Pierwszy proces oświęcimski bywa często pomijany w zachodniej literaturze. Częstokroć zagraniczni autorzy nie są nawet tego świadomi, ale pierwszymi, którzy osądzili nazistowskich zbrodniarzy kierujących Auschwitz, byli Polacy. Po tych oskarżonych skruchy jednak nie należało się spodziewać.
Zanim rozpoczął się proces
To, że zbrodniarzy, którzy kierowali obozem koncentracyjnym Auschwitz, należało osądzić, było oczywiste. Trzeba było jednak wcześniej przygotować odpowiednie ramy do tego procesu, a także zgromadzić materiał dowodowy. W marcu 1945 roku powstała Komisja Oświęcimska, czyli Komisja do Zbadania Zbrodni Niemiecko-Hitlerowskich w Oświęcimiu, a istotną rolę w jej funkcjonowaniu odegrał sędzia śledczy Jan Sehn. To właśnie on oraz jego współpracownicy przeprowadzili pierwszą wizję lokalną na terenie obozu. Od kwietnia 1945 roku zajmował się on przesłuchiwaniem świadków. Później zaś stanął na czele Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Krakowie.
fot.Autor nieznany – Institute of National RemembranceJan Sehn
W samym procesie zbierania dowodów Polakom przeszkadzali chociażby Rosjanie. Przykładowo współpracowniczce Sehna, Krystynie Szymańskiej, odmówiono wydania części obozowych akt, które przedstawiciele ZSRR uznali za… łupy wojenne.
Zanim jeszcze w ogóle doszło do pierwszego procesu oświęcimskiego, w tym samym 1947 roku, w marcu, przed sądem stanął sam Rudolf Höss, do czego również walnie przyczynił się Jan Sehn. To Rudolf Höss był inicjatorem powstania obozu w Auschwitz, jak i jego pierwszym komendantem. Został skazany na śmierć, a wyrok przez powieszenie wykonano 16 kwietnia 1947 roku na terenie obozu, którym sam wcześniej zarządzał. Zgromadzone zaś w trakcie przygotowań do jego procesu materiały posłużyły również do przygotowania pierwszego procesu oświęcimskiego.
Przeczytaj także: Kompania karna w Auschwitz
Załoga obozu śmierci przed sądem
W pierwszym procesie oświęcimskim przed sądem stanęli dawni podwładni Rudolfa Hössa. Aby przeprowadzenie takiego procesu było w ogóle możliwe, potrzebna była specjalna podstawa prawna. Stał się nią dekret PKWN z 31 sierpnia 1944 roku o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego. Należy podkreślić, że dekret ten przewidywał możliwość skazania na karę śmierci. Stosowny zapis został zawarty już w art. 1 pkt 1, który stanowił, że takiej właśnie karze podlega ten, „kto, idąc na rękę władzy państwa niemieckiego lub z nim sprzymierzonego: 1) brał udział w dokonywaniu zabójstw osób spośród ludności cywilnej albo osób wojskowych lub jeńców wojennych”.
Wśród oskarżonych znaleźli się m.in. Arthur Liebehenschel, następca Hössa na stanowisku komendanta obozu, jego zastępca Hans Aumeier, Maria Mandl – kierowniczka kobiecego obozu w Birkenau, kierujący Wydziałem Politycznym Maximilian Grabner czy kierownik krematoriów Erich Muhsfeldt. Proces 40 zbrodniarzy, nazywany pierwszym procesem oświęcimskim, toczył się w Polsce przed Najwyższym Trybunałem Narodowym, który został utworzony na mocy dekretu z 22 stycznia 1946 roku. Na mocy tego samego dekretu powołano również prokuraturę Najwyższego Trybunału Narodowego.
fot.Autor nieznany (oficjalny portret SS) – Państwowe Muzeum Auschwitz-BirkenauSS-Sturmbannführer Arthur Liebehenschel (1901-1948), komendant Konzentrationslager Auschwitz (1 grudnia 1943 – 8 maja 1944)
Sam proces miał miejsce w Krakowie pomiędzy 24 listopada a 14 grudnia 1947 roku. Składowi sędziowskiemu przewodniczył Alfred Eimer. Rozprawy toczyły się w gmachu Muzeum Narodowego w Krakowie i były symultanicznie tłumaczone na cztery języki: angielski, francuski, niemiecki i rosyjski. Oskarżonym przydzielono obrońców z urzędu. W sprawę zaangażowanych było dziewięciu biegłych. Zgromadzono łącznie kilkadziesiąt tomów akt, liczących aż 15 000 kart. Wszystkim oskarżonym zarzucono udział w masowych morderstwach dokonywanych na terenie Auschwitz, co potwierdzały zeznania ponad 200 przesłuchanych świadków.
Przeczytaj także: Muzyka w cieniu komór gazowych. Historia żeńskiej orkiestry Auschwitz
Wśród oskarżonych strach mieszał się z butą
Podejście samych oskarżonych do postawionych im zarzutów było różne, ale diametralnie inne niż w przypadku Rudolfa Hössa. Pierwszy oskarżony w sprawie Auschwitz zdawał sobie sprawę ze swojej sytuacji, jak i przede wszystkim z faktów. Nie próbował im zaprzeczać. Sam uznał, że przy istniejącym materiale dowodowym próby ukrywania prawdy nie mają sensu. Oczekiwał zatem jedynie wyroku, a następnie wykonania kary.
Zupełnie inaczej postąpili oskarżeni w pierwszym procesie oświęcimskim. Generalnie twierdzili oni, że nie czują się winni. Jedynie część z nich przyznawała się do bicia więźniów. Powszechna była natomiast praktyka zrzucania odpowiedzialności na przełożonych, w tym przede wszystkim na Hössa. Oskarżeni starali się w ten sposób zasłaniać otrzymanymi rozkazami. Zaprzeczanie faktom mieszało się u nich z butą.
fot.Autor nieznany / domena publicznaMaria Mandl lub też Mandel
Jak stwierdził wieloletni dyrektor Muzeum Auschwitz Kazimierz Smoleń: „Uporczywie zaprzeczali udowodnionym faktom, dążyli do podważenia zeznań świadków, a równocześnie płaszczyli się przed Trybunałem, chcąc uzyskać łagodny wyrok”. Niekiedy próbowali też przekonywać świadków o swojej rzekomej dobroci wobec nich. Liebehenschel twierdził wręcz, że w czasie, gdy był komendantem obozu, warunki życia wszystkich więźniów uległy poprawie. Co się zaś tyczy buty – przykładowo Aumeier oświadczył, że jeżeli zostanie zabity, to stanie się „ofiarą pokutną za Niemcy”.
Przeczytaj także: Kary w Oświęcimiu
Uniewinniony lekarz z Auschwitz
Jedynym uniewinnionym okazał się Hans-Wilhelm Münch, lekarz Instytutu Higieny Waffen-SS w Auschwitz. Oskarżano go o przeprowadzanie zbrodniczych eksperymentów. Miał on m.in. wykonywać więźniom zastrzyki z krwi innych więźniów, którzy chorowali na malarię. Lekarz wszystkiemu podczas procesu zaprzeczył. Znaleźli się także świadkowie, którzy twierdzili, że zawdzięczają mu życie. Co interesujące, w 1998 roku na łamach „Der Spiegel” opublikowano wywiad z nim, w którym stwierdził, że mógł przeprowadzać eksperymenty na ludziach oraz że było to ważne dla nauki.
Do Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie zgłosił się wówczas również nowy świadek. Niemiecka prokuratura umorzyła jednak śledztwo, uzasadniając to poziomem demencji Müncha, który – według niej – był niezdolny do zrozumienia znaczenia zarzutów, jak i do brania udziału w procesie. Uznano go za niezdolnego do tego typu czynności, a zatem żadne zarzuty nie zostały mu postawione.
Zabijali miliony, ale wyroki wzbudziły w nich przerażenie
Wyroki w pierwszym procesie oświęcimskim ogłoszono 22 grudnia 1947 roku. Z 40 sądzonych osób 39 zostało skazanych, a tylko jedną uniewinniono. Zasądzono łącznie aż 23 kary śmierci, z których ostatecznie wykonano 21. Skazanych powieszono 24 stycznia 1948 roku na dziedzińcu więzienia przy ulicy Montelupich w Krakowie. Dwa wyroki – dla lekarza obozowego Johanna Kremera oraz urzędnika administracji Artura Breitwiesera – zostały później zmienione na dożywocie. Sześciu oskarżonych skazano na dożywotnie więzienie za udowodnione zbrodnie na więźniach, niebędące jednak własnoręcznie dokonywanymi zabójstwami. Kolejnych dziesięciu skazano na kary od 3 do 15 lat więzienia.
fot.06 82A / CC BY-SA 4.0Franz Kraus
Jak oskarżeni przyjęli te wyroki? Wspominało o tym przywołane przez IPN „Echo Krakowa”:
„Oskarżeni stoją wyprostowani, przy czym twarze ich, zamarłe w oczekiwaniu, zdradzają szalone napięcie nerwowe. Twarz Liebehenschela robi wrażenie nieruchomej maski. […] Inaczej zachowuje się Maria Mandl. Z całej mocy stara się zapanować nad sobą, wysiłki jej jednak okazują się daremne. Kobieta, która jednym skinieniem ręki skazywała więźniarki na śmierć, teraz nie potrafi uśmierzyć gwałtownie przyspieszonego oddechu, nienaturalnych wypieków i nerwowego drgania całej twarzy”.
I tak oto ci, którzy bez mrugnięcia okiem skazywali na śmierć tysiące ludzi, dopiero w obliczu własnej śmierci okazywali jakiekolwiek ludzkie reakcje – i to tylko niektórzy.
Bibliografia
3. S. Batawia, Rudolf Hoess komendant obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, „Archiwum Kryminologii”, tom XVII/2003-2004.
4. K. Kalinowski, Świadkowie Auschwitz w zapisach terroru, „Memoria”, nr 5/2018.
5. W. Kulesza, J. Kulesza, Auschwitz przed sądem — jurystyczny akt ostatni, „Studia nad Autorytaryzmem i Totalitaryzmem”, nr 1/2023.
7.Wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, Najwyższy Trybunał Narodowy, 22 grudnia 1947 roku, Nr. akt N.T.N. 5/47.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.