Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Włodzimierz Krzyżanowski. Generał o trudnym nazwisku

Włodzimierz Krzyżanowski miał 24 lata i nie znał słowa po angielsku. Po zejściu ze statku nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Później twierdził, dość enigmatycznie, że rzucał słowa „wypowiedziane mimowolnie w starej mowie Lechitów”.

Barmani często mają dobre historie do opowiedzenia. W 1874 roku właściciel pewnej tawerny w San Francisco twierdził, że amerykański Senat nie zatwierdził jego nominacji na generała brygady, bo nikt nie potrafił wymówić jego nazwiska. Nazywał się Włodzimierz Krzyżanowski.

Ta historia najprawdopodobniej jest prawdziwa, co w przypadku tego jegomościa wcale nie jest oczywistością. Opowieści, jakoby był najbliższym kuzynem Fryderyka Chopina czy gubernatorem Alaski, nie znajdują potwierdzenia, chociaż można przeczytać o nich nawet w Polskim słowniku biograficznym. Jednak i tak trochę przygód Krzyżanowski przeżył.

„A cóż mama na to powie?”

Urodził się w 1824 roku w Rożnowie pod Obornikami w Wielkopolsce. Jego dzieciństwo nie było specjalnie szczęśliwie. Ojciec popadł w straszliwe długi, sprzedał majątek i niedługo potem zmarł. Matka zabrała pozostałe dzieci i wyjechała do Kongresówki, a mały Włodzimierz wychowywał się u krewnych ojca w Poznaniu.

Młodzieńcza żądza przygód i patriotyczne tradycje (stryj i przyrodni brat walczyli w powstaniu listopadowym) doprowadziły go do działalności spiskowej. Zagrożony w 1846 roku aresztowaniem, wyjechał do Hamburga, gdzie kupił bilet na statek do Ameryki. Dzień przed wyjazdem poszedł, jak to ujął, „zapoznać się bliżej z grą hazardową”. I w ciągu kilku godzin przepuścił wszystkie fundusze.

Miał szczęście, bo w Hamburgu, zapewne w kłębach papierosowego dymu, usłyszał w ojczystym języku: „A cóż mama na to powie?”. Okazało się, że spotkał pewnego jegomościa z Wielkopolski, który naprawdę znał jego matkę. Pożyczył Włodzimierzowi pieniądze, zapewniając, że odzyska je od pani Krzyżanowskiej. Chłopak zaraz pobiegł na statek, by – jak się miało okazać – na zawsze opuścić Europę.

Czytaj też: Maurycy August Beniowski. Polak, który został cesarzem Madagaskaru

Słowa „w starej mowie Lechitów”

Kilka tygodni później zobaczył Amerykę.

Nowy York, stolica i największe miasto olbrzymich Stanów Zjednoczonych, dziś jeszcze nieświetnie przedstawia się od morza – a wtedy o wiele gorzej było. Panorama, roztaczająca się przed zawijającym do portu okrętem, nie należała wcale do malowniczych. Nawał dachów, po największej części płaskich, spory snop porozrzucanych kominów fabrycznych i mury, zewsząd mury, cisnące się na siebie – wspominał ponad trzy dekady później.

Z tą stołecznością Nowego Jorku to nie była jednorazowa pomyłka, bo w swoich wspomnieniach nieraz nazywa miasto stolicą. Czuł, że właśnie tam bije serce Ameryki.

Włodzimierz Krzyżanowski miał 24 lata i nie znał słowa po angielsku. Po zejściu ze statku nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Później twierdził, dość enigmatycznie, że rzucał słowa „wypowiedziane mimowolnie w starej mowie Lechitów”. Pewnie po prostu soczyście przeklinał, że dał się namówić na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Ale zaraz zwrócił na niego uwagę pewien woźnica, jak się okazało Polak mieszkający od lat po tamtej stronie Atlantyku. Rzucił się na Krzyżanowskiego, powitał go niemal ze łzami w oczach i zawiózł do swoich znajomych, również Polaków.

Obraz przedstawiający Nowy Jork ok. 1850 r.

Solidarność Polaków na emigracji brzmi nieco egzotycznie, ale emigracja z pierwszej połowy XIX wieku różniła się od tej późniejszej. Jeszcze nie nadeszły czasy, kiedy bieda wygnała znad Wisły chłopów i wysłała ich za Atlantyk. Sporo było wychodźców szlacheckiego pochodzenia – a polska szlachta odczuwała stanowo-narodową solidarność.

Czytaj też: Polscy strażnicy Teksasu. Niesamowita historia naszej kolonii w Stanach Zjednoczonych

„Wojna o niepodległość murzynów”

Życie Krzyżanowskiego w Stanach Zjednoczonych zaczęło się układać. Nauczył się języka, dostał pracę jako inżynier cywilny przy pomiarach w stanie Wirginia, później przy budowie dróg kolejowych w stanach Środkowego Zachodu. W 1854 roku ożenił się z Caroline Burnett. Podaje się, że jej ojciec był generałem, ale dane ze spisów powszechnych wskazują, że była córką Enocha Burnetta, działającego w branży garncarskiej.

W każdym razie Krzyżanowski zapuścił korzenie, zaczął udzielać się politycznie i miał zdecydowane poglądy na kwestię niewolnictwa. Kiedy wybuchła wojna secesyjna i 15 kwietnia 1861 roku prezydent Abraham Lincoln zaapelował o 75 tysięcy ochotników, Krzyżanowski już tydzień później stał na czele oddziału milicji. Jednostka zwała się oficjalnie „Krzyzanowski’s Company, Militia Infantry”. Tak zaczął swój udział, jak to określał, w „wojnie o niepodległość murzynów”. Uważał ją za jeden z „najszlachetniejszych czynów bieżącego stulecia”.

Czytaj też: Początki niewolnictwa w Nowym Świecie. Historia wykorzystywania białych i czarnych w Ameryce

Legion Polski

Oddział sformowany przez Krzyżanowskiego został kilka miesięcy później rozwiązany, ale on sam już pozostał w wojsku. W sierpniu 1861 roku awansował na pułkownika i koniec końców stanął na czele 58. Pułku Piechoty Ochotników Nowojorskich (58th New York Infantry Regiment). Chociaż trzon jednostki stanowili Niemcy, Włosi, Duńczycy, Francuzi i Rosjanie, to zwano ją Legionem Polskim.

Krzyżanowski był żywą egzemplifikacją frazy „za wolność naszą i waszą”. Nie był może specjalnie utalentowanym dowódcą, ale z pewnością odważnym i ofiarnym. W bitwie nad Bull Run doznał wstrząśnienia mózgu, pod Gettysburgiem przygniótł go zabity pod nim koń. Doceniano go, bo już 29 listopada 1862 roku otrzymał nominację na generała brygady. Carl Schurz, niemiecki dziennikarz i przyjaciel Krzyżanowskiego, pisał:

Prezydent zamianował go […] do tej rangi, ale Senat odmówił zatwierdzenia nominacji, gdyż – jak mówiono – nie było tam nikogo, kto by potrafił wymówić jego nazwisko.

Piotr Derengowski, autor książki o udziale Polaków w wojnie secesyjnej stwierdził:

Choć sytuacja opisana przez Schurza wydaje się nieprawdopodobna, to może zawierać w sobie ziarnko prawdy, tym bardziej że w dokumentach Senatu nazwisko Krzyżanowskiego występuje w formie „Kerzyzanowski”.

W marcu 1863 roku minął czas na ratyfikację nominacji. Dopiero dwa lata później otrzymał kolejną nominację na generała brygady, którą w marcu 1865 roku zatwierdził amerykański Senat.

Czytaj też: John Sobieski. Bohater USA i Meksyku, spadkobierca polskiej korony

Barman, nie gubernator

1 października 1865 roku Krzyżanowski wrócił do cywila. W relacjach nadsyłanych do starego kraju twierdził… Czego on to nie wymyślił! W opiekę miał dostać Alabamę. Potem „rząd […] uczynił mię Gubernatorem trzech najbogatszych Stanów południowych: Florydy, Georgii i Wirginii”. Mało? To sobie jeszcze dopisał ważną funkcję na Alasce, właśnie kupionej od Rosjan. W efekcie nawet w publikacjach naukowych figuruje jako gubernator tego stanu.

W rzeczywistości przez kilka lat pracował w szeroko rozumianej administracji – najpierw jako naczelnik urzędu pocztowego w dystrykcie Georgii i Florydy, później był agentem Departamentu Skarbu w Nowym Orleanie, wreszcie w Waszyngtonie. W 1874 roku został zwolniony i przeprowadził się do Kalifornii.

W San Francisco otworzył knajpę. Przy okazji poznał Henryka Sienkiewicza i Helenę Modrzejewską, której pomagał na początku amerykańskiej kariery.

W San Francisco otworzył knajpę. Przy okazji poznał Henryka Sienkiewicza i Helenę Modrzejewską, której pomagał na początku amerykańskiej kariery. Po pewnym czasie recesja zmiotła jego interes, a weteran wojny secesyjnej ruszył szukać nowego miejsca do życia.

Starzejący się Krzyżanowski był agentem celnym w Panamie, następnie przeniósł się do Nowego Jorku. W 1882 roku owdowiał, zaczęła męczyć go astma. Spisywał wspomnienia, tęsknił za rodzinnymi stronami. Zapewniał, że „dla mnie milszy byłby najskromniejszy domek […] jak najwspanialsze pałace tutaj”. Snuł jeszcze plany powrotu do Europy, ale 31 stycznia 1887 roku śmierć zabrała go w ostatnią drogę.

W XIX wieku można znaleźć kilka ciekawszych biografii Polaków, szukających szczęścia w dalekich krajach, ale losy Krzyżanowskiego przypominają, czym było niewolnictwo w Stanach Zjednoczonych z perspektywy ówczesnych Polaków. A było procederem, który większość potępiała, a niektórzy – jak Krzyżanowski – nie żałowali krwi, aby go ukrócić.

Bibliografia

Źródła

  1. Caroline M. Krzyzanowski, [w:] United States Census, 1860, District of Columbia, Washington, 3rd Ward District of Columbia, familysearch.org, [dostęp 2 IV 2021].
  2. Krzyzanowski Wladimir, [w:] California Great Registers, 1850–1920, Voter Registration, 1876, [dostęp 2 IV 2021].
  3. Krzyżanowski Włodzimierz, Wspomnienia z pobytu w Ameryce podczas wojny 1861–4, „Kłosy. Czasopismo ilustrowane tygodniowe poświęcone literaturze, nauce i sztuce”, t. 37, 1883.

Opracowania

  1. Chlipała Michał, Przyczynek do dziejów 58. Pułku Ochotników Nowojorskich – Legionu Polskiego, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace Historyczne” 138, 2011.
  2. Derengowski Piotr, Polacy w wojnie secesyjnej 1861–1865, Oświęcim 2015.
  3. Grot Zdzisław, Generał Włodzimierz Krzyżanowski, „Kronika Miasta Poznania” 15, 1937, 1.
  4. Grot Zdzisław, Krzyżanowski Włodzimierz, [w:] Polski słownik biograficzny, t. 15, 1970.

 

Czy wiesz, że ...

...podczas I wojny światowej choroby weneryczne stały się najlepszym pretekstem, aby choć na chwilę uciec od koszmaru walk? Innym rozwiązaniem były samopostrzały. Karano je jednak sądem wojennym, podczas gdy syfilis dawał wojennym bohaterom i dekownikom upragnione szpitalne łóżko.

Joseph Conrad oświadczył się swojej przyszłej żonie w bardzo niekonwencjonalny sposób? Oznajmił jej między inymi, że pewnie długo nie pożyje i nie chce mieć dzieci!

...walka o odkrycie bieguna południowego była prawdziwym morderczym wyścigiem dwóch podróżników? Wygrał Amundsen, który postawił na psy oraz wytrawnych narciarzy, podczas gdy jego rywal Scott zabrał na pokład... mandżurskie kucyki.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.