Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Najciekawsza książka tygodnia. Gorzkie losy wygnanych w akcji „Wisła”

Tablica pamiątkowa akcji "Wisła" (fot. J.Merena, lic. CC BY 3.0)

fot.J.Merena, lic. CC BY 3.0 Tablica pamiątkowa akcji „Wisła” (fot. J.Merena, lic. CC BY 3.0)

W dobie potępiania w czambuł wszystkiego, co komunistyczne, jakoś nie słychać aby ktokolwiek odważył się otwarcie potępiać akcję „Wisła”, która przecież była pomysłem komunistycznego rządu. Gorzką pigułką przesiedleń, pobić, rabunków, obozów i bydlęcych wagonów, jaką musieli przełknąć polscy Ukraińcy.

To nie jest popularny temat, zwłaszcza, gdy w internecie czytamy, że „banderowskie ścierwa mają zdechnąć”. Mimo to Paweł Smoleński oddaje głos tym, dla których w 1947 świat runął.

Oprócz ich historii poznamy także losy brata Alberta, poszukamy skarbu UPA oraz zatrzymamy się na chwilę przy kobietach, które zdecydowały się poślubić dżihadystów.

Smoleński P., Syrop z piołunu. Wygnani w akcji „Wisła” (Czarne)

Na początku muszę się przyznać, traktuję tę książkę bardzo osobiście. Już jako dziecko zastanawiałam się, dlaczego koledzy z mojej rodzinnej miejscowości, którzy chodzą w niedzielę do cerkwi, a nie do kościoła, mają rodzinę w Legnicy, Zielonej Górze, Giżycku czy Słubicach. Potem, jako bardziej świadoma osoba, oglądałam pozostałości ukraińskiego przysiółka zrównanego z ziemią. Słuchałam opowieści o tym, że pewnego dnia przyszli polscy żołnierze, otoczyli wieś i kazali się pakować na wozy, bo będzie wywózka, a przecież na polach stało jeszcze nie zebrane dojrzałe zboże…

Moją rodzinę też wywieziono, dlatego wiem, że mimo upływu ponad 70 lat, pamięć wydarzeń z 1947 roku jest nadal żywa, a ich konsekwencje da się nadal zauważyć. Wystarczy wiedzieć, w którym kierunku patrzeć. Książka Pawła Smoleńskiego jest w pewnym sensie przełomowa. Zamiast sam opowiadać, oddaje on głos ofiarom komunistycznej czystki etnicznej. W historiach, które przytacza, nadal pobrzmiewa żal, tęsknota, frustracja.

Nową nutą tych opowieści, której jeszcze parę lat temu nie było słychać jest strach. Smoleński wylicza zniszczone pomniki, pocięte opony, zaatakowane cerkwie, zniszczone samochody na parkingu pod greckokatolicką świątynią, zaatakowane procesje, narrację, w której padają słowa ze wszech miar ohydne.

Budzyńska N., Brat Albert. Biografia (Znak)

Adama Chmielowskiego, czyli świętego Brata Alberta, znamy przede wszystkim, jako patrona i opiekuna ubogich, nędzarzy i bezdomnych. Mało kto jednak pamięta, że był on też zwyczajnym człowiekiem.

Na przykład Adam Chmielowski miał talent malarski i pozostawił po sobie dziesiątki obrazów, studiował na akademii sztuk pięknych w Monachium, znał się z Witkacym i Chełmońskim. Był nawet, jako młody człowiek, najprawdziwszym komandosem, gotowym zginąć za Polskę w czasie powstania styczniowego.

Podhajecki A., Złoto UPA (Rytm)

Biorąc pod uwagę fakt, że Ukraińska Powstańcza Armia to jedna z formacji, jakie najmocniej rozbudzają wyobraźnię Polaków, pojawienie się powieści z nią związanej było kwestią czasu. Podhajecki przenosi nas w czasy drugiej wojny światowej.

Tytułowe złoto UPA, to pieniądze i kosztowności zrabowane przez żołnierzy formacji Polakom, Żydom i innym nacjom, które teraz nacjonaliści chcą ukryć. Gdy o ich planach dowiadują się Abwehra, AK, Sowieci i inny, rozpoczyna się pełna zwrotów akcji szalona historia.

Suc M., Żony dżihadystów (Świat książki)

Gdy słyszymy o islamskich terrorystach, odpowiedzialnych za jakiś zamach, zwykle wyobrażamy ich sobie jako grupkę mężczyzn, którzy z jakiegoś powodu zradykalizowali się i postanowili podnieść rękę na innych ludzi.

Tymczasem niezauważone, po cichu, przemykają gdzieś w tle odziane w nikab kobiety. Wydają się być ofiarami swoich mężów, wciągniętymi w niebezpieczną grę. Ale czy na pewno? Czy mogły nie wiedzieć o dżihadystycznych planach swoich mężów? Matthieu Suc zadaje pytanie o to, kim są kobiety, które żyły z terrorystami.

Komentarze (8)

  1. Obywatel D Odpowiedz

    Temat drażliwy, choćby i z tego względu, że nacjonalizm ukraiński był dzieckiem totalitaryzmu niemieckiego, jak i tego ze wschodu. Ponadto ukraińska tożsamość narodowa jest oparta głównie na nienawiści do Polski… Temat jest trudny, bo autor wydaje się podaje pewne aspekty subiektywnie – po fakcie. Faktem jest, że strona polska w 20. leciu międzywojennym spychała Ukraińców na margines, faktem również jest Wołyń i odpowiedź na to od AK, a później przez komunistów w ramach akcji ,,Wisła”. Łączenie faktów w spujną obiektywną całość jest wysoce trudnym zajęciem.

    • Członek redakcji | Autor publikacji | Aleksandra Zaprutko-Janicka Odpowiedz

      Rzeczywiście temat drażliwy, jednak myli się Pan nazywając nacjonalizm ukraiński dzieckiem niemieckiego totalitaryzmu. Podobnie jak w Polsce, nacjonalizm na ziemiach ukraińskich narodził się w XIX wieku. Początkowo łagodnie działające ruchy narodowe z czasem zaczęły się radykalizować. W pierwszej połowie XIX wieku antagonizmy pomiędzy Polakami, a Ukraińcami, u których właśnie rodziła świadomość narodowa, stale się pogłębiały. W Galicji mieliśmy kolonializm po polsku, w którym Polacy traktowali ludność ukraińską mniej więcej tak, jak Brytyjczycy, czy Belgowie ludność lokalną w swoich koloniach. W każdym razie Polska wybiła się w końcu na niepodległość. Ukraińcom się udało, a ich sytuacja w międzywojniu niespecjalnie się poprawiła. W II RP też mieliśmy za uszami – pacyfikacja Małopolski Wschodniej, akcja burzenia cerkwi, zamykanie działaczy narodowych, wojskowa kolonizacja, czy chociażby delegalizacja „Płasta” – nic dziwnego, że w Ukraińcach gotowała się krew. Nie usprawiedliwia to w żadnym wypadku zbrodni wołyńskiej, ale w oficjalnej narracji jakoś tak cicho na przykład o Pawłokomie, gdzie to Polacy mordowali Ukraińców. Co do reportażu Pawła Smoleńskiego, to ponownie – myli się Pan. Smoleński wchodzi w środowisko wywiezionych w akcji „Wisła” z zewnątrz, nie obarczony bagażem własnego doświadczania jej konsekwencji. Właśnie to pozwala mu zachować obiektywizm. Zresztą, serdecznie polecam lekturę jego książki pomijając inne aspekty, to warsztatowo na prawdę dobry materiał, od którego osobiście nie mogłam się oderwać.

      • mg Odpowiedz

        ” W Galicji mieliśmy kolonializm po polsku, w którym Polacy traktowali ludność ukraińską mniej więcej tak, jak Brytyjczycy, czy Belgowie ludność lokalną w swoich koloniach.” – czyli co? Nie pozwalaliśmy palić wdów żywcem na stosach pogrzebowych ?

        „W II RP też mieliśmy za uszami – pacyfikacja Małopolski Wschodniej, akcja burzenia cerkwi, zamykanie działaczy narodowych, wojskowa kolonizacja, czy chociażby delegalizacja „Płasta” – nic dziwnego, że w Ukraińcach gotowała się krew.” A wszystko to w odpowiedzi na zaledwie kilka tysięcy aktów terroru OUN w tym tylko 63 morderstwa ( z czego jeden minister i jeden poseł).

        • Członek redakcji | Autor publikacji | Aleksandra Zaprutko-Janicka

          Taka drobna uwaga: akty terroru, których wspominasz to dokładnie te same metody, jakie niewiele wcześniej stosowali Polacy walcząc o swoją niepodległość. Ataki bombowe, zamachy etc. są ok, pod warunkiem, że to my je urządzamy, a nie na nas urządzają?

          Natomiast jeśli chodzi o europejskich kolonizatorów to zapraszam do zapoznania się z kilkoma przykładami „cywilizowania” kolonii: https://goo.gl/K3Evon

      • Bartosz W. Odpowiedz

        Jak widzę po artykule, który przedstawiał Polaków jako oprawców Żydów i właściwie nic ponadto, przyszedł czas na porównywanie, ba, niemal stawianie na równi z Brytyjczykami (twórcami m. in. obozów koncentracyjnych dla Burów, nie licząc innych zbrodni z całego świata) czy Belgami (sprawcami wielomilionowego ludobójstwa, którzy lubowali się w trwałym okaleczaniu ludzi poprzez obcinanie im rąk maczetami). Po prostu brawo, nie naprawdę, szczerze gratuluję. Takiego odkrywczego porównania dawno nie widziałem. Z „niecierpliwością” oczekuję na kolejny tekst „odbrązawiający” na tym portalu.

        PS. Tylko niewielka część Polaków na Kresach mogłaby uchodzić za „kolonizatorów” (osadnicy wojskowi po wojnie z bolszewikami), większość była u siebie, żyli tam z dziada pradziada. Proszę więc trzymać się faktów, a nie stosować chybione porównania do zamorskich kolonii poszczególnych krajów europejskich.

  2. Jarema Odpowiedz

    Z Ukraińcami jest ten problem że z polskiego punktu widzenia cała ich martyrologia jest jakby przesłonięta i niewidoczna przez barbarzyńskie ludobójstwo dokonane przez UPA do którego Ukraińcy nie potrafią się przyznać a sprawców dodatkowo uważają za ,,hierojów”. Szkoda mi tego narodu ale cała ta sytuacja w kontekście Wołynia i Bandery jest niedopuszczalna. Inna rzecz że polskie zbrodnie i represje w tym akcja ,,Wisła” dotknęły przede wszystkim Ukraińców z terenów obecnej Polski którzy z Wołyniem nie mieli nic wspólnego. Zresztą na tym obszarze padło więcej ofiar po stronie ukraińskiej. Wątpię też żeby było większe zrozumienie dla tragedii Ukraińców bez wyrażnego uznania rzezi na kresach płd- wsch za ludobójstwo co raczej nie nastąpi. W każdym razie nie ma powodu żeby uczciwie nie rozliczyć i nie opisać tego problemu, chociaż na argument ,,my wam Wołyń, wy nam akcja Wisła, jesteśmy kwita” nie można się zgodzić.

    • Bartosz W. Odpowiedz

      Co do akcji „Wisła” to była ona po prostu konieczna. Szorstkie fakty mówią bowiem same za siebie. Po wysiedleniu Ukraińców, jakie odbyło się w ramach owej operacji, udało się wreszcie dobić upowską bestię, która „dziwnym” trafem do tamtej pory wymykała się należnemu jej losowi. Ponura prawda jest taka, że ukraińscy bandyci i mordercy z UPA musieli zostać pozbawieni zaplecza na miejscu swojego działania, jest to bowiem podstawa do wyeliminowania wroga prowadzącego wojnę nieregularną. Dlaczego zwalczanie wszelkich partyzantek należało do najbardziej okrutnych działań jakie można było prowadzić na danym terenie? Właśnie dlatego, że partyzantka (i twory podobne takie jak bandy UPA) żeby być w pełni skuteczną musi mieć poparcie miejscowych (mniejsze lub większe), którą to ludność cywilną należało… spacyfikować. Co to oznacza w kontekście „Wisły”? To mianowicie, że owi „niewinni Ukraińcy” z południowo-wschodniej Polski wspierali swoich pobratymców z owych band. Nie muszę chyba przypominać, że były to bandy najgorszej zbrodniczej hołoty (strach pomyśleć co by zrobili gdyby mieli możliwości Niemców bądź Sowietów) jaką można sobie wyobrazić, prawda? Na kolaborację z takimi osobnikami nie ma wytłumaczenia, podobnie jak nie ma wytłumaczenia dla ratowania SS-manów od stryczka lub kuli w głowę. Dzięki „Wiśle” udało się w końcu powstrzymać ludobójstwo prowadzone na naszym narodzie przez Ukraińców i zniszczyć zbrodniczą organizację jaką była UPA. Akcja ta powinna być więc raczej celebrowana nawet pomimo tego, że przeprowadzali ją komuniści, nie zaś potępiana, co uważam za przejaw braku godności do samych siebie.

      Z resztą Twojego postu generalnie się zgadzam. Nie można oczekiwać od Polaków, że będą godzić się ciągle na upokorzenia ze strony Ukraińców, którzy jawnie celebrują zbrodniarzy, sadystów i masowych morderców jako „bohaterów”. Zresztą spójrzmy jakie inne indywidua mają w tym swoim „panteonie” (Chmielnicki). Nie pałam miłością do Ukraińców, mówiąc skrótowo, ale czasami nawet ja czuję litość jak patrzę na te ich próby stworzenia tożsamości narodowej (której wciąż tak naprawdę nie mają) na bazie takich indywiduów. A na zestawienie „Wołyń=Wisła” może się zgodzić tylko głupiec, ignorant, skrajny ukrainofil bądź agent wpływu. Robienie takich porównań jest tak haniebne jak i kretyńskie.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.