Żołnierze II Korpusu Polskiego mieli za sobą drogę, jakiej doświadczyło niewiele formacji wojskowych. Więzienia i sowieckie łagry, głód, choroby oraz tysiące kilometrów tułaczki były dla wielu z nich tylko częścią wojennej odysei. Wiosną 1944 roku stanęli pod Monte Cassino, gdzie czekało ich zadanie, z którym wcześniej nie poradzili sobie inni alianci. Dla ludzi Andersa nie była to jednak tylko kolejna bitwa. Chcieli udowodnić światu, że mimo wszystkiego, czego doświadczyła ich ojczyzna, Polacy nadal potrafią walczyć — i zwyciężać.
Tymczasem pozycje 78. Dywizji na Monte Cassino przejmowali żołnierze polskiego 2. Korpusu, dwie dywizje i brygada pancerna liczące łącznie 48 tysięcy ludzi. Zostali przerzuceni do Włoch w grudniu, ale poza tym, że zajmowali spokojny odcinek sektora 8. Armii, nie brali udziału w walkach i stanowili swego rodzaju niewiadomą. Mimo to we wczesnej fazie planowania generał Oliver Leese wyznaczył Polakom główną rolę w zdobyciu masywu Monte Cassino. Powody tej decyzji były dwojakie. Po pierwsze, na masywie Polacy działaliby samodzielnie, co było nieodzowne podczas operacji w dolinie Liri. Nie było to rzeczą złą, ponieważ niewielu z nich mówiło po angielsku. Gdyby walczyli na izolowanym kierunku od reszty 8. Armii, zmniejszałoby to ryzyko problemów z komunikacją. Po drugie, i zapewne ważniejsze, Leese wyczuwał w Polakach żarliwość i dumę, co sugerowało, że mogliby podjąć się najtrudniejszych zadań z większą chęcią niż inne jednostki 8. Armii.
fot. McConville (Sgt), No 2 Army Film & Photographic Unit – https://media.iwm.org.uk/iwm/mediaLib//47/media-47502/large.jpg This photograph NA 12805 comes from the collections of the Imperial War Museums.Generał Oliver Leese wraz z dowódcami jego korpusu obserwujący aliancki nalot bombowy na Cassino; 15 marca 1944
Odwiedziwszy 24 marca generała Władysława Andersa, dowódcę korpusu polskiego, Leese przedstawił swoje stanowisko w sposób bardzo jasny: to, co proponuje, jest niezwykle ryzykowne, lecz także zaszczytne i świadczy o szacunku, jakim brytyjski generał darzy jego podkomendnych.
Monte Cassino miało stać się sprawą polskiej dumy
Anders doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że w ciągu dwóch miesięcy zażartych walk nie udało się zdobyć opactwa, które opierało się wysiłkom zahartowanych w bojach i bardzo doświadczonych żołnierzy. „Zaciekłość walk w mieście Cassino i na Wzgórzu Klasztornym była już wówczas dobrze znana — zanotował Anders. — Zdawałem sobie jednak sprawę, że Korpus i na innym odcinku miałby duże straty.
Natomiast wykonanie tego zadania, ze względu na rozgłos, jaki Monte Cassino zyskało wówczas w świecie, mogło mieć duże znaczenie dla sprawy polskiej”. Zwycięstwo umocniłoby determinację ruchu oporu w Polsce oraz okryło chwałą jego korpus i wszystkich polskich żołnierzy walczących u boku aliantów. „Po krótkim namyśle oświadczyłem — napisał — że podejmuję się tego trudnego zadania”. Tak jak wcześniej dla Francuzów na Belvedere zdobycie Monte Cassino było kwestią polskiej dumy narodowej i miało pokazać światu, że ten straszliwie uciemiężony naród mimo wszystkich doznanych cierpień nadal może walczyć. I zwyciężać. Toteż oczywiście Anders przyjął propozycję Leese’a.
fot.Autor nieznany / domena publicznaByli więźniowie łagrów zgłaszający się do służby wojskowej w Armii Polskiej w ZSRR – 1941
Wśród tych, którzy mieli znaleźć się na linii ognia na Monte Cassino, był 27-letni porucznik Władek Rubnikowicz z 2. szwadronu 12. Pułku Ułanów Podolskich. Pułk wchodził w skład 3. Dywizji Strzelców Karpackich. Pierwotnie był jednostką kawalerii, ale przed nadchodzącą bitwą zostawił swoje samochody pancerne na tyłach, aby tak jak niemal wszyscy żołnierze w tym przeklętym górskim terenie walczyć jako piechota.
Przez sowiecki łagier do armii Andersa
Droga Rubnikowicza do tego spustoszonego zakątka Włoch była długa i dramatyczna, podobnie jak większości żołnierzy 2. Korpusu — łącznie z Andersem; rzadko w historii pojedyncza formacja wojskowa przeszła wspólnie tyle przed swoją pierwszą bitwą. Urodzony w 1916 roku w Głębokiem, małym miasteczku w południowo- -wschodniej Polsce, Rubnikowicz służył jako podchorąży w Wojsku Polskim, kiedy 1 września 1939 roku Niemcy najechali jego ojczyznę od zachodu, i już niebawem walczył z bronią w ręku. 17 dni później Armia Czerwona przekroczyła polską granicę od wschodu, co zmusiło Polaków do walki na dwóch frontach.
Do końca września Polska została wymazana z mapy, podzielona między dwóch najeźdźców. Ranny w ostatnich dniach kampanii Rubnikowicz zdołał dotrzeć do domu, chociaż Głębokie należało już wtedy do ZSRR. Bez pracy i widoków na przyszłość opuścił rodziców i wyjechał do Warszawy, lecz został aresztowany przy próbie przekroczenia granicy radziecko-niemieckiej. Udało mu się uciec i w końcu dotarł do zrujnowanej Warszawy, ale przekonał się, że perspektywy są tam niewiele lepsze niż w Głębokiem.
fot.Nieznany – Melchior Wańkowicz: Bitwa o Monte Cassino, Rzym 1947 / domena publicznaPolacy na „Widmie” 18 maja. Oczyszczanie terenu
Niebawem podjął działalność w polskim podziemiu, jednak kilka miesięcy później został aresztowany po raz drugi na granicy, kiedy próbował wrócić na ziemie polskie pod okupacją radziecką, i trafił do więzienia w Białymstoku. Warunki były nieopisanie straszne; Rubnikowicz siedział w celi przeznaczonej dla ośmiu osób, do której wtłoczono 56 więźniów. Bicie, tortury i ciężka praca fizyczna stanowiły codzienność. Przebywał w białostockim więzieniu przez 13 miesięcy, a w czerwcu 1941 roku, po niemieckiej inwazji na Związek Radziecki, jego i 500 innych więźniów załadowano do wagonów i wywieziono na Syberię. Ostatecznie trafili do łagru w Tundrze Bolszeziemielskiej za kręgiem polarnym. Panowały tam straszliwe warunki. Rubnikowicz, pozbawiony witamin i innych składników odżywczych, ustawicznie tracił wzrok. Każdego wieczoru po całym dniu ciężkiej pracy inni więźniowie musieli odprowadzać go do obozu.
Pod koniec 1941 roku wyszedł wreszcie na wolność, podobnie jak setki tysięcy innych Polaków, na mocy porozumienia pomiędzy generałem Władysławem Sikorskim, szefem polskiego rządu na uchodźstwie w Londynie, a Stalinem; bądź co bądź, byli oni teraz swego rodzaju sojusznikami. Rubnikowicz i jego towarzysze niedoli musieli dotrzeć do Uzbekistanu, gdzie generał Anders formował armię polską. Jakimś cudem przeżył, dzięki temu że podkradał jedzenie, a raz nawet zjadł psa. Zanim przemierzył kilka tysięcy kilometrów i dotarł do Guzaru, był ciężko chory na tyfus. Ponad 93 tysiące Polaków zmarło podczas tej wędrówki, ale szczęśliwym trafem Rubnikowicz uniknął takiego losu. Z pomocą rosyjskiej pielęgniarki, która nabrała do niego sympatii, wrócił do zdrowia.
Zgodnie z pierwotnym zamysłem Sikorskiego odrodzona armia miała walczyć na froncie wschodnim przeciwko Niemcom, lecz Stalin chciał się pozbyć Polaków, a kiedy Churchill dał do zrozumienia, że Wielka Brytania chętnie by ich widziała u boku wojsk imperium brytyjskiego na Bliskim Wschodzie, Sikorski wyraził zgodę na ewakuację powstającej armii Andersa do Iranu. Gdy Rubnikowicz czekał na przewiezienie do Persji, spotkał przypadkowo przyjaciółkę swojej siostry i dowiedział się od niej, że jego rodzice zostali wysłani do kołchozu w Związku Radzieckim. Na mocy porozumienia ze Stalinem żołnierze armii Andersa mogli zabierać ze sobą krewnych, Rubnikowicz nie szczędził więc starań, aby uzyskać dla nich zwolnienie w nadziei, że do niego dołączą.
fot.Nieznany – Narodowe Archiwum Cyfrowe (National Digital Archives Poland) / domena publicznaŻołnierze 2 Korpusu Polskiego na pobojowisku na Monte Cassino
Zanim zdołał dowiedzieć się czegoś więcej, został wysłany do Iranu, gdzie nabawił się malarii i po raz drugi otarł się o śmierć. I tym razem jednak wyzdrowiał i trafił do północnego Iraku, gdzie szkolenie rozpoczęło się na dobre. Otrzymał awans i przydział do 12. Pułku Ułanów Podolskich. Kiedy przebywał w pobliżu Quizil Ribat w Iraku, dowiedział się, że jego rodzice dotarli do Teheranu. Dostał trzytygodniowy urlop i wreszcie spotkał się z nimi; nie byli wylewną rodziną, ale w dniu, kiedy znowu ich zobaczył, uściskał ich i wszyscy troje płakali z radości i rozpaczy.
Po urlopie dołączył do swojego pułku w Kirkuku, gdzie znowu odbywali szkolenie i wysyłali patrole nad granicę. Obdarci, niedożywieni, schorowani i skrajnie wycieńczeni nieszczęśnicy, którzy dowlekli się do Guzaru, zamienili się w sprawnych fizycznie i zdrowych młodych mężczyzn. Z Iraku wysłano ich do Palestyny, gdzie szkolenie trwało dalej. W pełni wyekwipowani przez Brytyjczyków, nosili brytyjskie mundury, brytyjskie hełmy i — w przypadku 12. Pułku Ułanów — mieli na wyposażeniu brytyjskie samochody pancerne AEC. W listopadzie 1943 roku znowu zostali przeniesieni, tym razem do Egiptu — do Aleksandrii, gdzie w grudniu wsiedli na pokład transportowca i popłynęli do Tarentu. Rubnikowicz był podekscytowany tym, że znalazł się we Włoszech. „Wszyscy aż się paliliśmy, żeby wyruszyć na front — zanotował. — Może to brzmieć dziwnie, ale to prawda”.
Wszyscy chcieliśmy walczyć za swój kraj”
Jego zdumiewająca podróż, straszna, wstrząsająca czteroletnia odyseja, była dla niego czymś wyjątkowym, a jednocześnie bardzo podobnym do doświadczeń niemal wszystkich 48 tysięcy żołnierzy II Korpusu. Rubnikowicza, tak jak większość jego towarzyszy broni, motywowało palące pragnienie, aby przeżyć i móc pomścić cierpienia Polski. A teraz, na przełomie kwietnia i maja, znaleźli się pod Cassino. I niebawem w swojej pierwszej akcji bojowej od 1939 roku mieli zaatakować górę, która do tej pory opierała się alianckim żołnierzom. Rubnikowicz, podobnie jak Anders, czuł dumę, że powierzono im to zadanie. „Wszyscy chcieliśmy walczyć za swój kraj — zanotował. — Wszyscy, w stu procentach, w dwustu procentach, uważaliśmy to za zaszczyt, że idziemy walczyć za Polskę”.
Polacy zaczęli zajmować pozycje 24 kwietnia. W ciągu dnia tkwili w swoich ciasnych schronach, jaskiniach i parowach, na zimnych racjach żywnościowych i zaledwie dwóch litrach wody na osobę co 24 godziny. Ich noce zdominowały jednak niekończące się dostawy zaopatrzenia, przez dolinę Rapido samochodami, a później mułami do podnóża góry i na samą górę. Anders zamierzał przeprowadzić dwa uderzenia, jedno po obu stronach Głowy Węża, a drugie wzdłuż grzbietu ciągnącego się od Monte Castellone, wykorzystując dobrze wydeptane szlaki, którymi próbowały już posuwać się „Red Bull” i 4. Dywizja Hinduska. Anders chciał jednak zaatakować z obu kierunków jednocześnie, chociaż nadal nie wiedział o niemieckim systemie obrony w kształcie ósemki.
fot. Nieznany – Melchior Wańkowicz: Bitwa o Monte Cassino (1945-1947), Rome-Milan / domena publicznaWalka na granaty pod wzgórzem „593”
Jego dywizje składały się tylko z dwóch brygad, a nie z trzech, aby więc zapewnić sobie większą liczbę żołnierzy do wstępnego ataku, zamierzał wykorzystać wszystkie swoje bataliony piechoty naraz, by nie pozostawić nic w odwodzie. 12. Pułk Ułanów Władysława Rubnikowicza wchodził normalnie w skład rezerwy korpusu, ale z powodu tych niedoborów został przydzielony do 3. Dywizji Strzelców Karpackich jako dodatkowy batalion piechoty. On i jego pluton okopali się na niższych południowych zboczach Głowy Węża, panujących nad Colle d’Onofrio. Czekali, aż rozpocznie się atak.
Tekst jest fragmentem książki Jamesa Hollanda Monte Cassino 1944, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2026.

KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.