Historia z mniej (choć nie zawsze) poważnej strony. Ciekawostki, odkrycia, kontrowersje, czyli „jak to naprawdę było” w formie przystępnej dla każdego.

Truskawiec. Polska w miniaturze

Okładka broszury: Truskawiec-Zdrój. Ilustrowany przewodnik po zdrojowisku i okolicy z mapami oraz wykresem, 1933 (źródło: domena publiczna).– Pani Kugelman, czy ta „Naftusia” też się pani tak nieprzyjemnie odbija?
– Bynajmniej! Mnie się odbija sardynką.
– Aj, jaka pani szczęśliwa! Mnie się odbija tylko zgniłym jajkiem…

Taką rozmowę, toczoną przez dwie zwyczajne kuracjuszki, zanotował w 1928 roku Jan Tadeusz Wróblewski. Był to pierwszej klasy żartowniś i satyrysta, ale w tym konkretnym przypadku zarzekał się, że podaje słowa w stu procentach autentyczne. Nie był przecież w kabarecie, ani na wakacjach, ale – na reporterskiej misji.

Koszmarny dojazd, marne zakwaterowanie

Redakcja pisma „Łowiczanin” wysłała go na drugi koniec Polski, do położonego kilka kilometrów od Drohobycza miasteczka Truskawiec. Pięćdziesięciolatek o ciętym piórze miał ostatecznie rozstrzygnąć co też jest tak wyjątkowego w miejscowości, która ni stąd ni zowąd urosła do rangi jednego z najważniejszych uzdrowisk Środkowej Europy.

Na pewno nie chodziło o dogodny dojazd. Duży szmat ziemi polskiej przebiegamy pociągiem pospiesznym, aby po trzynastu godzinach jazdy, dotrzeć z Warszawy do Truskawca. Czasu dużo, pieniędzy niemało potrzeba – wspominała inna reporterka, Aniela Chmielińska. Nie mógł też decydować komfort, bo o tym pod koniec lat dwudziestych po prostu nie było mowy.

Truskawiec był najsłynniejszym polskim kurortem w międzywojniu (autor: Nick Kropivnickiy, licencja: CC BY-SA 4.0).

Truskawiec był najsłynniejszym polskim kurortem w międzywojniu (autor: Nick Kropivnickiy, licencja: CC BY-SA 4.0).

Publicystka przestrzegała, że pociągi do Truskawca są nagminnie przepełnione. Niemiłosierny tłok panował także na miejscu. Na dworcu trudno było złapać dorożkę, a w samym zdrojowisku – wynająć jakąkolwiek kwaterę.

Od czterech dni jestem w Truskawcu (…). Zjazd tu taki, że po kilkanaście osób dziennie wraca z powrotem nie mogąc znaleźć pomieszczenia. Chciałam i ja zrobić to samo, ale dokąd miałam wracać? – opowiadała w 1927 roku znana aktorka i dyrektorka lubelskiego teatru, Stanisława Wysocka. – Zgodziłam się wziąć pokój z jakąś panią, aby sobie czegoś poszukać. Cztery dni trwało szukanie, cztery noce nieprzespane, bo ta pani (…) okazała się chrapiącą trąbą jerychońską. Już byłam w popielatej rozpaczy, aż oto dziś znalazłam się w maleńkiej klitce – ale własnej.

Wiele złego można by powiedzieć także o położeniu Truskawca. Irena Krzywicka, która spędziła we Wschodniej Małopolsce swój miesiąc miodowy, zapamiętała z niego ubogą chałupę, podłe jedzenie, piszczącą biedę i epidemię syfilisu. Wprawdzie miejscem (niezbyt) romantycznego wypadu było Jaremcze, a nie Truskawiec, ale z perspektywy warszawiaka to nie miało znaczenia. Cały region wokół Lwowa i Stanisławowa jawił się jako głęboka, nieprzystępna prowincja.

Niebezpieczna okolica…

Jan Tadeusz Wróblewski dopowiadał, że jest to obszar ciągłego wrzenia na tle narodowościowym. Ukraińcy domagali się prawdziwej autonomii, a nawet własnej państwowości. Grupy skrajnych nacjonalistów były gotowe sięgać w imię tych ideałów po broń. Zdaniem publicysty w końcu musiało dojść do krwawej eskalacji konfliktu, do nowych „hajdamackich terminów”. I rzeczywiście doszło – za trzy lata ofiarą głośnego zamachu zorganizowanego właśnie w Truskawcu padnie polityk Sanacji i poseł na sejm, Tadeusz Hołówko.

Tadeusz Hołówko (pierwszy z prawej) w 1931 roku zginał w Truskawcu w zamachu (źródło: domena publiczna).

Tadeusz Hołówko (pierwszy z prawej) w 1931 roku zginał w Truskawcu w zamachu (źródło: domena publiczna).

Wreszcie powody do narzekania dawały nawet krajobrazy. Pół żartem, pół serio, Anna Chmielińska podawała: Widzimy w Truskawcu do czego doprowadza reumatyzm, jak bardzo zniekształca ludzi, jak wykoślawia, jak brzydkie nadaje linie zwłaszcza nogom. To już nie nogi, a kloce: raczej do nóg bilardowych podobne.

… ale jaka woda!

Przeciwwskazań było całe mnóstwo. A jednak – Truskawiec pękał w szwach. Wystarczyły dwa powody, by uczynić z niego sanatoryjną Mekkę. Pierwszym była woda. W mieście odkryto nie jedno, ale cały szereg źródeł o leczniczych właściwościach.

Wodzie wypływającej z każdego z nich przypisywano odmienne, ale zawsze wprost cudowne właściwości. Wymienić należy przede wszystkim słynną i nigdzie nie spotykaną »Naftusię«, będącą unikatem pod względem składu chemicznego, niezrównaną w chorobach nerkowych i dróg moczowych – wyjaśniał w 1938 roku dziennik „Ilustrowana Republika”.

Pijalnia wód leczniczych w Truskawcu, wygląd obecny (autor: Andrew Butko, licencja: CC BY-SA 3.0).

Pijalnia wód leczniczych w Truskawcu, wygląd obecny (autor: Andrew Butko, licencja: CC BY-SA 3.0).

Truskawiec szczycił się także „Bronisławą” leczącą choroby gardła i nosa, „Zofią” polecaną w dolegliwościach wątroby i przy zaparciach, czy wreszcie „Józią” – opisywaną jako woda silnie promieniotwórcza. Reklamy kurortu nie pozostawiały wątpliwości: dwa tygodnie w Truskawcu i pozbędziesz się każdej, nawet najbardziej upartej przypadłości!

Nic dziwnego, że Jan Tadeusz Wróblewski w żartach przestrzegał czytelników przed aż nazbyt skutecznymi zdrojami. Przykładowo wtarcie truskawieckiej wody w powieki mogło się skończyć szokującym „przejrzeniem na oczy”. I na przykład dostrzeżeniem, że żona znalazła sobie kochanka w tej sielskiej, turystycznej scenerii…

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Komentarze

Dodaj komentarz