Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Włoski mafioso na wojnie w Wietnamie

Żeby całymi dniami pełznąć w błocie i tropić wroga trzeba było być albo bardzo silnym psychicznie, albo bardzo szalonym. Na wojnę w Wietnamie wyruszyli przeróżni ludzie. Młodzi farmerzy, cwaniaczki z miasta, synowie imigrantów i chłopaki z liceów. Wielu nie wróciło, a niejeden robił tam rzeczy, które prześladowały go potem w koszmarach. Ale to tylko jedna strona medalu. Tuż obok byli zrehabilitowani skazańcy i ludzie niezrównoważeni psychicznie, którzy całkiem nieźle sobie poczynali…

Dla Jona Riccobono wojna w Wietnamie zaczęła się na ulicach Nowego Jorku. Tak jak ojciec był członkiem włoskiej mafii, ale pozwolił sobie na nieostrożność i trafił do aresztu na White Street na Manhattanie, do tak zwanego „Grobowca”. Dopiero tam od hipisów i czarnoskórych muzułmanów usłyszał o konflikcie, który miał zmienić jego życie.

Kiedy wojskowi rekruterzy pojawili się w areszcie i chcieli namówić go do zaciągnięcia się, odmówił. Do zmiany zdania skłoniła go dopiero informacja od „rodziny” o tym, że w Nowym Jorku jest spalony w połączeniu z perspektywą wyczyszczenia kartoteki przestępczej w podzięce za służbę ojczyźnie.

John Rambo miał skuteczność uzbrojonej po zęby dywizji piechoty i wyraz twarzy, który sprawiał, że krew ścinała się w żyłach. Czyżby scenarzystów filmu zainspirowali psychopaci służący w amerykańskich LRRP?

John Rambo miał skuteczność uzbrojonej po zęby dywizji piechoty i wyraz twarzy, który sprawiał, że krew ścinała się w żyłach. Czyżby scenarzystów filmu zainspirowali psychopaci służący w amerykańskich LRRP?

Zamiast wyroku dostał więc mundur i podobnie jak wielu innych przeszedł podstawowe szkolenie w bazie nasuwającej mu na myśl więzienie o złagodzonym rygorze. Następnie zgłosił się na ochotnika na szkolenie zaawansowane i w końcu ruszył do Wietnamu. Nad chłopakami z przedmieścia i gościami z farm miał sporą przewagę – jako gangster z wielkiego miasta cieszył się silną psychiką, a i przemoc nie była mu obca.

Kiedy samolot z Jonem i innymi rekrutami wylądował w Wietnamie, akurat ładowano czarne worki z ciałami zabitych i wysyłano je w drogę powrotną do domu. Riccobono mógł liczyć na bardzo podobny los, bo przydzielono go do LRRP – Patrolu Rozpoznawczego Dalekiego Zasięgu, który trafniej można by określić mianem oddziału samobójców. US Army podobno wzięła pomysł na LRRP od Australijczyków i zaadaptowała na własne potrzeby.

Upał, wszechobecne robactwo i żołnierze wroga czający się za każdym krzakiem. Takie były realia wietnamskiego koszmaru (źródło: domena publiczna).

Upał, wszechobecne robactwo i żołnierze wroga czający się za każdym krzakiem. Takie były realia wietnamskiego koszmaru (źródło: domena publiczna).

Kiedy Jon był w Wietnamie, nadal testowano ten rodzaj jednostki i dowódcy wysyłali kilkuosobowe patrole na najbardziej niebezpieczne misje. LRRP organizowały zasadzki, działały na tyłach wroga i eliminowały jego dowódców (wedle twierdzenia, że pozbawieni oficerów żołnierze Wietkongu będą jak dzieci we mgle) oraz zdobywały ważne dane wywiadowcze. A tym, co najlepiej obrazuje ich zdolności bojowe, jest fakt, że na jednego zabitego członka jednostki przypadało średnio 300-400 uśmierconych Wietnamczyków.

Czy wiesz, że ...

...poeta francuski Paul Eluard był tak dumny ze swojej pięknej żony, że nosił w portfelu jej nagie zdjęcia, które pokazywał swoim rozmówcom?

...Elena Ceaușescu chciała Nobla z chemii chociaż nie skończyła czterech klas podstawówki? Żona rumuńskiego dyktatora robiła międzynarodową "karierę" naukową. Wszystko dzięki temu, że podpisywała się pod pracami, których treści nawet nie rozumiała. Część z nich wykradał na Zachodzie rumuński wywiad.

...Władimir Putin pierwsze polityczne szlify zdobywał u boku mera Petersburga, Anatolija Sobczaka? Do jego obowiązków należało między innymi sprowadzanie żywności zza granicy w zamian za drewno i inne surowce. W tym okresie z budżetu miasta zniknęły 34 miliony dolarów, a żywność i tak nie dotarła do potrzebujących.

...Aleksander Kwaśniewski, zwiedzając destylarnię w Erewaniu, dał się namówić na wystąpienie w roli... odważnika. A że wyglądał akurat wyjątkowo dobrze, okazało się, że zanim udało się go zrównoważyć, na szali trzeba było położyć dobre sześć kartonów dwudziestoletniego koniaku.

Komentarze (3)

  1. Redakcja Odpowiedz

    Wybrane komentarze do artykułu w serwisie wykop.pl (http://www.wykop.pl/link/1244827/wloski-mafioso-na-wojnie-w-wietnamie/):

    SGajusz:
    Ciekawe, aż rozejrzę się za książką ;)

    mage:
    Ogólnie działania zarówno jednej jak i drugiej strony niewiele miały wspólnego z cywilizowanym światem.
    Masaskra w My Lai – jedna z najbardziej nagłośnionych.
    Myślę że te oddziały to był czubek góry lodowej, Agent Orange zbiera tam żniwo może nawet i do dziś.

    RT_NR:
    Mimo wszystko nie porównywałbym Amerykanów z komuchami. Masakra w My Lai pod względem liczby ofiar, jest niczym w porównaniu do masakry w Hue, która niestety nie została należycie nagłośniona.

    hasser:
    Bohater artykułu jest tez bohaterem bardzo ciekawego filmu dokumentalnego „Kokainowi kowboje”, który polecam. Film opowiada o środowisku handlarzy i przemytników kokainy w Miami do których należał właśnie John

    Gh0st:
    Kiedyś uważałem „Kokainowych kowbojów” za świetny dokument, ale ten artykuł pokazuje jaki jest ubogi. Tam Jon Roberts (Riccobono) przedstawiony jako zwykły handlarz, który trzymał się z dala od kłopotów. Jakoś im umknęła historia o jego przygodzie z Wietnamu.

    arczer:
    „kiedy czyścisz jakieś pomieszczenie, nadepnij każdemu na oczodół, żeby upewnić się, że nie udaje martwego”

    Praktyczne porady dla firm sprzątających biura

    hasser:

    300-400 zabitych przez jednego żołnierza?

    @WalSzary: Nie przez jednego żołnierza ale na jednego martwego żołnierza przypadało 300-400 z drugiej strony. Jak by ich było np.: 300 i stracili tylko jednego żołnierza to wtedy średnio jeden żołnierz zabił jednego wroga.

    trekkers:
    Jona Robertsa znam z „Cocaine Cowboys”, podobno miał powstać film o jego życiu ale chyba nic z tego. Szkoda, że nie dawno mu się zmarło.

    GOHAN:
    Pffff… Michael Corleone tez byl na wojnie :/

  2. Anonim Odpowiedz

    Przedstawia lerpsów jako bandę psychopatów. A to nieprawda- Rangers (w 1968 przekształcono LRRP w obecny 75 pułk Rangers) to sprawni i myślący ludzie, nie mogli sobie pozwolić na takie patologię. Tym bardziej współpracując z zielonymi beretami (specjalistami od współpracy z miejscową ludnością) -z którymi ich nie mieszano jak tu przedstawiono., To dwie różne formację.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.