Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Aparaty dla impotentów czy… męskie zabawki erotyczne? Osobliwe akcesoria sprzed 100 lat

Właśnie takich "pomp" używano w latach 20. minionego stulecia do leczenie impotencji. Na ilustracji fragment okładki książki "Impotence: A Cultural History" autorstwa Angusa McLarena.

Właśnie takich „pomp” używano w latach 20. minionego stulecia do leczenie impotencji. Na ilustracji fragment okładki książki „Impotence: A Cultural History” autorstwa Angusa McLarena.

Na początku XX wieku seksuolog Stanisław Kurkiewicz narzekał, że trudno o skuteczne środki „dźwigające siłę płciową, a może tylko dźwigające zwisak”. Walka z impotencją była w powijakach, a wysiłek wkładano przede wszystkim w opracowanie mechanicznych środków wzmagających erekcję. I tylko trudno o pewność, do czego tak naprawdę były one używane…

„Aparaty typu »saneczkowego« (…) ujmują prącie tylko od dolnej powierzchni jego nasady i pozwalają mu się wślizgnąć w stanie wiotkim do pochwy, jak gdyby na płozach. Obecne postępy w budowie aparatów tego typu polegają na tym, że płozy są możliwie najwęższe i najlżejsze i pozostają w łączni ze specjalnym »umocnieniem« dla żołędzi, tak, że przy pomocy układu małych dźwigni mogą się wyciągać, pozwalając na zjawienie się wzwodu w prąciu”. W ten złożony sposób Stanisław Higer, autor naukowej rozprawy Niemoc płciowa i bezpłodność u mężczyzn opisał w 1934 roku jeden z rozlicznych mechanizmów służących wspomaganiu erekcji.

Pięćset wersji sztucznych pochew?

Doktor Stanisław Higer we własnej osobie (źródło: domena publiczna).

Stanisław Higer we własnej osobie (źródło: domena publiczna).

Podobnych urządzeń, dzisiaj już kompletnie zapomnianych, było w przedwojennej Europie i Polsce bez liku. Higier podawał, że na rynku pojawiły się przed czterdziestu laty, a więc około 1890 roku. W czasie, gdy przygotowywał swoją książkę, w krajach Zachodu opatentowano już kilkaset różnych ich wersji.

Aparaty saneczkowe akurat Higierowi za bardzo nie przeszkadzały. Co najwyżej obawiał się uszkodzeń ciała w przypadku nieudolnego używania tak skomplikowanej maszynerii.

Pompki „żylność krwi powodujące”

Inne środki były, z technicznego punktu widzenia, o niebo prostsze. Po pierwsze Higier pisał o „aparacie, sprowadzającym się do pompy ssącej”:

Odpowiednim wypompowaniem powietrza z walca, hermetycznie nakładanego na prącie, doprowadza się do zjawienia ciśnienia ujemnego, które powoduje napływ krwi do prącia i wywołuje w nim zastój bierny.

Lekarz nie był do tego środka szczególnie przekonany. Przestrzegał, że choć po zastosowaniu pompki „prącie istotnie zwiększa swą objętość, to jednak rzadko kiedy doprowadzić je można do całkowitego usztywnienia. Z drugiej strony, żylność krwi powoduje, że otrzymane usztywnienie znika po odjęciu aparatu o wiele szybciej, niż przy przekrwieniu czynnym”.

Międzywojenna reklama urządzenia do leczenia problemów z potencją (źródło: domena publiczna).

Międzywojenna reklama urządzenia do leczenia problemów z potencją (źródło: domena publiczna).

Walce sztywne i elastyczne

Sprzedawano też na przykład mechanizmy „sprowadzające się do nałożenia sztywnej, walcowatej (…) pochewki na prącie”. Dopiero w takim rynsztunku, twardym niczym stal (albo nawet wykonanym ze stali), mężczyzna miał przystępować do stosunku ze swoją partnerką.

Artykuł powstał w oparciu o książkę "Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce".

Artykuł powstał w oparciu o książkę Kamila Janickiego pt. „Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce”. Pozycja ta jest pierwszą publikacją książkową pod marką „Ciekawostek historycznych”.

„Rzecz zrozumiała, że przy używaniu takiego aparatu, prącie zupełnie nie wchodzi w kontakt ze ściankami pochwy, a ruchy frykcyjne dokonywane są właściwie przez przez ów walec” – tłumaczył. I z pewną niechęcią dopowiadał, że właściwie nie różni się to od używania przez kobietę dilda w celach masturbacyjnych (przeczytaj więcej na ten temat w innym naszym artykule).

Zakazane narzędzia?

W podsumowaniu tematu autor stwierdził, że każdy z tych aparatów może przynosić pewne „efekty lecznicze”, choć wynikające głównie z poczucia pewności siebie i autosugestii. Problem zdaniem Higiera polegał na tym, że równie dobrze sztucznych pochew (szczególnie „walców” w wersji „elastycznej” oraz „spiral”) i pompek można było używać bez jakiegokolwiek udziału partnerki, po prostu jako męskich zabawek erotycznych.

Doktor podkreślał, że trzeba brać pod uwagę: „element masturbacyjny, jaki do właściwego działania aparatu się przyłącza”. I akceptowanie takiego stanu rzeczy po prostu nie mieściło mu się w głowie.

***

Artykuł powstał we współpracy z Muzeum Erotyzmu.

Artykuł powstał we współpracy z Muzeum Erotyzmu.

Powyższy artykuł to tylko niewielki wycinek fascynującego tematu przedwojennego podejścia do seksu. W świetle pamiętników, wspomnień, poradników i dawnych pism erotycznych nasi pradziadkowie (i prababki!) okazują się o wiele mniej pruderyjni, niż mogłoby się wydawać. Mieszkańcy II Rzeczpospolitej głośno domagali się „całego życia”. Przeczytasz o tym ze szczegółami w najnowszej książce Kamila Janickiego: „Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce”.

Źródła:

Artykuł powstał w oparciu o literaturę i materiały zebrane przez autora podczas prac nad książką pt. Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce. Pozycja ta ukazała się jako pierwsza książka pod marką „Ciekawostek historycznych”. U nas możesz kupić ją aż 30% taniej!

Przeczytaj najodważniejszą książkę historyczną tego roku:

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.