Czytała od czwartego roku życia, zachwycała nauczycieli, a rodzinne tragedie przeżywała z niezwykłą wrażliwością. Dzieciństwo Marii Skłodowskiej było dalekie od spokojnego, ale właśnie wtedy kształtował się charakter przyszłej noblistki.
Kobieta znana światu jako „madame Curie” przyszła na świat 7 listopada 1867 roku jako Maria Salomea Skłodowska. Najmłodsza z piątki rodzeństwa, w domu nazywana była Manią, a także zdrobniale Maniusią, a czasem Anciupecio. Miała więcej pieszczotliwych przezwisk niż inne z jej rodzeństwa, ponieważ oprócz tego, że była najmłodsza w rodzinie, była też drobna i nad wiek rozwinięta. Nauczyła się czytać samodzielnie w wieku czterech lat i robiła to z takim zaangażowaniem, że starsze rodzeństwo urządzało sobie zabawę, wymyślając sposoby, by ją rozpraszać.
Dom pełen książek i patriotycznych marzeń
Swoje wczesne zainteresowanie nauką zawdzięczała ojcu, Władysławowi Skłodowskiemu, który uczył matematyki i fizyki w warszawskim gimnazjum dla chłopców. W domu trzymał barometr i inne przyrządy naukowe, zarażając entuzjazmem do nauki syna i cztery córki. Cenił również język i literaturę. Gdy czytał na głos w sobotnie wieczory, często wybierał książkę po angielsku, na przykład Davida Copperfielda Charlesa Dickensa, tłumacząc tekst na bieżąco na polski. Fragmenty po francusku czy niemiecku nie wymagały takiego objaśniania, gdyż dzieci mówiły w kilku językach obcych. Ojciec wpajał im także szczególny szacunek dla poetów opiewających czyny polskich bohaterów.
fot.Tilman2007 – Praca własna / CC BY-SA 4.0Kamienica Łyszkiewicza przy ul. Freta 16 w Warszawie, miejsce urodzenia Marii Skłodowskiej. Od 1967 r. siedziba muzeum noblistki
Jedyną wadą ojca, według rodzinnych opowieści, było jego bezgraniczne oddanie sprawie utraconej polskiej państwowości. Kraj, niegdyś największy w Europie, został stopniowo zagrabiony przez nieprzyjacielskich sąsiadów: Austrię, Prusy i Rosję. W rezultacie do 1795 roku cały obszar znany od dawna jako Polska został podzielony i wchłonięty przez otaczające państwa. Obywatele, którzy nadal uważali się za kulturowo polskich, jednoczyli się, by odzyskać suwerenność, ale narodowe powstania z lat 1830 i 1863 zostały brutalnie stłumione, ich przywódcy powieszeni, a tysiące zwolenników zesłanych na Syberię. Jako dumny Polak uczący w gimnazjum w rządzonej przez Rosjan Warszawie, Skłodowski naraził się na gniew swojego przełożonego, który w rezultacie go zwolnił. Mniej więcej w tym samym czasie niestety patriotyczny profesor zainwestował oszczędności całego życia w przedsięwzięcie swojego szwagra — młyn parowy na wsi — które zakończyło się niepowodzeniem i zrujnowało ich obu.
Śmierć, która zmieniła wszystko
Jeszcze większe nieszczęście spotkało matkę Mani, Bronisławę z Boguskich Skłodowską, która również uczyła w warszawskiej szkole i była dyrektorką prywatnej pensji dla dziewcząt. Kilka lat po urodzeniu piątego dziecka pojawiły się u niej pierwsze objawy gruźlicy — choroby w tamtych czasach równie powszechnej co śmiertelnej. Mimo że drogi zarażenia nie były dobrze rozpoznane, podejmowała wszelkie środki ostrożności, jakie przychodziły jej do głowy, na przykład używała osobnych naczyń. Z obawy przed zarażeniem dzieci musiała przestać je przytulać i całować. Gdy choroba się zaostrzyła, szukała odpoczynku i świeżego powietrza (jedynych dostępnych wówczas konwencjonalnych metod leczenia gruźlicy) w górskich uzdrowiskach w Austrii i południowej Francji, w towarzystwie najstarszej córki, Zofii. Przez dwa lata, począwszy od 1874 roku, Mania cierpiała z powodu przedłużającej się nieobecności tych dwóch ukochanych osób w jej życiu.
Tymczasem koszty opieki nad matką zmuszały rodzinę do przeprowadzek do coraz uboższych mieszkań. Zdesperowany ojciec przyjmował coraz więcej uczniów na stancję. Chłopcy ci spali w pokojach dzieci, zmuszając Manię i jej siostry do przenoszenia się do salonu, gdzie w ciągu dnia przychodzili się uczyć kolejni uczniowie. Z powodu ciągłego przebywania w tak zatłoczonym mieszkaniu dwie starsze córki Skłodowskich, Zofia i Bronia, zachorowały na tyfus. Bronia wyzdrowiała po kilku tygodniach gorączki, ale czternastoletnia Zofia, która tak długo sama opiekowała się chorą matką, zmarła w styczniu 1876 roku. Dwa lata później, w maju 1878 roku, gdy Mania miała dziesięć lat, odeszła również matka.
Przeczytaj także: Bronisława Dłuska – starsza siostra Marii Skłodowskiej-Curie
„Ta katastrofa była pierwszym wielkim cierpieniem w moim życiu i pogrążyła mnie w głębokiej depresji” — wyznała madame Curie kilkadziesiąt lat później w autobiograficznej książce. „Moja matka miała wyjątkową osobowość. Jej potężnemu intelektowi towarzyszyło wielkie serce i bardzo silne poczucie obowiązku. […] Jej wpływ na mnie był niezwykły, ponieważ naturalna miłość małej dziewczynki do matki łączyła się we mnie z pełnym pasji podziwem”.
fot.Nieznany fotograf – scanned from Helena Skłodowska-Szalay: Ze wspomnień… Nasza Księgarnia, Warsaw, Poland, 1958Władysław Skłodowski oraz, od lewej: Maria, Bronisława, Helena (1890)
Po śmierci matki członkowie rodziny jeszcze bardziej się do siebie zbliżyli. Bronia przejęła wiele obowiązków związanych z prowadzeniem domu. Owdowiały ojciec starał się zachowywać rodzinne tradycje, w tym spotkania z krewnymi i przyjaciółmi, które „przynosiły im wszystkim trochę radości”.
Szkoła pod okiem carskich urzędników
Mania rozpoczęła naukę w szkole dla dziewcząt przy ulicy Freta — tej samej, do której uczęszczała jej matka, a później uczyła w niej i ostatecznie nią kierowała. Mania urodziła się przy ulicy Freta, w centrum Warszawy, w mieszkaniu, które przysługiwało jej matce z racji zajmowanego stanowiska. Rodzina opuściła to miejsce w 1868 roku, gdy Mania była jeszcze niemowlęciem. Kiedy dorosła na tyle, by móc wrócić tam jako uczennica pierwszej klasy, ona i jej o rok starsza siostra Helena musiały każdego dnia pokonywać spory dystans ze swojego nowego miejsca zamieszkania przy ulicy Nowolipki, położonego na zachód od centrum miasta, na granicy dzielnicy żydowskiej.
Na początku trzeciej klasy, jesienią 1877 roku, siostry przeniosły się do innej szkoły, bliżej domu. Ponieważ była to prywatna szkoła dla dziewcząt, jej odważna dyrekcja zapewniała prawdziwie polską edukację, w cichym sprzeciwie wobec rosyjskich władz. Wizyty inspektora zazwyczaj powodowały, że uczniowie i nauczyciele w pośpiechu ukrywali polskie teksty i udawali, że pracują nad jednym z dozwolonych przedmiotów, takich jak szycie czy historia Rosji — po rosyjsku. Niejednokrotnie Mania, ze swoją doskonałą znajomością języka rosyjskiego, była wybierana do odpowiadania na pytania inspektora. „Było to dla mnie wielkim wyzwaniem ze względu na moją nieśmiałość” — napisała później. „Chciałam uciec i się gdzieś schować”.
W kolejnym roku szkolnym, który rozpoczął się zaledwie kilka miesięcy po śmierci jej matki, Mania trafiła do III Żeńskiego Gimnazjum Rządowego — państwowej szkoły dla dziewcząt. Jak wspominała później dorosła Maria, nauczyciele „traktowali swoje uczennice jak wrogów”. Jednak tylko w takiej rządowej placówce mogła uzyskać prawnie usankcjonowany dyplom. Teraz chodziła do szkoły ze swoją przyjaciółką Kazią Przyborowską, którą kochała jak siostrę. Po lekcjach wracała z Kazią do jej domu, gdzie matka przyjaciółki rozpieszczała Manię i częstowała ją słodyczami. „Czy wiesz, Kaziu!” — napisała Mania podczas wakacji u wuja na wsi — „Ja jednak kocham gimnazjum, może się roześmiejesz, a jednak powiem Ci, że je kocham, i to bardzo, teraz to widzę. Nie martwi mnie myśl, że do niego powrócę, i nie zdaje mi się już, że te dwa lata takie będą strasznie ciężkie i długie do przebycia”.
Najlepsza uczennica w Warszawie
Miała piętnaście lat, gdy 12 czerwca 1883 roku ukończyła szkołę jako najlepsza w klasie oraz zdobywczyni złotego medalu — wyróżnienia, które wcześniej otrzymali jej brat Józef i siostra Bronia. Józef poszedł prosto z gimnazjum męskiego na studia medyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Bronia marzyła o podobnej ścieżce edukacyjnej, ale była ona dostępna tylko dla mężczyzn, zaczęła więc snuć plany o studiach medycznych w Paryżu, gdzie kobiety były przyjmowane na Sorbonę. Helena, jako absolwentka gimnazjum, miała wystarczające wykształcenie, by zostać nauczycielką jak jej matka, a także talent muzyczny pozwalający na wykonywanie zawodu śpiewaczki, gdyby tylko tego chciała. Zanim Mania mogła wyobrazić sobie swoją przyszłość, ojciec nagrodził jej szkolne sukcesy, wysyłając ją na roczne wakacje do dalszej rodziny, począwszy od braci matki na wsi w południowej części kraju — tych samych krewnych, którzy wcześniej wplątali go w finansową katastrofę. Teraz dzięki nim Mania miała przeżyć najlepsze wakacje w życiu.
„Nie mogę uwierzyć, aby geometria i algebra jeszcze istniały na świecie. Zupełnie o nich zapomniałam” — napisała do Kazi. W listach wymieniała swoje rozrywki, które obejmowały czytanie „nieszkodliwych i absurdalnych powieścidełek”, spacery po lesie, toczenie koła, dziecinne zabawy jak berek i gąski, huśtanie się „mocno i wysoko”, pływanie, polowanie na raki przy świetle pochodni, jazdę konną i jedzenie poziomek. Tego lata towarzyszył Mani na wsi należący do jej rodziny pies Lancet, a ona z radością opisywała jego hałaśliwe wybryki. Gdy pora roku się zmieniła, pojechała dalej na południe odwiedzić brata ojca u podnóża Karpat, gdzie spędziła kolejne kilka miesięcy.
W zimowe, wypełnione radością wieczory Mania i jej kuzynki, przebrane za wiejskie dziewczęta, pędziły przez las saniami prowadzonymi przez młodych mężczyzn na koniach. Gdy dotarli do pierwszego na swojej trasie domu, przywitało ich grono rozbawionych gospodarzy, również na saniach. Dołączyły do nich i sanie z muzykantami. Wszyscy, przez wiele godzin, tańczyli mazurka, oberka, a także walca. Zamiast wracać do domu, Mania, jej kuzynki i chłopcy pojechali w kierunku kolejnego domostwa, a później następnego, w tradycyjnym kuligu. W każdym z odwiedzanych miejsc witano ich prawdziwą ucztą. Zanim zabawa się skończyła, przywitał ich świt.
Przeczytaj także: Ève Curie – artystka, korespondentka wojenna, aktywistka i druga córka Noblistki
Rok wolności od trosk przedłużył się o całe lato 1884 roku, kiedy wraz z Heleną zostały zaproszone do wiejskiej posiadłości jednej z dawnych uczennic ich matki. Na północy kraju, w Kempie, nadrzeczne krajobrazy i gościnność mieszkańców przebiły nawet przyjemności kuligu. Jak opowiadała Kazi: „Kempa leży przy ujściu Biebrzy do Narwi, łatwo więc zgadnąć, że nam wody nie brak, ani do kąpieli, ani do jazdy łódką, co mi sprawia ogromną przyjemność. Uczę się wiosłować, już nawet spore postępy zrobiłam, a kąpiele są znakomite. Robimy wszystko, co nam przyjdzie na myśl, sypiamy raz w nocy, drugi raz w dzień, tańczymy i w ogóle dokazujemy tak, że czasem zasługiwalibyśmy na to, żeby nas zamknąć w domu obłąkanych”.
fot.Autor nieznany / domena publicznaMaria (po lewej) i Bronisława Skłodowskie, ok. 1886 r.
Dwudziestego piątego sierpnia, rankiem po balu w noc Świętego Ludwika, Mania — według własnej relacji — musiała wyrzucić swoje nowiutkie buty do tańca, ponieważ przetarły się w nich podeszwy. Jesienią Maria wróciła do Warszawy, do znacznie mniejszego mieszkania swojego ojca. Skłodowski nadal prowadził zajęcia, ale już nie przyjmował lokatorów. Mania, zbliżająca się do swoich siedemnastych urodzin, mogła teraz dokładać się do utrzymania rodziny, udzielając prywatnych lekcji z francuskiego, arytmetyki i geometrii. Nie był to lekki kawałek chleba. „Pewna osoba, która dowiedziała się o nas od znajomych, przyszła zapytać o lekcje” — zanotowała. „Bronia powiedziała jej, że to kosztuje pół rubla za godzinę, a ta kobieta uciekła, jakby dom stanął w płomieniach”.
Aby pogłębić swoją edukację, siostry uczęszczały na tajnie organizowane zajęcia „Uniwersytetu Latającego”. Ograniczona oferta tej wędrownej instytucji zależała od poziomu wiedzy jej wykładowców — ochotników, którzy nauczali grupy ośmiu do dziesięciu studentów w różnych prywatnych mieszkaniach. Miejsca zajęć często się zmieniały, aby uniknąć wykrycia przez policję. Choć tematy wykładów, takie jak anatomia czy historia naturalna, trudno było uznać za wywrotowe, pod rosyjskim panowaniem samo zapewnianie kobietom wyższego wykształcenia było nielegalne. W duchu Uniwersytetu Latającego Mania regularnie odwiedzała pracownię krawiecką, gdzie czytała na głos pracownicom i stworzyła dla nich biblioteczkę z książkami po polsku. We własnym zakresie czytała literaturę piękną i filozofię, szkicowała kwiaty i zwierzęta (w tym Lanceta) w notatniku, pisała wiersze i opracowywała plan, który umożliwiłby jej — i Broni — studiowanie we Francji.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.