„Byłoby pięknie iść przez życie razem, zahipnotyzowani naszymi marzeniami” — pisał Pierre Curie do Marii Skłodowskiej latem 1894 roku. Ich uczucie narodziło się między laboratorium a biblioteką, między Warszawą a Paryżem, i stało się fundamentem jednego z najważniejszych naukowych partnerstw XX wieku.
Na początku 1894 roku profesor Lippmann pomógł jej uzyskać zlecenie od Towarzystwa Wspierania Przemysłu Narodowego. Miała badać właściwości magnetyczne kilkudziesięciu rodzajów stali — kwestię o kluczowym znaczeniu dla handlu. Magnesy od prawie tysiąca lat stanowiły niezbędny element kompasów nawigacyjnych. W ostatnim czasie znalazły też szersze zastosowanie w technologii energii elektrycznej. Elektryczność płynąca przez Paryż umożliwiała komunikację telegraficzną, zasilała tramwaje, oświetlała ulice nocą oraz pozwalała na podróżowanie windą w górę i w dół Wieży Eiffla. Współczesne przyrządy były potrzebne do wytwarzania i pomiaru prądu o znacznie wyższym natężeniu, a opierały się one na magnesach jako kluczowym elemencie.
Lippmann zasugerował, że badanie stali mogłoby być odpowiednim tematem na rozprawę doktorską, gdyby mademoiselle zdecydowała się sięgnąć po najwyższy stopień naukowy. Najwyraźniej uważał ją za zdolną do takich osiągnięć. Jednocześnie praca ta zapewniłaby jej niewielkie wynagrodzenie. Świadoma braku doświadczenia, Maria przyjęła propozycję przyjaciela, który pragnął przedstawić ją pewnemu fizykowi. Naukowiec ten miał już solidne doświadczenie w badaniach nad magnetyzmem.
Pierwsze spotkanie
Pierwsze wrażenie Marii o Pierze Curie — „wysokim młodym mężczyźnie o kasztanowych włosach i dużych oczach i klarownym spojrzeniu”, który pojawił się u szklanych drzwi — na zawsze utkwiło jej w pamięci. Miał wtedy trzydzieści pięć lat, osiem więcej od niej, choć wydawał się jej młodszy. „Zauważyłam poważny i łagodny wyraz jego twarzy, a także pewną swobodę w postawie, sugerującą marzyciela pogrążonego w swoich rozmyślaniach”. Okazał jej „prostą serdeczność”. Gdy ich rozmowa przeskoczyła z tematów naukowych na ważne dla nich obojga kwestie społeczne i humanitarne, poczuli między sobą nieoczekiwane pokrewieństwo dusz.
fot.Nieznany fotograf – scanned from Helena Skłodowska-Szalay: Ze wspomnień… Nasza Księgarnia, Warsaw, Poland, 1958Władysław Skłodowski oraz, od lewej: Maria, Bronisława, Helena (1890)
Żadne z nich nie szło na to aranżowane spotkanie z zamiarem znalezienia partnera życiowego. Ona doświadczyła wcześniej bólu odrzucenia. On już dawno zrezygnował z bliskości. Jak racjonalizował w notatkach z dziennika spisanych w wieku dwudziestu dwóch lat:
„Kobieta kocha życie dla samego życia o wiele bardziej niż my. Geniusz wśród kobiet to rzadkość. Dlatego gdy my […] poświęcamy wszystkie nasze myśli jakiejś pracy, która oddala nas od najbliższych, to właśnie z kobietami musimy najwięcej się zmagać. Matka pragnie miłości swojego dziecka ponad wszystko, nawet gdyby miała uczynić z niego idiotę. Kochanka również pragnie posiąść swojego ukochanego całkowicie i uznałaby za całkiem naturalne poświęcenie najniezwyklejszego geniuszu na świecie dla odrobiny miłości”.
Do następnego spotkania doszło podczas zebrania Towarzystwa Fizycznego, gdzie Pierre był stałym bywalcem i aktywnym uczestnikiem dyskusji. Niedługo potem wysłał jej na adres laboratorium Lippmanna, gdzie pracowała, egzemplarz swojej niedawnej publikacji na temat symetrii między polami elektrycznym i magnetycznym. Opatrzył go dedykacją: „Dla mademoiselle Sklodowskiej, z szacunkiem i przyjaźnią autora, P. Curie”. „Jakiś czas później” — napisała w swojej autobiograficznej książce — „odwiedził mnie w moim studenckim pokoju i odtąd staliśmy się dobrymi przyjaciółmi”.
Przyciąganie
W języku francuskim słowo aimant oznacza zarówno „magnes”, jak i „kochający”. Miłość stanowi trafną metaforę dla przyciągania się przeciwnych biegunów magnetycznych. Dwie sztabki magnesów przyciągają się, gdy zbliżymy do siebie ich przeciwne bieguny, ale odpychają, kiedy zetkną się te same ich końce. Podobnie jak ludzkie zauroczenie magnetyczne przyciąganie może z czasem słabnąć: choć naukowcy pod koniec XIX wieku podzielili magnesy na „trwałe” i „tymczasowe”, doszli do wniosku, że „trwały magnetyzm” jest prawdopodobnie równie ulotny jak wieczna miłość. Wyrażano nadzieję, że badania przydzielone Marii pozwolą odkryć aspekty produkcji stali, które sprzyjają wytwarzaniu trwałych magnesów.
Od czasów starożytnych hutnicy ogrzewali rudę żelaza w piecach opalanych węglem drzewnym, aby uzyskać nawęglaną stal — metal twardszy i mocniejszy od żelaza, idealny do wyrobu broni i narzędzi. Współcześni francuscy przemysłowcy stosowali nieco odmienne formuły chemiczne, wzbogacając swoje stopy dodatkowymi pierwiastkami, takimi jak chrom i mangan, aby wzmocnić pożądane właściwości stali. Producenci dodatkowo różnicowali swoje wyroby stalowe, dostosowując, poprzez wyżarzanie, hartowanie czy odpuszczanie, metody ogrzewania i chłodzenia materiału. Szczegóły tych praktyk strzegli jako tajemnice handlowe.
fot.Maria z mężem w laboratorium / wikipediaMaria z mężem w laboratorium
Maria otrzymała do badań czterdzieści siedem próbek francuskiej stali. Kilka z nich miało kształt pierścieni, jednak większość stanowiły małe sztabki o długości dwudziestu centymetrów i wysokości jednego centymetra. Jej zadaniem było określenie, które z nich najłatwiej poddają się magnesowaniu i najprawdopodobniej zachowają swoje właściwości magnetyczne przez długie lata. Pierre prowadził własne niezależne badania nad magnetyzmem w szkole, gdzie pracował jako kierownik laboratoriów studenckich. W jednym z projektów wykazał, że materiały takie jak żelazo i nikiel tracą swoje właściwości magnetyczne po podgrzaniu. Skrupulatnie odnotowywał dla każdego z badanych materiałów temperaturę, w której zachodziła ta zmiana. Doskonale znał aparaturę potrzebną do indukowania magnetyzmu w kawałkach stali, co pozwalało mierzyć siłę magnesu — krótko mówiąc, do poddawania magnesów niemal każdemu rodzajowi prób. Chętnie dzielił się tą wiedzą z Marią.
Choć ani Maria, ani Pierre zwykle nie poświęcali wiele czasu na rozrywki, jakoś udawało im się znaleźć okazje, by gdzieś razem wyjść i zrobić coś wspólnie. Pewnego dnia Pierre zabrał Marię na Mi-Careme, karnawał odbywający się w połowie Wielkiego Postu. Tam w tłumie przyjaciele się rozdzielili, a odnaleźli po kilku długich minutach. To zdarzenie wywołało w Pierze niepokój, uświadamiając mu, jak łatwo więzi, które między nimi powstały, mogą się rozerwać. Kiedy zaproponował jej, by poznała jego rodziców, z którymi wciąż mieszkał na przedmieściach Paryża w Sceaux, w pełni rozumiała wagę tego zaproszenia.
Eugene i Sophie-Claire Curie pod względem charakteru przypominali Marii jej własnych rodziców i polubiła ich równie szybko jak Pierre’a. Mimo to nie mogła się zdecydować na małżeństwo z cudzoziemcem. Gdy tylko zakończyła semestr akademicki i otrzymała licenciee es sciences mathematiques — tym razem z drugą lokatą — pośpieszyła do domu, do swojej rodziny.
Latem 1894 roku, ponieważ dzieliło ich półtora tysiąca kilometrów, ona i Pierre regularnie ze sobą korespondowali. „Byłoby pięknie” — napisał do niej w sierpniu — „iść przez życie razem, zahipnotyzowani naszymi marzeniami: twoim marzeniem o ojczyźnie, naszymi marzeniami o ludzkości, naszymi marzeniami o nauce. Ze wszystkich tych marzeń wierzę, że tylko to ostatnie jest uzasadnione”. Wyjaśnił, że jedynie w dziedzinie nauki mogą być pewni, iż przyniesie więcej dobra niż zła. „Ten teren jest bardziej solidny i ewidentny, i choć niewielki, naprawdę należy do nas”.
fot.Benjamin Couprie – Benjamin Couprie / domena publiczna / WikipediaMaria Skłodowska-Curie wśród innych wielkich uczonych początku XX wieku podczas I konferencji Solvayowskiej w Brukseli w 1911 r. (m.in. Wien, Einstein, Maurice de Broglie – brat Louisa de Broglie, Nernst, Planck, Poincaré, Rutherford); pierwszy z prawej: Paul Langevin; drugi z prawej: Albert Einstein
Kilka dni później Pierre wyrażał w liście zmartwienie: „Nie wiem, dlaczego wbiłem sobie do głowy, żeby zatrzymać cię we Francji, skazać na emigrację z twojego kraju i rozłąkę z rodziną, nie mając nic dobrego do zaoferowania w zamian za takie poświęcenie”. Jednocześnie szczerze wierzył, że perspektywy zawodowe dla Marii były prawdopodobnie lepsze w Paryżu niż w Polsce. Jeśli nie chciała go poślubić, może zgodziłaby się zamieszkać z nim jako przyjaciółka? Przy rue Mouffetard dostępne były odpowiednie pokoje, z oknami wychodzącymi na ogród. „To mieszkanie jest podzielone na dwie niezależne części” — dodał.
We wrześniu wysłała Pierre’owi swoje zdjęcie, co sprawiło mu „ogromną” radość. Pokazał je swojemu starszemu bratu Jacques’owi, który był jego partnerem przez lata owocnych badań. Razem wynaleźli i opatentowali wiele instrumentów naukowych, takich jak wagi analityczne i mierniki ładunku elektrycznego. Jacques, profesor mineralogii w Montpellier, uznał, że Maria ma „bardzo zdecydowane spojrzenie, wręcz uparte”.

KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.