Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Panowie świata czy globalni nieudacznicy? Oto najbardziej kompromitująca wojna w dziejach Imperium Brytyjskiego

Fragment obrazu Alphonse'a de Neuville'a przedstawiającego zuluski atak na brytyjską stację misyjną Rorke's Drift.

fot.domena publiczna Fragment obrazu Alphonse’a de Neuville’a przedstawiającego zuluski atak na brytyjską stację misyjną Rorke’s Drift.

Kiedy największe światowe mocarstwo rusza na podbój małego państewka, wynik może być tylko jeden. Także tym razem Brytyjczycy spodziewali się łatwego i szybkiego zwycięstwa. Ich przeciwnik okazał się jednak nadspodziewanie skuteczny. Mało brakowało, a Londyn musiałby wycofywać się rakiem.

W 1877 roku Wielka Brytania anektowała Republikę Transwalu. Było to jedno z państw założonych przez Burów – potomków osadników holenderskich, którzy napływali do południowej Afryki od końca XVII wieku.

Wraz z nowym terytorium Brytyjczycy przejęli także liczne spory graniczne. Najpoważniejszy toczył się z Zulusami, którzy w latach 20. XIX wieku stworzyli silne państwo. Złamanie jego potęgi militarnej oraz pomyślne rozstrzygnięcie konfliktów granicznych zapewniłoby sympatię burskiej ludności do władz brytyjskich. Pozwoliłoby też stworzyć na południu Afryki silną, skonsolidowaną kolonię.

Choć wydawałoby się, że wojna z Zulusami leży w interesie rządu brytyjskiego, konflikt wcale nie wybuchł z jego inicjatywy. Londyn miał wówczas na głowie znacznie poważniejsze zmartwienia. Od roku zaangażowany był w konflikt w Afganistanie, kluczowy dla rywalizacji z Rosją o dominację w Azji Środkowej. Także król Zulusów, Cetshwayo, robił wszystko, aby nie dać Brytyjczykom powodów do wojny. Wiedział, że jej wynik może być tylko jeden.

Królestwo Zulusów na mapie z 1876 roku.

fot.domena publiczna Królestwo Zulusów na mapie z 1876 roku.

Do konfrontacji dążył miejscowy gubernator, sir Henry Bartle Frere. Sądził on, że będzie to szybka i łatwa wojna. Liczył na to, że zwycięstwo da mu sławę i pomoże w dalszej karierze. Z pomocą przyszły mu wstępne ustalenia komisji wyznaczonej do rozstrzygnięcia sporów granicznych. Przyznawały one w większości rację Zulusom, co groziło niepokojami ze strony Burów.

Londyn apelował do Frera, aby unikał wojny. Ze względu na dużą odległość stolica nie miała jednak realnego wpływu na działania lokalnej administracji. Jako pretekst do wywołania konfliktu posłużyły trzy incydenty graniczne. Mimo przeprosin i odszkodowań ze strony króla, Frere wystosował ultimatum, zawierające warunki niemożliwe do przyjęcia. Jednym z nich było żądanie rozwiązania zuluskiej armii! Gdy zgodnie z przewidywaniami dyktat pozostał bez odpowiedzi, Brytyjczycy rozpoczęli inwazję.

Artykuł porusza następujące tematy:

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Komentarze (3)

  1. Bombacjusz Odpowiedz

    Matku Bosku, czy Przemysław Benken, na którego pracy opierał się autor przespał ostatnie 20 lat? Czy przeleżał pod lodem? Bo bardzo dokładnie zbadano zarówno przebieg kampanii w świetle raportów jak i szczegółowych badań archeologicznych pól bitewnych, a zwłaszcza Isandlwany. Na szybko kilka baboli. Pulleine nie ustawił wojsk w szyku dwuszeregowym, tylko w jednym szeregu, na dodatek żołnierze oddaleni byli od siebie mniej więcej o metr. Anglikom nie brakowało amunicji czego dowodem było odnalezienie na pierwotnej linii ognia mnóstwa niewystrzelonych nabojów. Problem polegał na wadzie konstrukcyjnej karabinu Martini Henry, który zawsze zacinał się, kiedy temperatura lufy przekraczała 45 stopni, co w afrykańskich warunkach następowało już po kilku strzałach. innym problemem były niezwykle łatwo odkształcające się miedziane łuski nabojów. W efekcie błyskawicznie powstały martwe pola ostrzału. W przeciwnym razie biorąc pod uwagę zasięg i siłę rażenia brytyjskiej broni Zulusi zostaliby wystrzelani zanim zdołaliby zbliżyć się do czerwonych kurtek .Poza tym Pulleine zgodnie z regulaminem powinien był nakazać w chwili ataku przecięcie linek namiotów by nie zasłaniały żołnierzom pola walki a także zaalarmowałoby to kręcącego się w pobliży Chelmsforda, który nie miał pojęcia co się dzieje. A z ciekawostek wojska, które dopłynęły z Wielkiej Brytanii nie zdołały już odegrać większej roli, Chelmsford spieszył się. Doskonale wiedział, że razem z wojskami przyjdzie jego dymisja podpisana przez Disraelego wraz z nakazem stawienia się w Londynie celem otrzymania opeeru za wszęcie wojny, która Londynowi nie była specjalnie na rękę..Jednak z uwagi na koniec wojny i zwycięstwo do dymisji i oficjalnego wypadnięcia łask królewskich nie doszło

  2. FAUST Odpowiedz

    MOIM skromnym zdaniem, anglicy podobnie jak niemce czy jankesi, to palanty. Całe życie walczyli, całe życie wojowali, krew cudzą przelewali i z biegiem czasu wszystko stracili , jeden wart drugiego . Dlaczego Polacy tak się nimi zachwycają , pewnie są tacy sami, może dajcie mi karabin, władzę a ja pokaże wam co warte były moje lekcje z polonistyki , np. człowiek to brzmi dumnie , ale za przysłowiowe 30 srebrników rzucą się drugiemu do gardła, jak wściekłe psy . Bardziej odpowiada mi piękne hasło Nałkowskiej : LUDZIE LUDZIOM ZGOTOWALI TEN LOS i dlatego nie ufam nikomu, a broń w kieszeni noszę odbezpieczoną, a przy tym dwa granaty. Cholera co ja gadam, przecież jestem pacyfistą , to jednak pewnie wina indoktrynacji kościelnej i propagandy państwowej , mówcie co chcecie, lata nauki nie poszły w las , nawet gdy sam tam idę .

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.