Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Operacja „Iron Cross”. Nieznany plan schwytania Hitlera

Zadaniem oddziału Iron Cross było schwytanie nazistowskich dygnitarzy z Adolfem Hitlerem na czele (il. domena publiczna).

Zadaniem oddziału Iron Cross było schwytanie nazistowskich dygnitarzy z Adolfem Hitlerem na czele (il. domena publiczna).

Pod koniec drugiej wojny światowej w strukturach amerykańskiego wywiadu utworzono tajną jednostkę złożoną z obywateli niemieckich. Oddział miał jedno, konkretne zadanie: fizycznie wyeliminować ludzi z nazistowskiego świecznika władzy, a przede wszystkim – zgładzić Adolfa Hitlera.

We wrześniu 1944 roku amerykańska placówka wywiadowcza usadowiona w szwajcarskim Bernie wysłała do centrali OSS (Office of Strategic Services – Biuro Służb Strategicznych) w Waszyngtonie raport w którym stwierdzano, że naziści – na skutek postępów wojsk alianckich – zamierzają ufortyfikować się w tzw. twierdzy alpejskiej. Według amerykańskich agentów obszar ten miał nosić nazwę „Reduty narodowej” i znajdować się w Salzkammergut – niedostępnej, górzystej części północnej Austrii.

Wizja "Reduty Narodowej" spędzała sen z powiek nawet generałowi Dwightowi Eisenhowerowi.

Wizja „Reduty Narodowej” spędzała sen z powiek nawet generałowi Dwightowi Eisenhowerowi.

Stolicą tego obszaru miał być z kolei Obersalzberg koło Berchtesgaden – górska siedziba Adolfa Hitlera. Raport donosił, że na terenie tym znajdują się wielkie składy broni, amunicji, paliwa i zaopatrzenia oraz górskie forty, z których nazistowscy dygnitarze mieli kierować działaniami partyzanckimi elitarnych, fanatycznych formacji SS.

Trzeba wyłapać ich wszystkich

Informacje te wzbudziły zaniepokojenie w najwyższym dowództwie alianckim. Wydawało się, że koniec wojny jest już bliski, gdy tymczasem sojusznicze wojska mogły zostać uwikłane w mordercze walki w niesprzyjającym terenie, gdzie alianckie wsparcie lotnicze oraz użycie wojsk zmechanizowanych byłoby problematyczne, jeśli nie niemożliwe.

Kalkulowano, że jeśli Niemcom rzeczywiście uda się ufortyfikować na terenie Reduty, wojna może potrwać jeszcze nawet 2 lata. Zdobycie odosobnionego przyczółka miało zaś kosztować więcej ofiar niż wszystkie dotychczasowe walki na Froncie Zachodnim. Sam generał Eisenhower – cytowany w książce Josepha E. Persico pt. Tajne działania wywiadu USA w nazistowskich Niemczech – stwierdził, że:

Gdyby Niemcom pozwolono na zorganizowanie tej Reduty, mogliby wciągnąć nas w długotrwałe walki typu partyzanckiego albo w kosztowne oblężenie. Tam mogliby żyć rozpaczliwą nadzieją, że, na skutek niezgody między aliantami, zdołają uzyskać dogodniejsze warunki (rozejmu) od bezwarunkowej kapitulacji….

Na mapie Austrii czerwoną kropką zaznaczony Salzkammergut. To właśnie tam miała się rzekomo znajdować "Reduta narodowa", czyli ostatni bastion nazistów (autor grafiki: Uwe Dedering; lic. CC ASA 3.0).

Na mapie Austrii czerwoną kropką zaznaczony Salzkammergut. To właśnie tam miała się rzekomo znajdować „Reduta narodowa”, czyli ostatni bastion nazistów (autor grafiki: Uwe Dedering; lic. CC BY-SA 3.0).

W związku z zaistniałą sytuacją w SO (Secret Operations), czyli wydziale tajnych operacji OSS, zorganizowano specjalny oddział niemieckiej piechoty. Cała operacja otrzymała kryptonim „Iron Cross” (Żelazny Krzyż).

Oddział ten miał prowadzić działania partyzancko-sabotażowe na obszarze Reduty, a jego głównym zadaniem miała być eliminacja nazistowskich oficjeli. Bezpośredni nadzór nad operacją sprawował Gerald Miller, szef londyńskiej sekcji SO, który podlegał szefowi OSS, generałowi Williamowi J. Donovanowi.

Żołnierzy do jednostki rekrutowano spośród niemieckich antynazistów, cywilów internowanych we Francji. Byli to głównie więźniowie polityczni, osoby poszukiwane przez gestapo, choć trafiali się byli członkowie francuskiego ruchu oporu, a nawet weterani hiszpańskiej wojny domowej, walczący przeciw generałowi Franco. Najmłodszy z nich miał 20 lat, najstarszy 45, niemal wszyscy byli komunistami bądź sympatykami komunizmu. Łącznie zebrano pełną kompanię piechoty – 175 ludzi.

Jednostka do zadań bardzo specjalnych

Dowództwo nad tą osobliwą jednostką objął kapitan Aaron Bank. Postać nietuzinkowa. Miał wówczas 42 lata. Do trzydziestego roku życia pracował jako ratownik w kurortach amerykańskiego Wschodniego Wybrzeża. W 1932 roku zajął się handlem nieruchomościami, gdy zaczął mu się dawać we znaki Wielki Kryzys wstąpił do wojska i tu już pozostał. Nieźle mówił po francusku i niemiecku, co z kolei ułatwiło mu karierę w OSS.

A oto i Aaron Bank we własnej osobie. Na zdjęciu już jako pułkownik.

A oto i Aaron Bank we własnej osobie. Na zdjęciu już jako pułkownik.

Oprócz kapitana Banka w jednostce służyło jeszcze czterech Amerykanów: jeden porucznik oraz trzech żołnierzy, z których jeden był radiooperatorem. Bank miał też swoich niemieckich zastępców, dwóch weteranów hiszpańskiej wojny domowej.

Kompania kwaterowała w Saint Germain pod Paryżem i tam też zaczęła się szkolić do wykonywania przewidzianych zadań. Żołnierzy uczono metod walki partyzanckiej, a więc urządzania wszelkiego rodzaju zasadzek, działań sabotażowych, wysadzania mostów, niszczenia linii kolejowych i sieci elektrycznej.

Jednostka miała działać w mundurach niemieckich strzelców górskich. Wyposażono ją w typowe niemieckie uzbrojenie: pistolety Parabellum, karabiny Mauser 98k, pistolety maszynowe Schmeisser i pancerzownice Panzerfaust. Używała niemieckich materiałów wybuchowych oraz amerykańskiego plastiku. Żołnierze przeszli też przyspieszony kurs spadochronowy i lekcje musztry. Otrzymywali nawet żołd o równowartości 60 centów za godzinę służby, wypłacany we frankach.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.

Kapitan Bank w trakcie szkolenia eliminował ludzi niepewnych moralnie i psychicznie oraz niesprawnych fizycznie, tak że oddział ostatecznie liczył stu ludzi. Grupa cechowała się bardzo wysokim morale, nie zdarzyła się ani jedna próba ucieczki. Kapitan Bank potrafił to docenić i przez palce patrzył, jak co niektórzy z jego podwładnych znikają na parę godzin w poszukiwaniu uciech w pobliskich domach publicznych.

Fizyczna eliminacja… a może jednak nie?

W połowie kwietnia 1945 roku zmieniono główny cel misji. Kierownictwo OSS zadecydowało, że jednostka Iron Cross zajmie się tylko i wyłącznie wyłapywaniem nazistów próbujących przedostać się z centralnych Niemiec do Reduty. Chodziło o ludzi ze szczytów władzy, przede wszystkim Adolfa Hitlera, Josepha Goebbelsa i Hermanna Göringa.

Głównymi celami jednostki Iron Cross mieli być m.in. Adolf Hitler i Hermann Göring

Głównymi celami jednostki Iron Cross mieli być m.in. Adolf Hitler i Hermann Göring

Amerykanie chcieli mieć ich żywych, aby można było postawić ich przed trybunałem ds. zbrodni wojennych. Szefowi OSS, generałowi Donovanowi i dowódcy grupy, kapitanowi Bankowi, marzył się sukces na miarę akcji Sturmbannführera Otto Skorzenego który we wrześniu 1943 roku na czele elitarnego oddziału SS uwolnił Benito Mussoliniego, przetrzymywanego w górskim hotelu w masywie Gran Sasso.

Niemców zaczęto więc szkolić w taktykach komandosów. Uczyli się jak opanować budynek i zneutralizować jego obrońców oraz uciec z zakładnikiem lub też w jaki sposób pojmać zakładnika w ataku na uzbrojony konwój pojazdów. Żołnierzom nie powiedziano kto będzie celem misji. Wiedzieli tylko że pojmany musi być żywy. Donovan stwierdził natomiast wprost: powiedzcie Bankowi że ma dostać Hitlera żywego.

Szef Biura Służb Specjalnych, generał William J. Donovan, wiązał wielkie nadzieje z operacją "Iron Cross". Liczył, że zakończy się on spektakularnym sukcesem.

Szef Biura Służb Specjalnych, generał William J. Donovan, wiązał wielkie nadzieje z operacją „Iron Cross”. Liczył, że zakończy się on spektakularnym sukcesem.

Finał operacji „Iron Cross” zaplanowano na koniec kwietnia. Najpierw na teren Rzeszy miał zostać zrzucony kapitan Bank wraz z radiooperatorem sierżantem Goldbeckiem i dwoma Niemcami. Ich zadaniem było przygotowanie lądowiska dla głównych sił kompanii. Strefę zrzutu wybrano w pobliżu miasta Schwaz, 1500 m n.p.m., w odludnej okolicy. Miejsce to dzieliło około 100 kilometrów od Berchtesgaden i tędy według danych wywiadu miały przebiegać trasy odwrotu do Reduty.

Setka uzbrojonych komunistów na amerykańskich tyłach

Zespół kapitana Banka przez sześć dni czekał na lotnisku w Dijon. Start ekipy ciągle odwoływano z powodu trudnych warunków atmosferycznych. Gerald Miller dostał w końcu sygnał z centrali, iż akcja nie dojdzie do skutku.

Kierownictwo OSS uznało, że ze względu na szybkie postępy wojsk alianckich, bez sensu jest narażać życie żołnierzy. To była wersja oficjalna i tak naprawdę nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego Amerykanie odwołali operację. Po wojnie twierdzili, że wywiad już wtedy odkrył, że Hitler znajdował się w oblężonym Berlinie, przez co główny cel misji był nieaktualny.

Dijon, to na lotnisku w tym francuskim mieście kapitan Bank i jego ludzie na próżno czekali aż zostaną zrzuceni na terytorium III Rzeszy (fot. G CHP; lic CC ASA 2.5).

Dijon, to na lotnisku w tym francuskim mieście kapitan Bank i jego ludzie na próżno czekali aż zostaną zrzuceni na terytorium III Rzeszy (fot. G CHP; lic CC ASA 2.5).

Kapitan Bank z kolei doszedł do wniosku, że akcję zablokował Departament Stanu USA. Politycy wątpili w lojalność Niemców i nie chcieli mieć w amerykańskiej strefie okupacyjnej setki uzbrojonych komunistów. Przed kapitanem stanęło teraz najtrudniejsze zadanie. Musiał przekazać rwącym się do walki podkomendnym, że operację odwołano, oddział zostanie rozwiązany a oni sami zostaną znów umieszczeni w obozach jenieckich.

Koszmary o nieistniejącej Reducie

Reduta narodowa tak naprawdę nigdy nie istniała. Była to fikcja zrodzona z obaw. Sami Niemcy o jej istnieniu dowiedzieli się z przechwyconego meldunku OSS. Meldunek przedstawiono Hitlerowi, który widząc, że Amerykanie obawiają się długich i wyczerpujących walk w górach nakazał rzeczywiście działania fortyfikacyjne. Na to było już jednak za późno. Brakło czasu i środków. Pojęcie to zostało zaś doskonale wykorzystane przez mistrza propagandy Josepha Goebbelsa.

Artykuł powstał m.in. w oparciu o książkę Joseph E. Persico pt. "Tajne działania wywiadu USA w nazistowskich Niemczech"

Artykuł powstał m.in. w oparciu o książkę Joseph E. Persico pt. „Tajne działania wywiadu USA w nazistowskich Niemczech”

W swoim ministerstwie powołał specjalny wydział, który zajmował się rozpowszechnianiem pogłosek wśród przedstawicieli prasy państw neutralnych o tym, że Niemcy przygotowują w Alpach górską fortecę. Nazywała się tak, jak ochrzcili ją Amerykanie – Reduta Narodowa. Nawet generał Eisenhower dał się zwieść i 11 kwietnia 1945 roku, gdy wojska amerykańskie znalazły się zaledwie 100 kilometrów od Berlina, zamiast uderzyć na miasto, zostawił to Armii Radzieckiej i skierował swoje dywizje w kierunku zmyślonej twierdzy. Wojska amerykańskie napotkały oczywiście nikły opór.

Kapitan Aaron Bank dobrze zasłużył się amerykańskiej armii. Na bazie swoich wojennych doświadczeń w czerwcu 1952 roku stworzył i został pierwszym dowódcą jednostki 10th SFGA (Special Forces Group Airborne) – słynnych Zielonych Beretów. Uznaje się go za ojca założyciela amerykańskich sił specjalnych. Przeszedł w stan spoczynku w 1958 roku w stopniu pułkownika. Zmarł 1 kwietnia 2004 roku w wieku 101 lat.

Bibliografia:

  1. Joseph E. Persico: Tajne działania wywiadu USA w nazistowskich Niemczech, Warszawa 2004.
  2. Darren Sapp, Aaron Bank and the Early Days of U.S. Army Special Forces.
  3. Colonel Aaron Bank. Founder of US Army Special Forces [w:] The California State Military Museum.

Kup ciekawą książkę (dużo taniej niż inni):

Czy wiesz, że ...

...amerykański noblista chciał na własną rękę walczyć z U-Bootami? Liczył na to, że niemieckie okręty podpłyną do jego łodzi, by kupić wodę lub ryby, i zamierzał atakować je między innymi z wykorzystaniem bomb naramiennych.

...dla Ludwiki Zachariasiewicz, wtyczki AK w strukturach NKWD, punktem kontaktowym z polskimi konspiratorami był… gabinet kosmetyczny na Pradze? W ten sposób młoda kobieta kreowała się jako atrakcyjna, próżna trzpiotka, dla której najważniejszy jest piękny wygląd.

...w powstańczej Warszawie nie brakowało spekulantów, z którymi polska żandarmeria nie mogła sobie poradzić? Tylko w połowie sierpnia ceny żywności były od 2 do 5 razy większe niż pod koniec lipca. Potem jedzenie sprzedawano jedynie za złote monety lub biżuterię.

...Józef Stalin traktował swojego pierworodnego syna Jakowa z pogardą? Drwił nawet… z jego próby samobójczej. Pocisk z pistoletu tylko drasnął go w pierś, dyktator wyśmiewał więc niecelność syna.

Komentarze (7)

  1. dd reporter Odpowiedz

    Szczegół, ale chyba chodzi wam o pistolety maszynowe mp40. Shmeisser zaprojektował ich poprzedniki, Mp40 skonstruował Heinrich Vollmer, były mylnie nazywane Schmeisserami przez Amerykanów, bo nazwisko konstruktora widniało na magazynkach do tej broni.

    • Darek Kaliński Odpowiedz

      Wyposażenie oddziału podano wg. źródeł. Chodzi zapewne o MP 40 lub MP 38 choć równie dobrze mogły to być Sturmgewehr 44. Niemieckie pistolety maszynowe nazywali potocznie szmajserami nie tylko Amerykanie ale także Polacy i inne nacje. Zresztą z tego co się orientuję Vollmer konstruując MP 38 i MP 40 bazował na MP 36 Hugo Schmeissera.

    • matek Odpowiedz

      Tak, każdy szanujący się znawca powinien tę nieścisłosć wychwycić. To błędna nazwa ale przyjeła się już w czsach wojny. Mp 40 jak tez mp 38 nie miały wygrawerowanej nazwy, miał ją za to mało popularny mp 41 zaprojektowany przez Schmeissera. To najprawdnopodobniej jest źródłem nieścislości, ponieważ była to jedyna broń w stylu niemieckiego mp z wygrawerowaną nazwą. W tamtych czasach mało kogo obchodziło jak coś się powinno nazywać, czesto jakaś rzecz jakiejś marki daje nazwę całej rodzinie, często wcale nie jest ona z tej rodziny najpopularniejsza. Odkurzacz w UK to hoower, przerzutki na Ukrainie to kampanollo, a fotokopiarka to ksero w Polsce. W szystko od nazwy firmy , wcale nie konieczie pioniera w dziedzinie.

  2. pijas Odpowiedz

    Witam, jest jedna nieścisłość – mianowicie Mussoliniego nie uwolniło SS a spadochroniarze. Skorzenny „podczepił” się pod ich akcję.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.