Tysiące urn z prochami niemowląt, kamienne stele i ślady rytuałów odprawianych przez stulecia. Czy Kartagińczycy naprawdę składali dzieci w ofierze bogom, jak twierdzili ich rzymscy wrogowie? Eve MacDonald wraca do jednego z najbardziej kontrowersyjnych miejsc świata starożytnego i pokazuje, że prawda może być znacznie bardziej skomplikowana.
W jednym z najstarszych i najbardziej kontrowersyjnych przybytków religijnych w Kartaginie, często zwanym tofet, znajdują się tysiące małych kamiennych steli, w tym część z inskrypcjami „Ponieważ usłyszał/usłyszała nasz głos”. Pod stelami spoczywały ceramiczne urny z popiołami i szczątkami bardzo małych dzieci, niemowląt i noworodków. Zgromadzone na niewielkiej przestrzeni, obejmują całą historię miasta, od pierwszych faz osadnictwa aż po kres jego istnienia. To najbardziej bulwersujące kartagińskie ofiary religijne, jakie znamy. Od chwili, kiedy w 1921 roku odkryto owo miejsce, wiedziono burzliwe debaty nad jego charakterem.
Czym było? Czyżby rację mieli rzymscy i greccy autorzy, którzy imputowali kartagińskim barbarzyńcom składanie dzieci w ofierze bogom?
Cmentarz dzieci czy miejsce ofiar?
Czy może to po prostu cmentarzysko przedwcześnie zmarłych istotek, posępne świadectwo wysokiej umieralności niemowląt w tamtych czasach? Na te pytania nie ma jednoznacznych odpowiedzi, mamy za to tyle informacji o tym niesamowitym miejscu i jego możliwym znaczeniu dla pierwszych mieszkańców Kartaginy, że warto się przyjrzeć, jak dzięki niemu zmienia się nasza wiedza o mieście i jego obywatelach.
Obecnie ten rejon nazywa się dzielnicą Tanit, od imienia bogini, małżonki Baala – w inskrypcjach czasem określanej jako jego „oblicze”. Funkcjonuje również hebrajska nazwa, tofet, myląca wprawdzie, choć najbardziej znana. Wzięta z dwóch wersetów biblijnych, została nadana dziecięcej nekropolii przez odkrywców, pierwszych Europejczyków przybyłych na wykopaliska Kartaginy. W Starym Testamencie odnosiła się do doliny Ben-Hinnom (Gehenny) w Jerozolimie, gdzie jakoby Filistyni „poświęcali swe dzieci w ogniu”.
fot.Pradigue / CC BY-SA 3.0„Maski i stele, Muzeum Narodowe w Kartaginie”
Powiązanie jej z kartagińskim odkryciem zainspirował XIX-wieczny francuski pisarz Gustave Flaubert, który w powieści Salambo opisał składanie ofiar z dzieci w Kartaginie. Ów literacki „tofet” nie ma żadnego związku z funkcją ani znaczeniem znaleziska, posługuję się jednak tym określeniem, by trzymać się konwencji.
Bogini Tanit i ślady rytuału
Najwcześniejsze ofiary w sanktuarium tofet, składane przez pierwszych obywateli Kartaginy, są zakopane głęboko, cztery do pięciu metrów pod powierzchnią ziemi. Były to proste pochówki kremacyjne w małych urnach, zazwyczaj o wysokości 20–25 cm, czasem nakryte stosem kamyków. W miarę bogacenia się mieszkańców przybrało to bardziej wymyślne formy. Przy niektórych popielnicach znajdowano elementy biżuterii bądź amulety, zdarzały się ceramiczne maski o zniekształconych grymasem rysach – przypuszczalnie dla odstraszania złych duchów.
Niektóre kamienne stele są zdobione, inne – pokryte inskrypcjami poświadczającymi, że ofiara była wypełnieniem ślubowania, albowiem bóstwo „usłyszało głos” suplikanta. Dla nas znaczy to wiele: dzięki temu wiemy, że z nekropolii korzystali członkowie wszystkich grup i warstw społecznych – nie był to tylko jeden rytuał ani rodzaj ofiary. Ludzie zamożni mogli sobie pozwolić na kosztowniejsze materiały i wzory, także na zaopatrzenie funeralne, podczas gdy uboższym rodzinom pozostawały najprostsze urny i kamienne kopczyki.
Jedna z wyróżniających się stel, datowana na IV wiek p.n.e., opowiada nam historię wizualnie. Wąska i wysoka, wykonana z twardego wapienia, zdobiona jest rytymi obrazami. Scena główna przedstawia mężczyznę w szatach kapłańskich w wykroku i z uniesioną prawicą. Gest ów, uniwersalny symbol modlitwy, widuje się na innych starożytnych artefaktach i wizerunkach nie tylko w Kartaginie, lecz w całym regionie bliskowschodnim. Na lewym ręku postać trzyma śpiące lub może martwe dzieciątko.
fot.Michel-Georges Bernard / CC BY-SA 3.0Stela z symbolem Tanita w Tophet w Kartaginie w Tunezji, obejmująca półksiężyc nad postacią
Widnieją tam też ornamenty w kształcie półksiężyca, w tym połączone z dyskami – taka kombinacja miała być symbolem Baala. Stela ta jako pierwsza i jak dotąd jedyna zdaje się opowiadać dzieje tej nekropolii. Właśnie jej odkrycie naprowadziło badaczy na to miejsce.
Jak mamy rozumieć lud kartagiński poprzez pryzmat religii i ofiarnictwa? Kim byli rodzice, którzy poświęcali ukochane potomstwo bogom, aby dopełnić przysięgi? Niektórych znamy z imion i wiemy, że reprezentowali różne grupy etniczne: Kartagińczyków, Libijczyków, Greków. W Kartaginie dbano o dzieci tak samo jak w Grecji czy Rzymie i złożenie ich w ofierze było czymś nie do pojęcia.
W starożytności śmiertelność niemowląt była bardzo wysoka – według niektórych opinii mogła sięgać pięćdziesięciu procent – to zaś znaczy że te, które przeżyły, były tym cenniejsze. Poświęcić je za dobrobyt społeczności to największa z ofiar. Cmentarzysko było widzialną, najwyraźniej ważną częścią miasta wybraną przez obywateli i obcych rezydentów na miejsce wotywne.
W kwestii znaczenia tofet wysnuto wiele teorii. Część uczonych sugeruje, że chodziło o zrytualizowaną metodę regulacji zaludnienia. Spotkaliśmy się z nią w ówczesnych społecznościach greckich i rzymskich, jak zresztą w całym świecie starożytnym: niemowlęta, którym nie można było zapewnić opieki, niechciane (jak dziewczynka zamiast wymarzonego syna) bądź zdeformowane czy kalekie, pozostawiano na pastwę przyrody. Niektórzy twierdzą, że być może w Kartaginie ten zwyczaj był bardziej sformalizowany. Nie brzmi to jednak wiarygodnie, albowiem inskrypcje mówią wyraźnie, że ofiar dokonywano w celu wypełnienia ślubów i w podzięce za wysłuchanie modłów, co znaczy, że obrzęd trzeba było odprawić już dobrze po złożeniu bogom obietnicy.
Co mówi Archeologia?
Przy najświeższych odkryciach w tej lokalizacji posłużono się najnowocześniejszymi technikami i metodami analitycznymi. Stwierdzono, że w chwili kremacji dzieci miały często zaledwie kilka dni, były też różnej płci. Rytuał nie był przy tym niezmienny w czasie, o czym może świadczyć zastępowanie w niektórych przypadkach szczątków ludzkich zwierzęcymi.
fot.damian entwistle / CC BY-SA 2.0Współczesna rekonstrukcja punickiej Kartaginy. Port Kothon na froncie mieści okrągły port wojskowy Kartaginy, w którym zakotwiczone były wszystkie okręty wojenne ( biremy ).
Kartagiński tofet nie jest jedyny w środkowej części Morza Śródziemnego. Inne odkryto na Sardynii, Malcie, w sycylijskiej Motji tudzież w innych punktach północnoafrykańskiego wybrzeża, jak Hadrumetum (dzisiejsza Susa w Tunezji). Istnienie tofet w danym mieście może implikować bezpośrednie powiązania Kartaginy z jej osadami satelickimi bądź nawet stanowić wyznacznik jądra świata punickiego czy zachodniofenickiego. W każdym takim miejscu znajdujemy niewielki przybytek kultu oraz dużą liczbę glinianych urn pod stelami. Ponieważ jest to zjawisko typowo kartagińskie, wiele uwagi poświęcono kwestii, czy możliwe jest zrozumienie tofet z tego punktu widzenia.
Czy da się ujrzeć te cmentarzyska, jakie były i jak je wykorzystywano, zamiast patrzeć na nie oczyma starożytnych Greków i Rzymian, nie mówiąc już o dzisiejszej perspektywie? Ofiary z ludzi nie były nieznane w ówczesnych rywalizujących z Kartaginą kulturach śródziemnomorskich. Są dowody, że w różnych okresach praktykowano je w społecznościach greckich, rzymskich i innych, rzecz była więc znacznie normalniejsza wtedy, niż potrafimy to pojąć dzisiaj.

Rekonstrukcja artystyczna inspirowana punickimi stelami i maskami z Kartaginy. Ilustracja wygenerowana z użyciem AI.
Tofet w starożytnych miastach znajdował się w obrębie murów, co jest istotne, jako że cmentarze z powodów higienicznych i zdrowotnych niemal zawsze powstawały poza nimi. Lokalizacja w sercu miejscowości ma zasadnicze znaczenie: tofet najwyraźniej był nierozerwalnie związany z życiem Kartaginy od chwili powstania miasta na wschodnim, zwróconym ku morzu stoku wzgórza nazwanego później Byrsą. Pozostałości najwcześniejszej zabudowy są dziś pogrzebane kilka metrów pod powierzchnią, po wiekach rojnego życia, późniejszym zniszczeniu i odbudowie w okresie rzymskim, aż po zajmujące to miejsce dzisiejsze mieszkalne przedmieście Tunisu – tak że nie mamy jeszcze o niej pełnej wiedzy.
Tytuł, lead, ilustracje wraz z podpisami, wytłuszczenia pochodzą od redakcji. Tekst został poddany podstawowej obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia częstszego podziału akapitów.
KOMENTARZE (2)
Chyba jednak ludzie mocno się nie zmienili, bo czy dzisiaj jest mocno inaczej? Dziś też w niektórych „Kartaginach” zabija się dzieci zastrzykiem lub przez poćwiartowanie jeszcze w kobiecie. Miliony rocznie.
W Kanadzie czy Brukseli w majestacie prawa można dziecko pozbawić życia do momentu odcięcia pępowiny na wniosek matki. W Polsce 2026 to jeszcze szokuje, czy będzie szokować w Polsce 2036?
Ludzie często idealizują przeszłość albo patrzą na nią wyłącznie przez współczesną moralność. Tymczasem w starożytnym świecie porzucanie noworodków czy dzieci z ciężkimi wadami było czymś znacznie bardziej powszechnym, niż wielu chce przyznać. I nie dotyczyło to wyłącznie Greków czy Rzymian — podobne przypadki znane są z różnych kultur, również z terenów Europy Północnej.
Brzmi brutalnie, ale ówczesny świat sam w sobie był brutalny. Ludzie żyli w biedzie, bez medycyny, bez opieki społecznej i bez jakiegokolwiek zabezpieczenia. Kiedy cała rodzina walczyła o przetrwanie, utrzymanie ciężko chorego dziecka często przekraczało ich możliwości. Dziś łatwo to oceniać, siedząc w ogrzewanym mieszkaniu i mając dostęp do szpitali, świadczeń oraz pomocy państwa.
A mimo rozwoju cywilizacji nadal uciekamy od niewygodnych pytań. Planeta jest coraz bardziej zaludniona, miasta się rozrastają, natura znika pod kolejnymi osiedlami i uprawami, a jednocześnie ludzie udają, że nie istnieje temat jakości życia i cierpienia.
Wczoraj na starówce w Toruniu widziałem starszego mężczyznę opiekującego się dorosłą osobą z ciężkim porażeniem mózgowym. Obok stał szyld: „Szanuj życie”. I właśnie wtedy przyszła mi do głowy myśl, której wiele osób boi się powiedzieć głośno — czy samo biologiczne istnienie zawsze oznacza godne życie? Co stanie się z taką osobą, gdy zabraknie jedynego opiekuna?
To nie jest atak na kogokolwiek. To po prostu pytanie o granice cierpienia, odpowiedzialności i o to, czy współczesny świat naprawdę ma odwagę rozmawiać o takich sprawach szczerze, zamiast tylko powtarzać hasła.