej strony, dodałbym, szczególnie polecaną dla Lotra, tą pozycję do literatury, autorstwa dr T. A. Kisielewskiego: „Churchill. Najlepszy sojusznik Polski?”, gdzie autor udziela w różnych kontekstach, głównie twierdzących odpowiedzi na tak postawione pytanie.

  3. Szymon Baranowski (@Szymonkb) Odpowiedz

    Imperialista nie bohater. Zagłodził miliony Bengalczyków – poczytajcie. Tylko Europejczyków uznawał za cywilizowanych, reszta to byli dla niego podludzie i bydło. Ludzkie uczucia wyrażał jedynie, gdy był naocznym świadkiem i tylko dlatego, że bał się przypisania mu złej sławy. Jego ego sięgało marsa. Typowy Angol. Dobrze służył Imperium, poza tym szedł już po trupach do celu. Dla porównania Napoleon też był cyniczny, ale o sojuszach pamiętał do końca, miał zasady i pozostał człowiekiem.

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      Panie Szymonie, może to będzie brutalne stwierdzenie, ale proszę spojrzeć jak długo panował Napoleon i jak szybko rozpadło się to, co stworzył, a jak długo rządził Churchill…

  4. Ivo Odpowiedz

    „ten z pozoru nudny polityk” eeee what? Przecież churchil to cholernie charakterystyczna postać mająca z milion angedot na swój temat. Przez te swoje słynne przemowienie o krwi, pocie i łzach i niesutępliwość wobec Hitlera jest też przedstawiany jako wzór twardego i charyzmatycznego pollityka.

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Ivo, ale niestety mało kto zna te anegdoty. Większość po prostu kojarzy nazwisko i mogłoby dodać coś w stylu „Churchill wielkim politykiem był”. Dlatego chcieliśmy przybliżyć jego burzliwe życie – a proszę zauważyć, że to tylko do czasów aż został premierem! I to właśnie z tego okresu dopiero jest kojarzony. Pozdrawiamy :)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.