Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Chrzest Polski, czyli jak Dobrawa Mieszka zbałamuciła…

Chociaż złośliwcy wytykali czeskiej księżniczce zaawansowany wiek i bezwstydne prowadzenie się, to jednak potrafiła skutecznie zawrócić w głowie naszemu władcy.

fot.Ludwik Patek/domena publiczna Chociaż złośliwcy wytykali czeskiej księżniczce zaawansowany wiek i bezwstydne prowadzenie się, to jednak potrafiła skutecznie zawrócić w głowie naszemu władcy.

W czeskiej krainie pojął on za żonę szlachetną siostrę Bolesława Starszego [Bolesława II], która okazała się w rzeczywistości taką, jak brzmiało jej imię. Nazywała się bowiem po słowiańsku Dobrawa, co w języku niemieckim wykłada się: dobra…” – rozpisywał się o przymiotach Mieszkowej małżonki Thietmar z Merseburga. I chociaż złośliwcy wytykali czeskiej księżniczce zaawansowany wiek i bezwstydne prowadzenie się, to jednak potrafiła skutecznie zawrócić w głowie naszemu władcy.

Niestety, do dzisiaj nie są znane bezpośrednie przyczyny, które skłoniły Mieszka I do przyjęcia chrztu. W dostępnych źródłach owo zdarzenie jawi się wręcz jako przypadkowy skutek pojęcia chrześcijańskiej księżniczki za żonę. I właśnie ta przypadkowość kazała historykom na snucie niekończących się rozważań i domysłów nad głębszymi przyczynami tak doniosłego wydarzenia.

Jak podkreśla badacz tematu historyk Andrzej Pleszczyński:

w podręcznikach decyzję Mieszka zwykle tłumaczy się względami politycznymi, wyjaśniając między innymi, że chciał on wprowadzić swoje państwo do Europy, czy też pragnął wzmocnić swoją władzę, narzucając różnym plemionom jedną wiarę, w dodatku »nowoczesną«. Tego rodzaju interpretacje są jednak próbą racjonalizacji z naszego, dzisiejszego punktu widzenia motywów pewnego niejasnego dla nas rozstrzygnięcia.

Co więcej, postrzegając w ten sposób tak ważną decyzję księcia, robi się z niego wręcz wyrachowanego jasnowidza – znającego przyszłość i kalkulującego, co jest opłacalne z punktu widzenia władzy i interesów państwa. A jakkolwiek byśmy nie doceniali Mieszka I, to nie możemy przesadzać z peanami na jego cześć.

Czy Mieszko bał się Niemców?

Faktem jednak jest, że w latach 60. X wieku państwo Polan znalazło się w trudnym położeniu. I nie chodzi wcale o zagrożenie ze strony cesarza Ottona I. Owszem, zasięg jego władzy w najbliższym sąsiedztwie mógł niepokoić polskiego księcia. „Energiczny i bezwzględny margrabia Geron, najważniejszy wówczas wielmoża saski, właśnie kończył podbój Łużyc. Wcześniej z jego wydatnym udziałem pokonano Połabian (Obodrzyców i Wieletów) i nałożono na nich trybut wraz ze zwierzchnością polityczną” – zauważa Andrzej Pleszczyński.

Co więcej, na południu od władzy cesarskiej uzależniony został czeski Bolesław I Srogi. Na tym jednak niemiecki impet się kończył. Potrzeba było czasu na zagospodarowanie nowych nabytków i pełne ujarzmienie cały czas groźnych Słowian połabskich.

Często podkreślane obawy Mieszka, jako pogańskiego władcy, przed nawracającymi najazdami rycerstwa niemieckiego można włożyć między bajki.

fot.domena publiczna Często podkreślane obawy Mieszka, jako pogańskiego władcy, przed nawracającymi najazdami rycerstwa niemieckiego można włożyć między bajki.

Również często podkreślane obawy Mieszka, jako pogańskiego władcy, przed nawracającymi najazdami rycerstwa niemieckiego można włożyć między bajki. Ta projekcja wstecz późniejszych doświadczeń kontaktów z zachodnim sąsiadem, spotęgowanych zaborami oraz hitlerowską nawałą, miała się nijak do ówczesnej sytuacji.

I o ile Mieszko nie mógł wiedzieć, że w przyszłości przyjęcie chrześcijaństwa i tak nie ochroni jego potomków przed cesarskimi wyprawami, o tyle przykład Czechów był mu doskonale znany. Południowi sąsiedzi bowiem doznali łaski chrztu pod koniec IX wieku, a i tak w następnym stuleciu przychodziło im stawiać czoła germańskim zakusom.

Ponadto w tym czasie oczy Ottona I były skierowane na Rzym. Konflikt z Konstantynopolem, kwestionującym jego tytuł cesarski, sprawił, że na jakiś czas przeprowadził się nawet do Wiecznego Miasta. Zatem prawdopodobnie nie kwapił się do dalszego parcia na wschód i chronione przepastnymi puszczami i bagnami Mieszkowe władztwo mogło się czuć raczej bezpiecznie.

Czytaj też: Kiedy naprawdę doszło do chrztu Polski?

Kryzys wiary

Zagrożenie istniało jednak z zupełnie innej strony. Kroniki wspominają bowiem o ciężkich walkach i niepowodzeniach Mieszka w starciach z Wieletami wspieranymi przez saskiego awanturnika i banitę Wichmana. W bojach gdzieś w okolicach północnych krańców ziemi lubuskiej miał nawet zginąć nieznany z imienia brat księcia Polan.

Historycy skłaniają się ku tezie, że być może właśnie te niepomyślne wydarzenia skłoniły Mieszka do przemyśleń, co robić dalej. Nie można przy tym odrzucić podejrzenia, że mógł on wówczas stracić wiarę w moc sprawczą bóstw opiekuńczych własnego ludu. Wiadomo przy tym doskonale, że poddani zawsze żądali od swojego władcy sukcesów militarnych i związanych z nimi doraźnych, szybkich korzyści.

Kroniki wspominają o ciężkich walkach i niepowodzeniach Mieszka w starciach z Wieletami wspieranymi przez saskiego awanturnika i banitę Wichmana.

fot.E.G. Kruger after Franciszek Smuglewicz/domena publiczna Kroniki wspominają o ciężkich walkach i niepowodzeniach Mieszka w starciach z Wieletami wspieranymi przez saskiego awanturnika i banitę Wichmana.

Należy przecież pamiętać, że ówczesny system sprawowania władzy oparty na drużynie książęcej wymagał stałego ponoszenia kosztów jej utrzymania. Od arabskiego podróżnika Ibrahima ibn Jakuba wiemy, że oprócz pełnego utrzymania drużynnicy dostawali co miesiąc żołd w srebrze, dodatkowo zaś, jeśli któremuś z nich urodziło się dziecko, jemu również książę płacił żołd. A w przypadku ślubów dzieci drużynników książę odpowiadał za wiano i dary ślubne. Zatem, jak widać, wydatki były ogromne i aby im sprostać, „władca musiał być wodzem zwycięskim” – podkreśla Pleszczyński.

Brak triumfów w polu mógł zatem dla ówczesnych oznaczać zwyczajnie niechęć niebios wobec ich przywódcy – a takiego monarchy ludzie chcieli się jak najszybciej pozbyć. Co więcej, Wieleci zdawali się nie tylko bogatsi i sprawniejsi militarnie, ale też posiadali sławne sanktuarium w Radogoszczy. A czczony w nim Swarożyc jawił się jako skuteczniejszy niż polański panteon.

Przeżywając zatem swoisty kryzys wiary i nie mając możliwości ekspansji w kierunku bogatszych obszarów, które dawałyby łupy niezbędne do utrzymania drużyny i państwa, Mieszko zwrócił się na południe. Ale nie by grabić, ale pokojowo ratować swoje władztwo.

Czytaj też: Panteon słowiańskich bogów. Czy Jan Długosz naprawdę opisał system wierzeń dawnych Polaków?

Jak dobrze mieć sąsiada

Ratunkiem okazali się… wspierający swego czasu Wieletów czescy Przemyślidzi. Pod naciskiem Ottona I porzucili oni połabskich sojuszników – z którymi zresztą, jak podejrzewają niektórzy historycy, nie utrzymywali od jakiegoś czasu bliższych stosunków – i przeszli na stronę księcia Polan.

Cesarz liczył zapewne na wspólną pomoc Mieszka i Czechów w walce z nieujarzmionymi Wieletami. Zwłaszcza że, potwierdzając wywody badacza tematu Roberta F. Barkowskiego, ówczesne „kroniki podkreślają nieprzejednanie wrogi stosunek cesarza do Wieletów, z czego wynika, że nie mógłby on tolerować bliższych sojuszniczych związków księcia czeskiego z nimi”.

Jako swoistą gwarancję nowego aliansu zaaranżowano małżeństwo księcia Polan z córką władcy czeskiego Bolesława I Srogiego – Dobrawą.

fot.Jan Matejko/domena publiczna Jako swoistą gwarancję nowego aliansu zaaranżowano małżeństwo księcia Polan z córką władcy czeskiego Bolesława I Srogiego – Dobrawą.

Jako swoistą gwarancję nowego aliansu zaaranżowano małżeństwo księcia Polan z córką władcy czeskiego Bolesława I Srogiego – Dobrawą. O owym mariażu „zdecydowała zapewne nie tylko bliskość etniczna i geograficzna, ale również przypadek. Bolesław I Srogi miał bowiem córkę w wieku odpowiednim do zamążpójścia” – podkreśla Andrzej Pleszczyński. A w okolicy nikt taką partią nie dysponował.

Jakkolwiek było, wszystkie strony zyskiwały na takim układzie – cesarz sprzymierzeńców w walce na Połabiu, Czesi zaangażowanie Mieszka w bojach na północy, odciągających – według wybitnego średniowiecznika Henryka Łowmiańskiego – jego uwagę od terenów Śląska i Małopolski, na które chętnie spoglądali Przemyślidzi, czy wreszcie sam władca Polan, ratujący układem z czeskim sąsiadem własny tron.

Czytaj też: Dobrawa, Dubrawka, Dąbrówka… Jak naprawdę miała na imię pierwsza polska władczyni?

Chrzest w pakiecie

Wnioskując z przekazów Thietmara, wstępne rozmowy sojuszniczo-małżeńskie przeprowadzono na przełomie lata i jesieni 964 roku w Pradze. Nie jest przy tym jasne, czy wśród warunków przymierza był chrzest, czy może decyzja o nim zapadła później. Niektórzy historycy, z gigantami polskiej mediewistyki Henrykiem Łowmiańskim oraz Gerardem Labudą na czele, sugerowali, że najważniejszą rolę w podjęciu decyzji o chrzcie odegrać miała Dobrawa. I to ona w umiejętny sposób wpłynęła na swego małżonka, by ten zdecydował się na przyjęcie chrześcijaństwa.

Jest też druga grupa, z nie mniej słynnymi badaczami jak Jan Dąbrowski i Jerzy Dowiat, która jednak odbiera czeskiej księżniczce moc sprawczą Mieszkowego chrztu. W związku pogańskiego księcia z chrześcijanką historycy ci kazali się dopatrywać zamiaru zmiany wiary – i to w ramach realizacji wcześniejszych ustaleń. Jednocześnie wskazuje się panującą ówcześnie manierę kronikarską, wedle której pobożna niewiasta obłaskawia barbarzyńcę, ratując jego duszę i powielając własne przymioty.

Dzisiaj coraz większą popularność zdobywa teza, że Mieszkowe nawrócenie wynikało z autentycznych pobudek religijnych, a nie z chłodnej kalkulacji politycznej.

fot.Jan Matejko/domena publiczna Dzisiaj coraz większą popularność zdobywa teza, że Mieszkowe nawrócenie wynikało z autentycznych pobudek religijnych, a nie z chłodnej kalkulacji politycznej.

Wobec skąpych źródeł traktujących o tym wydarzeniu trudno zatem jednoznacznie określić, jak rzeczywiście było. Krakowskim targiem można chyba zaryzykować twierdzenie, że zapewne każdy z podnoszonych argumentów miał rację bytu.

Niemniej dzisiaj coraz większą popularność zdobywa teza, że Mieszkowe nawrócenie wynikało z autentycznych pobudek religijnych, a nie z chłodnej kalkulacji politycznej. Według niektórych badaczy w nawróceniach średniowiecznych władców chodziło nie tylko o geopolitykę i socjotechnikę, lecz także o pytanie, który bóg „skuteczniej wyjednuje łaskę niebios”. A wobec wspomnianego wcześniej prawdopodobnego kryzysu wiary Mieszka w dotychczasowe duchy opiekuńcze swego ludu, taki obrót sprawy jest całkiem możliwy. Amerykański historyk Philip Steele stwierdza nawet wprost:

Mieszko uwierzył, że chrześcijański Bóg skuteczniej mu pomoże w jego doczesnych zamiarach. I rzeczywiście tak się stało: po chrzcie Mieszko odnosił jedno zwycięstwo po drugim i ostatecznie zwiększył swoje terytorium niemal czterokrotnie.

Byłby więc Mieszko naszym rodzimym Konstantynem Wielkim, z sukcesami walczącym pod znakiem krzyża.

Czytaj też: Zabił syna, żonę i… został świętym. Konstantyn Wielki i jego ofiary

Nowa gospodyni

Cokolwiek stało za przyjęciem chrztu przez Mieszka, to faktem jest, że Dobrawa nie od razu zawitała w progi oblubieńca. Źródła każą nam się domyślać, że stało się to na początku 965 roku. Nie była na pewno zachwycona politycznym mariażem z poganinem, który „w takich pogrążony był błędach pogaństwa, że wedle swego zwyczaju siedmiu żon zażywał” – pisał Gall Anonim. Co więcej, jak podaje dalej nasz kronikarz:

odmówiła poślubienia go, jeśli nie zarzuci owego zdrożnego obyczaju i nie przyrzeknie zostać chrześcijaninem. Gdy zaś on na to przystał, że porzuci ów zwyczaj pogański i przyjmie sakramenta wiary chrześcijańskiej, pani owa przybyła do Polski z wielkim orszakiem dostojników świeckich i duchownych, ale nie pierwej podzieliła z nim łoże małżeńskie, aż powoli a pilnie zaznajamiając się z obyczajem chrześcijańskim i prawami kościelnymi, wyrzekł się błędów pogaństwa i przeszedł na łono matki-Kościoła.

Gall zdawał się w tym względzie sugerować wcześniejszym i utrzymanym w podobnym tonie zapisem Thietmara, wedle którego „owa wierna wyznawczyni Chrystusa, widząc swego małżonka pogrążonego w wielorakich błędach pogańskich, zastanawiała się usilnie nad tym, w jaki sposób mogłaby go pozyskać dla swej wiary”.

Warto zauważyć, że zarówno Gall, jak i niemiecki dziejopis raczej jednoznacznie podkreślają, że najpierw doszło do małżeństwa, a chrzest był efektem usilnych działań czeskiej księżniczki.

fot.Ksawery Pilati/domena publiczna Warto zauważyć, że zarówno Gall, jak i niemiecki dziejopis raczej jednoznacznie podkreślają, że najpierw doszło do małżeństwa, a chrzest był efektem usilnych działań czeskiej księżniczki.

Dobrawie na pewno nie było łatwo odnaleźć się w nowym, wyznającym politeizm otoczeniu. Tym bardziej należy doceniać jej postawę i starania o zjednanie Mieszka dla idei chrześcijańskiej i „dla korzyści wynikających z owej chwalebnej i przez wszystkich wiernych pożądanej nagrody w życiu przyszłym” – jak pisał z kolei Thietmar.

W walce o duszę małżonka nie wahała się nawet wystawić na szwank własnej pobożności. Według kronikarza z Merseburga Dobrawa dobrowolnie wstrzymywała się od postów, aby swego małżonka nie zrażać od razu surowością wymagań nowej wiary. Ten natomiast miał przez długi czas okazywać nieudawaną obojętność dla starań żony. Jej pracowitość i ryzykowne zabiegi sprawiły w końcu:

iż ten, który tak srodze prześladował, pokajał się i pozbył na ustawiczne namowy swej ukochanej małżonki jadu przyrodzonego pogaństwa, chrztem świętym zmywając plamę grzechu pierworodnego.

Warto przy tym zauważyć, że zarówno Gall, jak i niemiecki dziejopis raczej jednoznacznie podkreślają, że najpierw doszło do małżeństwa, a chrzest był efektem usilnych działań czeskiej księżniczki. Mogłoby to zatem wskazywać, że przyjęcie chrztu nie było warunkiem sojuszu. Ciekawe jednak, co by się stało, gdyby Mieszko pozostał wierny dotychczasowej wierze i próbował przekonać do niej swoją małżonkę. Unieważniono by ślub?

Czytaj też: Siedem nierządnych nałożnic. Czy Mieszko I naprawdę miał własny harem?

Mysko dux baptizatur

Tak jak istnieją niekończące się problemy z jednoznacznym określeniem przyczyn oraz siły sprawczej przyjęcia chrztu, tak samo kłopotliwe jest wyznaczenie jego daty. I o ile jeszcze rok 966 został przyjęty w efekcie wykoncypowania na podstawie dostępnych źródeł, o tyle daty dziennej próżno jest tam szukać.

W toku burzliwych debat historyków padały różne propozycje, jak np. 25 grudnia, argumentowany przyjęciem chrztu w tym dniu przez króla Franków Chlodwiga I. Ostatecznie jednak w myśl odwiecznego sporu o wyższość świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiejnocy wygrała ta druga opcja. Przyjęto zatem, że stało się to w wigilię Zmartwychwstania Pańskiego, 14 kwietnia – gdyż właśnie Wielką Sobotę uznawano zwyczajowo za dzień poświęcony obrządkom chrzcielnym.

Tak jak istnieją niekończące się problemy z jednoznacznym określeniem przyczyn oraz siły sprawczej przyjęcia chrztu, tak samo kłopotliwe jest wyznaczenie jego daty.

fot.domena publiczna Tak jak istnieją niekończące się problemy z jednoznacznym określeniem przyczyn oraz siły sprawczej przyjęcia chrztu, tak samo kłopotliwe jest wyznaczenie jego daty.

Problemem przez długi czas pozostawała również kwestia miejsca tej uroczystości. Część mediewistów uważała, że chrztu księcia Polan dokonano poza granicami piastowskiego państwa. Wskazywano przy tym np. Ratyzbonę, może nawet w obecności samego cesarza w roli ojca chrzestnego.

Taka teza została jednak odrzucona, gdyż tak ważne wydarzenie, jak przyjęcie w poczet władców chrześcijańskich księcia ościennego kraju, zostałoby zapewne skrzętnie odnotowane w cesarskich kronikach. A już na pewno nieprzepadający za Piastami Thietmar nie odmówiłby sobie satysfakcji podkreślenia faktu, że w celu przyjęcia sakramentu piastowski władca musiał pofatygować się aż do Rzeszy.

Pod uwagę brano także Pragę, ale i jej kandydatura straciła rację bytu z powodu wspomnianego wcześniej milczenia źródeł. Ostatecznie skupiono się na rodzimym podwórku i wybrano Ostrów Lednicki. Właśnie tam, w pobliżu grodu gnieźnieńskiego znaleziono basen chrzcielny, w którym zapewne „Mieszko książę został ochrzczony”.

Bibliografia

  1. Barkowski R.F., Mieszko I i Dobrawa, czyli sojusz Polski z Czechami, „Mówią Wieki” 4/2016.
  2. Dowiat J., Metryka chrztu Mieszka I i jej geneza, Warszawa 1961.
  3. Gall Anonim, Kronika polska, tłum. R. Grodecki, Wrocław 2003.
  4. Kosmasa Kronika Czechów, tłum. M. Wojciechowska, Wrocław 2006.
  5. Kóčka-Krenz H., Chrystianizacja państwa Piastów w źródłach archeologicznych, [w:] Nauka w służbie człowiekowi, red. E. Dobierzewska-Mozrzymas, A. Jezierski, Wrocław 2016.
  6. Kronika Thietmara, tłum. M.Z. Jedlicki, t. 1, Wrocław 2004.
  7. Labuda G., Mieszko I, Wrocław 2002.
  8. Labuda G., Studia nad początkami państwa polskiego, t.1, Wodzisław Śląski 2012.
  9. Łowmiański H., Religia Słowian i jej upadek, Warszawa 1986.
  10. Pleszczyński A., Chrzest Mieszka I – świadomy wybór czy konieczność polityczna?, „Mówią Wieki” 4/2016.
  11. Steele P.E., Nawrócenie i chrzest Mieszka I, Kraków 2016.

Czy wiesz, że ...

...jednym z najbardziej intratnych zawodów w średniowiecznej Polsce było aptekarstwo? XIV-wiecznych farmaceutów stać było np. na nieruchomości w mieście czy rozkręcenie dochodowego handlu saletrą.

...w średniowiecznej Anglii używano niezwykłej metody, by dowieść swojej niewinności? Oskarżony musiał połknąć grudę złożoną z przaśnego, jęczmiennego wypieku oraz owczego sera wytworzonego w maju. Jeśli podczas mszy świętej zdołał pochłonąć całość, uznawano go za wolnego od zarzutów.

Komentarze (4)

  1. niepoprawny politycznie Odpowiedz

    Nikt nie chce skomentować? A to dziwne, bo…

    Bo to artykuł naprawdę godny uwagi – wysoce profesjonalna analiza.
    Zwraca uwagę, na to że to nie chęć zablokowania ekspansji niemieckiej, wzmocnienia się wobec tych rzekomych odwiecznych „arcywrogów”, stała za…, a…
    A wręcz odwrotnie…! – sprzymierzenia się z nimi!…
    Obok bowiem niewątpliwie atrakcyjności ideowej chrześcijaństwa; to chęć PRZYMIERZA Z niemieckim przecież głównie CESARSTWEM, było przyczyną główną przyjęcia chrztu – zgoda.
    Tak to podsumowuje jeden z portali: „…przyjęcie chrztu umożliwiało Mieszkowi I większe zbliżenie z potężnym władcą i zawiązanie sojuszu militarnego przeciwko Wieletom.”

    Warto dodać, że przyjmując chrzest Mieszko chciał definitywnie „odróżnić się” od ówczesnych realnych swych zdecydowanie największych wrogów – Wieletów – Luciców.
    Wg. naszego najwybitniejszego chyba archeologa zajmującego się Połabianami i Pomorzanami, Władysława Łosińskiego, Wieleci przeżywali w IX i na początku X wieku kryzys. Żyjący z łupiestwa, handlu (głównie niewolnikami?) i rzemiosła (ale nie rolnictwa), ten związek plemienny coraz bardziej miał bowiem ograniczone możliwości ekspansji „łupieżczej” na zachodzie.
    „Wyniszczające wojny toczone przez Wieletów w tym czasie z Niemcami pogłębiły zapewne jeszcze skalę wewnętrznego kryzysu.” (W.Ł.)
    I co dla nas najistotniejsze, mimo to – pogłębiającego się kryzysu – to Wieleci, często posiłkowani przez Pomorzan, byli z reguły w nich zwycięscy. „H. Łowmiański nie wyklucza nawet możliwości udziału po stronie Wieleckiej oddziałów Polan…”
    Czy byliśmy do tego zmuszeni przez Wieletów?

    Jednak po niedocenianej nieco przez naszą historiografię, a naprawdę wielkiej „…wojnie niemiecko-wkrzańskiej w 954 r., zwycięsko zakończonej przez wojska margrabiego Gerona…”, gdzie Wieleci ponieśli w końcu bezprzykładną klęskę, a…
    „Zwycięstwo to strona niemiecka przyjęła z uczuciem szczególnego triumfu, co WSKAZUJE NA RANGĘ POLITYCZNĄ I SIŁĘ MILITARNĄ PRZECIWNIKA.” „…wojna niemiecko-wkrzańska [Wkrzanie plemię należące do związku wieleckiego] byłaby w tym przypadku JEDNYM Z WAŻNIEJSZYCH EPIZODÓW na arenie wydarzeń politycznych w środkowej Europie w drugiej połowie X w.” (…)

    Celem głównym najazdów łupieżczych Wieletów i Pomorzan stało się po tej przegranej, szybko rozwijające się „państwo” Polan i… I stąd już krok do „karuzeli zmiany sojuszy”.
    Na dodatek Wieleci i Pomorzanie byli konkurentami Polan w eksporcie ceramiki na bogaty rynek skandynawski – wzorce ceramiki wielkopolskiej były podobne – naśladownictwem (?) ceramiki połabskiej i pomorskiej.

    Niestety my na Wieletów (może mniej na Pomorzan) patrzymy dzisiaj z lekceważeniem, jako na tą grupę plemion, która została zdominowana przez Niemców – „starta” z kart historii. Skrajnie nie doceniamy ich ówczesnego – X w., wielkiego potencjału polityczno-militarnego, a ten był przynajmniej do lat 60-tych tegoż X w., co najmniej porównywalny z piastowskim.

    „Zatem kluczem do URATOWANIA SIĘ Z BEZNADZIEJNEJ SYTUACJI W WOJNIE Z WIELETAMI było zachowanie dobrych stosunków z Ottonem I.” pisze jeden z portali. Postawiony „pod murem” z rozmysłem zatem „…Mieszko I wchodził w rodzinę władców chrześcijańskich oczekując, że ta wspólnota wyznania umocni ten sojusz i jego ostrze skieruje w pogańskich Wieletów.”
    Stąd inny portal podsumowuje to tak: „Obecnie za główną przyczynę przyjęcia nowej wiary przez księcia Mieszka I przyjmuje się jego sojusz z Bolesławem II księciem czeskim (ojcem Dobrawy) przeciwko Wieletom, tj. grupie plemion Słowian połabskich, którzy sprzymierzeni z Wolinianami najeżdżali ziemie piastowskie.”

  2. Michal Odpowiedz

    Trochę nie rozumiem, dlaczego o Mieszku często się pisze , że wcale nie bał się ekspansji Niemców, że decyzja o chrzcie to w sumie było takie niewiadomo co, albo jak tu, że Dobrawa go zbałamuciła. Jak się poczyta roczniki niemieckie z lat 920-940, to tam co chwilę jest coś w stylu „cesarz ten a ten podbił plemię X, Y i zmusił je do trybutu”, „Ten a tamten ruszył na wojnę z plemienim XY, podbił je i wymordował, a ludzi wypędził” etcetera, itd. itp. Całkiem przypadkiem przełom lat 20 i 30 X wieku to czas intensywnej rozbudowy grodów piastowskich, przypadeg? Nie sądzę. Wydaje mi się, że Mieszko pamiętał, co jego ojciec albo dziad opowiadali o uchodźcach z Połabia i miał to mocno z tyłu głowy. A ten tu pisze, że Dobrawa go zbałamuciła. Litości

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.