Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

10 dowodów na to, że historia Polski pod zaborami była dużo ciekawsza, niż Ci się wydaje

Polska pod zaborami w pigułce. Fragment obrazu Jacka Malczewskiego "Melancholia", przedstawiającego alegoryczną wizję tragicznych dziejów kraju w XIX wieku (źródło: domena publiczna).Niekonwencjonalni bojownicy o niepodległość i przedsiębiorczy policjanci. Piszcząca bieda z nędzą i enklawy dobrobytu. Kryminalne zagadki i polowania na nadprzyrodzone stwory. Życie Polaków 150 lat temu było pełne absurdów i kontrastów. Najwyższa pora je odkryć!

Jak zawsze, wszystkie pozycje w zestawieniu TOP10 zostały oparte na publikowanych przez nas artykułach. Tym razem postanowiliśmy ukazać sylwetki Polaków pod zaborami i ich dylematy.

Kto by się spodziewał, że:

10. Zamachy były naszą specjalnością

Od 1905 roku trwało w Polsce przez prawie dziesięć lat powstanie na wcześniej nienotowaną skalę. Polacy, pozbawieni szans w otwartym boju, sięgnęli po metody terrorystyczne. Tylko w 1906 roku dokonali aż 1245 zamachówstatystycznie co najmniej trzy dziennie.

Polskie ulice przeobraziły się w strefę wojny. Zamachy bombowe stały się codziennością.

Polskie ulice przeobraziły się w strefę wojny. Zamachy bombowe stały się codziennością.

Polska Partia Socjalistyczna formowała oddziały profesjonalnych komandosów, szkolonych w walce, szpiegostwie, akcjach terrorystycznych i konstrukcji materiałów wybuchowych. Z powodzeniem napadano na pociągi i rzucano bomby w przedstawicieli carskiej generalicji. Odbijano więźniów ze ściśle strzeżonych placówek i snuto plany zabicia cara.

Żaden oficjel wroga nie mógł czuć się bezpieczny. Na generałów, wysoko postawionych urzędników i gubernatorów zamachy wykonywano do skutku. Tę działalność zarzucono dopiero, gdy na horyzoncie pojawiła się szansa na niepodległość Polski (przeczytaj więcej na ten temat).

9. Galicja była Katarem Europy

Samoistne wycieki ropy w galicyjskiej Bóbrce zdarzały się od wieków – miejscowi nazywali ją dziegciem lub olejem skalnym i stosowali do smarowania kół bądź jako lekarstwo dla owiec. Gdy odkryto dla niej zastosowanie, nastał wielki boom wydobywczy.

Po odkryciu nowych zastosowań dla "dziegciu" krajobraz Bóbrki zmienił się nie do poznania. Na zdjęciu wieża wyciągowa z Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza w Bóbrce (fot. Wistula, lic. CC BY 3.0).

Po odkryciu nowych zastosowań dla „dziegciu” krajobraz Bóbrki zmienił się nie do poznania. Na tym współczesnym zdjęciu widzimy wieżę wyciągową z Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza w Bóbrce (fot. Wistula, lic. CC BY 3.0).

Nafciarze, pracujący w studniach mających do dwustu metrów głębokości, byli narażeni na zasypanie, zalanie wodą bądź uduszenie przez napływ ropy lub gazu. Zanotowano wiele śmiertelnych incydentów. Chory lub kaleki robotnik popadał w skrajną nędzę. Wielu uciekało, by wykonać pilne prace rolnicze, jak chociażby… wydojenie krowy.

Mimo to nafciarze wyróżniali się ubiorem i posiadaniem kieszonkowych zegarków, a obiady jadali z mięsem. Dobrobyt widać było, patrząc na stan dróg, łanów czy budynków. W Bóbrce pracownicy zostali doskonale przyuczeni do swojego fachu. Dzięki temu byli rozchwytywani wszędzie, gdzie była ropa: w Rosji, Chile, Nowej Zelandii, Trynidadzie czy Indiach Holenderskich (przeczytaj więcej na ten temat).

8. Ciężka była dola nauczyciela

We wrześniu 1875 przed sądem petersburskim stanął nauczyciel, który ukradł przedmioty o wartości ponad stu rubli srebrnych. Mimo oczywistej winy przysięgli zwolnili go z odpowiedzialności i zrobili składkę, wręczając mu sto pięćdziesiąt rubli srebrnych. Powód? Skrajna bieda, która wzruszyła sędziów. Sytuacja tego belfra nie była wyjątkowa. Jego koledzy po fachu na polskich ziemiach też nie mieli co do garnka włożyć.

W ogonku po darmowy posiłek z pewnością z chęcią ustawiłby się niejeden XIX-wieczny nauczyciel… Obraz Jana Gniewosza "Rozdawanie posiłków w Sanoku" (źródło: domena publiczna).

W ogonku po darmowy posiłek z pewnością z chęcią ustawiłby się niejeden XIX-wieczny nauczyciel… Obraz Jana Gniewosza „Rozdawanie posiłków w Sanoku” (źródło: domena publiczna).

Na wsiach chłopi zachowywali się agresywnie, nie ufali nauczycielom i niechętnie płacili składki na szkołę. Nie rozumieli, po co mają utrzymywać darmozjada. Bo skoro sami nie umieli pisać i rachować, po co to ich dzieciom?

Głodowe pensje nie wystarczały na utrzymanie. Nauczyciele musieli podejmować dodatkowe prace, by związać koniec z końcem. Jeszcze w 1814 roku do seminariów nauczycielskich wprowadzono naukę muzyki i śpiewu kościelnego, by absolwent mógł dorabiać jako organista. Łapano wszelkie fuchy – pedagodzy byli kościelnymi, urzędnikami i pisarzami gminnymi! Bo za nauczycielską pensję można było jedynie wegetować (przeczytaj więcej na ten temat).

7. Imprezę sylwestrową można było przypłacić życiem

Zanim narodziła się tradycja bali sylwestrowych, Polacy bawili się czarną magią i harcami. Czary odprawiano ze śpiewników kościelnych i z Biblii. Niekiedy uzyskane w ten sposób wróżby sprowadzały na nieszczęśnika blady strach. Niejeden wyzionął ducha, czytając wersety Starego Testamentu lub Apokalipsy św. Jana.

Ostatnia noc w roku pod wieloma względami przypominała Andrzejki. Obraz Henryka Siemiradzkiego „Noc Świętego Andrzeja” z 1867 roku (źródło: domena publiczna).

Ostatnia noc w roku pod wieloma względami przypominała Andrzejki. Obraz Henryka Siemiradzkiego „Noc Świętego Andrzeja” z 1867 roku (źródło: domena publiczna).

Kobiety rozczyniały w niecce położonej na słomie specjalne ciasto. Tę słomę nakładano na głowę jako magiczny kapelusz i wchodzono tyłem po drabinie na dach domu, by popatrzeć do komina. Cel był prosty: dostrzec twarze osób, które w niedalekiej przyszłości miały zginąć. Na Mazurach jeden dzielny kowal odważył się zajrzeć do komina, gdzie zobaczył samego siebie. Po zejściu z dachu od razu wyzionął ducha.

Koło północy przed domami pojawiali się młodzi mężczyźni i rozpoczynali strzelanie z bata. Gdy gospodarze pokładli się spać, zaczynały się psoty. Cichaczem przepędzano bydło do zagrody sąsiada, a nawet umieszczano na dachach domów wozy. O świcie taki widok budził w pierwszej chwili uśmiechy na twarzach, jednak później był przyczyną kłopotów. Niekiedy gospodarz musiał nawet układać od nowa dach (przeczytaj więcej na ten temat).

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.

6. PKP miało „godnego” przodka

Prace nad pierwszą koleją żelazną w Kongresówce napotykały na niesłychane absurdy i trudności. Pomysłodawcami byli dwaj polscy finansiści, Piotr Steinkeller i Henryk Łubieński, ale decyzję o budowie wydał car Mikołaj I. Nakłonił go do tego… namiestnik Królestwa Polskiego Iwan Paskiewicz. Polacy zawdzięczali kolej człowiekowi, który brutalnie stłumił powstanie listopadowe.

Jak na ironię o tym, że Królestwo Polskie otrzyma możliwość skoku cywilizacyjnego związanego z budową kolei zdecydował Iwan Paskiewicz. Człowiek, który brutalnie stłumił powstanie listopadowe i tępił polskość. Obraz pędzla Friedricha Randella (źródło: domena publiczna).

Jak na ironię o tym, że Królestwo Polskie otrzyma możliwość skoku cywilizacyjnego związanego z budową kolei zdecydował Iwan Paskiewicz. Człowiek, który brutalnie stłumił powstanie listopadowe i tępił polskość. Obraz pędzla Friedricha Randella (źródło: domena publiczna).

W celu pokrycia kosztów wyemitowano pięć tysięcy akcji. Piotr Steinkeller i Henryk Łubieński przeliczyli się jednak co do ich popularności. W końcu posunięto się między innymi do oddania tysiąca pięciuset akcji brytyjskiej firmie, która miała za nie zapłacić, dostarczając czternaście tysięcy szyn.

Wobec problemów finansowych Steinkeller i Łubieński postanowili ograniczyć koszty. Zaproponowali nawet, by składy ciągnęły konie. Specjalna komisja państwowa wymusiła jednak realizację wariantu „parowego”. Potem zbankrutował jeden z inwestorów, a przemysłowiec Maurycy Koniar przekonał władze, by unieważnić umowę z Anglikami na dostawę szyn. Jego zakład mógłby je wyprodukować po zawyżonej cenie. W końcu budowę zawieszono (przeczytaj więcej na ten temat).

5. Sherlock Holmes u nas (omal) zagościł

Arthur Conan Doyle, autor Sherlocka Holmesa, zaskakująco dobrze radził sobie jako detektyw i wyjaśnił w Anglii kilka zagadek kryminalnych. Nic dziwnego, że w 1913 roku otrzymał list z prośbą o pomoc z Kongresówki.

Arthur Conan Doyle rozwiązywał zagadki kryminalne nie tylko na kartach swych powieści... Zdjęcie autorstwa Herberta Rose'a Barrauda z 1893 roku (źródło: domena publiczna).

Arthur Conan Doyle rozwiązywał zagadki kryminalne nie tylko na kartach swych powieści… Zdjęcie autorstwa Herberta Rose’a Barrauda z 1893 roku (źródło: domena publiczna).

Zamordowany pół roku wcześniej w Teresinie pod Warszawą książę Władysław Drucki-Lubecki i domniemany morderca, pan de Bisping, byli dobrze znani w warszawskiej socjecie. Sugerowano, że pokłócili się o pieniądze. Stwierdzono dwie rany postrzałowe zadane od tyłu. Bisping został uznany za winnego i skazany za „zabójstwo w uniesieniu”. Jednak kolejne procesy, toczące się jeszcze przez czternaście lat, doprowadziły do oczyszczenia go z zarzutów.

Niestety, Arthur Conan Doyle nie przybył nad Wisłę. Pisarz mógł bać się ewentualnych politycznych podtekstów sprawy. Tajemnicą poliszynela był udziału w morderstwie carskich szpiegów, ponieważ Drucki i Bisping nabyli posiadłości wokół fortu Grodno, gdzie planowano wznieść wielkie fortyfikacje i chciano pozbyć się obu partnerów. Czyżby zatem pisarz przestraszył się Ochrany? (przeczytaj więcej na ten temat).

4. Odbyło się ostatnie polowanie na wilkołaka

7 lipca 1901 roku w niewielkiej wsi Myscowa koło Krosna pasterze doglądali stada, gdy zwierzęta zaatakował wilk. Schwycił jedną owcę i umknął w ostępy. Pasterze rzucili się za porywaczem. Kiedy już niemal go pochwycili, wilkowi udało się zgubić pogoń. Zamiast niego na drodze nagle pojawił się… miejscowy żebrak Iwan Karczmarczyk.

Dla mieszkańców wsi Myscowa wilkołak zapewne wyglądał jak ten z XVI-wiecznego drzeworytu.

Dla mieszkańców wsi Myscowa wilkołak zapewne wyglądał jak ten z XVI-wiecznego drzeworytu.

Choć mężczyzna był zniedołężniałym starcem, chodzącym od wsi do wsi za jałmużną, pasterze wzięli go za wilkołaka, który zdążył wrócić do ludzkiej postaci. Zebrał od pasterzy, którzy domagali się zwrotu owcy, solidne cięgi. Karczmarczyk próbował uciekać, ale rozwścieczeni opiekunowie stada dopadli go.

Strach myśleć, jak by się to skończyło, gdyby nie nadszedł żandarm. Funkcjonariusz uratował życie domniemanemu wilkołakowi i zawiadomił o całej sytuacji sąd grodzki. Wszyscy oskarżeni zostali uznani winnymi bestialskiego pobicia niewinnego dziada i skazani na kilkudniowy areszt. Pan Karczmarczyk był ostatnim poświadczonym źródłowo człowiekiem, posądzonym w Polsce o bycie wilkołakiem (przeczytaj więcej na ten temat).

3. Ponętna kobieta mogła chować wybuchową zawartość

W 1905 roku do walczących w Polsce bojówek zaczęły ustawiać się kolejki pań, z których część chciała osobiście uczestniczyć w zamachach. Nikogo nie dziwiło, że młoda, piękna panna pięcioma strzałami zabiła dwóch policjantów, a starsza dama położyła trupem rewirowego.

Kobiecy strój przełomu XIX i XX wieku okazał się doskonałym schowkiem do przenoszenia broni, amunicji i materiałów wybuchowych.

Kobiecy strój przełomu XIX i XX wieku okazał się doskonałym schowkiem do przenoszenia broni, amunicji i materiałów wybuchowych.

W pierwszej dekadzie XX wieku dziewczyny chętnie produkowały w laboratoriach bomby. Zajmowały się też transportem arsenału, a w sukurs przychodziła im… moda. Panie nosiły bowiem obszerne ubiory. Kobieta w długiej sukni mogła swobodnie nieść dwa mauzery przywiązane do ciała wzdłuż nóg. Rewolwery i amunicję zaszywano w szerokie pasy, kładzione pod ubranie. Gorset zaś doskonale nadawał się do chowania dynamitu.

Najbardziej pakowne były towarzyszki chude i wysokie. Taka pani Morawiecka nabierała kształtów wtedy, gdy miała na sobie około szesnaście kilogramów bibuły. Przyszła Marszałkowa sama wzięła udział w napadzie na pociąg pod Bezdanami, a jej pierwsze spotkanie z Józefem Piłsudskim odbyło się między koszami z browningami, mauzerami i amunicją (przeczytaj więcej na ten temat).

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.

2. Istnieli wiedźmini z prawdziwego zdarzenia

Owczarz z Czarnostowa walczył z monstrami niczym rasowy wiedźmin. Był on w regionie człowiekiem-instytucją. Ponoć posyłano po niego nawet z arystokratycznych dworów, spod Łomży i Płocka. Przybywał na miejsce akcji uzbrojony w worek, do którego nikomu nie pozwalał zaglądać.

Owczarz z Czarnostowa raczej nie przypominał Geralta z Rivii. Prędzej możemy go sobie tak wyobrazić, jak na tym dziele Borysa Wasiliewicza Smirnowa (źródło: domena publiczna).

Owczarz z Czarnostowa raczej nie przypominał Geralta z Rivii. Prawdopodobnie wyglądał bardziej jak postać na obrazie Borysa Wasiliewicza Smirnowa (źródło: domena publiczna).

Po czym spędzał sam noc w „opętanym” domostwie. Nie wiadomo, jak wyglądały zmagania z upiorami – słychać było tylko mrożące krew w żyłach odgłosy walki, jęki i hałasy, przypominające trzask bata. Rankiem z budynku wyłaniał się mocno poturbowany owczarz z pełnym workiem. To, co w nim było, natychmiast topił w rzece lub jeziorze.

Miał opinię niezwyciężonego, ale i łasego na pieniądze. Wedle legendy, jego dobra passa skończyła się, gdy kiedyś przyjął łapówkę od… schwytanej zmory. Chciwość nie opłaciła się – odtąd złe duchy już go nie słuchały, a on sam zmarł jako żebrak (przeczytaj więcej na ten temat).

1. Policja działała aż „zbyt” sprawnie

W połowie 1899 roku do Łodzi zjechał z wizytą książę Aleksander Imeretyński. Gość pojawił się w miejscowym garnizonie wojskowym, gdzie odkrył, że zniknęła jego pamiątkowa, złota papierośnica. Naczelnik łódzkiego Urzędu Śledczego Jan Kowalik miał znaleźć sprawcę i przedmiot kradzieży.

Generał-gubernator Aleksander Imeretyński na litografii Piotra Borela z 1877 roku (źródło: domena publiczna).

Generał-gubernator Aleksander Imeretyński na litografii Piotra Borela z 1877 roku (źródło: domena publiczna).

Sprawa utknęła w martwym punkcie. W tej sytuacji Kowalik znalazł pomoc u zaradnego Wiktora Grüna. Zaproponował on, żeby dowiedzieć się, kto wykonał papierośnicę księcia, by zrobił identyczną. Potrzebny był jeszcze kozioł ofiarny. Gdy jeden z oficerów łódzkiego garnizonu popełnił samobójstwo, Grün udał się na teren obozu i zakopał papierośnicę w ziemi.

Teraz należało szykować się na nagrody za odzyskanie pamiątki. Kowalik osobiście odwiózł papierośnicę księciu do Warszawy. Tam jednak okazało się, że… wcale nie została skradziona. Imeretyński po prostu zostawił ją w kieszeni płaszcza, później zaś zapomniał o tym poinformować policji. Całą zaś sprawę skwitował ironicznym stwierdzeniem: Nasza policja jest bardzo sprawna. Potrafi odnaleźć nawet to, co nie zostało zgubione (przeczytaj więcej na ten temat).

Czy wiesz, że ...

...najsłynniejsze burdelmamy w Chicago, w ciągu dziesięciu lat swojej działalności, zbiły prawdziwą fortunę? Ich majątek, na dzień zamknięcia prowadzonego przez nie domu publicznego, szacuje się na osiem milionów dolarów!

...Zofia Glavani była bohaterką najbardziej spektakularnego awansu społecznego w historii Polski? Od kochanki polskiego posła w Stambule przez ślub z komendantem Józefem Wittem aż po związek z arcybogatym arystokratą i targowiczaninem Stanisławem Szczęsnym Potockim.

...największy zjazd monarchów przed I wojną światową odbył się z okazji pogrzebu króla Wielkiej Brytanii Edwarda VII? Zgromadzeni władcy dalecy byli jednak od żałobnego nastroju.

...walka o odkrycie bieguna południowego była prawdziwym morderczym wyścigiem dwóch podróżników? Wygrał Amundsen, który postawił na psy oraz wytrawnych narciarzy, podczas gdy jego rywal Scott zabrał na pokład... mandżurskie kucyki.

Komentarze (3)

Odpowiedz na „ewaAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.