Polskie Imperium

Pozycje seksualne dla początkujących… w świetle przedwojennych poradników!

Autor: | 27 grudnia 2016 | 22,355 odsłon

Ilustracja okładkowa magazynu "Bocian". 1925 rok.„Intensywność rozkoszy jest w znacznej mierze zależna od ułożenia przy spółkowaniu” – pisał autor wydanego w 1926 roku „Małżeństwa Doskonałego”. Jak na tamte czasy to była teza wprost przełomowa. A jeszcze bardziej przełomowe okazały się dołączone do niej praktyczne porady…

Theodoor Hendrik Van de Velde należał do prawdziwych pionierów seksuologii dla mas. Jego podręcznik zawierał pierwszy we współczesnej Europie szczegółowy przewodnik po erotycznych technikach i pozycjach. W 1935 roku książka dotarła również do Polski. Autor stanowczo odradzał miłość w pozycji misjonarskiej (przeczytaj więcej na ten temat). Co jednak zalecał?

„Podniety prymitywne, ale skuteczne”

Ewolucja, a nie rewolucja. Z pozoru w takim haśle zamykało się podejście Van de Veldego do pozycji seksualnych. Sporo uwagi poświęcił modyfikowaniu „ułożenia normalnego”. Każdy z wariantów opisał ze szczegółami, ale wobec braku jakichkolwiek pomocy graficznych (autor seks pokazywał tylko na… matematycznych wykresach dochodzenia do orgazmu) nie wszystkie jego instrukcje brzmią intuicyjnie. Jako pierwsze podał „położenie wyprostne”. I to mimo, że wcale nie wydaje się ono rozwiązaniem dla początkujących.

W położeniu normalnym, po wprowadzeniu członka do pochwy, kobieta zwiera i wyprostowuje nogi – tak, że uda mężczyzny obejmują uda kobiety. Wypływają stąd dla mężczyzny duże korzyści: spotęgowanie podniet działających na prącie (w sposób prymitywny, ale skuteczny) i pewność, że penis nie wyślizgnie się z pochwy.

Ilustracja okładkowa magazynu "Bocian". 1926 rok.

Ilustracja okładkowa magazynu „Bocian”. 1926 rok.

Autor polecał ten wariant szczególnie „w przypadkach, w których penis nie jest za mały, lecz wzwód jest niedostateczny – bądź stale, bądź przypadkowo”. Podawał, że „położenie wyprostne” zaczerpnął „z praktyk miłosnych Bliskiego Wschodu”. Druga odmiana na jego liście to „położenie zgięte” – rzekomo wybitnie dalekowschodnie („[lubiane] np. u Chińczyków, jak to wynika z rysunków w ich »podręcznikach dla zakochanych«”). Opisywał je następująco:

Wykonanie maksymalne polega tutaj na tym, że kobieta, leżąc na grzbiecie, zarzuca nogi na ramiona mężczyzny, przy czym nogi jej zgięte są w stawach biodrowych. W ten sposób mężczyzna, leżąc na kobiecie, składa ją niejako we dwoje podczas immissio penis.

Dla Van de Veldego był to wariant dobry szczególnie dla kobiet w dojrzałym wieku, mających za sobą szereg porodów. Takich „o pochwie zwiotczałej i szerokiej”. Wolał jednak wygodniejsze rozwiązanie. Określał je mianem „zwykłej pozycji ginekologicznej”. O ile cała jego terminologia seksualna trąci dzisiaj nieco myszką, o tyle ten jeden termin brzmi wprost dziwacznie. Raczej żaden autor XXI-wiecznego podręcznika seksu by go nie zastosował.

Położenie ginekologiczne jest położeniem grzbietowym, z możliwie mocno zgiętymi nogami, rozstawionymi o tyle, o ile jest to wygodne, przy czym jednocześnie nogi zgięte są w stawach kolanowych. O tym, jak bardzo ułożenie to udostępnia okolice sromu i krocza, świadczy szerokie jego zastosowanie w ginekologii operacyjnej.

Ilustracja okładkowa magazynu "Bocian". 1925 rok.

Ilustracja okładkowa magazynu „Bocian”. 1925 rok.

„Łagodny spazm rozkoszy”. Seks na boku

Gros swojej uwagi autor Małżeństwa doskonałego poświęcił takim właśnie pozycjom. Posiadającym dobre uzasadnienie medyczne. O technice bocznej, z mężczyzną z tyłu pisał: „Coitus w położeniu tym może istotnie być formą spółkowania najbardziej oszczędzającą i żonę, i męża, ułożenie to bowiem dla każdego z małżonków jest najwygodniejsze, a wysiłek najmniejszy”.

Jedyny problem miał polegać na tym, że pozycja sprawia partnerce niewiele przyjemności: „Najsilniejsze tarcie i drażnienie części płciowych kobiety skierowane jest na tę okolicę narządów płciowych (…), w której jest najmniej skuteczne. Ponieważ zaś clitoris nie ma styczności z penisem, ilość podniet, których przy tym rodzaju spółkowania doznaje kobieta, jest znikoma”. Van de Velde był zdania, że kłopot jest jednocześnie błogosławieństwem. Zwracał uwagę, że to pozycja dobra w przypadku osłabienia lub choroby kobiety. Kiedy mężczyźnie bardzo potrzeba seksu, a ona jednak nie powinna się nadwyrężać. „Powstający w tych warunkach łagodny spazm rozkoszy jest jednak, jako odruch, wystarczający i daje odprężenie zaspokajające” – zapewniał.

Artykuł powstał w oparciu o książkę Kamila Janickiego pt. „Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce”. Pozycja ta jest pierwszą publikacją książkową pod marką „Ciekawostek historycznych”.

Artykuł powstał w oparciu o książkę Kamila Janickiego pt. „Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce”. Jest to pierwsza publikacją książkowa pod marką „Ciekawostek historycznych”. Jako nasz czytelnik możesz kupić ją teraz aż 30% taniej!

Orgazmu w ułożeniu bocznym od tyłu miały doznawać kobiety „łatwo pobudliwe”. Kochanki „,mało pobudliwe” w ogóle nie powinny eksperymentować z tym ułożeniem. Van de Velde gwarantował, że nie będzie mieć ono dla nich „żadnego prawie znaczenia”. Zostawała jeszcze trzecia grupa, najbardziej problematyczna: kobiety o średniej pobudliwości. Holender zalecał wobec nich praktykę, która w latach dwudziestych wciąż szokowała nawet specjalistów. Ci powoli godzili się z „technikami drażniącymi” w ramach gry wstępnej. Van de Velde polecał jednak mężom, by także w trakcie właściwego stosunku sięgali palcem do łechtaczki.

Konkretnie palcem prawej dłoni, bo jak wyjaśniał autor: „Lewe [ułożenie boczne] jest częściej stosowane, gdyż mężczyzna stara się mieć wolną rękę prawą, aby móc przyciągnąć i pieścić kobietę”.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Kamil JanickiKamil Janicki - Redaktor naczelny "Ciekawostek historycznych". Historyk, publicysta i pisarz. Autor książek wydanych w łącznym nakładzie prawie 150 000 egzemplarzy, w tym bestsellerowych “Pierwszych dam II Rzeczpospolitej”, “Upadłych dam II Rzeczpospolitej”, "Dam złotego wieku" i "Epoki hipokryzji". W listopadzie 2015 roku ukazała się jego najnowsza książka: "Żelazne damy. Kobiety, które zbudowały Polskę" (Więcej informacji o autorze, Inne artykuły tego autora).

Czytasz artykuł z epoki: . Oznaczyliśmy go kategoriami: Wszystkie artykuły.
Okupacja
Komentarze do artykułu (4)

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Mala zbrodnia - pion

Czy wiesz że...

Wagner
…słynna amerykańska aktorka zginęła po szamotaninie wyrzucona z jachtu? To nie jedyny przykład, gdy młoda kobieta oddała życie dla sławy.

rosa
…mit o zębatej waginie jest stary jak świat? Nawet Apacze, mieszkańcy Dalekiego Wschodu i Oceanii mieli swoje wersje opowieści o żarłocznej otchłani między kobiecymi udami.

Charlotta
…księżniczka Charlotta pruska, siostra cesarza Wilhelma II, nienawidziła dzieci? Gdy jej niekochana jedynaczka nie mogła zajść w ciążę, nie okazała cienia współczucia, warcząc, że może żyć „bez przeklętego miotu”.