Od wieków rozgrzewają erotyczne fantazje. Ich dzieje skrywają się pod płaszczykiem udawanej wstydliwości. Różniły się budową i kształtem, ale wszystkie miały na celu zapobiec wrodzonej "chutliwości" pań. Ile cierpień przyniosły kobietom? Jak bardzo były uwłaczające? Zobaczcie sami przegląd stróżów czystości.
Pasy cnoty mają długą historią, ale trudno dokładnie ustalić, kiedy zaczęto ich używać. Według mitologii greckiej pierwsze żelazne majtki wykuł Hefajstos dla swej niewiernej żony Afrodyty, która zdradziła go z jego bratem Aresem. Ze względu na ten mit urządzenie to nazywa się czasem podwiązką Wenus.
Początki używania w prawdziwym życiu pasów cnoty datuje się zwykle na okres krucjat. Jedni badacze dowodzą, że wyruszający z krzyżem mężczyźni tak zabezpieczali dostęp do swych żon, inni – że ustrojstwo przywieziono do Europy z Ziemi Świętej i stąd jego alternatywna nazwa: opaska syryjska. Nie mamy jednak żadnych mocnych dowodów na to, że były w użyciu w XII wieku.
Według niektórych znawców tematu pierwszy pas cnoty sporządzono na przełomie XIII i XIV wieku w Padwie. Pomysłodawcą miał być Francesco da Carrara, pan miasta, który przygotował żelazne majtki dla zabezpieczenia dostępu do swej żony. Jednak nie przetrwało o nich do dziś nic poza legendą.
Najstarszy znany rysunek pasa cnoty pochodzi z podręcznika sztuki wojennej. Choć rękopis „Bellifortis” z około 1405 roku dotyczył sposobów toczenia wojen, znalazła się też w nim powyższa rycina. Opatrzono ją jedynie krótkim opisem: Zapinany z przodu pas z hartowanej stali przez niewiasty florenckie noszony. Autor nie wspomina jednak, jak zdobyć taką twierdzę…
Najstarsze pasy cnoty, jakie przetrwały do naszych czasów, pochodzą z przełomu XVI i XVII wieku. Wiele z egzemplarzy tego stróża czystości, znajdujących się w europejskich muzeach, to XIX-wieczne falsyfikaty. Nieraz okazywało się też, że urządzenie brane za pas cnoty miało inne przeznaczenie, na przykład służyło jako kaganiec dla psów.
Nic dziwnego, że powyższy zabytkowy egzemplarz pochodzi z Wenecji – to właśnie mieszkanki Półwyspu Apenińskiego i Iberyjskiego najczęściej padały ofiarami opasek syryjskich. W przekonaniu ludzi renesansu, mieszkanki Południa Europy potrzebowały dodatkowego zabezpieczenia z powodu dużych rozmiarów ich szczeliny. Mieszkanki Północy mogły mniej obawiać się zakucia, gdyż chłód zamyka im owe narządy.
Pasy, które przetrwały do naszych czasów, mają ten sam zasadniczy wzór. Składają się z opaski na biodra powyżej nerek, uformowanej z łączonych żelazem pasów. Od niej odchodziła metalowa (rzadziej skórzana) giętka taśma, przebiegająca między udami. Z przodu znajdowała się w niej szczelina, a z tyłu – otwór.
Umocowana na pasie kłódka stanowiła istotną część konstrukcji. Sekret zatrzasku bądź klucz posiadał co do zasady jedynie małżonek nosicielki pasa. Zabierał go ze sobą w długie podróże i na wojny, aby w tym czasie małżonka przypadkiem nie zabawiała się z kim innym. A co ważniejsze: by nie zaszła w ciążę.
Samo zabezpieczenie waginy nie wystarczało. Przekonani o chutliwości i pomysłowości kobiecej mężowie otwory i szczeliny w pasie cnoty otaczali ostrymi zębami. Potrafiły one skaleczyć lub nawet zmiażdżyć włożony weń członek. Skutecznie odstraszały więc każdego zatroskanego o swe przyrodzenie amanta. Zabezpieczały też przed wsunięciem jakiejkolwiek innej części ciała.
Z czasem zamiast przerażających zębów zaczęto montować w opaskach syryjskich bardziej subtelne, a równie skuteczne, strzałki z kości słoniowej. Przechodziły one między wargami sromowymi. I także zapewniały, że nic nie przedostanie się do kobiecej szczeliny.
Z czasem toporne pasy przekształciły się w rzemieślnicze cacka. Zaczęto dbać o ich zdobienie i o wygodę użytkowniczki. Kowalska dotychczas robota stała się dziełem niemal jubilerskim. Pasy grawerowano na powierzchni, zdobiono złotymi i srebrnymi ornamentami. Wnętrze obijano dla miękkości atłasem lub jedwabiem.
W pochodzących z XVII wieku „Dialogach”, rzekomo napisanych przez Luisę Sigei, znajduje się opis łaskawego męża, który opasuje biodra żony jedwabiem zszytym na miarę. Postanowił też dorobić złote łańcuszki, i przygotować zamek i siatkę wysadzane drogimi kamieniami. To małe dzieło sztuki miało poświadczać, że mąż wcale żony nie krzywdzi, a wręcz składa jej hołd.
„Troskliwi” mężowie dbali nawet o to, by urozmaicić wygląd otworów. Dlatego często tylna dziurę miała kształt… serduszka. W niczym nie zmieniało to trudnego położenia kobiety. Metal wbijał się w skórę i ją ranił, a podczas spania urządzenie uciskało ciało, sprawiając potworny ból. Poza tymi niewygodami w pasie cnoty palącym problemem było utrzymanie higieny intymnej.
Na krew miesięczną rzecz jasna osobnej dziurki nie było (co do zasady miała wyciekać szparą na mocz). Niezbyt wielkie otwory wymagały pewnej „wprawy”, by wszystko wydalić poza nie. Nawet jeśli udawało się nie pozostawić fekalnego, cuchnącego osadu po wewnętrznej stronie pasa, jakiekolwiek podtarcie czy mycie było wykluczone. Szczególnie, że przy pasie wyposażonym w zęby można było je przypłacić poranieniem palców.
W związku z ranami, jakie powodowało noszenie pasów cnoty, odbyło się kilka spraw sądowych. Jedna z nich rozegrała się w Danii. Zazdrosny mąż zamknął żonę w pas cnoty. Przez miesiąc kobieta znosiła ból. W końcu zainterweniowali jej przyjaciele. Mąż kobiety został wezwany przed sąd, który skazał go na banicję za okrutne traktowanie żony.
W XVIII wieku mieszkanka południowej Francji wniosła do sądu skargę na męża, który osłonił jej części intymne pantalonami pokrytymi siatką z drutów mosiężnych połączonych szwami. Następnie zalakował osłonę i wyposażył ją w zamek. Pas cnoty wykonał własnoręcznie, wykorzystując do tego starą kolczugę. Zmusił żonę, by nosiła ten strój pod jego nieobecność, podczas ciąży.
XVIII-wieczna logika, wyrażona w „Dialogach” Luisy Sigei, naprawdę napisanych przez adwokata Nicolasa Choriera, zachęca żony do dobrowolnego poddawania się zakuciu. Bo przecież jeśli kobieta jest cnotliwa, pas nie będzie jej przeszkadzał. W przeciwnym zaś wypadku mąż wyświadcza jej przysługę, ratując jej cnotę.
Nawet Wolter miał okazję zetknąć się osobiście w swych miłosnych podbojach z pasem cnoty. Jak pisał, jeszcze jako rozpalony młodzian: Twój mąż i despota do twych powabów zatrzasnął mi wrota. Dziś triumfalnie pióra starcze stroszy, klucz w rękach ściska do naszej rozkoszy. Myśliciel zamykanie dostępu do wrót rozkoszy uważał za niedopuszczalne.
Jeszcze nie tak dawno, w 1892 roku, Francuz nazwiskiem Hufferte uwiódł młodą dziewczynę, a następnie stał się o nią tak zazdrosny, że ubrał ją w pas cnoty. Nie wiemy, jak dokładnie ta sprawa się skończyła, lecz gazety z tego okresu publikowały czasem reklamy takich przyrządów.
Nawet w XX wieku zdarzało się używanie pasów cnoty. W 1932 roku pewien mieszkaniec Batavii w stanie Nowy Jork namówił żonę do noszenia pasa przez trzy miesiące. Czternaście lat później William Truaz z Atlantic City w stanie New Jersey, na co dzień stolarz, w wolnym czasie prowadził manufakturę stalowych pasów cnoty.
Pasy cnoty w sztuce stały się prędko motywem służącym do drwin z naiwności męskiej. Taki cel miały powyższy rysunek satyryczny. W centralnej scenie żona przekazuje mężowi, wyjeżdżającemu w daleką podróż, klucz do pasa. Okazuje tym samym uległość, wierność i pogodzenie z losem. Czy aby na pewno?
Kiedy lepiej się przyjrzymy, zauważymy, że staruszka w tle posiada kopię klucza… Towarzyszy jej młody, elegancki mężczyzna. Zdaje się być już naszykowany, by zastąpić małżonka w rozdawaniu pięknej damie uścisków. Całość układa się w satyrę na męża, którego nawet zakucie żony nie chroni przed rogami.
Pas cnoty był wyrazem męskich fantazji. Symbolizował ich roszczenia do władzy i wyłączności nad ciałem małżonki. Przy okazji potwierdzał przekonanie o wrodzonej kobiecej rozwiązłości. W końcu panie zdolne były nie tylko do zwykłej zdrady, ale też masturbacji, kontaktów lesbijskich i zoofilii.
Uwodzicielskie z natury niewiasty miały bowiem mieć „otwarte” przyrodzenie, do którego mogła wejść każda rzecz i stworzenie. Mężczyźni czuli potrzebę zakorkowania, przynajmniej w wyobraźni, tej szczeliny. A filozofowie i teologowie podsycali tylko te niepokoje.
Pasy cnoty widywało się wyjątkowo rzadko. Istniały naprawdę, ale o wiele częściej występowały w literaturze i wyobraźni ludu. Tylko najokrutniejsi i najbardziej opętani wizją niewierności mężowie zmuszali żony do noszenia tych przyrządów. Jedynie kilka setek Europejek musiało dźwigać to nieszczęsne brzemię. Skrępowanie, niewygoda, upokorzenia a nierzadko bolesne otarcia – oto straszna cena gwarancji wyłączności w dostępie do ich ciała.
Pasy nie miały wiele wspólnego z pozytywnym aspektem czystości, za to wiele z podwójną moralnością i koncepcją męskiej dominacji nad ciałem kobiety. Ten pancerz nałożony na genitalia był groźbą nieustannie wiszącą nad kobietami. Przypominał, że ich obowiązkiem była czystość. Swoboda seksualna zaś stanowiła wyłącznie przywilej mężczyzn.
***
Inspirację i główne źródło opisów stanowiła książka Diane Ducret, Zakazane ciało. Historia męskiej obsesji, Znak Horyzont 2016. Pomocniczo wykorzystane zostały również:
- Elizabeth Abbot, Historia celibatu, Wydawnictwo Dolnośląskie 2003.
- Guy Bechtel, Cztery kobiety Boga. Ladacznica, czarownica, święta, głupia gęś, Wyd. Akademickie Dialog 2001.
- Stephen Harris, Bryon L. Grigsby, Misconceptions About the Middle Ages, Routledge 2010.
- Waldemar Kuligowski, Miłość na Zachodzie. Historia antropologiczna, Wyd. Nauk. UAM 2004.
- George Monger, Marriage Customs of the World: An Encyclopedia of Dating Customs and Wedding Traditions, ABC-CLIO 2013.
KOMENTARZE (8)
Trochę inaczej wyglądał w „Robin Hoodzie facetach w rajtuzach ” ;)
Zazdrość to choroba, dziś także OBIE strony małżeństwa potrafią wymyślić najdziwniejsze rzeczy żeby uchronić się przed zdradą.
A w jaki sposób zabezpieczano usta.
Nie spotkałam się z takim zabezpieczeniem… zresztą to mogłoby się w krótkim czasie skończyć śmiercią głodową delikwentki…
Byly tez pasy cnoty dla mezczyzn. Czasami kobiety same sie zakuwaly , np. na czas dzialan wojennych, jako ochrona przez gwaltem.
Tą ochronę przed gwałtem w czasie wojny marnie widzę. Z załączonych do artykułu zdjęć wynika, że da się zniszczyć taki pas za pomocą nożyc lub innych przyrządów kowalskich.
Tylko delikwent musiał mieć akurat przy sobie nożyce do cięcia metalu. Zakładam że stanowiło to więc dobre zabezpieczenie przed gwaltem
Si