Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Garstka przeciw tysiącom. Powstanie jeńców w Badaberze

Mudżahedini z ugrupowania Jamaat-e-Islami, które miało w Badaberze swój ośrodek szkoleniowy (fot. Erwin Franzen, CC BY-SA 3.0).

Mudżahedini z ugrupowania Jamaat-e-Islami, które miało w Badaberze swój ośrodek szkoleniowy (fot. Erwin Franzen, CC BY-SA 3.0).

27 kwietnia 1985 r. amerykańskie satelity szpiegowskie zanotowały potężną eksplozję nieopodal pakistańskiego miasta Peszawar. To co początkowo wzięto za próbną detonację bomby atomowej, okazało się w rzeczywistości ostatnim aktem tragedii, która miała stać się jednym z symboli sowieckiej inwazji na Afganistan…

Szybko ustalono, że wybuch nastąpił w miejscowości Badaber. Przed laty była ona siedzibą tajnej stacji nasłuchowej wywiadu lotnictwa Stanów Zjednoczonych – to stamtąd startowały samoloty U2 na swe misje szpiegowskie nad terytorium ZSRR. Teraz jednak Badaber pełnił zupełnie inną rolę. Znajdowała się tam baza treningowa mudżahedinów Burhanuddina Rabbaniego, walczących z Armią Radziecką, która w 1979 r. najechała Afganistan. W miejscowej twierdzy ulokowany był też duży skład broni i amunicji oraz więzienie, w którym przetrzymywano wziętych do niewoli radzieckich żołnierzy i promoskiewskich Afgańczyków.

Powstanie w Badaberze

Pierwsi spośród nich trafili do tego miejsca już w 1983 r. Dwa lata później więziono tam około dwudziestu Sowietów oraz czterdziestu Afgańczyków wiernych rządowi w Kabulu – żołnierzy i policjantów. Przetrzymywani nie mieli rzecz jasna łatwego życia. Jeńców wykorzystywano do wręcz niewolniczej pracy w kamieniołomach oraz magazynie amunicji. Ponadto, jak pisze Rodric Braithwaite, autor książki „Afgańcy. Ostatnia wojna imperium”:

niemuzułmanom nadawano muzułmańskie nazwiska niejako w przygotowaniu do ich nawrócenia się. Strażnicy używali tylko tych właśnie nazwisk, a od jeńców wymagano, żeby również ich używali, zwracając się do siebie nawzajem.

Jeńcy pracowali od świtu do zmierzchu w kamieniołomie - kadr z filmu "Mjatież w Prieispodniej".

Jeńcy pracowali od świtu do zmierzchu w kamieniołomie – kadr z filmu „Mjatież w Prieispodniej”.

Takie traktowanie przynosiło dokładnie przeciwne rezultaty od zamierzonych: skazańcy coraz bardziej i bardziej pałali żądzą odwetu. W końcu, na wiosnę 1985 r., postanowili zorganizować powstanie, które miało pozwolić im uciec z więzienia. Gdyby się to udało zamierzali dotrzeć do pozycji zajmowanych przez Armię Radziecką.

Wszystko zostało dokładnie zaplanowane. Całą akcję więźniowie rozpoczęli w piątkowe popołudnie 26 kwietnia. Termin nie był przypadkowy: właśnie wtedy większość mudżahedinów uczestniczyła w modlitwie na placu apelowym. Na warcie pozostało tylko dwóch, którzy około godziny osiemnastej zostali szybko obezwładnieni przez potężnie zbudowanego Ukraińca Wiktora Duchowczenko. Następnie buntownicy włamali się do magazynu broni i zajęli strategiczne punkty twierdzy. Niestety, w wyniku zdrady jednego z Afgańczyków, o całej rebelii szybko dowiedzieli się pozostali strażnicy.

To tutaj rozegrał się bunt, który stał się jednym z symboli sowieckiej inwazji na Afganistan

To tutaj rozegrał się bunt, który stał się jednym z symboli sowieckiej inwazji na Afganistan

W tej sytuacji więźniowie zabarykadowali się w magazynie broni, przygotowując się do obrony. Na dachu rozstawili ciężkie karabiny maszynowe i moździerze. Tymczasem pod twierdzę podciągnęły dodatkowe oddziały mudżahedinów oraz jednostki regularnej armii pakistańskiej. Łącznie ponad trzy tysiące ludzi z ciężkim sprzętem!

Z marszu jednostki te przypuściły atak na pozycje buntowników, jednakże spotkały się z silnym ostrzałem i poniosły ciężkie straty, co zmusiło dowodzącego nimi Rabbaniego do zmiany taktyki. Obiecał obrońcom darowanie życia, jeżeli ci się poddadzą. Z kolei oni, jak pisze Braithwaite:

domagali się, aby umożliwiono im spotkanie z ambasadorami Związku Sowieckiego i Afganistanu oraz przedstawicielem Czerwonego Krzyża. Zagrozili, że jeśli ich żądania nie zostaną spełnione, wysadzą w powietrze magazyn z bronią

Na to Rabbani nie mógł, ani tym bardziej nie chciał się zgodzić, dlatego kategorycznie odrzucił żądania. Wiedział zresztą, że buntowników jest kilkudziesięciu, a jego ludzi – niemal  sto razy więcej! Przy tej okazji niewiele zabrakło, aby przywódca mudżahedinów pożegnał się z życiem, gdy rakieta wystrzeloną przez buntowników minęła go dosłownie o włos – kilku jego ochroniarzy zostało poważnie rannych.

W związku z odmową złożenia broni przez byłych już jeńców,  siły mudżahedinów oraz Pakistańczycy całą noc zawzięcie szturmowali więzienie. Wciąż bez skutku. Przełom nastąpił dopiero rano 27 kwietnia. Wtedy to przystąpiono do: zmasowanego ataku na twierdzę przy wsparciu artylerii rakietowej, czołgów i helikopterów.

Artykuł porusza następujące tematy:

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Komentarze (5)

  1. Członek redakcji | Autor publikacji | Redakcja Odpowiedz

    Wybrane komentarze do artykułu z naszego profilu na Fb http://www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne:

    Anna W.: Jak dokładnie zgnineli Sowieci? Czy popełnili honorowe samobójstwo wysadzjąc skład broni (tak jak zapowiadali na początku negocjacji) czy też do ekplozji doszło w wynku ataku mudżahedinów?

    Waldemar K.: Rosjanin potrafi. A swój gniew i determinacje czerpali z serialu :Przygody pana Michała.

    Rafał Kuzak: @Anna W. Są różne wersje, jedne mówią, że skład został wysadzony przez obrońców, inne z kolei, że był to przypadkowa eksplozja.

  2. Ciotka Odpowiedz

    I tak sobie Amerykanie rekami Pakistanczykow wychowali nie tylko bin Laddena, ale i Talibow.
    I maja teraz kogo zwalczac.
    Malo tego: dolozyli sobie cale Bractwo Muzulmanskie dzieki „Arabskiej Wiosnie”.
    Szczesliwie Polak tego nie widzi i Wielkiego Brata wesprze.:)

  3. MR. INCOGNITO Odpowiedz

    JAK UCZY HISTORIA AFGANCZYCY ZAWSZE POTRAFILI SIE BIC…NAS TO NIC NIE NAUCZYLO BO POJECHALISMY TAM BEZ ZAPROSZENIA…MAMY JUZ DOBRA NAUCZKE NA PRZYSZLOSC…MR.INCOGNITO

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.