Ciekawostki Historyczne

Z sąsiadami lepiej dobrze żyć. Ale polska szlachta zupełnie inaczej rozumiała zasady współżycia społecznego. A w sporach sąsiedzkich miała bardzo krótki lont.

A bodajbyś się w Polsce szlacheckiej procesował – zdecydowanie można by wprowadzić do języka polskiego takie przekleństwo. Weźmy takie zajazdy – słowo dobrze znane z „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza. Jak pisze za Zygmuntem Glogerem Iwona Pugacewicz, zajechać dobra znaczyło objąć je siłą w posiadanie. W dawnych czasach środki egzekucyjne dla wyroków sądowych, zarówno w Polsce jak i całej Europie, były bardzo słabe. (…) Wiadomo, że dawniej starosta, mający obowiązek wykonywania dekretów przeciw opornym, używał siły przez zwołanie szlachty ze swojej jurysdykcyi, aby powagę prawa poparła. Taki zajazd z wyrokiem w ręku, pod wodzą starosty i ze szlachty samej złożony, był „zajazdem prawnym” .

Problem w tym, że mało kto chciał do takiego zajazdu prawnego czekać. Żeby do niego doszło, trzeba było przejść cały korowód sądowy. W pierwszej kolejności należało bowiem uzyskać intromisję. Na jej mocy sporne dobra przyznawane były jednej ze stron. Druga miała obowiązek podporządkować się orzeczeniu. Wyegzekwowania tych postanowień na tym etapie dokonywał – jeszcze bez asysty zbrojnej – woźny sądowy. Tyle teoria.

Bywało, że intromisja była powtarzana kilkakrotnie. Jeżeli zaś nie odnosiła skutku., w końcu zarządzana była rumacja. Przedtem jednak konieczne było ogłoszenie banicji, która polegała na wypędzeniu stawiającego się szlachcica z nielegalnie zajmowanych dóbr. I dopiero wtedy – nareszcie – można było zarządzić egzekucję. Czyli wyrzucić delikwenta z majątku siłą, co formalnie przeprowadzał starosta. I tylko w takiej sytuacji dokonujący zajazdu nie ponosił żadnej odpowiedzialności za zniszczenia, a nawet zabójstwa, które miały miejsce w jego trakcie. Ale nawet ogłoszenie banicji mogło nie zakończyć sprawy. Oto bowiem wystarczyło, że taki szlachcic w porę wyrobił sobie glejt królewski, a wtedy urzędnicy odchodzili z kwitkiem!

Przyczyny zajazdów

Jak wyglądał zajazd? Dużo zależało od jego powodów. Generalnie oprócz szlachcica brała w nim udział jego rodzina, służba, a nawet chłopi. Zajeżdżający nie ukrywał swojej tożsamości. Najechany wiedział, komu zawdzięcza tak „przyjemne” potraktowanie. Większość zajazdów miała miejsce w dzień, aczkolwiek zajazdu nocnego bynajmniej nie uważano za coś niehonorowego. I co najważniejsze w kontekście powyższych rozważań prawnych: najczęściej zajazdu dokonywano już po pierwszej intromisji.

Tradycyjnie zajazdy były uprzednio planowane. A powody ich przygotowywania bywały najróżniejsze. Od sporów granicznych przez sprawy spadkowe po kradzież drzewa z lasów czy wyławianie ryb ze stawów. Pewne rodzaje zajazdów moglibyśmy nazwać okazjonalnymi. „Towarzyszyły” one weselom, imieninom, ale też pogrzebom – czy to dłużników, czy krewnych, aby okazać niezadowolenie z ostatniej woli zmarłego.

Oprócz szlachcica w zajeździe brała udział jego rodzina, służba, a nawet chłopi.fot.Ludwik Gędłek/domena publiczna

Oprócz szlachcica w zajeździe brała udział jego rodzina, służba, a nawet chłopi.

Niekiedy okoliczności były wręcz kuriozalne. W roku 1717 powodem jednego z zajazdów stała się… zbiegła żona. Natomiast gdy w połowie XVII wieku rodzina Grabskich zajechała Waleriana Szczycińskiego, Ludwik Grabski, chcąc wywołać awanturę, schował w kieszeni jedną z książek Szczycińskiego. Właściciel spróbował odebrać swoją własność – i postradał trzy palce u ręki.

Zobacz również:

Działanie w afekcie

Nie wszystkie zajazdy były przygotowywane. Wiadomo, krew nie woda. Czasem wystarczał pierwszy lepszy pretekst, by zajechać sąsiada. I tak np. Stanisławowi Białewskiemu nie przypadła do gustu… mina dziedzica Słuckiego. Po inwektywach puszczono w ruch kańczugi,  a następnie „winnego” zajechano. Innym razem na wąskiej drodze spotkały się rody Rybińskich i Dąbrowskich. Żadna rodzina nie chciała ustąpić, więc doszło do bijatyki. A potem Dąbrowscy najechali nie tylko dom, ale i karczmę Rybińskich.

A skoro już jesteśmy przy karczmach: osobną „kategorią” zajazdów, które w większości miały miejsce pod wpływem impulsu (zabrakło alkoholu lub może było go za dużo?), był właśnie zajazd karczmy. Na przykład w 1676 roku Aleksander Rudnicki najechał karczmę Jana Smarzewskiego w Zegrzanach i powyganiał gości, po czym – jak informuje Iwona Pugacewicz – rozkazał sobie pierogi smażyć na maśle!

Czytaj też: Czym się różnił „zwykły” szlachcic od magnata?

Przyszły król Polski warchołem?

Ofiarą zajazdu mógł paść każdy. I każdy mógł stać się jego sprawcą. Całkowitym brakiem poszanowania jakiejkolwiek sprawiedliwości wykazał się swego czasu np. przyszły władca Polski Jan Sobieski. Był rok 1660. Ówczesny król Jan Kazimierz dekretem z 19 marca nadał mu starostwo stryjskie. Jednakże w tamtym czasie rezydowała na nim Konstancja Koniecpolska, wdowa po Krzysztofie Koniecpolskim. I ani myślała ustąpić. Sobieski postanowił więc wziąć sprawy w swoje ręce. Zebrał około 300 jeźdźców i ruszył w drogę.

Całkowitym brakiem poszanowania jakiejkolwiek sprawiedliwości wykazał się swego czasu np. przyszły władca Polski Jan Sobieski.fot.Jan Matejko/domena publiczna

Całkowitym brakiem poszanowania jakiejkolwiek sprawiedliwości wykazał się swego czasu np. przyszły władca Polski Jan Sobieski.

Wydawało się, że napyta sobie tym biedy, ponieważ Koniecpolska wstąpiła na drogę prawną. Twierdziła – na podstawie dawniejszego listu królewskiego – że ziemie te zostały jej oddane w dożywotnią dzierżawę. I w kontekście zajazdu, którego padła ofiarą, uzyskała korzystny dla siebie wyrok. Sobieski, który nawet nie stawił się na rozprawę, został zobowiązany do zwrotu bezprawnie – bo bez wyroku – zagarniętych dóbr. Musiał również wypłacić odszkodowanie. Cóż z tego, skoro przyszły monarcha zignorował orzeczenie sądowe. Wykpił się dekretem Jana Kazimierza i włos mu z głowy nie spadł.

Słaba płeć? Nic z tych rzeczy!

Co ciekawe, w zajazdach szlacheckich da się nawet odnaleźć ślady kobiece. Choćby w roku 1659 zapisała się w ten sposób żona Wojciecha Ostrowskiego, którą Jacek Komuda nazywa „niezłą wilczyca kujawską”. Otóż w trakcie wspomnianego zajazdu poturbowała ona Krystynę Liniecką, jej służącą Annę poczęła bić, a panią – ukąsiła w palec i wyrwała jej włosy.

Zdarzało się, że same zajazdy były przeprowadzane pod wodzą kobiet, m.in. Anny Łahodowskiej czy Teofili Chmielnickiej. Z kolei niejaka pani Żabicka raczyła najechać… własnego męża! I nie podobno było [go] bronić, bo Ichmość Pani Żabicka, małżonka (…) obuchem jego bić chciała (…) i szturchała. Natomiast Zofia z Zalewskich próbowała przekonać swoich ludzi, że lepiej, aby cel ich zajazdu został zabity, ponieważ w innym przypadku będzie ich wszystkich… prawem patrzył!

Szlachcianki potrafiły też skutecznie stawić opór. Dobrym przykładem jest tutaj rok 1670, kiedy do intromisji u Uherców w Bieszczadach próbował doprowadzić niejaki Zaklika. Wówczas, jak informuje Jacek Komuda: szlachcianka Jasienicka z czterema córkami – Baśką, Haśką, Zośką i Halszką „bardzo tęgiej urody” – wypadły z dworu, a dziewki z kijami uderzyły na przybyłych urzędników. Pobiły nawet samego Zaklikę i przepędziły wszystkich na cztery wiatry!

Czytaj też: Jak szlachcianki dbały o urodę?

Zajazd na gnojnej. Dosłownie

Generalnie szlachcice do pewnego stopnia szanowali kobiety. Ale i to miało swoje granice. W momencie dokonywania zajazdu szacunek ten się kończył, a kobiety często padały ofiarami pobić. Okrutny los spotkał Barbarę Przewoską, której po śmierci męża odebrano dziecko, zaś ją sama wypędzono. Zakazano jej wracać pod groźbą pobicia kańczugami. Ona jednak zlekceważyła to i weszła do dworu przez okno. Wówczas ludzie stolnika i sędziego grodzkiego Antoniego Niewieścińskiego wywlekli ją stamtąd siłą i depcząc ją, zaciągnęli do karety. Później, jak podaje Dominik Golec: widząc mglejącą, kubka wody nie podali, do więzienia wrzucili, głodem kilka czasów morzyli, krew w ręku dla prędszej śmierci puszczać zamyślali. Barbara została wypuszczona dopiero wtedy, gdy zrzekła się odziedziczonych po mężu dóbr.

Nie sposób byłoby przytoczyć wszystkich przypadków pobić czy zranień, do jakich dochodziło w trakcie zajazdów.fot.Władysław Bończa-Rutkowski/domena publiczna

Nie sposób byłoby przytoczyć wszystkich przypadków pobić czy zranień, do jakich dochodziło w trakcie zajazdów.

Z kolei Anna Dziewczopolska w podły sposób została wypędzona z włości przez Zygmunta Myślęckiego. Tym razem był to wręcz sadyzm psychiczny. Nakazał on wyciąć drzewa owocowe w sadzie, zerwać dach z jej dworu i nie dawać kobiecie spać strzelaniem. Z izb wyniesiono ławy i powyrywano okna, a do środka zapędzono stado bydła, które zagnoiło cały dom

Czytaj też: Jak wyglądał dwór szlachecki?

Okrucieństwa w trakcie zajazdów nie brakowało

Nie sposób byłoby przytoczyć wszystkich przypadków pobić czy zranień, do jakich dochodziło w trakcie zajazdów. Zdarzało się, iż towarzyszyło im nawet branie na tortury! I nie miała tu znaczenia płeć ofiary. Stanisław Sokołowski został porwany i wywieziony do lasu, gdzie przywiązano go do drzewa nagiego, a później genitalia w drewna wczepowali, prątkami bieli w worek związali i utopić chcieli.

Z kolei poddaną Wojciecha Broniewskiego zamęczono na śmierć. Obdukcja uwidoczniła straszliwe męki, na jakie została wystawiona. Dominik Golec wylicza: plecy wszystkie ogniem, gorzałką i słomą spalone tak, aż skóra odpadła, ręce osobliwie postronkami od krępowania pobrzynane (…). Pach ręki lewej wypalone, łono wszystko wypalone, kolana spalone i pod kolany ciało wypalone. U kostek samych białość, do żeł poprzeżynane.

Polecamy video: Jak wyglądał dwór szlachecki?

Zawzięty szlachcic żywemu nie przepuścił… Ale czy była to tylko wina opieszałości sądów w Rzeczypospolitej? A może polska szlachta warcholstwo po prostu miała we krwi?

Bibliografia

  1. D. Golec, Zajazdy na Kujawach w XVII i XVIII wieku, „Przegląd Historyczny”, nr 73/3-4, 1982.
  2. J. Komuda, Warchoły, złoczyńcy i pijanice, Fabryka Słów, Lublin 2021.
  3. F. Papée, Skole i Tucholszczyzna. Monografia historyczna, Nakładem Gubrynowicza i Schmidta, Lwów 1891.
  4. I. Pugacewicz, Porządek sąsiedzki przemocą regulowany. O organizacji i funkcjach zajazdu w II poł. XVII i w XVIII wieku, „Białostockie Teki Historyczne”, tom 4/2006.

KOMENTARZE (13)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Maciej

A co teraz robi Tusk?

    Tikal

    Porządek

      Michał WLKP

      ordnung

    Fama

    Teraźniejsza szlachta niczym się nie różni. Stosują te same,a nawet gorsze taktyki co w średniowieczu , między sobą walczą o stołki , pieniądze kosztem ludzi bardziej biedniejszych . Pośmiewisko na cały świat . Walczą między sobą ,jak wściekła wataha . Mając przed sobą koryto pełne pieniędzy tych co ciężko pracują.

    emilio

    sprzata burdel po mafi pisowskiej

Tomo

A w literaturze opisywani są jako ludzie wykształceni,kulturalni itd.
Wszyscy magnaci to ludzie honoru, głębokiej wiary, zasad. Sami pisali taką historię i wszyscy w to wierzą. To dzięki nim były rozbiory Polski, cały kraj oddać innym.

Anonim

Autor przytoczył kilka przykładów zajazdów i porachunków pomiędzy szlachtą z czasów upadku RON – 2 połowa XVII i XVIII wieku. Czy jest w tym coś niezwykłego ? Dzisiaj także nie brakuje różnych „firm windykacyjnych” w postaci kilku „karków” którzy robią takie same zajazdy i „egzekwują” długi prawdziwe i wyimaginowane. Ten jeden z rozebraniem dachu, wyjęciu okien oraz usunięcia mebli i wpuszczeniu bydła do mieszkania przypomina takie same działania które podejmują do dziś dnia np….czyściciele kamienic w czasach rządów PO w Warszawie. Zresztą był nawet serial historyczny pt. „Rycerze i rabusie” w którym główny bohater starosta jurydyczny, którego rola polega na egzekwowaniu prawa w XVII wieku, musi w tym celu stosować przymus zbrojnej drużyny. Bo ludzie których te sprawy dotyczą często albo mają swoje oddziały zbrojnych, albo są na tyle bogaci ze mogą sobie lekceważyć prawo. NIHIL NOVI SUB SOLE.

Seboho

Nic niezwykłego w Europie. Niemcy mieli szlachtę bandycką, która ze swych zamków napadała na każdego,we Francji toczyli szlachcice regularne wojny. Ten portal zaś prowadzi politykę historyczną pod zamówienie propedeutyki negacji i wstydu. Od kilku miesięcy, pojawiają się artykuły, delikatnie mówiąc niechętne wobec Polski. Strasznie tendencyjne.

    niepoprawny politycznie

    Lepiej bym o tym nie napisał – nie można chyba tego celniej ująć.

    jzzg

    Ale mam pytanie: Autor kłamie, czy pisze prawdę?

      Zouave

      Czekamy na prawdę o szlachcie innych krajów.

Robert

Mój komentarz jest taki że zapewne szlachta hiszpańska albo włoska lub niemiecka była lepsza. Dlatego nazywali polską szlachtę Irokezami. Oni tam nikogo nie krzywdzili i nawet Żydów nie wypędzali i żadnych pogromów nie robili. Dlatego słusznie piszemy i przypominany o takich dzikich polskich szlachcicach ponieważ to jest typowy polski warcholizm i ludzie którzy tę część Europy zamieszkiwali i zamieszkują niczego tej Europie nie dali. Ta ludność wymaga prowadzenia i kultury od innych a najlepiej od Niemców co piszę z największej litery.
Mam jednak nadzieję że to wszystko przeminie jak wszystko przemija a Polska będzie ponieważ ,bez Polski również i Europy nie będzie. Niczego więc nie zmieni z ochydzanie polskości poza tym że więcej ofiar to pochłonie kiedy dojdzie do nieszczęścia europejskiego i Polacy będą potrzebni i ich patriotyzm i ta z ochydzana dzisiaj kultura, dlaczego? Bo będzie mało tych Polaków gotowych do ofiary za wartości prawdziwe i powtórzy się to co było od wieków posłannictwem Polaków i ich losem: bohaterstwo i męstwo bo „w życiu są rzeczy ważniejsze niż życie.”

Kurrr zapial

„warcholstwo po prostu miała we krwi” – patrz Grzegorz Braun

Zobacz również

Nowożytność

Polska szlachta (dosłownie) od kuchni. Jak zabawiali się szlachcice podczas sarmackich uczt?

Polska szlachta lubiła sobie dobrze pojeść. Niestraszne jej były nawet posty, z których potrafiła wyjść nie tylko obronną ręką, ale i... z pełnym brzuchem.

8 lutego 2024 | Autorzy: Herbert Gnaś

Nowożytność

Żółte włosy, jedwabne muszki, klejący się róż na policzkach i brwi czernione migdałami... Tak malowały się polskie szlachcianki

Polskie szlachcianki (w przeciwieństwie do swych mężów) chciały iść z duchem czasu. Ale życie elegantek w XVII i XVIII wieku nie było łatwe. Jak o...

4 stycznia 2024 | Autorzy: Herbert Gnaś

Nowożytność

Czym się różnił „zwykły” szlachcic od magnata?

Teoretycznie w I RP „szlachcic na zagrodzie był równy wojewodzie”. Ale nie bez powodu przedstawiciele średniej szlachty marzyli, by wydać córkę za syna magnata.

29 grudnia 2023 | Autorzy: Maria Procner

Nowożytność

Jak szlachcica widzą, tak go piszą... Polska szlachta stała na przekór trendom. Stworzyła własny, osobliwy styl

Szlachcic był bardzo zapracowanym człowiekiem. Musiał dbać o swoją pozycję, dwór, gospodarstwo i... wygląd. Ale bynajmniej nie podążał za europejską modą...

15 grudnia 2023 | Autorzy: Herbert Gnaś

Nowożytność

„Jam jest dwór polski, co walczy mężnie i strzeże wiernie”. W jakich warunkach mieszkała polska szlachta?

Szlachecki dwór dziś nazwalibyśmy rezydencją. To tu każdy szlachcic czuł się jak w domu. Dzielił, rządził i… wygodnie sobie żył, a w razie potrzeby się...

13 grudnia 2023 | Autorzy: Herbert Gnaś

Nowożytność

Skąd wziął się zwyczaj robienia zmarłym portretów trumiennych? Jest starszy, niż ci się wydaje!

Na pogrzebie często można zobaczyć ramkę ze zdjęciem zmarłego. Ale wizerunek nieboszczyka przy tej okazji to żadna nowość – najlepiej wiedzieli o tym sarmaci.

24 czerwca 2023 | Autorzy: Gabriela Bortacka

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Najciekawsze historie wprost na Twoim mailu!

Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.