Ostatnia podróż Władysława Jagiełły była pełna spotkań, polowań i ważnych decyzji politycznych. Nikt nie przypuszczał, że wyprawa, która miała być kolejnym objazdem królestwa, okaże się przełomowym momentem w życiu sędziwego monarchy.
Ostatni raz na Litwie, ostatni raz w Krakowie
Z Łęczycy król Władysław pojechał do Wiskitek, leżących na ziemiach książąt mazowieckich, gdzie przez kilka dni polował. Zadowolony z łowów podzielił dziczyznę między prałatów, uniwersytet i rajców krakowskich. Wozy z mięsem pojechały do stolicy, z kolei stary król podążył do Radomia, gdzie spędził Boże Narodzenie i przywitał Nowy Rok 1434.
Na święto Trzech Króli udał się do lubianej przez siebie Jedlni, gdzie zjechali niektórzy prałaci i panowie polscy. Przybyli również posłowie Zygmunta Kiejstutowicza. Namawiali monarchę, aby przyjechał na Litwę.
– Stanowisko wielkiego księcia Zygmunta jest niepewne – tłumaczyli. – Jeżeli król Władysław odwiedzi go i osobiście odda mu Wielkie Księstwo Litewskie na oczach ludu, wtedy jego rządy nabiorą większej trwałości.
Jagiełło dał się przekonać tym argumentem, a może – tego już nigdy nikt nie odgadnie – skusiły go po prostu łowy w Puszczy Białowieskiej. Oddawał się tam swojej pasji przez kilka dni, później pojechał do Krynek, gdzie wyszedł mu na spotkanie wielki książę Zygmunt z litewskimi prałatami, kniaziami i możnymi. Jagiełło publicznie oświadczył, że mają okazywać Zygmuntowi pełne posłuszeństwo i wierność.
fot.Jan Matejko – Biblioteka Narodowa / domena publicznaRysunek Jana Matejki z cyklu Poczet królów i książąt polskich
Zygmunt Kiejstutowicz zapraszał króla, by udał się z nim w dalsze strony Wielkiego Księstwa Litewskiego, lecz Jagiełło odmówił. Może przeważyła ostrożność, aby nie jechać na tereny ogarnięte wojną (Świdrygiełło ciągle nie składał broni), może nie chciał zmieniać zaplanowanej już trasy dalszej podróży, a może po prostu źle się czuł w towarzystwie Zygmunta. Jagiełło pojechał z Litwy przez Lublin i Sandomierz do Nowego Korczyna, gdzie wydelegowano posłów na sobór powszechny w Bazylei. W tym gronie znaleźli się między innymi biskup krakowski Zbigniew z Oleśnicy i biskup poznański Stanisław Ciołek. Pierwszy z nich na odjezdnym wygłosił istną tyradę pod adresem króla – aż starzec miał łzy w oczach. Duchowny zwracał uwagę na ciemne strony objazdowego modelu rządów.
Biskup, jak na prałata przystało, koncentrował się na poddanych w posiadłościach kościelnych, dla których wizyta monarchy i jego orszaku oznaczała konfiskatę bydła i żywności. Być może to nie oratorska sprawność Zbigniewa z Oleśnicy wzruszyła Jagiełłę, lecz łzy w jego oczach wycisnęły wspomnienia sprzed lat – stary król mógł w mowie prałata odnaleźć echa słów królowej Jadwigi, która w czasie ich pierwszej wspólnej podróży upominała się o krzywdę ograbionych mieszkańców wsi.
Z Nowego Korczyna król Władysław pojechał do Krakowa. W stolicy przebywał kilka tygodni, spędził tam Wielkanoc. Wtedy po raz ostatni widział królową Zofię oraz królewiczów: dziesięcioletniego Władysława i siedmioletniego Kazimierza. Starszy z chłopców był podobny do Jagiełły, co bardzo cieszyło sędziwego monarchę. Około 11 kwietnia 1434 roku władca opuścił Kraków, którego nigdy nie pokochał. Kierował się na wschód, by zdążyć do Halicza na spotkanie z hospodarem Stefanem II. Jechał przez Wojnicz i Łańcut, gdzie pewnie podejmował go pasierb Jan z Pilicy. Dłuższy postój zarządził dopiero w Medyce – tam miał przyjemny drewniany dwór, do którego chętnie zaglądał przy okazji ruskich objazdów.
„…jak najłagodniejszy baranek…”
W nocy z 30 kwietnia na 1 maja 1434 roku Władysław, król Polski i najwyższy książę litewski, wybrał się do lasu w pobliżu Medyki, aby posłuchać śpiewu słowika. Królewskie otoczenie twierdziło, że to pogański zwyczaj z czasów młodości, ale można odnieść wrażenie, że pogańska młodość służyła za wyjaśnienie wszystkich nawyków władcy, których nie rozumiano. Jagiełło miał na sobie cienki barani kożuch – w przeciwieństwie do innych wielkich tego świata nie lubił futer sobolich, kunich czy lisich. Kalendarz wskazywał na rządy wiosny, lecz w 1434 roku zima okazywała się wyjątkowo zachłanna, nie chciała zrzec się panowania na rzecz wiosny i próbowała zagarnąć pod swoje władanie kwiecień i maj. Noc była mroźna, a śpiew słowika piękny.
Przemarznięty król wrócił do dworku prawie o świcie. Odtąd słabł z każdym dniem, ale podróżował dalej. Orszak królewski 15 maja dotarł do Gródka, gdzie czekali już posłowie hospodara Stefana II, aby ustalić dokładny termin spotkania w Haliczu. Jagiełło zaprosił Mołdawian do wspólnego posiłku i właśnie w jego trakcie zorientowano się, że król ma gorączkę. Przez kolejnych siedemnaście dni medycy nie byli w stanie ulżyć staremu władcy. Jagiełło wiedział, że jego droga dobiega końca. Wyspowiadał się kilka razy. Przyjął sakramenty Eucharystii i ostatniego namaszczenia.
Podyktował testament. Z palca zdjął pierścień ślubny założony mu przed czterdziestoma ośmioma laty przez królową Jadwigę. Kazał go przekazać biskupowi krakowskiemu Zbigniewowi z Oleśnicy z życzeniem: – Niech pamięta o mej duszy, o Królestwie i moich synach, szczególnie o pierworodnym Władysławie, niech dba o ich potęgę, pamiętając o moich dobrodziejstwach i przysługach, które mu świadczyłem w sposób szczególny i nader hojny. 30 maja wezwał do swojego łoża rycerzy, powierzał im swoich synów, w szczególności Władysława, który przypominał go z wyglądu i charakteru.
fot.Poznaniak – Praca własna, oparta na: Sienkiewicz, Witold (2006) (polski) Ilustrowany atlas historii Polski, Warszawa: / domena publicznaPolska i Litwa w okresie panowania Władysława Jagiełły
Błagał też, aby to, co niesłusznie zabrał poddanym, zostało im zwrócone. Była to jego ostatnia dyspozycja.
Następnie z pełną świadomością i przytomnością umysłu, powierzając Panu Bogu swego dostojnego i szlachetnego ducha, we wtorek – był to ostatni dzień maja – w trzeciej godzinie po zachodzie słońca, jak najłagodniejszy baranek, zasnął na rękach panów duchownych i świeckich, którzy prześcigając się wzajemnie, boleśnie opłakiwali jego zgon. Za swoje zasługi, a zwłaszcza za szerzenie prawdziwej wiary, wszedł do pałacu Królestwa Niebieskiego i tam, ciesząc się widokiem Trójcy Świętej oraz świętych, o których cześć dbał za życia, przebywa wśród nich.
Nowa dynastia
Ciało Jagiełły ubrano w królewskie szaty i koronę, a następnie włożono do drewnianej skrzyni posmarowanej smołą i żywicą. Wieziono je z Gródka do Krakowa, a w każdej miejscowości wychodziły tłumy ludzi, jakby poszczególne wsie, miasteczka i miasta rywalizowały, które będą mocniej żałować króla. 11 czerwca wóz z ciałem króla dotarł do Krakowa. Przez pewien czas przechowywano trumnę w Kościele Świętego Michała na Wawelu, gdzie dzień i noc rycerze trzymali straż. 18 czerwca 1434 roku w katedrze krakowskiej arcybiskup gnieźnieński Wojciech Jastrzębiec odprawił mszę pogrzebową. Królewiczów Władysława i Kazimierza otaczał tłum możnych, a głośno zawodzącą królową Zofię – liczne matrony.
Na okrytych purpurą koniach wjechali zbrojni, a jeden z nich – ten jadący na przedzie – trzymał na długiej włóczni sztandar z białym orłem. Na ołtarzu złożono miski i srebrne czary, które za życia szczególnie upodobał sobie zmarły król. Później zapalono duże świece, które rozjaśniły kościół swym blaskiem. Po mszy ciało króla Władysława Jagiełły złożono do marmurowego grobowca.
fot.Autor nieznany / domena publicznaNagrobek Władysława II Jagiełły na Wawelu
Najwierniejszy zmarłemu okazał się biskup krakowski Zbigniew z Oleśnicy – ten, który za życia tak często mu się sprzeciwiał i nie wahał się go ostro karcić. Na wieść o śmierci króla zawrócił z drogi na sobór w Bazylei. W Poznaniu zwołał zjazd szlachty, którą przekonał, że dla dobra Królestwa Polskiego należy od razu koronować królewicza Władysława. W Opatowcu sprzeciwiającej się temu pomysłowi szlachcie wmówił, że nie ma o czym dyskutować, bo dziewięć lat wcześniej możni w Brześciu Kujawskim wyrazili zgodę na tę koronację. W samym Krakowie na potrzeby dyskusji kazał wyciągnąć z biblioteki kurii krakowskiej księgę praw z wizerunkiem króla Kazimierza Wielkiego trzymającego wyciągnięty z pochwy miecz – i chyba ten obrazek bardziej niż same teksty przepisów przekonywał zebranych.

KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.