Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Drapanie masztu i zamiatanie nieba, czyli XIX-wieczne marynarskie czary

SMS Seeadler, którym dowodził Felix von Luckner.Hej, ha kolejkę nalej! Hej, ha kielichy wznieście! To zrobi doskonale morskim opowieściom. Bo przecież żeby morskie historie miały rację bytu, musi być rum i wiatr w żaglach. Tego pierwszego na porządnym okręcie nigdy nie zabraknie, ale z drugim to już bywa różnie. Oto kilka marynarskich sposobów na przywołanie konkretnego podmuchu.

W dzisiejszych czasach jest łatwiej, bo niemal wszystkie statki pływające po pełnym morzu dysponują napędem niezależnym od siły wiatru. Drzewiej różnie rzecz się miała. Czasami statek dryfował tygodniami przy kompletnej ciszy. Najgorzej gdy był to rejs powrotny – marynarzom niemiłosiernie dłużył się czas na morzu, a serce rwało się na suchy ląd, prościutko do portowej tawerny lub w ramiona stęsknionej ukochanej.

W czasie zbyt długiej ciszy, kapitana i załogę zaczynała brać – że też ujmę sprawę dosadnie – cholera. Z każdym dniem opóźnienia malał zysk z rejsu i zapas prowiantu, a morale leciało na łeb, na szyję. Żeby zażegnać kryzys, kapitan zaczynał odprawiać marynarskie „czary”. Jak to dokładnie przebiegało dowiedzieć się możemy oczywiście ze wspomnień samych marynarzy. Przykładem takich opowieści o życiu na okręcie jest książka „Diabeł morski. Przygody mojego życia” autorstwa Felixa von Lucknera, pierwotnie wydana w Lipsku (1921), a jakiś czas temu przełożona na język polski. Autor wspomnień, który przeszedł wszystkie szczeble żeglarskiej kariery, od popychadła szorującego wychodki do kapitana żaglowca, przytacza cale mnóstwo anegdotek, które u szczurów lądowych mogą wywołać niemałe rozbawienie.

Hokus-pokus na pełnym morzu

Felix von Luckner we własnej osobie.

Felix von Luckner we własnej osobie.

Znacie historię o Jonaszu? Tym, co to sprowadził na statek gniew Jahwe i przez niego morze się rozszalało? Marynarze go ciach za burtę i było po problemie (a nieszczęsny prorok wylądował na dnie wielorybiego brzucha). Na szczęście pod tym względem wiek XIX był nieco bardziej humanitarny i „Jonasze” nie lądowali  w wodzie.

Kiedy przez kilka dni na morzu panowała cisza, zaczynało się poszukiwanie odpowiednika biblijnego Jonasza na pokładzie statku. Sprawca nieszczęść miał zaiste przekichane. Najczęściej padało na sternika – bo jak wiadomo właśnie sternik przegania wiatr. Kapitan wytykał człowiekowi stojącemu przy sterze wszystko, co mu tylko ślina na język przyniosła i trwał w przekonaniu, że dokąd ten jegomość będzie dzierżył koło, dotąd wiatr nie nadejdzie. Kiedy już kapitański gniew został wyładowany, trzeba było myśleć: co dalej?

W końcu kapitan zdejmuje czapkę, depcze ją ze złości i bywa, że w desperacji zaczyna gwizdać. Na pokładzie żaglowca jest to surowo zabronione, ponieważ oznacza przywoływanie sztormu. Potem woła chłopca okrętowego i każe mu drapać maszt, bo to także sprzyja nadejściu wiatru. A kiedy cisza trwa nadal, wyrzuca kajutowego na pokład, po czym wciska mu w rękę miotłę z rozkazem usadowienia sie na topie masztu i zamiatania nieba. Koniec końców sam bierze stare spodnie albo stary but i wyrzuca za burtę. Potem kapitan siada na chwilę w swojej kajucie w nadziei, że wreszcie zacznie wiać.

Nie da się ukryć, że te wielce ciekawe i wybitnie „naukowe” sposoby przywoływania wiatru nieraz na nic się zdawały, a na koniec… i tak obrywało się sternikowi.

Artykuł powstał na podstawie wspomnień Lucknera wydanych w 2009 roku przez Finnę.

Artykuł powstał na podstawie wspomnień Lucknera wydanych w 2009 roku przez Finnę.

Cóż, kiedy kapitan wychodził ze swej kajuty, a na morzu nadal panowała przeklęta cisza, gromy znów spadały na jegomościa stojącego u steru. Rozeźlony kapitan przepędzał krzywo uśmiechniętego „Jonasza” i stawiał na jego miejscu kogoś innego. W opowieści Felixa von Lucknera miejsce „oddelegowanego” zajął marynarz imieniem Jan. Kapitan zwrócił się do nowo mianowanego sternika tymi słowy: No Jan, z ciebie to porządny chłop, dopilnuj żeby przyszedł wiatr, ty przecież masz dobre układy ze świętym Piotrem. Jak łatwo się domyślić, kapitan zdrowo się niecierpliwił i krążył po pokładzie, aż wreszcie poczuł delikatny powiew wiatru. Koniec końców Jan za „sprowadzenie wiatru” dostał pół funta tytoniu (czyli w przybliżeniu ćwierć kilograma).

Nie sposób rozstrzygnąć, jaki wpływ na pogodę miały marynarskie czary-mary przyzywające wiatr. Wiadomo jedno – marynarze wierzyli w ich skuteczność, co podnosiło ich morale. Luckner w swoich wspomnieniach pisze o tym bez krztyny ironii, co oznacza, że albo w te obrzędy wierzył albo szanował wiarę swoich kolegów. Swoją drogą, ciekawe jak wyglądało owo zaklinanie na pokładach innych statków? Na przykład polskich?

Źródła:

Felix von Luckner, Diabeł morski. Przygody mojego życia, Finna, Gdańsk 2009 (zobacz książkę na stronie wydawnictwa).

Kup ciekawą książkę (dużo taniej niż inni):

Artykuł porusza następujące tematy:

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Komentarze (11)

  1. Frank Odpowiedz

    Co do drapania masztu to warto wspomnieć, że drapie się tą stronę masztu, z której chce się wiatr. (to tak na wszelki wypadek, coby się nikt nie pomylił, jak będzie drapał ;))

  2. Seeadler Odpowiedz

    Jako ciekawostkę dodam, że zdjęcie, które rozpoczyna artykuł, przedstawia niemiecki żaglowiec SMS Seeadler, który używany był jako okręt wojenny jeszcze w czasach I wojny światowej! (14 zatopień)

  3. Slawek Szczukowski Odpowiedz

    Dzien dobry. Mija czas a niewielu tu zaglada by poczytac starsze artykuly. Chcialbym powiedziec, ze historia zeglugi do XIX wieku jest zupelnie inna niz wspolczesnej. Osobiscie sam zajmuje sie zegluga i obserwuje co dzieje sie obecnie. Moje zapatrywania sa odmienne od stereotypow. Chodzi o to, iz nie mozna obecnie mylic yachtingu oraz marynarki wojennej z zegluga typowo handlowa. Opowiesci o piratach, z kolei, to opis kryminalnej dzialanosci. Nie mozna tego gloryfikowac. Piractwo to tragedia ludzkosci. Jezeli panstwo sa zainteresowani moge przeslac pewien tekst. Na razie nie rozpisuje sie dalej.

    Serdecznie pozdrawiam

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.