Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Polski Indiana Jones. To temu facetowi, a nie Czartoryskim, należałoby zapłacić miliony za „Damę z łasiczką”!

Karol Estreicher przy pracy. Na ilustracji fragment okładki jego najnowszej biografii pt. "Obrońca skarbów" (Wydawnictwo Naukowe PWN 2017).

Karol Estreicher przy pracy. Na ilustracji fragment okładki jego najnowszej biografii pod tytułem „Obrońca skarbów”  (Wydawnictwo Naukowe PWN 2017).

Pracownik Katedry Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Działacz przy rządzie londyńskim. Przyjaciel generała Władysława Sikorskiego. Przede wszystkim jednak człowiek, który przysłużył się Polsce, nawet na kilka miliardów złotych.

Karol Estreicher pochodzi ze znanej i szanowanej rodziny inteligenckiej w Krakowie. Jego ojciec, Stanisław, był profesorem prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dziadek, Karol, zasłynął spisaniem Bibliografii Polskiej. Najmłodszy przedstawiciel familii Estreicherów jest jednak uważany za czarną owcę w swoim domu. Znany z ciętego języka, używa życia. W gimnazjum powtarza klasę. Lubi towarzystwo kobiet. Zarazem jednak – ma prawdziwą obsesję na punkcie polskiej kultury.

W 1938 roku zaczyna działać krakowskie Towarzystwo Miłośników Historii i Zabytków. 32-letni Estreicher jest jednym z jego najważniejszych członków. Dowód tego, jak bardzo zależy mu na rodzimym dziedzictwie daje zaraz przed wybuchem II wojny światowej. Za cel wyznacza sobie uratowanie bezcennego ołtarza Wita Stwosza przed niemieckim rabunkiem.

Jak pisze Marta Grzywacz w swojej książce „Obrońca Skarbów. Karol Estreicher – w poszukiwaniu zagrabionych dzieł sztuki”:

Dla samego Estreichera liczy się tylko to, że ołtarz mariacki powstał w Krakowie i dla Krakowa, dlatego on, krakowianin z krwi i kości, musi zrobić wszystko, żeby miasto nie straciło swojego największego dzieła.

Kiedy nie może przekonać opiekuna kościoła mariackiego, księdza Józefa Kulinowskiego, do rozebrania i ukrycia ołtarza, swoje kroki kieruje do arcybiskupa Adama Sapiehy.

Karol Estreicher za punkt honoru postawił sobie ocalenie przed grabieżą ołtarza Wita Stwosza.

fot.Noaśka; lic. CC BY-SA 3.0 Karol Estreicher za punkt honoru postawił sobie ocalenie przed grabieżą ołtarza Wita Stwosza.

Metropolita krakowski zadaje się lepiej rozumieć otaczającą go sytuację polityczną i zezwala na demontaż i zabezpieczanie dzieła Wita Stwosza. Jedynym jego warunkiem jest ukrycie ołtarza w budynkach należących do kościoła, dlatego też mniejsze elementy trafiają do krypt w krakowskich kościołach i seminariach a największe figury zapakowane w skrzynie zostają przetransportowane do katedry sandomierskiej.

Ratujmy co się da

Po spełnieniu tej misji Karol Estreicher wyznacza sobie kolejne. Walczy o ratunek dla skarbów wawelskich, arrasów Zygmunta Augusta, Biblii Gutenberga, rękopisów Chopina czy Szczerbca. Wyjeżdżają one z Wawelu już we wrześniu 1939 roku, kiedy na Kraków spadają pierwsze bomby. Ukryte zostają także najcenniejsze z obrazów znajdujących się w Krakowie: Krajobraz z miłosiernym samarytaninem Rembrandta, Portret Młodzieńca autorstwa Rafaela oraz Dama z gronostajem Leonarda.

Arrasy wawelskie przerzucone przez granicę do Rumunii, a dalej do Francji i Wielkiej Brytanii ostatecznie przeczekają wojnę w Kanadzie. Nieskuteczna natomiast okazuje się próba ukrycia malowideł, które szybko trafiają w ręce Kajetana Mühlmanna, oddelegowanego przez Hermana Göringa do „zabezpieczania” dzieł sztuki na okupowanych terenach. Udaje się także Niemcom uzyskać informacje o miejscu ukrycia ołtarza Wita Stwosza. Po naciskach wskazuje je sam arcybiskup krakowski, książę Adam Sapieha.

Próby ratowania polskich skarbów narodowych przed niemieckim okupantem opisuje w swojej książce "Obrońca skarbów" Marta Grzywacz. (Wydawnictwo Naukowe PWN 2017).

Próby ratowania polskich skarbów narodowych przed niemieckim okupantem opisuje w swojej książce „Obrońca skarbów” Marta Grzywacz. (Wydawnictwo Naukowe PWN 2017).

Karol Estreicher w tym czasie znajduje się już na emigracji. Najpierw udaje się do Francji, po jej zajęciu przez III Rzeszę osiada w Londynie. Utrzymuje tam kontakty z rządem na uchodźstwie, próbuje katalogować zagrabione przez Niemców w Polsce dzieła sztuki. I wtedy dociera do niego informacja, której boi się najbardziej. Niemcy dotarli do katedry sandomierskiej i zrabowali ołtarz mariacki. Ta wiadomość budzi w Estreicherze poczucie winy. Jak wynotowuje Marta Grzywacz z jego dzienników:

Cóżem ja winny? Mój Boże!” – ta myśl budzi go o świcie i już nie pozwala zasnąć. „Chciałem przecie jak najlepiej – źlem uczynił, żem go rozebrał. Do końca życia nie spocznę, chyba że go na miejscu z powrotem zobaczę”.

Rewindykacja

Odnalezienie ołtarza staje się teraz dla Karola Estreichera życiową misją. Zostaje kierownikiem Biura Rewindykacji Polskiego Mienia Kulturalnego przy rządzie w Londynie. Działa także w Komisji do spraw Ochrony i Zwrotu Dóbr Kultury, zwanej komisją Vauchera. Ze zdwojoną siłą kontynuuje prace nad katalogiem zgrabionych w Polsce dóbr kultury.

Wnętrze Kościoła Mariackiego bez ołtarza Wita Stwosza.

fot.S. Frąckiewicz; lic. domena publiczna Wnętrze Kościoła Mariackiego bez ołtarza Wita Stwosza.

Uważa, że po wojnie na taki katalog będzie za późno, dlatego już w 1944 publikuje Straty kultury polskiej, katalog strat kultury polskiej pod okupacją niemiecką 1939-1944. W czasie tworzenia tego zbioru trafia również na informacje dotyczące ołtarza. Tak opisuje ten moment Marta Grzywacz:

Jest! Wiedziałem, wiedziałem, że tam go schowali – niemal krzyczy [K. Estreicher, przyp. red.], wymachując przed oczami zdumionych współpracowników niewielką książką w czerwonej okładce. To niemiecki przewodnik po Generalnej Guberni – Baedeker Das Generalgouvernement, wydany w Lipsku parę miesięcy temu. Profesor Dagobert Frey pisze w nim, że „Słynny ołtarz główny, z początkiem wojny rozebrany przez Polaków na części, obecnie znajduje się w Norymberdze, mieście rodzinnym artysty”.

Od tego momentu Estreicher podejmuje starania o wyjazd do Norymbergi, które wzmaga po zakończeniu wojny. Początkowo próbuje się tam dostać z ramienia rządu londyńskiego. Ten nie popiera jednak pomysłu zwrócenia jakichkolwiek ukrytych czy zrabowanych dzieł sztuki komunistycznym władzom Polski.

Potwierdzenie domysłów o tym, że Niemcy wywieźli ołtarz do Norymbergi były dla Estreichera doskonałą wiadomością. Na zdjęciu z 1937 roku polski Indiana Jones we własnej osobie.

fot.domena publiczna Potwierdzenie domysłów o tym, że Niemcy wywieźli ołtarz do Norymbergi były dla Estreichera doskonałą wiadomością. Na zdjęciu z 1937 roku polski Indiana Jones we własnej osobie.

Estreicher uznaje jednak, że Polska i Polacy potrzebują swojego kulturalnego dziedzictwa jak nigdy wcześniej. Marta Grzywacz pisze: Dlaczego nie rozumieją, że właśnie teraz tożsamość tego narodu jest bardziej zagrożona niż kiedykolwiek, i  jeśli odbierze mu się kulturę, zostanie unicestwiony.

Mimo sprzeciwu rządu na uchodźstwie próbuje podjąć współpracę z nową władzą w Polsce. Jako były sekretarz generała Sikorskiego i współpracownik rządu w Londynie nie zyskuje poparcia komunistów. Ostatecznie jednak uzyskuje zaświadczenie podpisane przez wiceministra kultury i sztuki Leona Kruczkowskiego. Zaświadczenie to czyni go oficjalnym przedstawicielem polskiego rządu w sprawach rewindykacji dóbr kultury zrabowanych przez III Rzeszę.

Kilka miesięcy później otrzymuje od Amerykanów pozwolenie na wjazd do Norymbergi. Dzięki skutecznym przesłuchaniom przeprowadzonym przez porucznika Waltera Horna udaje się ustalić gdzie ukryty został ołtarz zrabowany z kościoła Mariackiego w Krakowie.

Na zdjęciu z kwietnia 1946 roku uwieczniono moment załadunku ołtarza Wita Stwosza, który wraca do Polski.

fot.domena publiczna Na zdjęciu z kwietnia 1946 roku uwieczniono moment załadunku ołtarza Wita Stwosza, który wraca do Polski.

Miejscem tym jest schron pod górą zamkową. Tak Marta Grzywacz opisuje reakcję Estreichera po dotarciu na miejsce:

Wysokie pomieszczenie jest uporządkowane. Mniejsze figury leżą na półkach, większe stoją na podłodze w równych rzędach, prawie na baczność, niemalże gotowe zameldować się na wezwanie. Estreicher patrzy na złocone, falujące szaty apostołów i  ma ochotę powiedzieć „spocznij”, ale wzruszenie ściska go za gardło. Są, znalazł je. Nareszcie! Po tylu latach! Ale czy wszystkie? Szybkim wzrokiem przebiega po twarzach drewnianych świętych. Jan, Piotr, Szymon, Maria… w myślach wita ich jak dobrych znajomych.

Powrót

Odnalezienie ołtarza wcale nie kończy walki o powrót dzieła do Krakowa. Przede wszystkim znalezione elementy nie były kompletne, brakowało między innymi szafy ołtarzowej. Po spełnieniu się w roli poszukiwacza skarbów, Estreicher zmuszony jest przyjąć funkcję policjanta śledczego. Przesłuchuje osobiście nazistów, których udało się schwytać, a o których wiadomo, że uczestniczyli w grabieżach na terenie Polski.

Próby ratowania polskich skarbów narodowych przed niemieckim okupantem opisuje w swojej książce "Obrońca skarbów" Marta Grzywacz. (Wydawnictwo Naukowe PWN 2017).

Próby ratowania polskich skarbów narodowych przed niemieckim okupantem opisuje w swojej książce „Obrońca skarbów” Marta Grzywacz. (Wydawnictwo Naukowe PWN 2017).

Kluczowym okazuje się przesłuchanie dr. Wilhelma Schwemmera, który pełnił obowiązki w Miejskiej Galerii Sztuki w Norymberdze. Dzięki jego zeznaniom odnajdują się brakujące elementy ołtarza a Estreicher pisze list do archiprezbitera kościoła Mariackiego w Krakowie Ferdynanda Machaya:

Sądzę, że w styczniu, w drugiej połowie [1946 przyp. red], będzie można ołtarz transportować. Nie wiemy jeszcze jakimi środkami, samolotowymi czy samochodowymi. Zależy to od Amerykanów, którzy w tym wypadku idą nam jak najdalej na rękę. Jeśli transport odbędzie się drogą lądową, to w takim razie przyjedzie z nim razem straż amerykańska.

Cel udaje się jednak osiągnąć dopiero sześć miesięcy później. 28 kwietnia 1946 roku, z Norymbergi wyrusza pociąg wiozący największy skarb polskiej sztuki sakralnej. Od samej granicy witają go tłumy Polaków. Masa ludzka wypełnia także peron krakowskiego dworca. Ołtarz wrócił do Krakowa. Czy jednak w ogóle by z niego wyjechał gdyby nie został zdemontowany jeszcze przed wojną?

Bibliografia:

  1. Marta Grzywacz, Obrońca Skarbów. Karol Estreicher – w poszukiwaniu zagrabionych dzieł sztuki, Warszawa 2017.
  2. Zbigniew Kazimierz Witek, Karol Estreicher jr (1906-1984) Tom I Dziennik Wypadków, 1939-1945, Kraków 2001,
  3. Zbigniew Kazimierz Witek , Karol Estreicher jr (1906-1984) Tom II. Losy spuścizny. Kraków 2007.

Kup na stronie wydawnictwa:

Czy wiesz, że ...

...Heinrich Himmler po zakończeniu wojny sam się „odnalazł”? Oddał w ręce aliantów 23 maja 1945 roku. Przybył do Obozu Przesłuchań Cywili nieopodal Lüneburga. Przedstawił się i podpisał, by udowodnić swoją tożsamość.

...niechlubną praktyką niemieckich okrętów podwodnych podczas II wojny światowej było ostrzeliwanie z dział i broni maszynowej ewakuujących się ze storpedowanych statków rozbitków? Ofiarą takiego postępowania była załoga brytyjskiego transportowca „Severn Leigh”. Z 43 członków załogi ocalało jedynie 10.

...Ludwik Kalkstein, działacz polskiego Podziemia i współpracownik „Grota” Roweckiego, okazał się podwójnym agentem? Po tym, jak Armia Krajowa wydała na niego wyrok śmierci, wstąpił do SS i… wziął udział w Powstaniu Warszawskim po stronie okupantów.

...jedyna polska cichociemna generał Elżbieta Zawacka będąc dzieckiem nie umiała powiedzieć ani słowa po polsku? Było to bezpośrednim tego, że mieszkała na ziemiach zaboru pruskiego, gdzie jej rodzinę poddawano germanizacji.

Komentarze (6)

  1. Marian Skwara Odpowiedz

    Niejasne pytanie: „Czy jednak w ogóle by z niego wyjechał gdyby nie został zdemontowany jeszcze przed wojną?”
    Czy autor sugeruję, że niepotrzebnie został przez Polaków ukryty?

    • Nasz publicysta | Autor publikacji | Piotr Ostrowski Odpowiedz

      Tak, sam Estreicher miał wątpliwości co do tej decyzji.

      Być może gdyby ołtarz nie został rozebrany przez Polaków, nie zostałby rozebrany w ogóle.
      Dość powszechna jest wiedza, że po tym jak został generalnym gubernatorem i zamieszkał na Wawelu, Hans Frank czuł się ‚królem Polski’. Jako taki chciał, żeby jego terytorium było bogate w niemiecką sztukę. Być może gdyby ołtarz stał na swoim miejscu zapobiegłby jego wywiezieniu. Tak jak przez pewien czasu utrzymywał w Krakowie Damę z gronostajem. I żeby było jasne, nie chodziło mu o Kraków i Polaków a o prestiż jego stanowiska.

      Oczywiście to czysta gdybologia, teoria nie do sprawdzenia :)

  2. Tak Odpowiedz

    gdyby gdyby.. a gdyby Niemcy w pierwszych dniach wojny zbombardowali Kraków, tak jak Warszawę? a gdyby Rosjanie w walkach o Kraków zniszczyli miasto, to co wtedy? Mądry Polak po szkodzie, a wyjątkowy szacunek dla Estreichera za bycie mądrym przed szkodą

    • Nasz publicysta | Autor publikacji | Piotr Ostrowski Odpowiedz

      Niemcy uważali Kraków za miasto praniemieckie, bomby na Kraków spadały, jednak nie na najważniejsze punkty jak chociażby w znienawidzonej przez Hitlera Warszawie. GDYBY chcieli zbombardować Kraków, zrobiliby to ;)

      A to pytanie na końcu, jak już wyżej pisalem, odnosi się do wątpliwości samego Estreichera, które też się w tekście pojawiły.

  3. Anonim Odpowiedz

    Z artykułu wynika jedynie, że Estreicher otrzymał informację,że ołtarz znajduje się w Norymberdze. Kto więc odnalazł ołtarz jako pierwszy? Otóż na początku czerwca 1945 roku do Norymbergii przybył Emeryk Hutten Czapski (1897-1979) jako oficer łącznikowy przy Polish Military Mission przy Naczelnym Dowództwie Alianckim (SHAEF), który od listopada 1944 roku realizował różne zadania na polecenie Rządu Londyńskiego na obszarach zajmowanych przez wojska amerykańskie. Czapski, który sam był kolekcjonerem map I Rzeczypospolitej i pod koniec życia miał ich największy zbiór, odnalazł ołtarz Wita Stwosza w nienaruszonym stanie dzięki pomocy kpt. I.C. Thompsona oraz historyka sztuki dra Troche. Natychmiast złożył wniosek do władz amerykańskich o zabezpieczenie zabytku. Później poinformowano o tym polskie instytucje.

Odpowiedz na „AnonimAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.