Ciekawostki Historyczne
Średniowiecze

Zakuci w stal uważali się za niezwyciężonych. Jak naprawdę walczyli średniowieczni rycerze?

Ciężka zbroja, kopia, miecze, sztylet, topór i maczuga czyniły średniowiecznego rycerza niezwykle groźnym przeciwnikiem. Jednak to, co dawało mu przewagę, mogło również stać się jego słabością. Wystarczyło, że padł koń, a obciążony żelastwem wojownik miał poważny problem. Tymczasem coraz większym zagrożeniem dla rycerskiej jazdy stawali się pogardzani przez nią łucznicy i piechurzy.

Tekst jest fragmentem książki Barbary W. Tuchman „Odległe zwierciadło, czyli rozlicznymi plagami nękane XIV stulecie”, w przekładzie Marii Janiny Michejdy i Andrzeja Michejdy, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Prześwity.

Plądrowanie Normandii przez armię dowodzoną przez samego króla Anglii było zapowiedzią tego wszystkiego, co jeszcze miało nastąpić. Na­jeźdźcy, zorganizowani w trzy korpusy zwane batalionami, „najechali kraj, niszczyli i grabili bez żadnej litości”, znajdując taką ilość łupów, że „posu­wali się tylko niewielkimi etapami i każdego dnia stawali na kwaterze już o godzinie trzeciej”. Żołnierze „nie zdawali rachunku ani królowi, ani jego oficerom z tego, co złupili; zatrzymywali to dla siebie”. W czasie, gdy An­glicy posuwali się wzdłuż Sekwany w kierunku Paryża, król Filip – który stał z załogą w Rouen, nie podejmując żadnych działań – ruszył w ślad za nimi, posuwając się wzdłuż drugiego brzegu rzeki, i powrócił do Paryża w chwili, gdy Edward osiągnął Poissy, położone trzydzieści kilometrów na zachód od stolicy. Gdy tu właśnie król Anglii, uroczyście odziany w pur­purowe szaty zdobione gronostajami, obchodził w połowie sierpnia święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, jego armia paliła i plądrowała sąsiednie wioski. Płomienie u samych bram miasta „wprawiły w osłupie­nie” mieszkańców Paryża – pisał Jean de Venette – „i ja sam, który niniej­sze piszę, widziałem te wszystkie rzeczy na własne oczy, gdyż każdy mógł je z Paryża oglądać, kto by się tylko wspiął na wieże obronne”.

W tym czasie Filip VI wydał rozkaz arrière-ban, co oznaczało, że w ca­łym rejonie, w którym toczy się wojna, wszyscy zdolni do noszenia broni mają się stawić do obrony. Opierając się na zasadzie, że wszyscy ludzie winni oddać życie dla „obrony kraju i Korony”, pospolite ruszenie zwoływano tylko wówczas, gdy siły rycerskie mogły nie wystarczyć lub już okazały się zbyt małe do odparcia wroga. Obwieszczano je ustnie, przez „publiczne obwoła­nie”; oznaczało to, że na miejskie rynki lub wiejskie place przybywali konno heroldowie i ogłaszali rozkaz donośnym głosem. Do opactw i miast wysy­łano osobne listy, w których domagano się złożenia zwyczajowych danin.

Niektóre miasta ponosiły swe ciężary feudalne w formie naturalnej, a więc dostarczając żołnierzy pieszych, zebranych w pośpiechu, nieprzeszkolonych i wobec tego całkowicie bezużytecznych; inne płaciły daninę pieniężną, co pozwalało na wynajęcie bardziej skutecznych wojsk zaciężnych.

fot.Loyset Liédet – Français 2643 f.328v

Miniatura z Kronik Jeana Froissarta przedstawiająca bitwę pod Montiel (wojna domowa w Kastylii, w wojnie stuletniej )

Kontyngenty wojskowe niewywodzące się ze szlachty były dostarczane przez miasta i okręgi w sile odpowiadającej liczbie „dymów” oraz względnej zamożności lub biedzie ich mieszkańców. Niektóre okręgi były zobowiązane do opłacenia przez rok jednego żołnierza od każdego ze stu dymów. W bied­niejszych okręgach na jednego żołnierza płaciło 200 do 300 dymów. Powoła­ne w ten sposób wojsko miało niewielką liczbę zdolnych do służby żołnierzy. Na przykład w roku 1337 Rouen dostarczyło 200 ludzi, Narbonne – 150 kusz­ników, a Nîmes – 95 zbrojnych. W świetle tych liczb pełne pychy relacje kro­nikarzy, wymieniające dziesiątki tysięcy żołnierzy, muszą się skurczyć do dużo skromniejszej rzeczywistości. Każdy pobór rekrutów z miast, okręgów, lenn lub rejonów o szczególnym statusie, musiał być negocjowany oddzielnie, na zupełnie innych warunkach, na inną porę oraz na podstawie różnych praw i przywilejów, co w toku uzgadniania rodziło niekończące się spory. W dużych księstwach, hrabstwach i baronatach, takich jak Coucy, wielcy panowie opłacali swe wojska za pośrednictwem podskarbiego, lecz jeżeli wojna się przeciągała, otrzymywali od króla rekompensatę.

Rycerze i giermkowie ze szlacheckiego stanu otrzymywali ustalony żołd, podobnie jak inni żołnierze. Dla dowódcy chorągwi (czyli szlachcica pro­wadzącego innych rycerzy pod własnym sztandarem), kawalera-rycerza *(Chodzi tu o dowódcę, wystawcę chorągwi). oraz konnego szlachcica standardowa stawka około roku 1340 wynosiła od­powiednio: 20, 10 i 6 do 7 sous dziennie. Wobec rodzących się w związku z zaciągiem żołnierzy wątpliwości, czy ich liczba odpowiada jakości, jakiej by sobie monarcha życzył, przeprowadzano okresowo – zazwyczaj raz w mie­siącu – montre, czyli przegląd. Wówczas urzędnicy królewscy bystro baczyli, by valet** ( Valet (fr.) – giermek w okresie nauki rzemiosła rycerskiego)  nie został zaliczony do gentilhomme*** ( Gentilhomme (fr.) – szlachcic) , by na czas przeglądu nie podmieniano szkap na dobre konie, które zaraz potem wycofywano, oraz by żołd wypłacony był uczciwie i w monetach, a nie w naturze.

W armii o luźnej strukturze brakowało hierarchii dowódczej. Poza królem, który dowodził wojskami osobiście, w armii zawsze przewidziane były funkcje: konetabla, będącego kimś w rodzaju administracyjnego dowódcy sił zbroj­nych, oraz dwóch marszałków, których zakres kompetencji nie był ściśle sprecyzowany. Jak się wydaje, decyzje wojskowe podejmowano kolektywnie w grupie doradczej składającej się z przywódców.

Ze względu na konieczność nakładania przez rycerzy zbroi oraz dopaso­wywania na niej wszystkich łączących rzemyczków i sprzączek, bitwa spro­wadzała się do mniej lub bardziej z góry ustalonych starć, których przebieg zależał od pozycji wyjściowych zajętych przez strony walczące. Dokonany na początku XIV wieku wynalazek pancerza skonstruowanego ze stalowych płytek zachodzących na siebie, a przez to zezwalających na pewną swobodę ruchów, wzmocnił obecnie kolczugę, która nie zabezpieczała przed przebi­ciem bełtem. Mimo że zbroje różniły się i zmieniały przez dziesięciolecia, ich podstawę zawsze stanowił kompletny ubiór, składający się z napierśnika z fartuchem i taszkami, naramienników i nagolenników; całość nakładano na kolczugę, czyli rodzaj koszuli z metalowej plecionki, oraz na kurtkę ze skóry albo pikowanego sukna bądź na dopasowany do ciała kaftan. Na pan­cerz nakładano rodzaj kurtki bez rękawów, z wyhaftowanym znakiem herbo­wym dla zidentyfikowania żołnierza. Plecionka metalowa zakrywała szyję, łokcie i kolana, a także inne stawy; rękawice, skonstruowane z ruchomych pasków blachy o odpowiedniej krzywiźnie, ochraniały dłonie.

fot.https://metmuseum.org/art/collection/search/21928 – Armor MET 69988.jpg

Elementy uprzęży z późnego stylu gotyckiej zbroi płytowej , popularnej w połowie XV i na początku XVI wieku (przedstawienie wykonane w XVIII wieku)

Nieosłania­jący dotychczas twarzy hełm otrzymał obecnie dodatkową osłonę w postaci przyłbicy, przymocowanej za pomocą przestawialnych sztyftów wtykanych w blachę na wysokości czoła lub po bokach. Ważył on od trzech do pięciu kilogramów i pomimo otworów wentylacyjnych oraz szpary wzrokowej było w nim i ciemno, i duszno. Zwiększoną wagę wszystkich wzmocnionych osłon ciała nieco kompensowała mniejsza tarcza, pozwalająca na większą swobodę działań w starciu. „Straszliwy robak wewnątrz żelaznego koko­nu” – jak określono rycerza w anonimowym średniowiecznym poemacie – jechał w siodle, którego łęki sterczały wysoko ponad końskim grzbietem; stopy opierał na bardzo nisko podwieszonych strzemionach, tak iż w rze­czywistości zachowywał postawę stojącą i, stosując pełny rozmach, mógł   obustronnie zadawać miażdżące ciosy przy użyciu wszelkiej broni ze swego rynsztunku. Rozpoczynał starcie, używając kopii, którą starał się zrzucić swego przeciwnika z konia. Z jednego boku zwisał mu u pasa oburęczny miecz, z drugiego zaś – niemal półmetrowy sztylet. Resztę uzbrojenia ry­cerza stanowiły przytroczone do siodła lub niesione przez giermka: długi miecz do zadawania pchnięć, którym posługiwano się podobnie jak kopią, topór bojowy z ostrym szpicem wystającym poza zakrzywione ostrze oraz maczuga z ostrymi kolcami albo z podłużnymi ostrzami na głowicy. Maczugi szczególnie faworyzowali bitni biskupi i opaci, nie była to bowiem broń za­kazana duchownym, którym zgodnie z panującymi wówczas zasadami nie wolno było „wymierzać ciosu ostrzem miecza”. Rumak bojowy niosący cały ten ciężar był również opancerzony blachami osłaniającymi łeb, piersi i zad, a także przystrojony zwisającym ozdobnym rzędem z sukna, który wplątywał mu się w nogi. Gdy koń upadł, rycerz przytłoczony do ziemi ciężarem swej zbroi i zaplątany we własną broń, tarczę i ostrogi zapewne prędzej bywał pojmany, niż zdołał powstać.

Zgodnie z taktyką stosowaną powszechnie na kontynencie europejskim bitwę zaczynała zwykła kawaleryjska szarża rycerzy; następnie już pieszo ruszano do walki wręcz, ale czasem poprzedzano ją lub uzupełniano ak­cją łuczników i piechoty; oboma tymi działaniami rycerstwo zresztą po­gardzało. Niemniej w czasie wojen szkockich Anglicy spostrzegli, że piesi żołnierze uzbrojeni w długie łuki, a do tego specjalnie wyćwiczeni w utrzy­mywaniu zwartej linii, celujący strzałami w konie, mogą odeprzeć natarcie jazdy rycerskiej. To praktyczne odkrycie przezwyciężyło pogardę klasową.

Ze względu na stałe i bliskie stosunki pomiędzy Francją a Anglią Fran­cuzi musieli przyjrzeć się owym łukom w czasie walki, lecz najwyraźniej nie wyciągnęli z tych doświadczeń żadnych wniosków praktycznych. Fran­cuskie rycerstwo stanowczo nie przyznawało poważniejszej roli w wojnie ludziom wywodzącym się ze stanu nieszlacheckiego, mimo że niegdyś Normanowie podbili Anglię tylko dzięki temu, że pewien łucznik trafił Harolda strzałą w oko.

Wśród swych wojsk Francuzi także mieli kuszników i łuczników, zazwy­czaj kompanie najemników z Genui, które wyspecjalizowały się w strzelaniu z kuszy; lecz gdy zawrzała krew szlachecka, rycerze nie mogli dopuścić, by kusznikom dano pole do działania i by przypadkiem ci właśnie nie prze­chylili szali zwycięstwa w boju, a tym samym odebrali rycerzom chwałę. Honor rycerski wymagał osobistego udziału w walce, a także narażania własnego ciała; pociski, które umożliwiały walkę na odległość, były trakto­wane z pogardą. Stosownie do słów pieśni z XII wieku pierwszy łucznik był „tchórzem, który bał się przybliżyć do nieprzyjaciela”. A jednak Fran­cuzi, gdy doszło do walki z pospólstwem pod Cassel w roku 1328, nakazali wykonać swym kusznikom zadania taktyczne, które właśnie zadecydowały o zwycięstwie.

Kusza sporządzona z drewna, stali i jelit, napinana bądź stopą łucznika opartą o strzemię lub hak, bądź też za pomocą obrotowego uchwytu przymo­cowanego do pasa lub skomplikowanego urządzenia składającego się z korby i rolek, raziła rodzajem strzał zwanych bełtami o dużej sile przebicia; broń tę napinało się jednak powoli, była ponadto nieporęczna i ciężka do noszenia. Przystępując do akcji, kusznik niósł zazwyczaj około pięćdziesięciu bełtów; natomiast w czasie pochodu jego sprzęt transportowano na wozach. Ponie­waż tylna część mechanizmu kuszy miała sporą długość, broń ta bardziej była przydatna do działań z pozycji statycznej, jak na przykład oczyszczanie szańców podczas oblężenia, niż w otwartej walce w polu. Natarcie rycerzy zdecydowanych na poniesienie strat załamywało zazwyczaj linię utworzoną przez kuszników. Chociaż dzięki swej mechanicznej sile kusza już wkrót­ce po wynalezieniu stała się tak przerażająca, że w roku 1139 Kościół pod groźbą klątwy zabronił jej używania, to jednak przez następne dwieście lat pozostawała w użyciu, nie zagrażając zbytnio rycerskiej zbrojnej przewadze.

fot.Autor nieznany – Grandes Chroniques de France , British Library, Cotton MS Nero E. II pt.2, f.152v

Anglicy walczący z francuskimi rycerzami w bitwie pod Crécy w 1346 roku

Szlachcice osłonięci pancerzem, a także rycerską pychą, mieli się za ta­kich, których zranić nie sposób, a wobec tego i niezwyciężonych, toteż coraz bardziej lekceważyli pieszego żołnierza. Rycerstwo uważało, że na ludziach z pospólstwa, jako nieposiadających cech tylko jemu przynależnych, w cza­sie wojny w żadnym razie nie można polegać. Ludzie z gminu uchodzili za niezbędnych jako chłopcy stajenni, taborowi, furażowi i budowniczowie dróg, czyli odpowiednicy dzisiejszych wojsk saperskich, lecz będąc żołnie­rzami w skórzanych kaftanach, uzbrojeni jedynie we włócznie i halabardy, traktowani byli jako zawada w rycerskim boju: w zaciętych walkach „stopią się jak śnieg w promieniach słońca”.

Twierdzenie takie nie wynikało jedynie ze snobizmu, ale z doświadczeń, jakie uzyskano z tymi formacjami, których nikt nie przygotowywał do walki. Średniowiecze nie miało ekwiwalentu rzymskich legionów. Miasta utrzymywały przeszkolone w jakiejś mierze oddziały policji miejskiej, natomiast dla obrony kraju wolały wypełniać kon­tyngenty, do których były zobowiązane, byle jaką hołotą, niezdolną do nicze­go. Opactwa wynajdowały lepsze zajęcia dla swoich chłopów niż ćwiczenie wojskowego drylu. W każdej epoce różnica pomiędzy motłochem a armią sprowadza się tylko do treningu, a temu w odniesieniu do pieszych żołnierzy, powoływanych na zasadzie arrière-ban, nie poświęcano uwagi. Pogardzano nimi, gdyż byli nieskuteczni, a byli nieskuteczni, gdyż nimi pogardzano.

Tekst jest fragmentem książki Barbary W. Tuchman „Odległe zwierciadło, czyli rozlicznymi plagami nękane XIV stulecie”, w przekładzie Marii Janiny Michejdy i Andrzeja Michejdy, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Prześwity.

Zobacz również

Średniowiecze

Ostatnie miesiące życia Władysława Jagiełły

Ostatnia podróż Władysława Jagiełły była pełna spotkań, polowań i ważnych decyzji politycznych. Nikt nie przypuszczał, że wyprawa, która miała być kolejnym objazdem królestwa, okaże się...

1 lipca 2026 | Autorzy: Michael Morys-Twarowski

Średniowiecze

Jak wychowuje się króla. Jagiełło w szkole Olgierda

Wyznaczony na następcę tronu Jagiełło od najmłodszych lat uczył się sztuki rządzenia u boku ojca. Obserwował politykę wobec Moskwy i Zakonu Krzyżackiego, uczestniczył w wyprawach...

26 czerwca 2026 | Autorzy: Michael Morys-Twarowski

Średniowiecze

Konrad VII Biały pod Grunwaldem. Piast po stronie Krzyżaków

Podczas sławnej bitwy pod Grunwaldem połączone wojska polsko-litewskie starły się z siłami zakonu krzyżackiego. Jednak wśród przeciwników znaleźli się nie tylko rycerze zakonni i ich...

20 kwietnia 2026 | Autorzy: Herbert Gnaś

Średniowiecze

Henryk Sandomierski – piastowski krzyżowiec

Od zera do… krzyżowca? Być może to o tym właśnie marzył ten z synów Bolesława Krzywoustego, który nie przepuścił żadnej okazji, by zapisać się w...

4 kwietnia 2026 | Autorzy: Herbert Gnaś

Średniowiecze

Izabela kontra Edward II: królowa, faworyt i upadek tyranii

Anglia początku XIV wieku stała się areną walki o wpływy i władzę. Król Edward II coraz bardziej oddalał się od żony, Izabeli Francuskiej, faworyzując bezwzględnego...

6 lutego 2026 | Autorzy: Herbert Gnaś

Średniowiecze

Dzień w angielskim średniowiecznym zamku

Chciałbyś cofnąć się do mrocznych wieków i przekonać się, jak żyli ówcześni ludzie? Dobrze się zastanów! Oto jak wyglądał typowy dzień w średniowiecznym angielskim zamku.

17 sierpnia 2024 | Autorzy: Frances Gies

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Przeglądaj książki historyczne w najlepszych cenach

Odkryj najciekawsze książki historyczne w atrakcyjnych cenach. Sekcja powstała we współpracy z Lubimyczytac.pl, największą społecznością miłośników literatury w Polsce – dzięki temu możesz wybierać spośród tytułów najwyżej ocenianych przez czytelników.