Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Jak wyglądała koronacja Władysława Łokietka?

Władysław Łokietek na rysunku Marka Szyszki. Ilustracja publikowana za zgodą autora

Władysław Łokietek na rysunku Marka Szyszki. Ilustracja publikowana za zgodą autora

20 stycznia 1320 roku Polska na powrót stała się królestwem. W krakowskiej katedrze rozegrała się jedna z najbardziej niezwykłych uroczystości w dziejach tego miejsca. Jak dokładnie wyglądała ceremonia koronacji Władysława Łokietka?

Świątynia wcale nie pękała w szwach. Wyobrażenie o tysięcznych tłumach napierających niemal na monarchę, o chaosie, ścisku i zaduchu towarzyszących ceremoniom stanowienia władzy niewiele ma wspólnego z rzeczywistością XIV stulecia.

Także entuzjastyczne okrzyki, łzy szczęścia, mdlejące damy i skandujące z radości tłumy wypada uznać za obraz bardziej pasujący do filmów kostiumowych niż do autentycznej historii.

Koronacja – nie tylko w Polsce, ale właściwie w każdym kraju chrześcijańskiej Europy – była zbyt ważnym rytuałem, by jej organizatorzy ryzykowali jakiekolwiek zgrzyty. Nie mogło być mowy o spontaniczności, o nieprzewidzianych ekscesach czy nawet oklaskach w niewłaściwym momencie. Spektakl planowano z wyprzedzeniem i z dbałością o najdrobniejsze detale. A grono gości przesiewano tak, by nie znalazł się wśród nich żaden zgrywus, wariat, opozycjonista czy choćby gaduła.

We Francji tej samej epoki olbrzymia katedra w Reims przy okazji każdej koronacji była grodzona i przebudowywana. W jej wnętrzu wznoszono dekoracyjne ścianki, przy ich użyciu wyznaczając wąską i łatwą do kontrolowania przestrzeń. Prawo wstępu do katedry podczas uroczystości miało tylko kilkuset najwyżej postawionych arystokratów i urzędników królestwa. A wrota świątyni zamykano na cztery spusty już z chwilą rozpoczęcia ceremonii.

Tłum ciekawskich pozostawał na zewnątrz – tam, gdzie jego obecność nie groziła żadnym wizerunkowym czy organizacyjnym blamażem.

Repliki polskich insygniów koronacyjnych (fot. Gryffindor; CC ASA 3,0)

Repliki polskich insygniów koronacyjnych (fot. Gryffindor; CC ASA 3,0)

Powitanie nowego króla

Świątynia na wawelskim wzgórzu nie wymagała podobnych ingerencji. Jej bardzo skromne jak na stołeczny kościół, ale też ogółem jak na katedrę rozmiary same w sobie narzuciły dobór publiczności, ograniczając ją wyłącznie do najdostojniejszych person. Zaproszenie na ceremonię stanowiło niewątpliwy akt wywyższenia. W nawie zebrała się elita elit. Tylko ludzie, którzy naprawdę mieli coś do powiedzenia o losach kraju. Władca dołączył do nich jako ostatni.

Wkroczył przez główne wierzeje, poprzedzony uroczystą procesją. Duchowni, wyposażeni w święte księgi, w krucyfiksy i kadzidła, postępowali przed monarchą, a w samych drzwiach uroczyście witał go arcybiskup gnieźnieński, Janisław. Po wejściu w mury katedry Łokietek z namaszczeniem odłożył swą broń i zdjął płaszcz, a następnie – prowadzony przez biskupów – zbliżył się do ołtarza, by paść przed nim na twarz i w pozycji najwyższego oddania składać Bogu solenne hołdy. Z ziemi podniósł się dopiero, odmówiwszy pełną Litanię do wszystkich świętych.

Na tym etapie otaczający króla biskupi, którzy dopiero co leżeli krzyżem u jego boków, przystąpili do przedstawienia kandydata zwierzchnikowi polskiego Kościoła. Podkreślali, że ten, jak nikt inny, godzien jest przywdziać koronę i zyskać tytuł polskiego króla. Wysłuchawszy ich, arcybiskup zwrócił się bezpośrednio do elekta. Zadał mu szereg pytań sformułowanych tak, jakby Łokietek dopiero w następstwie odbywającej się ceremonii miał objąć rządy i opiekę nad krajem.

Czy zamierzasz służyć wierze? Czy pragniesz otoczyć Kościół opieką? Czy chcesz królestwem swym rządzić sprawiedliwie i bronić go przed wrogami? Po trzykroć książę odpowiadał twierdząco. Wysłuchawszy jego deklaracji, arcybiskup skierował się bezpośrednio do zebranych, pytając ich, czy oni z kolei pragną służyć wiernie nowemu królowi. Z wszystkich gardeł odezwał się ustalony z góry okrzyk: „Radzi, radzi, radzi!”.

Nikt nie śmiał milczeć, nikt się nie zawahał. Po to przecież ustalano listę obecnych, by aklamacja, tylko udająca wolny wybór przez grono poddanych, przebiegła bez najmniejszego sprzeciwu.

Wnętrze katedry na Wawelu. Grafika z 1877 roku

Wnętrze katedry na Wawelu. Grafika z 1877 roku

Formuła niemal tak stara, jak państwo Piastów

Poznawszy (i tak z góry wiadomą) wolę Boga wyrażoną ustami ludu, dwóch biskupów włożyło na głowy mitry, a następnie zwróciło się w stronę klęczącego kandydata do korony, by odebrać od niego przysięgi potwierdzające wcześniej złożone zobowiązania. Gdy te wybrzmiały już w murach świątyni, chór przystąpił do odśpiewywania litanii, a arcybiskup – pogrążył się w osobistej modlitwie. Dopiero gdy na nowo zapadła cisza, Janisław zaczął wygłaszać uroczyste słowa błogosławieństwa.

To była formuła niemal tak stara, jak państwo Piastów. Używano jej w Europie od X stulecia i niezliczona rzesza królów za jej sprawą dostąpiła uświęconej władzy. Arcybiskup odwołał się do starotestamentowych monarchów; do władców idealnych, dbających o prawo, sprawiedliwość i dobro poddanych. Same jego słowa nie mogły jednak jeszcze uczynić Łokietka pełnoprawnym królem. Dwóch dostojników kościelnych opuściło nawę, udając się do położonej przy zakrystii kaplicy świętej Katarzyny.

Tam właśnie, w przykrytym jedwabiem, odlanym ze złota kielichu, przechowywano święte oleje. Nastąpiła krótka, ale pełna blichtru i namaszczenia procesja. Pod wspaniałym baldachimem oleje przeniesiono pod ołtarz, gdzie pocałunkiem powitał je arcybiskup. Hierarcha zasiadł następnie na zdobionym krześle, a wokół niego to samo uczynili biskupi.

Łokietek na tronie. Rysunek z książki pt. Łokietek w górach Ojcowa wydanej w 1918 roku.

Łokietek na tronie. Rysunek z książki pt. Łokietek w górach Ojcowa wydanej w 1918 roku.

Powstał okrąg, w którego środku nadal klęczał kandydat do korony. Księcia rozebrano, rozpinając kapę i dalmatykę, a tym samym obnażając górną część jego ciała. Janisław zwilżył kciuk prawej dłoni, zanurzając go w kielichu z olejem, i jednym, ciągłym ruchem namaścił kolejno piersi, plecy, a wreszcie ramiona elekta.

Zgodnie z obrzędem w kościele zapadła na dłuższą chwilę zupełna cisza. Zebrani trwali w milczeniu, podczas gdy jeden z biskupów powoli obcierał jedwabiem namaszczone miejsca, arcybiskup zaś – błogosławił odsunięte wcześniej szaty ceremonialne: kapę i dalmatykę, po czym na nowo nałożył je na ramiona władcy.

Wreszcie z jego ust rozległy się słowa otwierające mszę świętą: Adiutorium nostrum in nomine Domini… A więc: „Wspomożenie nasze w imieniu Pana”. Zebrani gromko odpowiedzieli: „Który stworzył niebo i ziemię”. Wplecenie ceremonii wyniesienia kandydata na tron w ramy mszy stanowiło osobliwość niemal niespotykaną w chrześcijańskim świecie. Podobny ceremoniał obowiązywał w nielicznych krajach, ściśle przyjmujących wytyczne Stolicy Apostolskiej co do protokołów koronacji.

Niezwykła historia kobiet, które zbudowały polskie mocarstwo. Jadwiga Andegaweńska i jej poprzedniczki w nowej książce Kamila Janickiego: "Damy polskiego imperium". Do kupienia już dzisiaj w naszej oficjalnej księgarni!

Historia niezwykłej epoki. Nowe spojrzenie na czasy Łokietka i Kazimierza Wielkiego w książce Kamila Janickiego: „Damy polskiego imperium”. Do kupienia na empik.com

Rozwiązanie takie pomagało podkreślić, że z chwilą namaszczenia władca przestawał być zwykłym śmiertelnikiem. Awansował do rzędu kapłanów, królów i proroków Narodu Wybranego. I to dlatego właśnie już podczas mszy, między czytaniem a Ewangelią, arcybiskup przystępował do wręczenia władcy insygniów koronacyjnych.

Znaki panowania. Wręczenie insygniów koronacyjnych

Najpierw Łokietek otrzymał miecz. I to miecz nieprzypadkowy, bo samą swoją obecnością podkreślający, że akt koronacji stanowił zasługę nie tylko księcia, ale też jego żony, Jadwigi Kaliskiej. Chodziło o klingę nazywaną dzisiaj Szczerbcem i za pośrednictwem legendy powiązaną z pierwszym polskim królem, Bolesławem Chrobrym. W rzeczywistości ten Szczerbiec powstał jednak nie w latach narodzin królestwa, ale całkiem niedawno, bo w połowie XIII stulecia. Jego pierwszym właścicielem był książę wielkopolski Bolesław Pobożny. Po nim ceremonialną broń odziedziczyła córka Jadwiga, by następnie przekazać ją swojemu mężowi.

Takiego miecza nie powstydziłby się żaden chrześcijański władca. Szczerbiec stanowił przykład mistrzowskiego kunsztu, tak pod względem wykucia, jak i wykończenia. Na misternej rękojeści wykonanej ze złotych płytek umieszczono grawerunki wyobrażające Baranka Bożego i postaci ewangelistów. Tam też znalazły się inskrypcje nadające klindze nie tylko symboliczną, ale wręcz magiczną moc. Monogramowi złożonemu z liter Alfa i Omega towarzyszył łaciński napis: „Ten znak umacnia miłość królów i książąt, a gniew sędziów”.

Słynny Szczerbiec był najprawdopodobniej prezentem od królewskiej małżonki.

Słynny Szczerbiec był najprawdopodobniej prezentem od królewskiej małżonki.

Na jelcu umieszczono z kolei tekst hebrajski: „Żarliwą wiarę wzbudzają imiona Boga Sadalai i Ebrahel” oraz łaciński: „Ktokolwiek te imiona Boga ze sobą nosić będzie, temu żadne niebezpieczeństwo w ogóle nie zaszkodzi”.

Łokietek przyjął z rąk arcybiskupa długi na dziewięćdziesiąt osiem centymetrów i ważący niewiele ponad kilogram miecz, po czym wykonał nim kilka rytualnych cięć. Jednocześnie tłum śpiewał: „Twoja jest moc, chwała i panowanie…”. Miecz szybko umieszczono w pochwie podanej arcybiskupowi, tak by nie wadził w najważniejszym momencie ceremonii.

Janisław i dwóch asystujących mu biskupów wzięli do rąk szczerozłotą koronę przygotowaną specjalnie na tę okazję, wysadzaną rubinami, szmaragdami, szafirami i perłami. Wspaniałe insygnium, ozdobione łącznie niemal pięciuset klejnotami, wspólnie złożyli na skroniach władcy. Następnie podali mu berło i jabłko panowania. I w tej właśnie chwili Łokietek z księcia przemienił się w pełnoprawnego chrześcijańskiego króla.

Bibliografia

Dokładny przebieg koronacji jest znany tylko dzięki zachowanym „porządkom ceremonii”, a więc kościelnym księgom porządkującym zasady wynoszenia władców do godności królów. Historycy różnią się w ich interpretacjach, nie zawsze bowiem jest jasne, które z tak zwanych Ordo rzeczywiście wprowadzono w życie, które stanowiły tylko inspirację, a które – zagraniczną ciekawostkę. W powyższej rekonstrukcji bazuję na obecnym stanie badań, zwłaszcza zaś na analizach autorstwa Zbigniewa Dalewskiego i Aleksandra Gieysztora. Przygotowując opis ceremonii oparłem się między innymi na:

  1. Z. Dalewski, Władza – przestrzeń – ceremoniał. Miejsce i uroczystość inauguracji władcy w Polsce średniowiecznej do końca XIV w., Neriton, Warszawa 1996.
  2. A. Gieysztor, Spektakl i liturgia polska koronacja królewska [w:] Kultura elitarna a kultura masowa późnego średniowiecza, red. B. Geremek, Ossolineum, Wrocław 1978.
  3. J. Lileyko, Regalia polskie, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1987.
  4. M. Biborski, J. Stępiński, J. Stępiński, Szczerbiec (the jagged sword) – the coronation sword of the kings of Poland, „Gladius”, t. 31 (2011).

Czy wiesz, że ...

...w średniowiecznej Anglii używano niezwykłej metody, by dowieść swojej niewinności? Oskarżony musiał połknąć grudę złożoną z przaśnego, jęczmiennego wypieku oraz owczego sera wytworzonego w maju. Jeśli podczas mszy świętej zdołał pochłonąć całość, uznawano go za wolnego od zarzutów.

...król Anglii Ryszard Lwie Serce zdobył pieniądze na udział w wyprawie krzyżowej, sprzedając Szkotom… niepodległość? Potężna suma, wypłacona w 1189 roku przez króla szkockiego uwolniła kraj od angielskiego zwierzchnictwa. I pozwoliła angielskiemu monarsze wyruszyć w upragnioną pielgrzymkę.

...Polacy wcale nie zmarnowali zwycięstwa pod Grunwaldem? Zdaniem profesora Roberta Frosta bitwa doprowadziła do kryzysu, który zapoczątkował nową wojnę trzynastoletnią. I który doprowadził do ostatecznej klęski zakonu i do podziału jego ziem.

Komentarze (7)

  1. Jarema Odpowiedz

    Kiedyś pisałem o Mieszku II i jego fatum:) dzisiaj napiszę coś o jednym z jego dalekich potomków- chciałbym mieć takie szczęście jak miał Władysław Łokietek. W odróżnieniu od Mieszka II nie był to człowiek wielkiego formatu ale był uparty, wytrwały i miał ,,farta”. Nic tylko brać przykład z jego stanowczego dążenia do celu. Pewne rzeczy co prawda mógł zrobić lepiej ale uczył się na błędach i wyciągał wnioski. Kto wie czy fakt że istnieje obecna Polska nie zawdzięczamy ,,małemu Władziowi” jak to ujęła E. Cherezińska. Kiedyś czytałem że miał między 1.35- 1.50 m więc na ile się znam na ludziach to u Władysława było tak jak z Wołodyjowskim ,,dał ci Bóg nikczemną postać albo się będą ludzie ciebie bali albo będą śmiali”. Raczej miał kompleks i to powodowało ogromną ambicje, waleczność i chęć dominacji. Szkoda że nie miał większej żyłki do dyplomacji, chociaż szlaki polsko- litewskiego sojuszu przetarł właśnie on. I w sumie gdyby nie Władysław to Kazimierz Wielki nie mógłby przejść do historii jako ,,Wielki”. I ostatnia dygresja- szkoda ze po Kazimierzu Wielkim nie sprawował władzy przynajmniej jeden członek z dynastii Piastów.

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Panie Jaremo, bardzo dziękujemy za ponowny komentarz, których nigdy nie za wiele – o Mieszku II pamiętamy, podobnie ja,k że właśnie ten wpis został przez nas wyróżniony. Zachęcam także do lektury całej książki, skoro interesuje Pana Łokietek. Historia roli jego córki w tamtych czasach jest nie mniej fascynująca :) Pozdrawiamy serdecznie :)

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi komentatorze, to nie jest pomyłka. Szczerbiec miał mosiężną rękojeść, która w oryginale pokryta była złotą blachą. Miał ponadto prawie metr długości. Swoje zdecydowanie musiał ważyć i była to waga między 1 a 1,5 kg. Pozdrawiamy.

  2. Arkończyk Odpowiedz

    Chyba jednak my jako Polacy dzisiejsi bardzo doceniamy Władysława Łokietka właśnie przez tą koronację, pierwszą, powtarzam PIERWSZĄ po okresie rozbicia dzielnicowego, „skuteczną” koronacją (o koronację Przemysła II toczą się nieustające spory, czy aby nie dotyczyła tylko Wielkopolski ale nawet nie Wielkopolski i Pomorza, i czy nie była tylko wstępem do koronacji na króla całej Polski, choć była dokonana tymi samymi regaliami co koronował się Łokietek i w obecności biskupów ze wszystkich ziem królestwa).
    Pamiętam, że ładnych kilka lat temu w sondażu, gdzie ludzie „z ulicy” mieli ad hoc wyrwani do odpowiedzi, wymieniać znanych im królów, to Łokietek zajął chyba czwarte miejsce. „Tuż za podium”, po swym synu, Jagiele, Chrobrym ale przed pierwszym Wazą i królem „Stasiem”.
    Zastanawia tylko „skryty (przynajmniej po dużej części) mrokami tajemnic”, sposób w jaki doszedł, jaką drogą, do władzy – pozbył się „przeszkód” na niej. Ta bowiem liczba wielce na czas przychodzący zgonów całkiem młodych jeszcze często książąt kuzynów, jest co najmniej zastanawiająca…
    A czasy wówczas były takie, że trucizna na dworach książąt dzielnicowych była nieomal w „stałym użyciu”, zaprzeczając zresztą późniejszemu powiedzeniu braci szlacheckiej z czasów Polski sarmackiej, która to była „naiwnie” przekonana – dumna z tego, że nas wyróżnia to na tle innych krajów, iż „…u nas w Polszcze królów nigdy nie truto…”
    Kiedyś brałem udział w dyskusji: czy nie lepiej dla dawnej Polski i dla nas obecnie, byłoby by gdyby tej koronacji dokonał nie Łokietek ale królem Polski został np. Henryk Probus?
    Owszem tak naprawdę też był tylko władcą udzielnym Prawy, jednego z księstw śląskich ale za to o bardzo silnej ekonomii. „Resztą” rządził z reguły krótko, mając często bardzo niepewne prawa do władzy. Ale mój ulubiony historyk Benedykt Zientara (raz na co najmniej 3 lata po raz kolejny czytam doskonałe dzieło „Henryk Brodaty i jego czasy” autorstwa profesora, bo po prostu muszę…) wyraźnie pisząc w „Poczcie królów i książąt…”, że gdyby Głogowczyk lub Prawy sięgnęli po koronę to…
    To Polska była by krajem Zachodu a nie Wschodu, być może mniejsza i to nawet znacznie, ale za to bardziej, szybciej przemysłowa, o zdrowszej ekonomii, nie aż do XIX de facto wieku na poły feudalna – zapóźniona w rozwoju… Taki „chory człowiek Europy” w jej samym środku… Do czegóż to zapewne ta pięknie powyżej opisana koronacja chorego z ambicji Łokietka (na trwale od zachodu „okrawająca” ziemię korony), się niewątpliwie przyczyniła.
    Mam tylko jeszcze na koniec pytanie bez prostej odpowiedzi, czy za śmiercią Probusa poprzedzoną rzekomą kradzieżą „money” przeznaczonych dla papieża jako zapłata za – na koronację, stał Wacław czeski i jego poplecznik liczący na pełną władzę nad Śląskiem Henryk Brzuchaty, czy czyniąca ostatnią po-(u)sługę, świadoma swej bliskiej śmierci, matka Łokietka, Eufrozyna?
    Mam nadzieję, że z książka autora tego artykułu coś niecoś… na ten i pokrewne tematy…

    • Jarema Odpowiedz

      Władysław Łokietek został koronowany 244 lat po Bolesławie Szczodrym. To tak jakby w 2008 r. został koronowany nowy, pierwszy od 1764 r. król Polski. Więc cała epoka i warto zwrócic uwagę że od tego czasu byliśmy królestwem. Z Przemysłem II faktycznie jest bardziej skomplikowana sprawa. Bardzo mi się spodobało to zdanie o Henrykach śląskich. J. Długosz napisał że bez pewnych ziem Polska to tylko złudzenie- i miał racje. Napisałem że szkoda mi dynastii Piastów, że na Kazimierzu Wielkim się skończyła. Piastowie bowiem dążyliby do odzyskania ziem nadodrzańskich i parliby na zachód. Bez konkretnej granicy na zachodzie, przynajmniej z Dolnym Śląskiem i Ziemią Lubuską staliśmy się państwem de facto wschodnim. Silny ekonomicznie Śląsk i szeroki dostęp do morza gwarantowałyby nam to że bylibyśmy zachodnim państwem ze silnym mieszczaństwem. Dzięki temu lepiej można było wykorzystać tereny Litwy i Ukrainy. Do Jagiellonów mam ogromny żal że tak dali ciała na kierunku zachodnim szczególnie że te tereny były im wręcz podawane na tacy. A tak mamy do dziś problem z tzw. Ziemiami Odzyskanymi które powinny być po prostu jak najbardziej rdzenną Polską. I tak nawiasem- na ilustracji mamy rysunek Marka Szyszki. Dzięki temu rysownikowi i jego książce ,,historia Polski dla Piotrka” zainteresowałem się historią.

  3. Czytacz Odpowiedz

    Ja szanowni przedmówcy się jednak doczepię. Jedyną świętą księgą chrześcijaństwa jest biblia. Autor artykułu pisze: „nieśli święte księgi”, jakie? Mogła to być tylko jedna księga chrześcijaństwa tj. biblia. Chyba, że podzielona została na Stary i Nowy Testament w co jednak wątpię.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.