Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Pozycje seksualne dla początkujących… w świetle przedwojennych poradników!

Ilustracja okładkowa magazynu "Bocian". 1925 rok.„Intensywność rozkoszy jest w znacznej mierze zależna od ułożenia przy spółkowaniu” – pisał autor wydanego w 1926 roku „Małżeństwa Doskonałego”. Jak na tamte czasy to była teza wprost przełomowa. A jeszcze bardziej przełomowe okazały się dołączone do niej praktyczne porady…

Theodoor Hendrik Van de Velde należał do prawdziwych pionierów seksuologii dla mas. Jego podręcznik zawierał pierwszy we współczesnej Europie szczegółowy przewodnik po erotycznych technikach i pozycjach. W 1935 roku książka dotarła również do Polski. Autor stanowczo odradzał miłość w pozycji misjonarskiej (przeczytaj więcej na ten temat). Co jednak zalecał?

„Podniety prymitywne, ale skuteczne”

Ewolucja, a nie rewolucja. Z pozoru w takim haśle zamykało się podejście Van de Veldego do pozycji seksualnych. Sporo uwagi poświęcił modyfikowaniu „ułożenia normalnego”. Każdy z wariantów opisał ze szczegółami, ale wobec braku jakichkolwiek pomocy graficznych (autor seks pokazywał tylko na… matematycznych wykresach dochodzenia do orgazmu) nie wszystkie jego instrukcje brzmią intuicyjnie. Jako pierwsze podał „położenie wyprostne”. I to mimo, że wcale nie wydaje się ono rozwiązaniem dla początkujących.

W położeniu normalnym, po wprowadzeniu członka do pochwy, kobieta zwiera i wyprostowuje nogi – tak, że uda mężczyzny obejmują uda kobiety. Wypływają stąd dla mężczyzny duże korzyści: spotęgowanie podniet działających na prącie (w sposób prymitywny, ale skuteczny) i pewność, że penis nie wyślizgnie się z pochwy.

Ilustracja okładkowa magazynu "Bocian". 1926 rok.

Ilustracja okładkowa magazynu „Bocian”. 1926 rok.

Autor polecał ten wariant szczególnie „w przypadkach, w których penis nie jest za mały, lecz wzwód jest niedostateczny – bądź stale, bądź przypadkowo”. Podawał, że „położenie wyprostne” zaczerpnął „z praktyk miłosnych Bliskiego Wschodu”. Druga odmiana na jego liście to „położenie zgięte” – rzekomo wybitnie dalekowschodnie („[lubiane] np. u Chińczyków, jak to wynika z rysunków w ich »podręcznikach dla zakochanych«”). Opisywał je następująco:

Wykonanie maksymalne polega tutaj na tym, że kobieta, leżąc na grzbiecie, zarzuca nogi na ramiona mężczyzny, przy czym nogi jej zgięte są w stawach biodrowych. W ten sposób mężczyzna, leżąc na kobiecie, składa ją niejako we dwoje podczas immissio penis.

Dla Van de Veldego był to wariant dobry szczególnie dla kobiet w dojrzałym wieku, mających za sobą szereg porodów. Takich „o pochwie zwiotczałej i szerokiej”. Wolał jednak wygodniejsze rozwiązanie. Określał je mianem „zwykłej pozycji ginekologicznej”. O ile cała jego terminologia seksualna trąci dzisiaj nieco myszką, o tyle ten jeden termin brzmi wprost dziwacznie. Raczej żaden autor XXI-wiecznego podręcznika seksu by go nie zastosował.

Położenie ginekologiczne jest położeniem grzbietowym, z możliwie mocno zgiętymi nogami, rozstawionymi o tyle, o ile jest to wygodne, przy czym jednocześnie nogi zgięte są w stawach kolanowych. O tym, jak bardzo ułożenie to udostępnia okolice sromu i krocza, świadczy szerokie jego zastosowanie w ginekologii operacyjnej.

Ilustracja okładkowa magazynu "Bocian". 1925 rok.

Ilustracja okładkowa magazynu „Bocian”. 1925 rok.

„Łagodny spazm rozkoszy”. Seks na boku

Gros swojej uwagi autor Małżeństwa doskonałego poświęcił takim właśnie pozycjom. Posiadającym dobre uzasadnienie medyczne. O technice bocznej, z mężczyzną z tyłu pisał: „Coitus w położeniu tym może istotnie być formą spółkowania najbardziej oszczędzającą i żonę, i męża, ułożenie to bowiem dla każdego z małżonków jest najwygodniejsze, a wysiłek najmniejszy”.

Jedyny problem miał polegać na tym, że pozycja sprawia partnerce niewiele przyjemności: „Najsilniejsze tarcie i drażnienie części płciowych kobiety skierowane jest na tę okolicę narządów płciowych (…), w której jest najmniej skuteczne. Ponieważ zaś clitoris nie ma styczności z penisem, ilość podniet, których przy tym rodzaju spółkowania doznaje kobieta, jest znikoma”. Van de Velde był zdania, że kłopot jest jednocześnie błogosławieństwem. Zwracał uwagę, że to pozycja dobra w przypadku osłabienia lub choroby kobiety. Kiedy mężczyźnie bardzo potrzeba seksu, a ona jednak nie powinna się nadwyrężać. „Powstający w tych warunkach łagodny spazm rozkoszy jest jednak, jako odruch, wystarczający i daje odprężenie zaspokajające” – zapewniał.

Artykuł powstał w oparciu o książkę Kamila Janickiego pt. „Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce”. Pozycja ta jest pierwszą publikacją książkową pod marką „Ciekawostek historycznych”.

Artykuł powstał w oparciu o książkę Kamila Janickiego pt. „Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce”. Kliknij i kup z rabatem na empik.com,

Orgazmu w ułożeniu bocznym od tyłu miały doznawać kobiety „łatwo pobudliwe”. Kochanki „,mało pobudliwe” w ogóle nie powinny eksperymentować z tym ułożeniem. Van de Velde gwarantował, że nie będzie mieć ono dla nich „żadnego prawie znaczenia”. Zostawała jeszcze trzecia grupa, najbardziej problematyczna: kobiety o średniej pobudliwości. Holender zalecał wobec nich praktykę, która w latach dwudziestych wciąż szokowała nawet specjalistów. Ci powoli godzili się z „technikami drażniącymi” w ramach gry wstępnej. Van de Velde polecał jednak mężom, by także w trakcie właściwego stosunku sięgali palcem do łechtaczki.

Konkretnie palcem prawej dłoni, bo jak wyjaśniał autor: „Lewe [ułożenie boczne] jest częściej stosowane, gdyż mężczyzna stara się mieć wolną rękę prawą, aby móc przyciągnąć i pieścić kobietę”.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Czy wiesz, że ...

...podczas I wojny światowej choroby weneryczne stały się najlepszym pretekstem, aby choć na chwilę uciec od koszmaru walk? Innym rozwiązaniem były samopostrzały. Karano je jednak sądem wojennym, podczas gdy syfilis dawał wojennym bohaterom i dekownikom upragnione szpitalne łóżko.

...w 1919 roku urzędujący prezydent USA Woodrow Wilson miał wylew, który uniemożliwił mu normalne funkcjonowanie na kilka miesięcy? Opinia publiczna nie dowiedziała się o tym, bo stan zdrowia głowy państwa ukrywała Pierwsza Dama, Edith Wilson, z pomocą prywatnego sekretarza prezydenta, Josepha Tumulty'ego.

...na początku XX wieku kobiety musiały być bardzo pomysłowe, by dostać się na studia? Przykładowo utalentowana ilustratorka, Zofia Stryjeńska, przez rok studiowała na niemieckiej uczelni, posługując się dokumentami swojego brata.

Komentarze (5)

  1. Jurij Gagarin Odpowiedz

    A nie można po prostu wsadzać ch*** do p***?

    [Redakcja: Panie Juriju, nie można. A przynajmniej nie w kulturalnej rozmowie.]

  2. Fay Odpowiedz

    Czytam ciągle Pana artykuły i jestem pełen szacunku dla Theodoora Hendrika Van de Velda. W czasach, gdy nie tylko nie mówiono o sprawach sypialnianych, ale czasem wręcz szkalowano zbyt hmmm odważne i nowatorskie podejście do sprawy współżycia, pisał on o tym, o czym lata świetlne później Wisłocka (która nawet filmu się dorobiła). Cieszę się, że dzięki Panu mogłem poznać tę postać.

    Mam również pytanie – pisze Pan w artykule o jego wypowiedziach na temat pozycji bocznej oraz ułożenia „normalnego”; jak ma się rzecz wg T. H. Van de Velda z pozycją od tyłu (przepraszam za wulgarny wydźwięk)? Chodzi mi o współżycie waginalne, bo, jak rozumiem, Van de Velde twierdził, że do tego ma prowadzić całość zbliżenia.

    Pozdrawiam redakcję! :D

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Informujemy, że nasza strona może dostosowywać treści reklamowe do Twoich zainteresowań i preferencji. Aby to robić, potrzebujemy Twojej zgody na przechowywanie plików cookies oraz podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym oraz na przetwarzanie danych w celach personalizacji treści marketingowych.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie, w tym poprzez profilowanie przez Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, Twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach stosowanych w serwisie przez Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK i zaufanych partnerów w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam w tym serwisie oraz w Internecie.

Pamiętaj, możesz w każdej chwili nie wyrazić zgody lub cofnąć zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Szczegóły dotyczące wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w ustawieniach.

Informujemy także, że poprzez korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień prywatności w Twojej przeglądarce wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania treści marketingowych i reklam.

Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych, w tym o Twoich uprawnieniach, znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.