Ciekawostki Historyczne
Druga wojna światowa

„Jesteście aresztowani”. Sonderaktion Krakau i dramat polskich profesorów

6 listopada 1939 roku w sali Collegium Novum zebrało się ponad stu krakowskich uczonych. Spotkanie, które miało dotyczyć funkcjonowania uniwersytetu, okazało się starannie przygotowaną pułapką. Niemcy chcieli jednym uderzeniem pozbawić Kraków jego intelektualnej elity.

Tekst jest fragmentem książki Jana Jakuba Grabowskiego „Okupowany. Przewodnik po stolicy Generalnego Gubernatorstwa”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwartego.

Nikt w Krakowie się nie spodziewał, że Niemcy będą aż tak brutalni względem polskich naukowców. Jedni z pewnością uważali, że uda się odeprzeć agresję i uratować niepodległość, inni pocieszali się faktem, że przecież ani zabory, ani I wojna światowa nie zagroziły funkcjonowaniu Uniwersytetu Jagiellońskiego, a zatem kolejny światowy konflikt nie powinien stanowić wyjątku. Podjęto jednak pewne kroki i na wszelki wypadek ukryto najważniejsze przedmioty związane z historią i dziedzictwem uczelni, w tym dokumenty fundacyjne i berła rektorskie. Młodsi naukowcy zostali zmobilizowani i oddelegowani do jednostek wojskowych, a 3 września spalono tajne i poufne akta dotyczące profesorów.

Kilka dni po zajęciu Krakowa Niemcy zaczęli przejawiać zainteresowanie niektórymi naukowcami. Jednym z nich był mediewista Roman Grodecki, w którego mieszkaniu przeprowadzono rewizję. Profesor był w tym czasie nieobecny, ponieważ przezornie opuścił miasto i ukrył się we Lwowie. Podobne działania przeprowadzono w stosunku do zamieszkałego przy ul. Wybickiego 1 historyka Józefa Feldmana. Na celowniku Niemców znaleźli się też tacy profesorowie, jak Odo Bujwid, Władysław Folkierski czy Jerzy Langrod. Okupanci zajmowali również budynki i mienie uniwersyteckie, wciąż zaostrzając restrykcyjną politykę.

Sytuacja stawała się coraz trudniejsza. W tych okolicznościach szczególnie problematyczne okazało się podjęcie decyzji o otwarciu uniwersytetu, które senat uczelni uchwalił 19 października 1939 roku. Postanowiono przyjmować zapisy od 23 października do 4 listopada, o czym poinformowano niemieckie władze. Z kolei 3 listopada okupanci zawiadomili rektora Tadeusza Lehra-Spławińskiego, że 6 listopada odbędzie się spotkanie, na którym wykład wygłosi Bruno Müller. Ów Niemiec miał nie tylko stopień doktora, lecz także SS-Sturmbannführera i stał na czele oddziału Einsatzkommando odpowiedzialnego za likwidację polskiej inteligencji. O tym jednak żaden z polskich uczonych nie mógł wiedzieć.

fot.Céline / CC BY-SA 2.0

Sala 56, w której aresztowano profesorów podczas „Sonderaktion Krakau”

Rektor otrzymał polecenie przekazania pozostałym naukowcom wiadomości o tym spotkaniu, które zaplanowano w Sali ćwiczeniowej nr 66 im. Mikołaja Kopernika w Collegium Novum w samo południe. Większość wykładowców zdecydowała się pojawić, aby niepotrzebnie nie demonstrować niechętnego stosunku do władz okupacyjnych. Müller przybył na zebranie w asyście policji i wygłosił krótkie oświadczenie:

Moi Panowie, z przykrością zmuszony jestem zakomunikować Panom, że jesteście aresztowani. Uniwersytet Krakowski zawsze był centrum propagandy antyniemieckiej. Ogłosiliście Panowie teraz wykłady i rozpoczęliście przeprowadzanie egzaminów, nie pytając nas o zgodę. Tym samym okazaliście nam złą wolę i okazaliście się nieposłusznymi. Za to zostaniecie wszyscy przetransportowani do obozu jenieckiego w Rzeszy, gdzie pozostaniecie do końca wojny. Będziecie mieć wystarczająco dużo czasu na przemyślenie tego, co się stało. Zwracam wam uwagę na to, że każdy, kto zechciałby podjąć ucieczkę, zostanie bezwzględnie na miejscu rozstrzelany. Proszę panie o opuszczenie sali i wychodzimy parami.

Po tych słowa Müller klasnął w dłonie, a uzbrojeni Niemcy wtargnęli do sali i rozpoczęli aresztowania. Do chcącego zabrać głos rektora Lehra-Spławińskiego Müller miał ironicznie powiedzieć, aby ten rozpoczął pochód. Profesorów traktowano niezwykle brutalnie – popychano ich, potrącano kolbami karabinów, niektórych nawet bito. Wśród 183 aresztowanych, poza przedstawicielami najstarszej polskiej uczelni, znaleźli się pracownicy Akademii Górniczej, Akademii Handlowej i kilku innych ośrodków. Wykładowców wśród szykan wyprowadzono wyjściem od strony ul. Jagiellońskiej, co z jednej strony miało zapewnić dyskrecję, a z drugiej umożliwiało sprawny przebieg całej akcji, ponieważ ciężarówki zatarasowały wyloty pozostałych ulic.

fot.Mateusz Giełczyński / CC BY-SA 4.0

Budynek Collegium Novum, w którym miały miejsce aresztowania

Pierwszą noc zdezorientowani naukowcy spędzili w więzieniu przy ul. Montelupich, skąd kolejnego dnia przewieziono ich do koszar przy ul. Mazowieckiej, po czym zwolniono 11 osób. Pozostałych już 9 listopada wywieziono do Wrocławia. Aresztantów sformowano w kolumnę i poprowadzono w kierunku ładowni wojskowej. Tam czekał już na nich Müller, który obwieścił: „Pojedziecie do Niemiec; kto spróbuje ucieczki, zostanie bezwzględnie zastrzelony”. Nie każdy go zrozumiał, więc niektórzy poprosili o tłumaczenie. W odpowiedzi usłyszeli jedynie:

„To zbędne! W Niemczech będziecie mieć sposobność nauczyć się po niemiecku! Kto nie rozumie, też będzie zastrzelony!”. Do pociągu, który nadjechał chwilę później, trzeba było wskoczyć z wysokiej ładowni, z czym nie mogli sobie poradzić starsi profesorowie. W wagonach było ciasno i brudno, a słowa Müllera odebrały wszystkim resztki nadziei.

O trzeciej w nocy pociąg zatrzymał się we Wrocławiu, gdzie – o dziwo – zaprowadzono wszystkich do dworcowej restauracji, a nawet zaproponowano im kawę. Czas wolny wykorzystano na napisanie pocztówek. O piątej Niemcy nakazali przygotować się naukowcom do dalszej drogi. Celem tej ponurej podróży okazały się więzienie śledcze przy dzisiejszej ul. Świebodzkiej 1 oraz więzienie karne przy ul. Kleczkowskiej 31. Aresztowani spędzili tam następnych 18 dni i traktowano ich raczej dobrze. Jak zapamiętał jeden z uczonych: „Zarząd więzienia był dla nas raczej życzliwy, (…) czuć było, że jesteśmy pod opieką prawa, regulamin wiszący w celach mówił nie tylko o obowiązkach więźnia, ale i o prawach i tych praw nam nie zaprzeczano”. Ponad dwa tygodnie upłynęły profesorom leniwie (w tym czasie zwolniono trzy osoby). Niczym nie niepokojeni, grali w szachy figurami ulepionymi z chleba, czytali książki i organizowali naukowe pogadanki. Jednak 27 listopada sytuacja uwięzionych diametralnie się zmieniła.

Tego dnia profesorów wyprowadzono z cel, a około godziny 22:00 170 więźniów pod silną eskortą wywieziono do KL Sachsenhausen, gdzie po krótkiej i szyderczej przemowie Lagerführera Gustava Sorgego, zwanego Żelaznym Gustavem, odprowadzono ich do baraku. Tam zostali spisani i otrzymali numery obozowe. Ponadto musieli oddać całą garderobę, a w zamian dostali obozowe pasiaki. Wszystkich ostrzyżono, ogolono i poddano dezynfekcji, czemu towarzyszyły kolejne szykany ze strony strażników.

Z całej grupy wyodrębniono Żydów – Leona Sternbacha i Joachima Metallmanna, których umieszczono w baraku nr 37 – oraz 11 księży. Tych ostatnich zaprowadzono do baraku nr 58. Pozostali profesorowie wieczorem trafili do dwóch innych baraków: 85 osób do baraku nr 45, a 72 do baraku nr 46. Nastąpiły długie tygodnie, które przyniosły pierwsze zgony.

Zanim do nich doszło, wszyscy musieli znosić trudy obozowego życia. Najgorsze były apele. W ciągu dnia organizowano je trzykrotnie. Najmniejsza niesubordynacja – np. niewystarczająco wyprostowana postawa czy, co gorsza, omdlenie – groziła pobiciem, jak się to zdarzyło w przypadku liczącego 59 lat Kazimierza Stołyhwy. Do lutego 1940 roku przeprowadzono 215 apeli z udziałem polskich profesorów. Jednym z najbardziej dramatycznych był ten z 18 stycznia, gdy mróz sięgał minus 30 stopni, a mimo to więźniom kazano pozostać na placu.

fot.Greg Schechter / CC BY 2.0

Brama główna obozu KL Sachsenhausen

Przez długi czas wykładowcy nie mieli żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym. Pierwsze listy mogli napisać dopiero na początku grudnia 1939 roku. Wszystkie wiadomości musiały zaczynać się od zdania „Ich bin gesund”, oznaczającego po polsku „Czuję się dobrze”. Nawet ocenzurowany list był jednak dla rodzin znakiem, że ich bliski żyje. Było to szczególnie istotne, ponieważ w tamtym czasie niemiecka polityka zaczęła zbierać śmiertelne żniwo. Jako pierwszy zmarł Antoni Meyer, kierownik Katedry Prawoznawstwa i Prawa Górniczego Akademii Górniczej. Jego stan był tak zły, że koledzy musieli go prowadzić na apele. Umarł w szpitalu obozowym w wigilię Bożego Narodzenia. Kilka dni później, 28 grudnia 1939 roku, odszedł Stanisław Estreicher. Pozostali profesorowie pozostawili bardzo dokładne opisy cierpień, jakie znosić musiał ten autorytet w dziedzinie historii prawa.

Jego ostatnie słowa brzmiały: „Koledzy, nie pozwólcie zmarnować naszych śmierci”. W styczniu zmarło kolejnych dziewięciu uczonych. Przygnębienie było coraz większe, a nadzieja – coraz mniejsza.

O uwięzionych upominali się najpierw krajowi, a następnie światowi politycy, którymi potrząsnęła m.in. Luciana Frassati- -Gawrońska, a jeszcze wcześniej – Miklos Schabl, konsul honorowy Węgier w Krakowie. Jeśli chodzi o Włoszkę, to miała ona rozległe kontakty wśród elit Watykanu i faszystowskich Włoch.

fot.Autor nieznany / :Prisoners in the concentration camp at Sachsenhausen, Germany, 12-19-1938 – NARA – 540175.jpg

Więźniowie KL Sachsenhausen

Postanowiła interweniować u samego Benita Mussoliniego. Do pierwszego spotkania w tej sprawie doszło 8 stycznia 1940 roku w Palazzo Venezia w Rzymie, a Duce nie pozostał głuchy na protesty Luciany i okazał się bardzo skutecznym mediatorem. To m.in. dzięki jego wstawiennictwu, ale również interwencji wielu zagranicznych placówek dyplomatycznych, już 8 lutego 1940 roku obóz opuściło 102 profesorów. Warto zauważyć, że wśród interweniujących nie zabrakło… niemieckich uczonych, którzy wyrażali solidarność z aresztowanymi kolegami.

Wracając do interwencji Mussoliniego – część uwolnionych postanowiła podziękować Duce i przekazała mu za pośrednictwem Luciany Frassati-Gawrońskiej album pt. Stanisław Wyspiański – dzieła malarskie wydany w 1925 roku. Publikacja została opatrzona specjalną dedykacją informującą o okolicznościach jej przekazania, którą napisał o. Innocenty Bocheński, dominikanin przebywający na co dzień w Rzymie.

Historia tego albumu jest wręcz niebywała. Otóż 27 października 1944 roku został on odnaleziony przez jednego z polskich żołnierzy – porucznika Jana Bielatowicza – w gruzach jednej z siedzib Mussoliniego, Rocca delle Calminate w jego rodzinnym Predappio. Album przejął pułkownik Lechowicz i ostatecznie trafił on do rąk generała Władysława Andersa, który zabrał go do Londynu i przechowywał w swoim księgozbiorze do śmierci w 1970 roku. Następnie album trafił do londyńskiego Instytutu Historycznego i Muzeum im. gen. Sikorskiego, skąd w 1972 roku został wypożyczony przez Leopolda Kielanowskiego. W 2004 roku synowiec Kielanowskiego, Andrew Meeson-Kielanowski, pojawił się w Krakowie i wręczył tę osobliwą publikację rektorowi Uniwersytetu Jagiellońskiego, który polecił złożyć ją w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej.

Ci, których nie objęto lutową amnestią, szczerze wierzyli również w swoje uwolnienie, jednakże gorzko się rozczarowali. Pierwszego marca Niemcy przeprowadzili selekcję, w wyniku której wytypowali więźniów zdolnych do pracy, a dwa dni później 43 osoby wysłano do Dachau. W Sachsenhausen pozostało 11 profesorów, których stopniowo zwalniano do końca 1940 rok.

Transport do Dachau dotarł 5 marca 1940 roku. Uczonych ulokowano w barakach nr 21 i 23. Warunki niespecjalnie różniły się od tych w Sachsenhausen. Naukowcom przydzielono rozmaite obowiązki – w szpitalach, na plantacji, przy sprzątaniu. Na szczególną uwagę zasługuje jednak powstanie tzw. Komanda naukowego. Chcąc wykorzystać wiedzę krakowskich uczonych, postanowiono zatrudnić ich do prac plantacyjnych również w wymiarze teoretycznym, aby pomogli w stworzeniu konkretnych systemów upraw. Część z nich pracowała w szklarni, inni w królikarni. Była to stosunkowa lekka praca, a zdobyte w jej trakcie rośliny pozwalały na uzupełnienie ubogiej w witaminy obozowej diety, co ratowało życie osadzonych.

Protesty z zagranicy na szczęście nie ustawały i w ich wyniku Krakowian stopniowo zwalniano z Dachau. Ostatni z nich, Kazimierz Piwarski, opuścił obóz 7 października 1941 roku.

Wyjątkiem był Wiktor Ormicki, który przyznał się, że pochodzi z rodziny żydowskiej. Odłączono go od Polaków, a ostatecznie wywieziono do obozu w Mauthausen-Gusen. Tam po licznych upokorzeniach został zamordowany 17 września 1941 roku. Podobny los spotkał dwóch innych żydowskich naukowców. Leon Sternbach zginął 21 lutego 1940 w Sachsenhausen, a Joachim Metallmann 21 sierpnia 1942 w Buchenwaldzie.

Spośród uwięzionych naukowców 15 straciło życie w obozach, a 5 niedługo po ich opuszczeniu. Ponadto niemal każdy z nich uskarżał się przez kolejne lata na liczne dolegliwości, które nierzadko prowadziły do ciężkich chorób (w tym zaburzeń psychicznych – KZ-syndrom) i w konsekwencji do śmierci. Samo zwolnienie z obozu nie oznaczało zresztą spokoju. Niejednokrotnie wykładowców ponownie spotykały aresztowania, po czym osadzano ich w obozach lub więzieniach, z których już nie wrócili – taki los spotkał np. Adama Heydla i Dobiesława Doborzyńskiego. Niektórzy z profesorów nie mieli dokąd wracać, ponieważ ich mieszkania zarekwirowali Niemcy. Wobec tego musieli szukać schronienia u krewnych, a nawet w przytułkach.

Mimo ofiar śmiertelnych, upokorzeń, jakie musieli znosić pozostali przy życiu, mimo oficjalnego zamknięcia krakowskiej wszechnicy, polscy profesorowie wyszli zwycięsko z pojedynku stoczonego z Niemcami. Żaden z nich się nie złamał, żaden nie wyraził chęci współpracy z okupantem. Wszyscy solidarnie znosili swoje położenie, młodsi pomagali starszym, a uwolnieni zabiegali o pomoc dla wciąż uwięzionych. Jeśli chodzi o sam gmach Collegium Novum, to jego wnętrza Niemcy przeznaczyli na siedzibę Urzędu Statystycznego dla Generalnego Gubernatorstwa (niem. Statistisches Amt), którego otwarcie nastąpiło 13 września 1940 roku.

Początkowo urząd ograniczał się do statystyki rolnej, a następnie zajął się też statystyką przemysłową oraz dotyczącą ludności (utworzono w tym celu specjalne wydziały). W prace urzędu zaangażowano nie tylko Niemców, lecz także Polaków, którzy mieli wgląd w niemal całą dokumentację i pod nosem okupantów prowadzili własną działalność, związaną m.in. z zasiedleniem poniemieckich ziem po zakończeniu wojny. W sierpniu 1944 roku urząd został przeniesiony do gmachu Staatsbibliothek.

Tekst jest fragmentem książki Jana Jakuba Grabowskiego „Okupowany. Przewodnik po stolicy Generalnego Gubernatorstwa”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwartego

Zobacz również

Druga wojna światowa

Festung Krakau. Mit wyzwolenia i koniec okupacji.

Przez dziesięciolecia powtarzano, że Kraków uniknął zniszczenia dzięki błyskotliwej operacji Armii Czerwonej. Opowieść o „ocalonym mieście” na trwałe weszła do powojennej narracji historycznej. Problem w...

8 września 2026 | Autorzy: Jan Jakub Grabowski

Okupowany Kraków. Przewodnik po stolicy Generalnego Gubernatorstwa

Zobacz, jak wyglądało miasto królów w czasach III Rzeszy

8 września 2026 | Autorzy: Redakcja

Druga wojna światowa

Polacy w mundurach Wehrmachtu. Andrzej Chwalba i Wojciech Harpula o tragicznych wyborach pod okupacją

Na ziemiach wcielonych do III Rzeszy miliony Polaków zostały poddane brutalnej polityce germanizacji, wysiedleń i segregacji. Wielu mieszkańców Pomorza i Śląska przymusowo wpisano na niemiecką...

1 września 2026 | Autorzy: Andrzej Chwalba

Druga wojna światowa

Przeszli przez łagry, głód i choroby. Pod Monte Cassino mieli pokazać, że Polska wciąż walczy

Żołnierze II Korpusu Polskiego mieli za sobą drogę, jakiej doświadczyło niewiele formacji wojskowych. Więzienia i sowieckie łagry, głód, choroby oraz tysiące kilometrów tułaczki były dla...

31 sierpnia 2026 | Autorzy: James Holland

Druga wojna światowa

Dezerterzy spod Monte Cassino. „Co to jest 20 lat w porównaniu z trupem?”

Choroby, nerwica frontowa, fatalne warunki i nieustanny ostrzał wyniszczały alianckich żołnierzy walczących we Włoszech. Niektórzy nie wytrzymywali i uciekali z frontu, choć za dezercję groziły...

25 sierpnia 2026 | Autorzy: James Holland

Druga wojna światowa

Nie będzie Niemiec… Polska-Niemcy. Tysiąc lat wojny i pokoju

„Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz” – śpiewali Polacy z niesłabnącym zapałem przez cały XX wiek mimo zmieniającej się sytuacji politycznej. Dziś, choć nasze...

23 sierpnia 2026 | Autorzy: Redakcja

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Przeglądaj książki historyczne w najlepszych cenach

Odkryj najciekawsze książki historyczne w atrakcyjnych cenach. Sekcja powstała we współpracy z Lubimyczytac.pl, największą społecznością miłośników literatury w Polsce – dzięki temu możesz wybierać spośród tytułów najwyżej ocenianych przez czytelników.