Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Śmierć Władysława Łokietka. Jak umierał król, który zjednoczył Polskę?

Nagrobek Władysława Łokietka w katedrze wawelskiej. Rysunek z początku XIX wieku.

Nagrobek Władysława Łokietka w katedrze wawelskiej. Rysunek z początku XIX wieku.

Relacji jest kilka i nie mogłyby się bardziej od siebie różnić. Czy w chwili śmierci Łokietek groził synowi hańbą, jeśli ten okaże się nieudacznikiem czy przeciwnie – błagał doradców, by „ukochali” Kazimierza tak samo, jak ojca?

W polityce i na wojnie fortuna częściej chyba się od niego odwracała, niż brała go pod opiekę. Ale już w dziedzinie zdrowia szczęście wyraźnie dopisywało Władysławowi Łokietkowi. Podczas gdy inni władcy ginęli na polach bitew, ślepli jak panujący w tym samym czasie król Czech Jan Luksemburski, czy popadali w demencję, on trzymał się doskonale pomimo upływu lat.

Jakiego dokładnie wieku dożył Łokietek? Tego nie wiemy. Nikt nie zanotował daty narodzin niskiego króla. Pośrednie źródła wskazują jednak, że musiał przyjść na świat około roku 1260. To zaś sprawiało, że na początku lat 30. XIV wieku był już siedemdziesięcioparolatkiem.

Rekordu nie pobił. Sporo przed nim, u samego zarania rozbicia dzielnicowego panował Mieszko III Stary. Zgodnie z przydomkiem żył naprawdę długo: zależnie od tego, jakim interpretacjom damy wiarę, od 77 do nawet 80 lat. Jeśli jednak zawęzimy konkurencję do samych tylko władców koronowanych, zwycięzcą okaże się właśnie Łokietek. Przed nim żaden polski król nie dociągnął do siedemdziesiątki. A do rekordu Piasta zbliży się dopiero panujący w kolejnym stuleciu Władysław Jagiełło.

Życzenia i groźby

Władysław Łokietek pozostawał aktywny do samego niemal końca. Jeszcze w roku 1331 widzimy go na polu bitwy pod Płowcami, gdzie osobiście dowodzi polskim wojskiem i w przeciwieństwie do syna pozostaje na placu boju do samego końca. Także w roku 1332 nadal twardą ręką rządzi państwem, pogrążonym w wojnach z trzema sąsiadami.

Dopiero jesienią tego właśnie roku, po zakończeniu kampanii przeciwko rządzącym ostatnimi skrawkami Wielkopolski książętom śląskim, Łokietek poważnie zapadł na zdrowiu. Historycy przypuszczają, że władca doznał wylewu, którego konsekwencją był częściowy paraliż ciała, utrudniający nie tylko poruszanie się, ale też – mówienie.

Choroba, jak ujął to Henryk Samsonowicz, „wlokła się mniej więcej trzy miesiące”. Ten wybitny mediewista i autor pracy „Łokietkowe czasy”, przytacza jedną z relacji z ostatnich chwil długowiecznego króla. Łokietek:

Prosił ponoć dostojników o „wybór” swego syna Kazimierza na tron polski, zalecał swemu następcy rządy sprawiedliwe, odzyskanie „dziedzicznych ziem” Królestwa, w tym Pomorza, przy czym groził wieczystą hańbą, jeśli następca jego nie wypełni tego polecenia.

Czy wiesz, że ...

...jednym z najbardziej intratnych zawodów w średniowiecznej Polsce było aptekarstwo? XIV-wiecznych farmaceutów stać było np. na nieruchomości w mieście czy rozkręcenie dochodowego handlu saletrą.

...by dostać się do zakonu joannitów, trzeba było udowodnić wielowiekową przynależność do stanu szlacheckiego? Od francuskich rycerzy wymagano 8-pokoleniowego rodowodu, a od niemiecki - nawet 16-pokoleniowego! A to wszystko trzeba było udowodnić podczas procesu.

...Zawisza Czarny sporą część kariery wojskowej spędził pod obcymi sztandarami? Zaczynał w oddziałach margrabiego Prokopa Luksemburskiego, a potem zaciągnął się na służbę u węgierskiego króla Zygmunta Luksemburskiego.

...odnaleziona we Wrocławiu rzekoma świątynia pogańska najprawdopodobniej była po prostu siedzibą miejscowego  wodza? Według Dariusza Andrzeja Sikory wszystkie dowody wskazują właśnie na tę funkcję odkrytego budynku.

Komentarze (7)

  1. Zbigniew S. Odpowiedz

    Dlaczego nikt nie wpadł na pomysł odtworzenia wyglądy królów i książąt polskich na podstawie szczątków pozostawionych w miejscach pochówku ?.

  2. Arkończyk Odpowiedz

    Czy rzeczywiście miał się czym martwić Łokietek i otoczenie w chwili jego odejścia „na strony historii”?
    O to jest pytanie.
    Polska była otoczona krajami, które szybciej wyszły z rozbicia dzielnicowego niż my i Ruś, i… Zabierały się one ostro za „zbieranie” naszych i ziem ruskich, czyli de facto za rozbiory tychże.
    Polska Łokietkowa dynamicznie rozwijała się w sferze miejskiej, ale i tak miała zdecydowanie mniej miast, zamków niż każdy z sąsiadów. Była więc „mikrym” państewkiem nie tylko obszarowo. Słabszą od przeżywających okresy swojej największej prosperity, świetności: Litwy, państwa zakonnego, imperium Andegawenów, czy cesarstwa. Szczególnie gdy te zawierały między sobą sojusze…
    To co dla nas dzisiaj oczywiste, że ówczesna Polska przetrwała, wówczas zakrawało wręcz na…

    Na szczęście Andegawenom tylko na krótko udało się przejąć królestwo łokietkowe w całości. Za to na trwale – co było ich głównym celem – odsunęli oni Piastów od władzy!

    A czy rzeczywiście Kazimierz mógł budzić aż takie wątpliwości Łokietka jako następca tronu?
    Historycy nasi po „peanach” na jego – Kazimierza, część z reguły piszą – bo „nie chcą ale muszą” – kilka takich obiektywnych sądów: „słów prawdy”:
    „Bez tego grona ludzi wybitnych… nie do pomyślenia byłaby ani połowa przedsięwzięć Kazimierza Wielkiego.” – 1948. Z. Kaczmarczyk, autor „solidnej” biografii Kazimierza.
    „Król był zapewne niełatwy w obejściu, gniewał się i oburzał, nie gardził suto zastawionym stołem, chętnie polował i oddawał się rozrywkom, a w licznych romansach i przygodach erotycznych narażał interes [!?] dynastii…” – to Wyrozumski.
    J. Skodlarski: „Nie daje się bowiem pogodzić jego religijności z haniebnymi [!?] czynami…” „Fundował wprawdzie kościoły i wspierał ubogich, ale głównie czynił to za swoje LICZNE przewiny.” „Wraz z upływem czasu zapomniano o jego ciemnych stronach charakteru, eksponując osiągnięcia monarchy […].” – osiągnięcia rzeczywiście monarchy czy doradców starannie dobranych przez Łokietka i, lub jego otoczenie?

    Ci wiedzieli, że Polska ówczesna by się wzmocnić, musi opanować w istotnym fragmencie największy ówczesny szlak handlowy – a więc przepływ gotówki: oś Wrocław – Lwów – Konstantynopol, czyli głównie Ruś Czerwoną – Halicką, która w tych czasach… „…była obszarem najlepiej rozwiniętym ekonomicznie i kulturalnie [!] w centrum naszego kontynentu.[!]”; P. Jasienica w „Polsce Piastów” dodaje: „Przecież Ruś Czerwona to kraj bezpośrednio przylegający do stołecznej dzielnicy Polski. Usadowienie się Litwinów, a już zwłaszcza Tatarów, nad górnym Wisłokiem stanowiłoby śmiertelne niebezpieczeństwo…”; T. Stańczyk: „…Krzyżacy byli bardzo zaniepokojeni wzmocnieniem potencjału Polski, która mogła bogacić się na handlu wschodnim dzięki opanowaniu Rusi Czerwonej.”

    Który z doradców Kazimierza to najlepiej „zrozumiał” – rozumiał?
    Z. Kaczmarczyk: „A na ich [czyli doradców] czoło wysuwa się silna indywidualność arcybiskupa gnieźnieńskiego Jarosława Bogorii, doskonałego prawnika… …i świetnego gospodarza.” Wyrozumski jednak, dokładnie pół wieku później, pisze iż trudno rozróżnić kiedy tenże (tj. JB), tak jak jego niektórzy wielcy poprzednicy (np. H. Kietlicz), działał na korzyść kraju, a kiedy arcybiskupstwa, dla tegoż bowiem JB było to jedno i to samo…
    Inny doradca Wielkiego – następca JB na arcybiskupstwie, był mocno oskarżany o działania na niekorzyść arcybiskupstwa. Dlaczego? No bo przesunął akcenty z kościoła na kraj? Skończył z rozwojem tego pierwszego kosztem tego drugiego? Zaczął proces rozróżniania, różnicowania często sprzecznych (zauważył to!) interesów obojga?

    Najwybitniejszy chyba obecnie badacz „osi Wrocław – Lwów – Konstantynopol”, nota bene 6 lat ode mnie młodszy, prof. (chyba już?) G. Myśliwski, zadbał aby uczcić zasługi tutaj jego, tj. ww. „innego doradcy Wielkiego”, a konkretnie jego 635. rocznicę urodzin, poprzez mu poświęconą audycję w Polskim Radiu w cyklu: „Kronika niezwykłych Polaków”.
    Jest więc nas co najmniej dwóch fanów „innego”;). „Innego doradcy”, który stał za pomysłem (czemu przeciwny był rzekomo „świetny gospodarz” JB) Kaźka Słupskiego jako następcy tronu Wielkiego. I chciał tego, tenże „inny” – dodajmy w opozycji do JB, doradca, nie ze względu na to, że „kochał” Piastów, ale że w ten sposób bronił przynależności Rusi Halickiej do królestwa polskiego, niezależności – możliwości swobodnego rozwoju obojga. Chyba bowiem jako jedyny rozumiał aż tak dobrze, że jej – Rusi Czerwonej, utrata jest niezwykle dla losów Polski niebezpieczna.

    „Ostatecznie udało mu się odnieść częściowy [ale chyba jako część większego]sukces w politycznej walce przeciwko Andegawenom. – Stawiał [skuteczny!] opór przeciwko uznaniu Marii, najstarszej córki Ludwika Węgierskiego, za jego następczynię…”

    Czy uratował w ten sposób suwerenność, dalej: przyszłość – istnienie Polski, nas dzisiejszych jako Polaków obywateli niepodległej? Za daleko „idę”?
    Zapewne, być może, ale…

    P.S. Proszę nie usuwać mego komentarza pomimo, że znów on obszerny, i często (pozornie?) „odlegle” związany z tematem – obiecuję, że nic więcej o Suchymwilku już nie napiszę :), no bo skoro nawet w swoim Żninie nie ma On ulicy… :(

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Panie Arkończyku, skąd te obawy? Nigdy żaden Pana komentarz nie został usunięty i nie ma żadnego, ale to żadnego powodu, dla którego miałby zostać! Poświęca Pan dużo czasu nie tylko na lekturę naszych tekstów, ale i wpisy, za które dziękujemy. Są one bowiem bogate w cytaty oraz Pana osobiste refleksje na ich podstawie. Nawet jeśli nieco odległe od tematu – nic nie szkodzi, jeśli czuje Pan potrzebę podzielenia się z Nami swoją opinią, proszę to robić. Poza tym, wcale nie tak odległy ten wpis skoro dotyczy Łokietka i Kazimierza, chociaż rzeczywiście można się odrobinę pogubić wśród cytatów i Pana refleksji jakie ostatecznie jest Pana zdanie, Chyba, że po prostu „głośno” Pan myśli. Jeśli jednak doszedł Pan do jakiejś konkluzji – proszę ją bez obaw na końcu napisać, tak abyśmy mogli o niej podyskutować :) Pozdrawiamy serdecznie.

    • Bartosz W. Odpowiedz

      „A czy rzeczywiście Kazimierz mógł budzić aż takie wątpliwości Łokietka jako następca tronu?”

      Aż takie? Czyli jakie konkretnie wątpliwości? Z opisu ostatnich chwil Łokietka (który sam pozostawiał wiele do życzenia jako władca) nie wynika nic o żadnych specjalnych „wątpliwościach” umierającego. Patrząc na sytuację ówczesnej Polski to nic dziwnego, że „Łokieć” bał się o swoje królestwo, które sam naraził poprzez głupawą wojnę z Zakonem, której nie mógł wygrać, czy też poprzez bratanie się z pogańską Litwą i urządzanie wspólnych z nią napaści na, nomen omen, innych chrześcijan, co z kolei zrujnowało jego reputację. Pewnie się cieszył, że Papierz nie obciążył go ekskomuniką na koniec życia, albo wręcz nie obciążył Polski interdyktem (miałby Kazimierz kolejny poważny problem do załatwienia). Wtedy byłoby dopiero wesoło. Na szczęście ostatnia wola umierającego nie spełniła się i Kazimierz nie „wszedł w jego buty”. Dzięki Bogu był to człowiek dużo większego formatu (oraz talentów i prawdopodobnie inteligencji) od ojca – kujawskiego prowincjusza, fuksiarza i awanturnika, który dopiero u schyłku życia zaczął cokolwiek dorastać do roli króla. Jest tutaj tendencja do najeżdżania na Kazimierza, podczas gdy prawdziwie zmitologizowana postać jest tuż obok niego.

      „Historycy nasi po „peanach” na jego – Kazimierza, część z reguły piszą – bo „nie chcą ale muszą” – kilka takich obiektywnych sądów: „słów prawdy”:”

      No tak… Bo przecież każdy kot nie zgadza się z twoim subiektywnym zdaniem o Kazimierzu to zaraz wali „peany” i fałszuje rzeczywistość. „Słowa prawdy”? Błagam cię, nie popadaj w taki patos.

      „„Bez tego grona ludzi wybitnych… nie do pomyślenia byłaby ani połowa przedsięwzięć Kazimierza Wielkiego.” – 1948. Z. Kaczmarczyk, autor „solidnej” biografii Kazimierza.”

      No normalnie odkryta nowa Ameryka albo lepiej, cywilizacja pozaziemska. Może cię zaskoczę, ale żaden władca NIE panował w 100% samodzielnie i każdy z nich opierał się na pewnej, mniejszej lub większej, grupie doradców bo zwyczajnie nikt nie jest w stanie zajmować się wszystkim równocześnie w tym samym czasie, przekracza to ludzkie możliwości, a próbowanie kończyło się zwykle żałośnie. Tym bardziej, że tylko skrajny arogant bądź ignorant myśli, że nie potrzebuje niczyjej rady i ze wszystkim sam sobie poradzi. Ponadto rozwijająca się administracja (a za Kazimierza przecież nastąpił jej dynamiczny rozwój) oznacza z automatu rozwój aparatu urzędniczego.

      „„Król był zapewne niełatwy w obejściu, gniewał się i oburzał, nie gardził suto zastawionym stołem, chętnie polował i oddawał się rozrywkom, a w licznych romansach i przygodach erotycznych narażał interes [!?] dynastii…” – to Wyrozumski.”

      Aha, to ma według ciebie udowodnić, że Kazimierz tak naprawdę był miernotą, że karmi się nas kłamstwami, a za wszystko winni są znienawidzeni przez ciebie „zawodowi historycy”, na których równocześnie powołujesz się (zazwyczaj fragmentami wyrwanymi z szerszego kontekstu) kiedy ci to pasuje? Cóż za obłuda! Wracając do meritum, jak niby niełatwy charakter króla (zresztą jest to tylko przypuszczenie Wyrozumskiego, nie wiemy jak było naprawdę) miał wpłynąć na jego „jakość” jako władcy? Że czasami się zezłościł lub na coś oburzył? Jeszcze rozumiem jakby był furiatem popełniającym błąd za błędem i głupotę za głupotą z powodu swoich wybuchów, ale patrząc całościowo na panowanie Kazimierza to ile widzimy takich wybuchów gniewu? Tak naprawdę to chyba tylko raz, na przykładzie nieszczęsnego (albo głupiego) księdza Baryczki, który posunął się za daleko i zaczął grozić władcy. Zresztą niewykluczone, że na biedaku skupiła się po prostu złość króla skierowana w stronę biskupa Jana Grota, który był cierniem w jego boku, a na którym nie mógł się odegrać bez narażania się na poważne konsekwencje (to akurat pokazuje, że potrafił trzymać nerwy na wodzy). Zresztą w jaką dyskusję ja się tutaj wdaje? Wystarczy trochę poczytać i przekonać się ilu było wybitnych władców o wybuchowym temperamencie by zobaczyć, że jedno nie wyklucz drugiego. Z samego średniowiecza mamy chociażby Henryka II Plantageneta, znakomitego króla Anglii. Jemu też odmówisz zasług z powodu jego wręcz furiackich napadów? A jego potomek Edward I Długonogi? Ten to dopiero szalał. Jak się wściekł to rzucał krzesłami, a doradcy bali się do niego zbliżyć, coby nie oberwać. On też jest powszechnie uważany za wielkiego monarchę. Ty pewnie masz jednak odmienne zdanie? Zapewne większość monarchów danych czasów z naszego punktu widzenia byłaby bandą aroganckich, pysznych snobów mających tendencję do wpadania w złość gdyby poczuli się, że uchybiamy ich godności. A dynastię naraził nie Kazimierz lecz ci, którzy lobbowali (zgadnij kto) w Rzymie żeby Papierz nie dał mu unieważnienia jego drugiego, bezużytecznego (bezpłodna żona) małżeństwa, mimo iż powód był wystarczająco mocny, aby takowe unieważnienie dostać od ręki.

      Tak więc na koniec zapytam wprost: Co chciałeś udowodnić tym cytatem?

      „J. Skodlarski: „Nie daje się bowiem pogodzić jego religijności z haniebnymi [!?] czynami…” ”

      Oho, ale moc! Normalnie aż strach się bać. Pomijam już, że kontekst tego zdania odnosi się nie do osiągnięć i zasług, ale religijności króla, której nie dało się faktycznie pogodzić z jego „haniebnymi” czynami, czyli po prostu z rozwiązłym życiem (w głównej mierze). Zresztą słowo „haniebne” uważam ze przesadzone. Dużo lepiej pasowałoby „niemoralnymi”.

      „„Fundował wprawdzie kościoły i wspierał ubogich, ale głównie czynił to za swoje LICZNE przewiny.” „Wraz z upływem czasu zapomniano o jego ciemnych stronach charakteru, eksponując osiągnięcia monarchy […].””

      Liczne przewiny, czyli niemoralne prowadzenie się i sprawę Baryczki. Jeśli myślałeś, że było to spowodowane jakąś „zbrodniczością” Kazimierza, to „niestety” mylisz się i to srodze. No faktycznie rozwiązłość seksualna w tamtej epoce (a przez kolejne wieki) to tak ciemna strona charakteru, że ho, ho. Normalnie czarna dziura co wszystko pochłania. Poza tym obecnie raczej panuje konsensus, że Kazimierz nie wyróżniał się na minus wśród swoich współczesnych, nie odbiegał od normy inaczej mówiąc. Opowiastki o „kochance w każdym mieście” i tym podobne można raczej włożyć między folklor. Genezą owych opowiastek była zaś prawdopodobnie podwójna bigamia Kazimierza, a nie rzeczywista mania seksualna króla.

      ” osiągnięcia rzeczywiście monarchy czy doradców starannie dobranych przez Łokietka i, lub jego otoczenie?”

      Po co ten znak zapytania i fałszywa skromność. Przecież ty (tylko we własnym mniemaniu, ale jednak), doskonale znasz odpowiedź na to pytanie. A tak przy okazji czy to nie dziwne? Łokietkowi jakoś ci wybitni doradcy (do większości z nich miał już zapewne dostęp) nijak nie pomogli w wybitnym sprawowaniu rządów i jego osiągnięcia nie wyciągają chyba nawet 1/3 (a może 1/4?) osiągnięć Kazimierza. No cud po prostu. Jest Łokietek nie ma wyników, przychodzi Wielki, pojawiają się wyniki, i to chyba najwyższe możliwe w tamtych okolicznościach. To jak, osoba monarchy robi różnicę, czy też nie? I wiesz co jeszcze ci powiem, to właśnie za ową odmianę, lapidarnie mówiąc, wielki król nosi swój przydomek, którego nie ma w naszej historii nikt inny. Nie oczekuję od ciebie odpowiedzi na to konkretne zagadnienie, bez obrazy, ale nie interesuje mnie ona, albowiem z góry ją znam. Kwestią trzeciorzędną jest to, w jakie ubierzesz ją słowa.

      „Ci wiedzieli, że Polska ówczesna by się wzmocnić, musi opanować w istotnym fragmencie największy ówczesny szlak handlowy – a więc przepływ gotówki: oś Wrocław – Lwów – Konstantynopol, czyli głównie Ruś Czerwoną – Halicką, która w tych czasach…”

      Tak, tak, oni wiedzieli, oni rozumieli, oni zrobili, a król to tam tylko robił za kwiatek do kożucha, nic się nie odzywał, nic się nie udzielał, nic prawdopodobnie nie rozumiał bo był na to za głupi, tylko jakimś cudem równocześnie się nie wtrącał, bo akurat na to by rozumieć swoje ograniczenie i niekompetencje to starczyło mu dziwnym trafem bystrości i pokory (choć sam twierdziłeś wcześniej, że Kazimierz miał „wyjątkowo” paskudny charakter). Ot taki golem, pozbawiony własnego mózgu i grzecznie odsuwający się na bok by zrobić miejsce prawdziwie wybitnym jednostkom. Czy ty naprawdę myślisz nad tym co miejscami piszesz? Wybacz ostry ton, ale tego chwilami prawie nie da się czytać. Jedna wielka zbitka spekulacji nie popartych niczym poza oczywistą, głęboką niechęcią do króla Kazimierza. Zastanawiać można się co najwyżej nie nad tym, czy masz rację (bo nie jesteś w stanie podać żadnych dowodów, czy nawet poszlaka na poparcie swoich spekulacji, przez co przypominają one wróżenie z fusów), ale co najwyżej nad tym co spowodowało tą niechęć? A może po prostu uważasz, że to twoja „misja”? Być pogromcą wrażych „zawodowych” historyków, takich jak moja skromna osoba, co to nic nie innego nie robimy tylko spiskujemy jak tu sfałszować dzieje naszego nieszczęsnego kraju. Dziękuje, ale postoję i nie wezmę w tym udziału. Tym bardziej, że starczają mi już utarczki z tzw. „turbosłowianami”, „turbolechitami” i resztą tego barachła. Nie potrzebuję kolejnej dawki „kopania się z koniem”. W sumie próba przeforsowywania kontrowersyjnych spekulacji, w dodatku niepopartych niczym poza własnymi przemyśleniami i interpretacjami to coś co łączy cię z tymi zacnymi środowiskami.

      „Który z doradców Kazimierza to najlepiej „zrozumiał” – rozumiał?
      Z. Kaczmarczyk: „A na ich [czyli doradców] czoło wysuwa się silna indywidualność arcybiskupa gnieźnieńskiego Jarosława Bogorii, doskonałego prawnika… …i świetnego gospodarza.” Wyrozumski jednak, dokładnie pół wieku później, pisze iż trudno rozróżnić kiedy tenże (tj. JB), tak jak jego niektórzy wielcy poprzednicy (np. H. Kietlicz), działał na korzyść kraju, a kiedy arcybiskupstwa, dla tegoż bowiem JB było to jedno i to samo…
      Inny doradca Wielkiego – następca JB na arcybiskupstwie, był mocno oskarżany o działania na niekorzyść arcybiskupstwa. Dlaczego? No bo przesunął akcenty z kościoła na kraj? Skończył z rozwojem tego pierwszego kosztem tego drugiego? Zaczął proces rozróżniania, różnicowania często sprzecznych (zauważył to!) interesów obojga?”

      No i oczywiście coś, czego nie mogło zabraknąć, czyli fragment o wymowie (choć jeszcze łagodnej, zobaczymy co będzie dalej) antykościelnej i kolejna próba (nieudolna) dyskredytacji Jarosława Bogorii (kierowana partykularyzmem i niczym więcej, w tym przypadku próbą przypisania wszystkich zasług i uczynienia „szarą eminencją” Suchywilka). Naprawdę, twoja retoryka zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do turboskiej (pomijając koleją garść spekulacji)…

      „Najwybitniejszy chyba obecnie badacz „osi Wrocław – Lwów – Konstantynopol”, nota bene 6 lat ode mnie młodszy, prof. (chyba już?) G. Myśliwski, zadbał aby uczcić zasługi tutaj jego, tj. ww. „innego doradcy Wielkiego”, a konkretnie jego 635. rocznicę urodzin, poprzez mu poświęconą audycję w Polskim Radiu w cyklu: „Kronika niezwykłych Polaków”.
      Jest więc nas co najmniej dwóch fanów „innego”;). „Innego doradcy”, który stał za pomysłem (czemu przeciwny był rzekomo „świetny gospodarz” JB) Kaźka Słupskiego jako następcy tronu Wielkiego. I chciał tego, tenże „inny” – dodajmy w opozycji do JB, doradca, nie ze względu na to, że „kochał” Piastów, ale że w ten sposób bronił przynależności Rusi Halickiej do królestwa polskiego, niezależności – możliwości swobodnego rozwoju obojga. Chyba bowiem jako jedyny rozumiał aż tak dobrze, że jej – Rusi Czerwonej, utrata jest niezwykle dla losów Polski niebezpieczna.”

      No i przechodzimy do sedna tego całego wywodu, jak widać zwykle prędzej czy później każdy „pogromca” i „krzewiciel prawdy” odsłania się z tym o co tak naprawdę mu chodzi. Tak, słyszałem nawet tą audycję, i co z tego? Nie było w niej nic niezwykłego, jedynie oddanie cezarowi tego co cezarskie, ale na szczęście bez tych spekulacyjnych wrzutek jakie tutaj wciskasz. Dla tego właśnie nie stawiaj się w jednym klubie z Myśliwskim bo to najwidoczniej nie tak liga. Z jednej strony fakty, z drugiej spekulanctwo.

      Dla twojej wiadomości (bo z lektury wynika, że tego nie wiesz) to Bogoria również, jak twój ukochany Janusz czy też Janko z Czarnkowa, był raczej w opozycji do Ludwika Węgierskiego (nawet, jeśli dość łagodnej) i nie był bynajmniej jego stronnikiem. Dodatkowo „wielka opozycyjność” Janusza względem Andegawenów to sprawa problematyczna i niejednoznaczna. Sam fakt bycia sceptycznym co do Kaźka jeszcze nic nie znaczy. Jakbyś trochę poczytał o Kaźku to byś wiedział, że panuje dość zgodna opinia, że zapowiadał się hmm… tak sobie, delikatnie mówiąc. Nawet będący wiernym stronnikiem zmarłego króla Kazimierza Janko z Czarnkowa nie miał o nim najlepszego zdania (albo był obiektywny), cytuje:

      „Ten książę Kazimierz był tak hojny, że porozdawał nieopatrznie swym sługom i innym ludziom wszystkie swoje wsie stołowe, a sam prawie nie miał z czego opędzać wydatków na swe książęce utrzymanie, póki po śmierci ojca, księcia Bogusława, ziem jego nie odziedziczył. […] Był ciała wątłego, a chociaż gwałtowny i niestały, mimo to pełen życia i łatwo dający się do działania porywać.”

      Nie wygląda mi to na godnego następce wielkiego dziadka. Zwłaszcza rozrzutność i niestałość poglądów to coś co stawiało wnuka właściwie na przeciwległym biegunie (nie według ciebie oczywiście). Ewentualne wątpliwości Jarosława (nie znamy ich przyczyny, możemy tylko spekulować) można więc łatwo łączyć z owymi nieciekawymi cechami charakteru (które stary król mógł lekceważyć, wiadomo, wnuczek) potencjalnego dziedzica.

      Kolejna sprawa, na jakiej podstawie zakładasz, że to Suchywilk w ogóle „wymyślił” Kaźka? Mógł być naturalnie współautorem tego pomysłu, ale samodzielnie odpowiadał za całą koncepcję? A co z królem i innymi członkami rady?? Ach, ja głupi, przecież to oczywiste. Przecież to właśnie on był rzeczywistym wielkorządcą i „Lordem Protektorem” Polski podczas gdy głupi i nieudolny król Kazimierz „Mały” zajmował się zapewne swoimi kochankami, żarł i upijał się do nieprzytomności. To właśnie insynuujesz? Niech nam więc żyje Janusz I Wielki Suchywilk, no pohybel rozpustnemu i leniwemu idiocie Kazimierzowi! Po raz kolejny udowadniasz, że za bardzo odpływasz w swoich spekulacjach i nie nadałbyś się do prawdziwie poważnej dyskusji. Wydawać mogą ci się różne rzeczy, ale przyjmij do wiadomości, że twoje „wydawania” dla innych mogą być bez najmniejszego znaczenia i będą oczekiwać twardych dowodów, albo chociaż mocnych poszlak. Zwłaszcza dla tak brawurowych tez, jakie tutaj raz po raz stawiasz.

      Zresztą jeśli Suchywilk był faktycznie taki genialny, za jakiego usiłujesz go nieskutecznie przedstawić, to dlaczego dał się zrobić jak dziecko pewnej kanalii (jego działalność usprawiedliwia moim zdaniem takie określenie) imieniem Władysław, z Opola rodem? I to pomimo, że umierający król zobowiązał go do natychmiastowego wykonania jego testamentu? Potrafisz to w jakiś sposób wyjaśnić? A może nie wiesz o czym piszę?

      „„Ostatecznie udało mu się odnieść częściowy [ale chyba jako część większego]sukces w politycznej walce przeciwko Andegawenom. – Stawiał [skuteczny!] opór przeciwko uznaniu Marii, najstarszej córki Ludwika Węgierskiego, za jego następczynię…””

      A co za różnica między Marią i Jadwigą? Zresztą to ich matka – Elżbieta Bośniaczka – zdecydowała (wbrew woli męża), że to Jadwiga (i Wilhelm!) będzie jednak panować w Polsce, a Maria z Zygmuntem na Węgrzech. A ten opór Suchywilka był tak skuteczny, że polskie stany i tak złożyły później hołd właśnie Marii (jako królowi-królowej Polski) i Zygmuntowi Luksemburczykowi (krótko przed woltą Bośniaczki). Pamiętaj (nie myśl ahistorycznie), że pomysł z Jagiełłą pojawił się dopiero później, a zmarły Suchywilk nie miał z nim nic wspólnego (daj mu już spokój i nie przypisuj zmarłemu człowiekowi udziału w wydarzeniach odbywających się po jego śmierci!). W tamtym momencie zamiana Marii na Jadwigę oznaczała po prostu zamianę Luksemburgów na Habsburgów.

      „Czy uratował w ten sposób suwerenność, dalej: przyszłość – istnienie Polski, nas dzisiejszych jako Polaków obywateli niepodległej? Za daleko „idę”?
      Zapewne, być może, ale…”

      Mój Boże, widzisz i nie grzmisz. Mam być szczery? Ale tak naprawdę? No dobrze, a więc:

      Ty już dawno „poszedłeś” za daleko w tych swoich koncepcjach, ale tutaj przegiąłeś na całej linii z tym nieomal popadaniem w egzaltację nad Suchywilkiem jako współtwórcą współczesnej Polski i Polaków. Wielkim obrońcą suwerenności. Daj sobie na wstrzymanie, naprawdę, dobrze ci radzę. I poważnie zastanawiam się teraz nad ewentualnym dyskutowaniem z tobą w przyszłości. Wcześniej było to raczej igranie sobie z mojej strony, ale po tym co przeczytałem… nie jestem już taki pewien.

      Mam nadzieję, że redakcja nie skasuje mi tego posta z powodu jego przerażających rozmiarów i paru ostrzejszych sformułowań:) Uznałem je za niezbędną konieczność po tym jak zobaczyłem „lewitację” adwersarza, starając się przy tym nie przesadzać.

      • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

        Drogi Panie Bartoszu, rzeczywiście trudno zaprzeczyć, post jest „przerażających” rozmiarów :) Póki nie stosuje Pan obelg i wyzwisk (a jestem pewna, że do tego nie dojdzie) może Pan dyskutować z innymi Czytelnikami zarówno łagodniej, jak i ostrzej. Proszę jednak zwracać uwagę, czy z niektórymi tezami jest w ogóle sens dyskutować. My natomiast ze swej strony dziękujemy za obszerną wypowiedź. Pozdrawiamy.

        • Bartosz W.

          Sam pod koniec zacząłem się zastanawiać (co zresztą napisałem), czy faktycznie warto prowadzić dalszą dyskusję z kimś kto idzie w tak skrajną hipokryzję (z jednej strony „jazda” po Kazimierzu Wielkim, że niby zmitologizowany w historiografii i powszechnej świadomości, a z drugiej totalny odlot pod adresem innej osoby i przypisywanie jej niestworzonych rzeczy).

          Dziękuję też za akceptację posta, bałem się, że będzie za duży.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.