Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Zabawa w wyklejanki. Jak szkolono superszpiegów PRL?

Polskim szpiegom pewnie lepiej poszłoby rysowanie słoneczek niż szpiegowanie.Polska Rzeczpospolita Ludowa była bez wątpienia krajem mlekiem i miodem płynącym. Mieliśmy najlepsze samochody (Fiat 125p ustanowił trzy światowe rekordy prędkości), najwyższe budynki (PKiN był drugi co do wielkości w Europie) i najpiękniejsze kobiety (w 1989 roku Miss Świata została Aneta Kręglicka). I tylko szpiegów szkoliliśmy metodami co najmniej… dziwacznymi.

Aby zostać profesjonalistą w jakiejkolwiek dziedzinie, trzeba pozyskać niezbędne w tym celu wiedzę i narzędzia. Szpiegostwo nie różni się w tym wiele od każdego innego fachu. Można by sądzić, że gruntowne przeszkolenie agenta obejmuje wiele miesięcy wyczerpujących treningów fizycznych i paramilitarnych, szkoleń psychologicznych, językowych, treningu pamięci.

Jak wyszkolić superagenta?

Hollywoodzkie filmy w rodzaju serii przygód Jamesa Bonda, Rekruta czy Salt wpoiły nam przekonanie, że dobry szpieg powinien przede wszystkim otrzymać przeszkolenie wojskowe. Obejmuje ono naukę obsługi różnych rodzajów uzbrojenia, samoobrony i walki wręcz czy zachowania na wypadek schwytania.

Czy coś łączyło polskich szpiegów z Jamesem Bondem? Na pewno nie ich szkolenie.

Czy coś łączyło polskich szpiegów z Jamesem Bondem? Na pewno nie ich szkolenie.

Drugi obowiązkowy punkt to szkolenie operacyjne – a w jego ramach poznawanie technik konspiracji, zakładania rezydentur, tajna łączność czy pozyskiwanie źródeł informacji.

Wzorce zgniłych kapitalistów

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę "Szpiedzy PRL-u" Patryka Pleskota i Władysława Bułhaka (Znak Horyzont 2014).

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę „Szpiedzy PRL-u” Patryka Pleskota i Władysława Bułhaka (Znak Horyzont 2014).

W latach 70-tych w Camp Peary na terenie Virginii, w obozie zwanym potocznie „Farmą”, szkolono szpiegów CIA. Uczono ich tam m.in. otwierania zamków i kopert, prowadzono zajęcia paramilitarne w zakresie obsługi broni lekkiej, infiltracji czy skoków spadochronowych.

W latach 60-tych agenci wysyłani na Kubę otrzymywali pełne przeszkolenie w zakresie technik dywersyjnych i szpiegowskich. W podobnym zakresie (szkolenie fizyczne i w terenie, czytanie map, metody walk ulicznych, podkładanie ładunków) wdrażali swoich szpiegów Brytyjczycy.

Z kolei agenci japońscy szkoleni w jednostce kontrwywiadowczej Kempei Tai uczeni byli na przykład metod kontroli umysłu. Zasłynęli potem z ekstremalnych technik torturowania więźniów.

Dobry szpieg wie kiedy milczeć.

Dobry szpieg wie kiedy milczeć.

Szpiedzy bratniego narodu

Również radziecki wywiad przykładał wagę do tego, aby jego szpiedzy byli najlepsi z najlepszych i dopiero potem z licencją na zabijanie wysyłał ich w świat. Słynny szef kontrwywiadu KGB Oleg Kaługin tak opisywał szkolenia techniczne, którym sam był poddawany:

Specjaliści pokazywali nam, jak skonfigurować nadajniki radiowe, jak wykorzystywać i wykrywać urządzenia podsłuchowe, jak sporządzić mikrofilm i ukryć go w mieszkaniu.

Poznaliśmy podstawy kodowania i kryptologii. Otrzymaliśmy specjalne instrukcje, jak znaleźć nasze rzeczy, zrzucone na wrogie terytorium.

Uczono nas, jak ukryć film czy inne przedmioty. Spędziliśmy cały dzień w centrum Moskwy śledząc doświadczonych oficerów KGB i będąc śledzonymi przez nich. Dotarłem do punktu, w którym mogę dostrzec ogon całkiem łatwo i przekazać paczkę mojemu towarzyszowi nie będąc zauważonym.

Słowem: było na kim się wzorować. Tymczasem w socjalistycznej Polsce szpiegów szkolono metodami… po prostu przedszkolnymi.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.

Hans Kloss z nożyczkami i pędzelkiem

Dokładnie do takich wniosków doszli Władysław Bułhak i Patryk Pleskot. To autorzy nowej książki „Szpiedzy PRL-u” – pierwszej pracy na temat agentów minionego ustroju opartej bezpośrednio na nieznanych i nieudostępnianych dokumentach IPN.

Historycy zachęcają, by z miejsca zapomnieć o porównaniach z filmami szpiegowskimi. W polskich szkoleniach próżno szukać gadżetów charakterystycznych dla Jamesa Bonda, za to mamy całe spektrum asortymentu przeciętnego… sklepu papierniczego.

Kredki. Czy to kolejna tajna broń PRL-owskich superszpiegów?

Kredki. Czy to kolejna tajna broń PRL-owskich superszpiegów?

Oto niejaki Jan Kaszubowski, pseudonim „Larsen”, w wynajętym tuż po wojnie mieszkaniu w Warszawie przez cały miesiąc szkolił się w zakresie szyfrowania, fotokopiowania i sporządzania tajnych skrytek. Do dyspozycji miał nożyczki, klej do papieru, pędzel i puste pudełka po lekarstwach. Całymi dniami uczył się pilnie przyklejać w tych ostatnich podwójne dno.

Okazuje się, że Hans Kloss nie znalazł godnych następców...

Okazuje się, że Hans Kloss nie znalazł godnych następców…

W jego przypadku była to w zasadzie cała szpiegowska szkoła. Gdy już biegle kleił, peerelowski wywiad postanowił wysłać go do akcji.

Język agentów jego komunistycznej mości

Inny superszpieg epoki PRL-u, Eugeniusz Młodowski, ps. „Steward”, został gruntownie przeszkolony w zakresie łączności. Na stałe przebywał w Wielkiej Brytanii i tam robił swoją „krecią robotę” pod przykrywką kolejnych mniej lub bardziej dochodowych biznesów. Jedną ze stosowanych przez niego zaawansowanych technik szpiegowskich było przesyłanie do Polski paczek z mikrofilmami, które ukrywał w… paczkach gumy do żucia.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę "Szpiedzy PRL-u" Patryka Pleskota i Władysława Bułhaka (Znak Horyzont 2014).

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę „Szpiedzy PRL-u” Patryka Pleskota i Władysława Bułhaka (Znak Horyzont 2014).

Z centralą w Warszawie korespondował stosując szyfr. Pisał więc do „Zosi”, Londyn nazywał „morzem”, „pomoc od Antoniego” oznaczała, że Anglicy proponują mu współpracę, a gruźlica – dekonspirację. Gdy chciał się spotkać, pisał o wyjeździe na urlop, a skarżenie się na reumatyzm oznaczało, że ktoś go obserwuje i próbuje rozpracować.

Wrogi interes działa na swojskiej poczcie

Centrala w Warszawie czekała niecierpliwie na każdy list lub paczkę od swojego londyńskiego agenta, te jednak docierały coraz rzadziej i rzadziej.

Jak podają Władysław Bułhak i Patryk Pleskot, korespondencyjna forma komunikacji padła ofiarą PRL-owskiej gospodarki niedoboru. Pracowicie opracowywane w formie mikrofotografii raporty, chowane w atrakcyjnych paczkach zawierających poszukiwane na polskim rynku kosmetyki i witaminy, były nagminnie rozkradane na poczcie lub w urzędach celnych.

Poczta. Największy wróg PRL-owskiego wywiadu?

Poczta. Największy wróg PRL-owskiego wywiadu? Na zdjęciu kadr z filmu „Nie ma róży bez ognia”.

Łasi na importowane specjały urzędnicy niespodziewanie stali się najlepszymi sojusznikami wrogich służb! Nikt nie musiał ich werbować. Kradli sami z siebie.

Nietrudno się dziwić, że przy takich metodach szkolenia i działania naszych „asów wywiadu” próżno dziś szukać zakurzonej kartoteki polskiego Bonda w archiwach IPN.

Bibliografia:

  1. Bułhak, W., Pleskot, P. Szpiedzy PRL-u, Znak Horyzont, Kraków 2014.
  2. Davies, B. The Spycraft Manual. The Insider’s Guide To Espionage Techniques, Carlton Books, London 2005.
  3. Hastedt, G.P.(red), Spies, Wiretaps, and Secret Operations An Encyclopedia of American Espionage, ABC Clio, Santa Barbara 2011.
  4. Kalugin, O., Spymaster. My Thirty-two Years in Intelligence and Espionage Against the West, Basic Books, New York 2009.
  5. Petersen, J.K. Understanding Surveillance Technologies. Spy Devices, Their Origins & Applications, CRC Press, London 2001.

Czy wiesz, że ...

...GROM, najlepsza polska jednostka specjalna, dzięki morderczemu szkoleniu wykazuje olbrzymie możliwości? Po 11 września 2001 roku MON mógł wysłać do Afganistanu około stu pierwszych żołnierzy dopiero po trzech miesiącach szkolenia. Tymczasem operatorzy jednostki GROM gotowość bojową osiągali w półtorej godziny!

...we współczesnych środowiskach mafijnych zjawisko pobierania haraczu nadal ma się dobrze? Północnowłoskie przedsiębiorstwa, prowadzące działalność w Kalabrii, nawet nie zgłaszają prób wymuszeń na policję. Haracz jest określany jako „wydatki na bezpieczeństwo”.

...jeszcze kilkadziesiąt lat temu sytuacja kobiet w Iranie wyglądała znacznie lepiej, niż obecnie? Pod rządami Mohammada Rezy Pahlawiego przeprowadzono wiele znaczących reform. Największym sukcesem polityki szacha było wprowadzenie w 1967 roku nowego Prawa o ochronie rodziny.

...poeta francuski Paul Eluard był tak dumny ze swojej pięknej żony, że nosił w portfelu jej nagie zdjęcia, które pokazywał swoim rozmówcom?

Komentarze (10)

  1. Łukasz Słowak Odpowiedz

    Spodziewałem się po tym portalu i co gorsza po IPN jakiegoś większego profesjonalizmu. A tu widać pełną amatorkę i to przez duże A
    Wszyscy się pośmiali jaki to ten wywiad PRL był śmieszny. A teraz konkrety:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Marian_Zacharski wykradł plany Abramsa, technologi Stealth, F-15, oraz kilka innych rzeczy. Jak na kolesia szkolonego za pomocą kredek to wynik dość imponujący
    -ktoś pamięta jak nad Serbią został zestrzelony F-117 to właśnie dzięki agentowi co szkolili go jak wycinać podwójne dno w lekach. Co ciekawe udało się zestrzelić to też przy użyciu komputerów Odra.
    -Ile może być wart jeden agent PRL najbardziej śmiesznej agencji według „expertów” z IPN[ci to są dopiero śmieszni] No co najmniej 3/25 bo za tylu wymienili trzech agentów w tym Zacharskiego na 25 amerykańskich „współpracowników”
    Idźmy dalej. Kolejny przykład pokazujący, że książki IPN to stronnicze publikacje ?
    Operacja Samum. Ile to się naczytaliśmy jak to wszyscy bali się uwolnić amerykanów i tylko dzielni polscy agenci to zrobili. To ja się pytam. To kto wyszkolił ludzi odpowiedzialnych za tą operację? PRL czy przez jeden rok po upadku PRL tak ich przeszkolili.
    Po trzecie! Jak macie takie książki polecać to aż strach przyglądać się innym. Ktoś może zarzucić, że to tylko dwa przykłady. Jasne, ale dwa nam znane, a ile było operacji, które nigdy nie ujrzały światła dziennego tego się nigdy nie dowiemy.
    Pozdrawiam redakcje i mega amatorskie stronnicze IPN

    • Agnieszka Bukowczan-Rzeszut Odpowiedz

      Odnośnie naszego „naczelnego superszpiega” Zacharskiego to naprawdę polecam przeczytać książkę, bo rzuca nowe światło na jego (auto)legendę – na podstawie odtajnionych teczek IPN, które autorzy widzieli, a Pan, Panie Łukaszu nie. I na podstawie tychże teczek powstała książka. Tutaj krótki fragment artykułu, którego zapewne Pan nie czytał:

      „Tymczasem autorzy „Szpiegów PRL-u”, badacze z Instytutu Pamięci Narodowej, nazywają Zacharskiego „amatorem”. Co więcej, dr Władysław Bułhak (współautor m.in. zbioru „Wywiad i kontrwywiad Armii Krajowej”) oraz dr Patryk Pleskot (autor książki „Dyplomata, czyli szpieg?” o agentach w zachodnich placówkach dyplomatycznych), odnosząc się do wspomnień Zacharskiego, używają sformułowań: „przejaskrawione”, „ubarwione”, „mylące”. Kwestionują też niektóre przypisywane Zacharskiemu osiągnięcia, jak na przykład wykradzenie w USA dokumentacji systemu obrony przeciwrakietowej Patriot.”

      Warto więc nieco uaktualnić swoje informacje, jeśli naprawdę interesuje się Pan tematyką :)

      (Dalszy ciąg: http://wyborcza.pl/alehistoria/1,141519,16823225,Parada_peerelowskich_Bondow.html)

      • Łukasz Słowak Odpowiedz

        Od kiedy teczki IPN mówią prawdę. Czy to przypadkiem badacze z IPN na dokumenty, które nie pasują do ich tez nazywali zafałszowanymi a w najlepszym przypadku, że urzędnik się pomylił.
        Obyśmy mieli więcej takich amatorów w naszych służbach. Bo chyba ciężko jest zakwestionować fakt, że Zacharski wykrył te dokumenty a chyba zestrzelenie F-117 nad Serbią jest na to namacalnym dowodem.
        Bardzo umiejętnie został pominięty kolejny przykład. Operacja „Samum” tu też IPN mówi o amatorskich działaniach i ponowie pytanie. Skoro te wszystkie super PRO wywiady nic nie mogły zrobić to jak możliwe, że udało się to „amatorom” wyszkolonymi przez „Śmieszne” służby specjalne. No chyba, ze przyjmiemy wariant taki, że tych umiejętności nauczyli się w jeden rok po 89.

  2. Amadi Odpowiedz

    Jak lubię ten portal i zawarte w nim ciekawostki, tak ten artykuł uważam za całkowite nieporozumienie. Temat potraktowany po macoszemu, podany jeden tylko przypadek krótkiego „szkolenia”(?) i brak argumentów na poparcie tezy.
    Po pierwsze, szkolenie przez połowę okresu PRL odbywało się w zamkniętej i urządzonej w zachodnim stylu szkole w Kiejkutach (obecnie Ośrodek Agencji Wywiad), a to nie było przedszkole. Wcześniej, przed powstaniem szkoły, wielu agentów szkoliło się w innych zorganizowanych i wydzielonych placówkach, a nawet w Moskwie – i z samego tekstu wiadomo, że był to dobry trening. O ile jeszcze w czasach stalinizmu wielu szpiegów, jak i cała reszta aparatu państwowego, pochodziła z awansu społecznego, o tyle po „odwilży” i za czasów Gierka osoby kształcące się na szpiegów to byli często członkowie rodzin korpusów dyplomatycznych i agentów, którzy połowę życia spędzali na placówkach.
    Po drugie, osoby związane z tą szkołą nie były przypadkowe – Gromosław Czempiński (ten od wspomnianej wyżej operacji Samum i GROMu), Aleksander Makowski, Sławomir Petelicki, Wojciech Brochwicz i kilku innych. Każdy jej absolwent miał wiedzę w zakresie etykiety dyplomatycznej, prawa międzynarodowego, znał języki, był wyposażony w cały wachlarz umiejętności – od obserwacji, negocjacji, poprzez picie i uwodzenie (!) aż do organizowania pracy całej siatki czy departamentu. Co najważniejsze – nikt w nich nie wpajał sowieckiej ideologii, przez co cała masa została później pozytywnie zweryfikowana w III RP.
    Po trzecie, wszystko to, co przytoczyłem powyżej skutkowało w postaci całej masy akcji. Pewnie, Marian Zacharski jest medialną gwiazdą i przez to część faktów miesza się z domysłami, ale oprócz niego wywiad dysponował rzeszą agentów, którzy infiltrowali i rozpracowywali opozycję w Polsce, Polonię za granicą, Radio Wolna Europa i masę zagranicznych instytucji. Potrafili także zakładać działające na wielką skalę organizacje przestępcze (patrz: afery „Żelazo” i „Zalew”) i pozyskiwać z nich mnóstwo pieniędzy. O ilu akcjach nie dowiemy się nigdy? O całej masie, gdyż podczas transformacji zniknęły tony dokumentów, teczki świecą pustkam i nawet IPN tego nie ma.
    Podsumowując, artykuł zupełnie nie zachęca do zakupu książki (podejrzewam, że taki był jego cel) i zamiast niej wolę jednak wspomnienia agentów poparte faktografią (tak, żeby mieć możliwość weryfikacji ich słów), niż wybiórcze opracowanie niektórych dokumentów. Temat jest zbyt rozległy, by na podstawie kilku przesłanek stworzyć „ciekawostkę” jednoznacznie oceniającą cały, działający na przestrzeni półwiecza wywiad.

    • Nasz publicysta |Kamil Janicki Odpowiedz

      Dzięki za tak wnikliwy komentarz i za krytykę. Jestem pewien, że autorka postara się do niego odnieść. Na ile ja rozumiem temat (ale przyznaję: w żadnym razie nie czuję się ekspertem!) wyklejanki i przedszkolne zabawy były domeną szkolenia tak zwanych „polskich nielegałów”. Niekoniecznie dotyczyło to całego wywiadu przez cały okres PRL-u.

  3. Anonim Odpowiedz

    Nie wiem smiac sie czy plakac czytajac te brednie (ksiazka).Widzialem szkolenie , cwiczylem z wolfami usilujac ich namierzyc i zapobiec dywersji.Czapki z glow pozyteczni idioci (Lenin ) z IPN.Jestem emerytowanym oficerem wojsk specjalnych po pracy w zwiadzie WOP (niezla szkola pracy operacyjnej )

Odpowiedz na „Łukasz SłowakAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.