Damy - empik

Jak wychować arcyksięcia? Odkrywamy tajniki habsburskiej edukacji

Autor: | 3 kwietnia 2014 | 48,617 odsłon

Mały Franciszek Ferdynand Habsburg z mamą.Jesteś małym Habsburgiem? Tak? No to masz pecha. Zapomnij o beztroskim dzieciństwie. Jak tylko wypowiesz pierwsze słowa, zacznie się bezwzględna tresura. Nauczyciel ocenzuruje Twoje podręczniki, nadworny teolog zadba o Twój kręgosłup moralny, a nudni wykładowcy zatrują Ci młodość prelekcjami o prawie konstytucyjnym.

Bez względu na naturalne predyspozycje (bądź ich brak!) wszyscy mali Habsburgowie musieli odebrać staranne wykształcenie w duchu konserwatywnych, katolickich wartości. Skoro w gronie błękitnokrwistego towarzystwa z całej Europy mieli reprezentować najjaśniejszego cesarza, musieli to robić godnie i w zgodzie z oficjalnie przyjętymi poglądami.

Mały książę sam w gąszczu wiedzy

Naszym przewodnikiem po świecie habsburskiego kształcenia niech będzie arcyksiążę Franciszek Ferdynand. Ten konkretny Habsburg, którego wiele lat później Gawriło Princip zastrzeli w Sarajewie i rozpęta I wojnę światową, początkowo w najśmielszych snach nie mógł przypuszczać, że zasiądzie w przyszłości na tronie.

Jego stryj, cesarz Franciszek Józef, miał się doskonale i posiadał męskiego potomka w sile wieku. Franciszek Ferdynand stał w drugim szeregu dynastii i był dopiero trzeci w linii sukcesji. Aby to on przejął władzę, coś musiałoby pójść bardzo nie tak. Mały książę odebrał więc edukację małego Habsburga w wersji „standard”, a nie według standardów monarszych. I choć dzieckiem był dość delikatnym i lubiącym samotność, nie było dla niego ucieczki. Surowy reżim edukacyjny był nieuchronny.

Rodzina arcyksięcia Karola Ludwika miasiące letnie spędzała na zamku Artstetten w dolinie Dunaju,. Ciekawe w której komnacie uczył się mały Franciszek Ferdynand (autor zdj. Arcomonte26, lic.CCA 3.0).

Rodzina arcyksięcia Karola Ludwika miasiące letnie spędzała na zamku Artstetten w dolinie Dunaju,. Ciekawe w której komnacie uczył się mały Franciszek Ferdynand (autor zdj. Arcomonte26, lic.CCA 3.0).

Dzieci Karola Ludwika Habsburga, młodszego brata cesarza Franciszka Józefa, w kwestii wykształcenia nie mogły odstawać od swoich arystokratycznych kuzynów w całej Europie. Arcyksiążę nie szczędził zatem nakładów na prywatnych nauczycieli. Co więcej, sam aktywnie włączał się w cały proces kształcenia, udzielając synom lekcji na przykład z historii sztuki. By poszerzyć ich horyzonty niejednokrotnie zapraszał także znanych artystów, wynalazców i naukowców. Ci goście swoimi ciekawymi wykładami mieli zachęcić małe książątka do pilniejszej nauki i zainteresować je swoją pracą. Taka przynajmniej była teoria. Bo w praktyce wcale ciekawie nie było.

Już takim malcom wpajano zasadę: kochaj Austrię i cesarza. Na zdj. Maria Anunziata i synowie. Po lewej Franciszek Ferdynand.

Już takim malcom wpajano zasadę: kochaj Austrię i cesarza. Na zdj. Maria Anunziata i synowie. Po lewej Franciszek Ferdynand.

Należy wyjaśnić jedną kwestię. Nie istniały gwarne klasy, wypełnione małymi habsburskimi książątkami, ani specjalne placówki kształcenia najwyższej arystokracji austro-węgierskiej. Podobnie, jak to się odbywało w wielu najznamienitszych rodach europejskich, dzieci uczyły się pojedynczo, w komnatach pałacowych, w towarzystwie jedynie nauczycieli. Zdarzało się, jeśli różnica wieku pomiędzy rodzeństwem była niewielka, że części wykładów słuchało ono wspólnie. Najczęściej jednak przez kilka godzin dziennie, sześć dni w tygodniu, mały uczeń skazany był tylko na towarzystwo surowego preceptora i swoje własne.

W wypadku małego Franciszka Ferdynanda i jego rodzeństwa strażnikiem surowego reżimu był człowiek bez większej wyobraźni i skłonności do nowatorstwa. Hrabia Ferdynand Degenfel, były oficer, skrupulatnie nadzorował konserwatywny program nauczania ciasno wypełniony naukami ścisłymi, arytmetyką, historią, literaturą, religią i oczywiście językiem niemieckim i gramatyką. Nie zezwalał na odstępstwa i dbał o to, jakie wartości opiekunowie wpajają małym Habsburgom.

Prewencyjna cenzura podręczników

Kształceniem młodych książąt w dziedzinie historii zajmował się profesor Onno Klopp. Uczony zdawał sobie sprawę, że spoczywa na nim trudne i ważne zadanie. Ma nauczyć historii, jednocześnie wychwytując i niwelując najmniejsze przebłyski „reakcyjnych” myśli, rodzące się w głowach swoich uczniów. Metoda, którą obrał opierała się na wpajaniu dzieciom „jedynej słusznej opinii” jako dogmatu. Na wszelki wypadek własnoręcznie dokładnie ocenzurował pomoce dydaktyczne.

Jak piszą Greg King i Sue Woolmans, autorzy książki „Zabić arcyksięcia”:

Artykuł powstał w oparciu o książkę "Zabic arcyksięcia" Grega Kinga i Sue Woolmans (Znak Literanova 2014)

Artykuł powstał w oparciu o książkę „Zabic arcyksięcia” Grega Kinga i Sue Woolmans (Znak Literanova 2014)

Nauczyciel skupiał się na krytyce liberalnych poglądów politycznych, zagrożeniach związanych z nowoczesną myślą i złowieszczych ostrzeżeniach przed rosnącym pruskim zagrożeniem wiszącym nad świętą misją monarchii habsburskiej.

Klopp tak bardzo bał się odmiennych idei, które mogłyby wpłynąć na jego ucznia, że nawet własnoręcznie przepisał podręcznik do historii dla młodego arcyksięcia, by usunąć niechciane i szkodliwe terminy polityczne.

Przyszłe obowiązki małego księcia wobec dynastii (np. służba wojskowa, bądź dyplomatyczna, w różnych zakątkach państwa) wymagały znajomości kilku języków. Pierwszym i podstawowym był język niemiecki, od którego dzieci Habsburgów zaczynały naukę mówienia.

Następnie poznawały francuski, angielski, czeski i węgierski. Dla małego Franciszka Ferdynanda  najprawdziwszą zmorą był ten ostatni. Młody książę nie miał talentu poligloty. Ba! Przez całe swoje życie starał się poprawić znajomość węgierskiego, jednak nigdy nie udało mu się dojść do poziomu biegłego. Także jego angielski nieco kulał.

Jeśli chodzi o kwestię nauczania religii, nie było taryfy ulgowej. W kierunku meandrów teologicznych Franciszka Ferdynanda kształcił Gottfried Marschall, surowy duchowny ściśle związany z Habsburgami. Jeśli ktoś urodził się w austriackiej dynastii Habsburgów i w dodatku był blisko spokrewniony z cesarzem, nie było innej opcji – katolicyzm i basta.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Aleksandra Zaprutko-JanickaAleksandra Zaprutko-Janicka - Krakowska historyczka i publicystka, współzałożycielka „Ciekawostek historycznych”. Autorka ponad 200 artykułów popularnonaukowych.We wrześniu 2015 roku wydała książkę „Okupacja od kuchni” poświęconą kulinarnemu obliczu II wojny światowej.. Więcej informacji o autorze.

Czytasz artykuł z epoki: , . Oznaczyliśmy go kategoriami: Polecane, Postacie historyczne, Wszystkie artykuły, Życie codzienne.
Okupacja
Komentarze do artykułu (12)
  1. A czy możliwy następca tronu powinien otrzymywać takie samo wykształcenie jak przyszły kupiec, czy inżynier? Ludzie, co wy tu piszecie, artykuł utrzymany w tonie jakby u się jakaś krzywda straszna była robiona.
    To prawda, że takie życie jest ciężkie, ale arystokracja to wbrew pozorą nie tańce i hulanki, ale ciężka praca nad własnym poletkiem (państwem), bo jak się nie sprawdzi król, książę czy cesarz t konkurencja z za granicy skróci go o głowę i podbije jego ziemie.
    A co o cenzury niektórych idei, o też bardzo ważne i pożyteczne, pamiętajmy że nie można eksperymentować na takim etapie jak możliwy przyszły monarcha. Wystarczy przemycić myśl socjalistyczną (taki przykład, może niezbyt trafiony, ale za to brutalny), młody książę jak to młodzież, zachwyci się i jeszcze nieszczęśliwe wprowadzi komunę, i skończy się jak zawsze kończył komunizm, głodem i wojną. Więc osobiście uważam, że cenzura porąbanych idei, zrodzonych przez darmozjadów, ludzi, którzy niczego w życiu nie osiągnęli, czy idee niezweryfikowane, powinny być odfiltrowane.

    • Drogie „a”! Nikt nie myślał o Franciszku Ferdynandzie jako o następcy tronu. Następcą był kronprinz Rudolf, syn Franciszka Józefa i Sisi i nikomu nawet przez myśl nie przechodziło, że mogłoby być inaczej.
      FF miał przed sobą karierę wojskową (nawet zdążył ją rozpocząć) i raczej brak perspektyw na tron. Edukację odebrał właściwą dla przedstawiciela rodu arystokratycznego, tak by mógł się w przyszłości przysłużyć jakoś swemu koronowanemu kuzynowi. Co do zarządzania własnym „poletkiem”, to Franciszek Ferdynand dużo wcześniej przekonał się, jak to jest. Otrzymał w spadku bogate dobra Habsburgów d’Este obwarowane takimi zapisami w testamencie, że wręcz musiał do nich dokładać żeby spłacać wszystkim wyszczególnionych krewniaków i dawne sługi poprzednika.
      A co do cenzury… tu będziemy się pięknie nie zgadzać. Nie uważam cenzury za zabieg ważny i pożyteczny i raczej zdania nie zmienię.

      • „Nikt nie myślał o Franciszku Ferdynandzie, jako o następcy tronu”, ale jednak otrzymał odpowiednie dla takowego wykształcenie. Raczej nikt go niczego nie douczał, gdy się okazało, że nim jednak będzie, taka możliwość zawsze była, i trzeba się było z takim rozwojem wypadków liczyć.
        Co do cenzury, to mamy ją przecież na co dzień, i jest jak najbardziej pożyteczna, Choćby kłamstwo oświęcimskie, ideologia nazistowska, czy wychwalanie pedofilii.
        Są to przecież cenzurowane idee, dlaczego więc cenzurowane, i się na to godzimy? Dlatego że ludzie nie są idealni, łatwo nimi manipulować (jak właśnie hitler w swoim czasie) i takie ogłupione społeczeństwo stoczy się narażając kraj na zagładę. oczywiście możesz twierdzić, że nie powinno być w ogóle cenzury, a ludzie powinni się uczyć na własnych błędach, ale to utopia na miarę korwina-mikke, i zanim doszłoby do nauczki na własnych błędach obywateli to problemy były by ogromne, i dlatego uniemożliwia się rozwój niektórych ideologii (sam za takową uważam socjalizm, ale jakoś ludzie sądzą inaczej, i ta ideologia po niedawnym załamaniu rozkwita).
        Sądzisz, że powinniśmy udostępnić ludzkości wszelkie idee i uważasz, że wyszlibyśmy na tym dobrze?
        Ale co do reszty, to chyba się ze mną zgadzasz.

  2. Komentarze do artykułu z naszego profilu na Fb //www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne:

    Magdalena Joanna D.: Cysorz to mo klawe życie?

    Ciekawostki historyczne: oj ne, oj nekonecnie! Przynajmniej nie pierwsze 20 lat życia .

    Katarzyna S.: niektórzy nawet przez całe życie nie mają fajnie. Spójrzcie choćby na księcia

    Karola E.: najmłodszego wnuka królowej Wiktorii…

    Ola Zaprutko-Janicka: Nie trzeba szukać daleko od bohatera artykułu jego stryjek, najjaśniejszy pan Franciszek Józef też nie miał lekko. Malutka córeczka mu umarła, syn palnął sobie w łeb i wywołał paskudny skandal, a żonę mu zamordowali. Ideał życia rodzinnego to to nie był.

    Bolesław B.: i rośli zwyrodnialcy, oderwani od rzeczywistości, nie tylko na tym dworze

    Ola Zaprutko-Janicka: z tym oderwaniem od rzeczywistości to bym nie przesadzała. po prostu inna była rzeczywistość i codzienność dla arystokraty, inna dla kuca, a jeszcze inna dla prostego chłopa.

  3. Anna D.: Akurat kwestia, gdzie dana osoba się wychowywała nie ma, jak sądzę większego znaczenia. Oczywiście, wymagania odnośnie syna szlachcica bądź następcy tronu były zdecydowanie różne od tych, którym podlegali synowie kupców bądź chłopów. Co nie zmienia faktu, że również synowie kupców lekko nie mieli (od młodych lat pomagać ojcu trzeba było, zapewne wkuwać rachunki także), nie mówiąc już o dzieciach chłopskich (nie było swawoli na łączkach, biegnących baranków, sielanki, lecz ciężka praca na polu). Generalnie rzecz ujmując, czy byłeś synem księcia, czy chłopa, to swoje bolączki miałeś. Jak i obecnie ^^” A z tym wychowywaniem automatów do rządzenia to bym tak nie przesadzała, Pani Ludmiło. Przynależność do wyższej sfery społecznej zobowiązywała nawet jeśli w perspektywie nie miało się rządzenia państwem. A znieczulenie? Nie wiem, czy można mówić o znieczuleniu, skoro tak naprawdę synowie i córki władców tak naprawdę nie mieli pojęcia, jak wygląda inne życie, poza tym, które przeżywali. Skoro zaś nie wiedzieli, to jak niby mieli by czuć się z tym źle? W czasach głębokiego średniowiecza wręcz bardzo popularne było twierdzenie pana możnowładcy, że podlegli mu chłopi powinni być mu wdzięczni, gdyż pozwala im pracować. To po prostu kwestia mentalności danych

    Ludmiła M.: automaty do rządzenia się wychowało-to by tłumaczyło ich znieczulenia na cierpienie poddanych i na nowości wolne od tradycji

  4. Owo staranne wykształcenie przynosiło żałosne skutki. Mianowany w dzieciństwie pułkownikiem Franciszek Józef umiał tyle, że jeździł konno i „dobrze mu było w mundurze”. Wychowany bez rówieśników nie umiał funkcjonować w grupie, nikomu nie ufał i wszystko robił osobiście. Np obywał się bez Rządu, i nawet nominacje naczelników urzędów pocztowych rozpatrywał osobiście. Pracował kilkanaście godzin dziennie, ale zajmował się wyłącznie drobiazgami. Spraw wagi państwowej nie ogarniał. Jako konserwatysta nienawidził wręcz wszelkich nowinek. Jedyne WC w jego rezydencji zainstalowano przed wizytą królowej Wiktorii. Samochodem jechał tylko raz, zwabiony tam podstępem. Zabronił zainstalowania elektryczności w swoich rezydencjach. Przez długie lata opierał się wprowadzeniu w wojsku karabinów odtylcowych. Był przez podwładnych lubiany, ale tak, jak lubi się niezdarnego safandułę. Może, gdyby otrzymał wykształcenie jak przyszły kupiec, lub inżynier, to cesarstwo mogło przetrwać dłużej, może do dzisiaj, jak Wielka Brytania, ale tam monarcha nie ma nic do gadania.

  5. Pani Aleksandro, staram się zrozumieć, że liczy się chwytliwy tytuł i klikalność. Ale taki artykulik, oparty na tylko jednej książce (!), momentami nawet cytowanej, to jakaś kpina. Zwłaszcza, że autorem jest osoba mieniąca się historykiem.

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

Impotent
średniowieczni władcy często nosili bardzo niepochlebne przydomki? Król Kastylii Henryk IV Bezsilny zawdzięczał swe miano zerowemu zainteresowaniu żoną, która narodziny trójki dzieci zawdzięczała zaangażowaniu kochanków…

Dywizjon_303_in_color
brytyjscy piloci myśliwców, by podrywać kobiety, podszywali się pod Polaków? Polscy piloci mieli takie powodzenie u płci pięknej, że ich angielscy koledzy musieli nosić naszywki „Poland” na mundurach, by zdobywać serca dam.

Elzbieta
podejrzewano Elżbietę I o bycie… mężczyzną? Według te teorii pod ciężkim makijażem ukrywała zarost, a olbrzymie kołnierze maskowały jabłko Adama.